Ale nasze poczucie wartości powinno przekraczać to wszystko. Jestem człowiekiem na planecie Ziemia. Jestem pokojowym wojownikiem w trakcie szkolenia, tak jak ty i wszyscy twoi słuchacze. Powinniśmy opierać naszą wartość na tym.
Dlaczego? Dlaczego ważne jest, aby mieć silne poczucie własnej wartości? Ponieważ jeśli go nie mamy, mamy tendencję do samosabotażu. Nie czujemy się godni. Czujemy się niekomfortowo, gdy dzieje się coś dobrego lub stajemy sobie na drodze. Dlatego jest to pierwszy z tych 12 obszarów. I opisuję część tego, czym podzieliłem się z wami w naszym programie.
TS: Kiedy mówisz o byciu niedoskonałym — że wszyscy jesteśmy niedoskonałymi, wszyscy jesteśmy ludźmi — to się z tym utożsamiam. A jednak podtytuł serii brzmi Praktyczna ścieżka do odwagi, współczucia i osobistego mistrzostwa. To jest jedna z rzeczy, o którą chciałem cię zapytać — ta idea osobistego mistrzostwa. Jak rozumiemy, że jesteśmy niedoskonałymi istotami ludzkimi, ale istnieje ścieżka do czegoś takiego jak osobiste mistrzostwo?
DM: Wow, uwielbiam twoje pytania. Przede wszystkim termin „mistrz” jest bardzo podchwytliwy. Na Wschodzie nazywają kogoś „mistrzem tego”, „mistrzem tamtego”. To tytuł honorowy, taki jak pan lub Roshi, albo coś w tym stylu. Mistrzostwo oznacza dotarcie do celu, ale chciałbym to zdefiniować na nowo dla dobra rozmowy.
I zrobię to w ten sposób: Aby zostać mistrzem garncarskim, mistrzem rzeźbiarskim, artystą, gimnastykiem lub poetą, wierzę, że wkraczamy na ścieżkę mistrzostwa nawet na początku naszej podróży. Nawet jeśli nasze umiejętności nie są zbyt wysokie, jesteśmy na ścieżce mistrzostwa, gdy tylko dokonamy jednego podstawowego rozpoznania: „To, co robię”, cokolwiek to może być, „jest bezpośrednim odbiciem mojego życia”.
Innymi słowy, sposób, w jaki robię cokolwiek, jest sposobem, w jaki robię wszystko. Jeśli ćwiczę gimnastykę i ledwo uczę się kilku podstawowych salt, ale rozpoznaję: „Wiesz, nauka gimnastyki jest bardzo podobna do życia. To metafora. To odbicie mojego życia. Jestem na drodze do mistrzostwa”.
Wielu ludzi zostało profesjonalnymi sportowcami — i zakładam to, ale wierzę — nigdy nie wkraczając na ścieżkę mistrzostwa, ponieważ nie połączyli swojego poziomu umiejętności — nie rozszerzyli go na arenę codziennego życia [i] tego, jak rozwijają się jako ludzie. Widziałem wielu sportowców — nigdy nie widziałem głupiego sportowca. Widziałem sportowców niechętnych do nauki, którzy nie mają umiejętności ani nawet wysokiego IQ, ale każdy, kto jest zręczny w poruszaniu swoim układem nerwowym i swoim ciałem, ma inteligentne ciało, a układ nerwowy jest połączony z mózgiem. Wielu sportowców nauczyło się praw duchowych — uniwersalnych praw dotyczących procesu, równowagi, obecności — ale nie wiedzą, co wiedzą, ponieważ są tak zajęci skupieniem się na zewnętrznych nagrodach — medalach, wynikach, wygrywaniu, przegrywaniu, rekordach. I nie zauważyli wszystkiego, czego uczą się o życiu.
Na tym polega idea mistrzostwa — rozpoznanie i połączenie tego, co robimy, z szerszym celem i procesem naszego życia.
[ W tle rozlega się głośny dźwięk syreny. ]
DM: A tak przy okazji, przychodzę do ciebie z Brooklynu w Nowym Jorku. Nie wiem, czy słyszysz dźwięk otoczenia. Nie pobieram za to dodatkowej opłaty — syreny w tle.
