
Życie to coś więcej niż tylko zwiększanie jego tempa. – Mahatma Gandhi
To symbol statusu, o którym nikt nie mówi, wpleciony w naszą pracę, zabawę, domy i życie rodzinne. Zajmuje miejsce w naszych kalendarzach, listach rzeczy do zrobienia i niekończącym się spisie spotkań i zebrań. Może nas wyczerpać lub pobudzić, nieustannie szarpiąc naszą motywację do robienia więcej, odwdzięczania się i pozostawiania po sobie śladu. W jednej chwili może być źródłem zwiększonego stresu i częstych skarg, a w drugiej niepohamowanej radości.
Zapracowanie to nowa waluta, którą mierzymy nasz sukces, spełnienie i ostatecznie bogactwo naszego życia. „W niektórych kulturach spędzanie czasu na relaksie, spędzanie czasu na wakacjach jest oznaką statusu społecznego” — mówi Neeru Paharia, adiunkt w McDonough School of Business na Uniwersytecie Georgetown. „Ale w kulturze amerykańskiej jest zupełnie inaczej, gdzie ludzie jakoś przypisują wyższy status, wyższą pozycję społeczną osobom, które są zawsze zajęte, zawsze ciężko pracują, zawsze spędzają wiele godzin w pracy”.
Co ciekawe, gdy ludzie są zajęci nie z osobistego wyboru, ale dlatego, że ktoś inny ich do tego zmusza, związek między zajętością a wysokim statusem słabnie. „Innymi słowy”, wyjaśnia korespondent NPR ds. nauk społecznych Shankar Vedantam, „gdy pokazujesz ten konkretny symbol statusu, ważne jest, aby dać ludziom znać nie tylko, że jesteś bardzo zajęty, ale że sam wybrałeś bycie zajętym”.
Na początku XX wieku, kiedy idea wydajności po raz pierwszy się przyjęła, niewielu myślało o jej potencjalnych konsekwencjach, internalizując ideał, który pierwotnie został opracowany w celu poprawy funkcjonowania maszyn. Zapożyczona z rewolucji przemysłowej, idea robienia tego, co już się robiło, tylko lepiej, szybciej i taniej, była bardzo atrakcyjna.
Wkrótce pojawiły się koncepcje takie jak zarządzanie czasem i produktywność, obiecujące poczucie kontroli w często nieprzewidywalnym i stale ewoluującym świecie zatrudnienia. Bestsellery zaczęły wykorzystywać pomysł, który szybko zyskiwał popularność. Zarządzanie czasem i wyznaczanie długoterminowych celów mogło w końcu nie tylko prowadzić do zwiększonego poczucia równowagi między życiem zawodowym a prywatnym, ale także do czegoś jeszcze bardziej pożądanego: spokoju ducha.
Obecnie całe rynki są poświęcone zarządzaniu czasem i osobistej produktywności, dostosowanej do naszej coraz bardziej cyfrowej ery. Sam sklep z aplikacjami Apple zawiera tysiące aplikacji w kategorii „produktywność”, oferując skanery kodów kreskowych, menedżery zadań, narzędzia do śledzenia nawyków, konwertery jednostek i wiele więcej. Mnóstwo książek i blogów dostarczających porady od produktywnego rodzicielstwa po unikanie prokrastynacji.
Czy jednak rozsądne jest oczekiwanie, że nasze codzienne zadania, długoterminowe cele i zawodowe dążenia wymagają wydajności maszynowej? Wad jest wiele: wyczerpanie, nierealne wymagania, a nawet samoświadomość: im więcej czasu poświęcasz na koncentrację na długoterminowych celach, tym więcej czasu spędzasz na odczuwaniu niejasnego poczucia beznadziei każdego dnia, ponieważ jeszcze ich nie osiągnąłeś. Kiedy jesteś w stanie odhaczyć jeden cel, uczucie satysfakcji często jest krótkotrwałe i wkrótce nadchodzi czas, aby wyznaczyć kolejny.
„Problem polega na tym, że nasza miłość do szybkości, nasza obsesja na punkcie robienia coraz więcej w coraz krótszym czasie, zaszła za daleko” – pisze autor Carl Honoré – „przerodziła się w uzależnienie, rodzaj bałwochwalstwa”.
Kiedy czujemy się zajęci, czas wydaje się inny. Holenderskie badanie wykazało, że osoby, które się spieszą, uważają, że czas płynie szybciej. Ich reakcja? Pędzić jeszcze bardziej. Wiele technik, które stosujemy, aby lepiej zarządzać czasem (tworzenie list rzeczy do zrobienia, ustalanie priorytetów zadań według kolejności ważności, podejmowanie trudniejszych zadań w pierwszej kolejności) często nie przynosi oczekiwanych rezultatów. Odrywamy się od jednego zadania, angażując inne o równej lub większej pilności, i wpadamy w cykl ciągłego przełączania, zaostrzany przez przerwy, zwiększoną odpowiedzialność i poczucie przytłoczenia. Według badania Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine, wznowienie zadania po przerwaniu zajmuje średnio 25 minut.
Co więcej, gdy jesteśmy regularnie bombardowani kilkoma strumieniami informacji elektronicznych, wykazujemy gorszą zdolność do zwracania uwagi, zapamiętywania lub przełączania się z jednego zadania na drugie niż ci, którzy wolą wykonywać jedno zadanie na raz. Nic dziwnego, że badania z University of London pokazują, że nasze IQ spada z 5 do 15 punktów, gdy próbujemy wykonywać wiele zadań jednocześnie, a autor David Rock opisuje, jak wydajność może spaść o 50%, gdy skupiamy się na dwóch zadaniach umysłowych jednocześnie.
Jednym z subtelniejszych niuansów nastawienia na wydajność jest to, że zaczynamy postrzegać nasz czas wolny jako czas produktywny, a nie po prostu relaksujący. Nagle cieszenie się czasem wolnym dla samego czasu wolnego staje się niewystarczające, co podważa jego cel. Czytamy nie dla dreszczyku emocji związanego z oglądaniem rozwijającej się narracji, ale po to, aby poprawić swoje kwalifikacje; bierzemy udział w wydarzeniach towarzyskich nie dla przyjemności towarzystwa i rozmowy, ale po to, aby podnieść swoją pozycję społeczną; biegamy nie po to, aby nagrodzić nasze ciała, ale aby zmierzyć nasze kroki i zwiększyć dystans.
Jak możemy pozwolić sobie na większy komfort z pozostawianiem pewnych zadań niedokończonych, odrzucaniem pewnych zaproszeń i nieuchronnym rozczarowaniem tych, na których nam zależy lub przed którymi jesteśmy odpowiedzialni? Zarządzanie czasem i produktywność, pozorne antidotum na nasze zabiegane życie, częściej okazują się po prostu kolejną formą zabiegania, a ich niepożądane implikacje są dalekosiężne i dobrze ukryte.
Kiedy przekonamy samych siebie, że przy użyciu odpowiednich narzędzi i nastawieniu psychicznym możemy skutecznie zarządzać czasem i zrobić miejsce na wszystko, co ważne, uwolnimy się mentalnie od ciężaru konieczności podejmowania trudnych decyzji: czy pójść na trening, czy na kawę z przyjaciółką; czy przeczytać dzieciom bajkę na dobranoc, czy odrobić zaległości w e-mailach; czy wyprowadzić psa na spacer o jeden przecznicę dalej lub czy zawrócić do domu.
Porządek i harmonogramy, które narzucamy wszystkim sprawom, od skrzynek odbiorczych po czas wolny, maskują dylematy o wiele pilniejszej natury: którą ścieżką podążymy, jakie relacje będziemy traktować priorytetowo, jakie sprawy porzucimy w ciągu naszego niewątpliwie krótkiego życia?
Ironicznie, tak bardzo pożądany spokój ducha obiecywany nam przez aplikacje i opróżnianie skrzynek odbiorczych nie jest osiągany przez przyspieszanie, ale przez zwalnianie. „Wszystkie rzeczy, które nas łączą i sprawiają, że życie jest warte przeżycia – społeczność, rodzina, przyjaźń – rozwijają się dzięki jednej rzeczy, której nigdy nie mamy dość: czasowi” – pisze Honoré. Łatwo jest oszukać samych siebie, wierząc, że aby osiągnąć więcej, musimy szybko przechodzić przez nasze dni. Ale w tym pośpiechu, wyjaśnia, pozbawiamy się okazji do nawiązania kontaktu z nowymi pomysłami i ludźmi wokół nas. Aby cieszyć się naszymi ograniczonymi godzinami, aby delektować się każdą chwilą, która się przed nami rozwija, kluczowe jest zwolnienie tempa.
Na pytanie, jak chcieliby spędzać więcej czasu w tygodniu, 51,5% dorosłych odpowiedziało , że dbają o siebie/robią rzeczy, które lubią . 17,2% odpowiedziało, że z rodziną , a 15,2% z przyjaciółmi , podczas gdy 14,1% chciałoby spędzać więcej czasu na spaniu . Tylko 2% chciałoby spędzać więcej czasu w pracy . Biorąc pod uwagę te wyniki, trzeba się zastanowić, dlaczego tak dużą wagę przywiązuje się do krótkoterminowych wyników kosztem długoterminowych inwestycji, ilości kosztem jakości i produktywności kosztem osobistego dobrostanu?