TS: Bardzo dobrze. Dziękuję, Dan. Jeśli dobrze cię rozumiem, definiujesz mistrzostwo osobiste jako bycie zaangażowanym w chwilę po chwili w to, co dzieje się w twoim życiu w pewien sposób?
DM: Napisałem książkę zatytułowaną Body-Mind Mastery , a jej podtytuł brzmi Training for Sport and Life. Jest ona przeznaczona dla sportowców, tancerzy, mistrzów sztuk walki lub każdego, kto trenuje coś związanego z procesem treningu — ale to jest „sport i życie”. Dlatego nazywam ją Body-Mind Mastery, ponieważ ma ten sam cel.
Tak, jest zaangażowane. Mówimy: „Uczę się, jak żyć bardziej. Uczę się o życiu poprzez tę dyscyplinę, a mistrzowie, których znam, nie uczą nas przedmiotów. Uczą nas życia poprzez przedmiot”.
TS: Zajmijmy się na chwilę tą ideą tych dyscyplin fizycznych. Wiem, że studiowałeś aikido i różne inne sztuki walki. Wspomniałeś o trenowaniu gimnastyków. Czego konkretnie nauczyłeś się z tych dyscyplin fizycznych, co miałoby zastosowanie w życiu duchowym nas wszystkich?
DM: Pozwól, że odpowiem na to w dziwaczny sposób. Ci, którzy pamiętają film Karate Kid , mogą pamiętać pana Miyagi, Okinawanina — starszego dżentelmena, który jest zabawnym i wspaniałym mistrzem sztuk walki. Bawił się pałeczkami, próbując łapać muchy, sprawdzając, czy uda mu się je złapać.
To pochodzi ze starej opowieści zen o Miyamoto Musashim, legendarnym japońskim szermierzu. Historia głosi, że pewnego dnia był w małej gospodzie, a jego miecz był tam u jego boku w pochwie. Kilku łobuzów zobaczyło, jak wszedł i byli pod wrażeniem tego miecza. Chcieli go po prostu zabrać. Byli rabusiami. Więc zaczęli głośno komentować jego temat, złośliwe komentarze, ale on je ignorował. Miyamoto po prostu podniósł ryż pałeczkami i spokojnie kontynuował jedzenie.
Stawali się coraz bardziej agresywni, aż w końcu wstali i zaczęli go otaczać, podchodząc coraz bliżej. I właśnie wtedy Miyamoto sięgnął w górę i złapał cztery muchy — jedną, dwie, trzy, cztery — pałeczkami i odłożył je. A potem odwrócił się i spojrzał na nie. W tym momencie wybiegli już za drzwi, ponieważ zobaczyli, co właśnie zrobił. Rozpoznali: oto mistrz.
To nie było jak w westernie – „Cóż, on jest całkiem niezły z pałeczkami. Co potrafi z sześciostrzałowym pistoletem?” Nie wiesz, bo oni rozumieli, że sposób, w jaki robimy cokolwiek, jest sposobem, w jaki robimy wszystko. Nie chcieli tańczyć tanga z tym facetem, który pokazywał takie umiejętności i zdolności.
Tak więc sport jest widoczną metaforą doskonałości, dążenia — i nawiasem mówiąc, nie wiem, czy w ogóle dojdziemy do tematu sukcesu, ale nigdy nie polecam nikomu dążenia do sukcesu. To nie jest dobry pomysł. Sukces to abstrakcyjne pojęcie.
Polecam ludziom dążyć do doskonałości, ponieważ dążąc do doskonałości w każdej chwili, w czymkolwiek, co robimy — czy to sport, taniec, poezja, pisanie, sztuka, cokolwiek — jeśli dążymy do doskonałości, nie tylko zyskujemy umiejętności i gwarantujemy, że z czasem będziemy się poprawiać w każdej dziedzinie, którą świadomie praktykujemy. Gwarantujemy, że będziemy się poprawiać. Ale co więcej, nie uczymy się tylko jednej rzeczy, uczymy się umiejętności — podstawowych umiejętności życiowych. Wytrwałości, koncentracji, skupienia, czasami odwagi, zaangażowania. Rozwijamy i doskonalimy te umiejętności, które przenoszą się do codziennego życia. Stają się umiejętnościami życiowymi.
Więc sport nie jest najważniejszy, ale wiele razy ludzie są wdzięczni za swój sport. Mówią: „To było moje wejście do chwili obecnej, do bycia wchłoniętym przez strefę, do przepływu”. Jakąkolwiek terminologię użyjesz.
Nie chcę przez to powiedzieć, że każdy musi wyjść i zostać sportowcem lub zostać sportowcem. Jednak polecam trochę praktyki. Niezależnie od tego, czy jest to praktyka, czy medytacja — w tym medytacja ruchowa, taka jak tai chi. Jednak ćwiczenie pewnych umiejętności fizycznych jest wspaniałym sposobem, aby przypomnieć sobie, jak możemy się uczyć, jak możemy się rozwijać, i to jest widoczne. Widzimy widoczną poprawę z czasem.
Jeśli mogę podzielić się jeszcze jedną historią...
TS: Jasne.
DM: Kiedy skończyłem 60 lat, co było — w czasie naszego nagrania — około 11 lat temu, chciałem zrobić coś wyjątkowego na tę rocznicę. Moja żona zapytała: „Czy myślałeś o nauce jazdy na jednokołowcu?”. Powiedziałem: „Wow, jaki świetny pomysł”. Mój przyjaciel miał jednokołowiec. Pożyczył mi go i powiedział, żebym poszedł na duży kort tenisowy. Miałem dwa korty; to była duża przestrzeń. Była równa i mogłem chwycić się kurczowo ogrodzenia z siatki, trzymając się go, próbując utrzymać się na nim.
Każdy, kto próbował jeździć na jednokołowcu, wie, że to upokarzające, bo wstajesz na niego i wydaje spod ciebie „Whoop!”. Wstajesz, próbujesz pedałować; „Whoop!” spod ciebie. Wydaje się to prawie niemożliwe, kiedy próbujesz po raz pierwszy, nawet jeśli dobrze jeździsz na rowerze.
Więc ćwiczyłem przez dwie godziny pierwszego dnia i zajęło mi to tyle czasu, że prawie powoli przebyłem obwód tego podwójnego kortu. Ćwiczyłem przez pierwszy tydzień i pod koniec pierwszego tygodnia mogłem pochylić się do przodu i powiedzieć: „Zobaczmy, jak daleko mogę zajść”. Raczej pędziłem, niż jechałem około sześciu pedałów. W drugim tygodniu byłem w stanie zrobić 12 pedałów, pędząc do przodu bez żadnej prawdziwej kontroli.
Krótko mówiąc, pod koniec trzeciego tygodnia wracałem każdego dnia. Bez względu na to, jak bardzo byłem zniechęcony, wracałem na około pół godziny i ćwiczyłem. W każdym razie pod koniec tego trzeciego tygodnia potrafiłem jeździć ósemkami po korcie tenisowym. Coś zaskoczyło i mogłem jeździć na jednokołowcu.
Nauczyłem się dwóch rzeczy z tego doświadczenia — tego doświadczenia treningu fizycznego, którego musiałem nauczyć się na gimnastyce wiele lat wcześniej, ale zapomniałem. Pierwsza rzecz, której się nauczyłem, to: wszystko jest trudne, dopóki nie stanie się łatwe. Druga rzecz, której się nauczyłem, była jeszcze ważniejsza. Było kilka dni w trakcie tego trzytygodniowego procesu nauki, kiedy wszystko się rozpadało. To był kryzys. Byłem gorszy niż trzy lub cztery dni wcześniej i było to bardzo zniechęcające. Wielu z nas doświadczyło tego podczas ćwiczenia czegoś. Wtedy zdałem sobie sprawę, że zwykle następnego dnia po tym tak zwanym złym dniu dokonałem przełomu — nagłej poprawy.