Ludzie nie są maszynami. Nie jesteśmy stworzeni do wykonywania rzeczy z prędkością światła, do produkcji do punktu awarii lub do maksymalizacji wydajności kosztem satysfakcji. Zaniedbując inwestowanie czasu, który spędzamy na dbaniu o siebie i robieniu rzeczy, które lubimy, ograniczamy naszą zdolność do tworzenia, odkrywania, łączenia, wymyślania i improwizowania.
Dbanie o siebie stało się kulturowym tabu, zagrażającym ideałom wydajności, które są nam tak drogie. Według amerykańskiego badania wykorzystania czasu z 2016 r. pracujący mężczyźni i kobiety mają średnio tylko 3,68 i 3,24 godzin dziennie wolnego czasu (na spotkania towarzyskie i komunikację, oglądanie telewizji, relaks i myślenie, granie w gry, korzystanie z komputera w celach rekreacyjnych, czytanie oraz uprawianie sportu, ćwiczeń i rekreacji).
Co jeśli pozwolilibyśmy sobie na więcej czasu na robienie tego, co lubimy? Co jeśli zastosowalibyśmy te same zasady, których używamy do opanowywania naszych dni roboczych, aby stać się mistrzami dbania o siebie? Łatwo usprawiedliwiamy dodatkową godzinę spędzoną w biurze, przychodzenie wcześniej lub zostawanie dłużej, ale jesteśmy przepełnieni poczuciem winy, gdy zatrzymujemy się na drugą lampkę wina podczas kolacji z naszym współmałżonkiem. Przestawiamy nasz kalendarz, aby pomieścić dodatkowe spotkania, ale szybko się poddajemy, gdy nie możemy dotrzeć na recital taneczny dziecka, urodziny kuzyna, baby shower u przyjaciela. „Muszę pracować” stało się naszą domyślną reakcją, nie poświęcając drugiego czasu maszynom, które zaczynamy przypominać.
Dbanie o siebie i robienie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność, przynosi zyski, które stale przewyższają inwestycję. Zamiast poczucia winy lub wątpliwości, nasz czas wolny powinien dawać poczucie siły i dumy, oprócz relaksu, spokoju i zadowolenia. Powinniśmy starać się dawać przykład naszym dzieciom, naszym przyjaciołom, naszym kolegom, nie tylko tym, co robimy dla zarobku, ale także tym, jak żyjemy, kiedy nie robimy tego ciągle.
Moja własna podróż do dbania o siebie była transformacyjna. Mając doświadczenie w zawodach pomocowych, wcześnie nauczono mnie, jak ważne jest łączenie się z tym, co przynosi ci radość poza pracą, przede wszystkim w celu zapobiegania wypaleniu, wyczerpaniu i zmęczeniu współczuciem. Miałam istnieć w dwóch oddzielnych sferach: w pracy i poza pracą. Jedna nie miała się przeplatać z drugą, ale nieuchronnie moje dwa światy mieszały się jak woda w akwarelach.
Nadal znajdowałam sposoby na relaks poza biurem, ale jak wielu innych, wpadłam w stały rytm pracy, snu i okazjonalnej zabawy. Dopiero dużo później zdałam sobie sprawę z ograniczeń, jakie nakładałam na czasy i sposoby, w jakie praktykowałam samoopiekę, zdefiniowane przez wąski zakres moich dwóch sfer.
Dbanie o siebie nie istnieje w dwóch odrębnych sferach, ani trzech, ani czterech, ani tuzina; wtapia się w każdą szczelinę i zakamarek naszych dni, od momentu, gdy się budzimy, do momentu, gdy zapadamy w sen. Nie jesteśmy stworzeni do dbania o siebie tylko podczas krótkich przerw w pracowitym dniu, ale do tworzenia przestrzeni w najbardziej pracowitych momentach, do oferowania sobie opieki i uwagi, których potrzebujemy i na które zasługujemy. Czas wolny nie jest zarezerwowany na ulotne godziny weekendowe lub lunche w dni robocze, ale może być rozszerzony na codzienne wymiany, odbiór dzieci ze szkoły i wieczorne rutyny.
Technologia będzie się nadal rozwijać, a nasza odpowiedzialność będzie się zwiększać. Nie możemy spowolnić postępu naszych dni, ale możemy wprowadzić do nich więcej równowagi i zdefiniować na nowo, co oznacza bycie produktywnym, dbanie o siebie i robienie miejsca na to, co lubimy najbardziej.
Potrzebujesz inspiracji? Oto kilka praktyk, które pomogą Ci zacząć:
1. Znajdź sposób, aby uczynić dojazd do pracy przyjemniejszym: zaproponuj podwiezienie znajomemu, posłuchaj audiobooka, zafunduj sobie poranną kawę lub herbatę albo wybierz malowniczą trasę.
2. Wybierz jedno rutynowe zadanie, które często wykonujesz w pośpiechu i zajmij się nim wolniej. Co zauważyłeś? Jak się z tym czułeś?
3. Ustal intencję tworzenia przerw w ciągu dnia pracy. Wykonaj ćwiczenie oddechowe lub medytację z przewodnikiem, powtórz mantrę, rozciągnij nogi lub obejrzyj krótki film, który Cię rozśmieszy.
4. Uczyń swoją przestrzeń biurową przytulniejszą: powieś obrazy lub zdjęcia, kup roślinę, załóż tablicę inspiracji lub dodaj olejek zapachowy lub świeczkę.
5. Pod koniec dnia zapytaj siebie, co było najtrudniejsze. Zrób burzę mózgów z przyjacielem lub członkiem rodziny, aby znaleźć sposoby, aby to ułatwić.
6. Stwórz listę rzeczy do dbania o siebie. Noś ją przy sobie lub trzymaj w miejscu, w którym będziesz ją widzieć każdego dnia.
7. Dziennik o tym, jak możesz trzymać się standardów maszyny zamiast człowieka. Jakie zmiany chciałbyś wprowadzić?
8. Wybierz dwie pozycje ze swojej listy rzeczy do zrobienia, które możesz zastąpić czynnościami, które lubisz.
Źródła
Jeśli nigdy nie masz wystarczająco dużo czasu... to zwolnij, autor: Catherine Blyth, The Guardian/ 2017
https://www.theguardian.com/lifeandstyle/2017/jul/16/if-you-never-have-enough-time-then-slow-down
Dlaczego zarządzanie czasem rujnuje nasze życie, autor: Oliver Burkeman, The Guardian/2016
https://www.theguardian.com/technology/2016/dec/22/why-time-management-is-ruining-our-lives
W świecie rozproszenia samotność jest przewagą konkurencyjną, Mike Erwin, Harvard Business Review/ 2017
https://hbr.org/2017/10/in-a-distracted-world-solitude-is-a-competitive-advantage
Jak pokazują badania Uniwersytetu Stanforda, osoby wykonujące wiele zadań jednocześnie za pośrednictwem mediów ponoszą koszty psychiczne, autor: Adam Gorlick, Stanford News/2009
https://news.stanford.edu/2009/08/24/multitask-research-study-082409/
Przerwany mózg, Bob Sullivan i Hugh Thompson, The New York Times/2013
http://www.nytimes.com/2013/05/05/opinion/sunday/a-focus-on-distraction.html
Szkolenie z zarządzania czasem nie działa, autor: Maura Thomas, Harvard Business Review/ 2015
https://hbr.org/2015/04/time-management-training-doesnt-work
Zamiast popisywać się bogactwem, niektórzy popisują się napiętym harmonogramem, autor: Shankar Vedantam, NPR/2017
https://www.npr.org/2017/04/27/525833226/instead-of-showing-off-wealth-some-show-off-busy-schedules
Dlaczego warto zwolnić tempo dnia, autor: Xiao Xu, magazyn TIME/2015
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
5 PAST RESPONSES
It's so refreshing to hear the message to slow down! Especially after the holidays. I felt as if the entire week between Christmas and New Years went by so quickly and all I remember was the work - cooking, dishes, cleaning, etc. Trying to find time to sit down with guests and TALK to them felt wrong. I often feel guilty if I'm spending too much time at home 'doing nothing', nothing productive in other words. Thank you for writing this article and providing the dialogue that encourages people to relax.
Yes, here's to taking time to simply be. As someone who used to glorify busyness, I now am deeply grateful for slowed down time, time to appreciate, to process and to BE. We are after all Human BEINGS not Human Doings :) <3
Emily - excellent article with specific examples to follow to improve 'me time' and reduce 'busy time'. I fully agree with your assessment. Hopefully many people will see this article and take it to heart - for the good of their heart.
Perhaps this little film [https://www.livegodspeed.org/] will be helpful as well? Regardless of religion, relationship requires slowing down . . . authenticity and intimacy cannot be done fast. }:-) ❤️ anonemoose monk
It is high time we stopped glorifying busyness.