Wydawało mi się, że w życiu — czy to kryzys w związku, czy nauka umiejętności — te tak zwane złe dni, kiedy wszystko wydaje się rozpadać, kiedy nasze ciała są zdezorientowane, nasz umysł jest zdezorientowany — to są dni, w których nauka naprawdę się dzieje. Przenosi się z przedniej półkuli mózgu do tylnej, wnikając głębiej, jak nauka prowadzenia samochodu z dźwignią zmiany biegów. Wiesz, jak to jest na początku powolne, a potem zaskakuje. Ponownie, wykonywanie ćwiczeń fizycznych uczy nas tego rodzaju rzeczy, które są całkiem przydatnymi zasobami w codziennym życiu. Więc teraz stawiam czoła każdemu wyzwaniu w codziennym życiu w ten sam sposób, w oparciu o to, czego się nauczyłem.
TS: Ciekawi mnie, czy w tych dyscyplinach fizycznych, które tak cię przyciągają — w tym jazda na jednokołowcu — czego konkretnie nauczyłeś się, pracując ze swoim ciałem? Czy to oddychanie, relaksacja czy równowaga, jakie byłyby najważniejsze lekcje, których nauczyłeś się na poziomie ciała?
DM: Dwie lekcje, powiedziałbym. Pierwsza to taka, że życie duchowe zaczyna się na ziemi, a nie w powietrzu. Tak łatwo jest zgubić się w abstrakcyjnych koncepcjach i eleganckich pomysłach, ale zawsze mówię: „Co robisz ze wszystkimi tymi pomysłami? Jak włączasz je do codziennego życia?”
Jest taka historia z Drogi pokojowego wojownika , w której Sokrates mówi mi, że wiedza lub zrozumienie to zdolność umysłu, ale mądrość to robienie czegoś. Nie do końca zrozumiałem. Więc Sokrates — pomagałem mu serwisować samochód, który zajechał na stację benzynową, a on po prostu mówił mi o różnicy między wiedzą a mądrością. Nie do końca zrozumiałem, więc powiedział: „Wiesz, jak wyczyścić przednią szybę, prawda?” Powiedziałem: „Tak, wiem”. Rzucił mi ściągaczkę i powiedział: „Mądrość to robienie tego.
Jest coś w tym duchowym życiu zaczynającym się na ziemi i działaniu — wprowadzaniu go w życie poprzez działanie. Działanie jest zrozumieniem. Działanie jest realizacją.
Więc to jest jedna rzecz, której nauczyło mnie fizyczne zaangażowanie. Drugą jest to, że oświecenie niekoniecznie następuje poza ciałem. Chociaż ludzie mówią o „doświadczeniach poza ciałem”, wiele osób nie weszło jeszcze do swojego ciała w kontekście prawdziwego, pełnego wcielenia. Oświecenie jest doświadczeniem całego ciała. Może to nawet nie jest doświadczenie mentalne — że oświecenie to po prostu bycie ciałem żyjącym naturalnie w świecie, bez głowy — po prostu żyjącym naturalnie jako ciało. Więc wierzę, że oświecenie może być fizycznym, fizjologicznym zjawiskiem — a nie tylko jakimś przełomem mentalnym.
TS: Kiedy mówisz o tym „zjawisku fizjologicznym”, Dan, co wtedy czujesz?
DM: Ludzie oczywiście kochają historie o oświeceniu — kiedy kosmiczne wiosło uderza nas w głowę i nagle zdajemy sobie sprawę lub dokonujemy przełomu. Miałem różne doświadczenia. Pewnego razu zdałem sobie sprawę w sposób, którego nie potrafię w pełni wyrazić słowami. Poczułem się jak wyzwolony z emocji — że wciąż mam wiele emocji, ale one nie były mną. Łatwo to powiedzieć. To tylko słowa. Ale nie mogłem spać całą noc. Byłem tak podekscytowany. Wydawało się to tak niesamowitym odkryciem, że nie potrafię tego wyrazić słowami — stąd cytat Lao Tzu lub Chuang Tzu, który powiedział: „Ci, którzy mówią, nie wiedzą. Ci, którzy wiedzą, nie mówią”, ponieważ nie można naprawdę mówić słowami o transcendentnych doświadczeniach.
Był jeszcze inny raz: siedziałem na krawężniku w Berkley w Kalifornii, jedząc grejpfruta, którego właśnie kupiłem na lokalnym targu. Nagle coś mnie ogarnęło. Patrzyłem na przejeżdżające samochody na wysokości oczu, bo siedziałem na krawężniku — śmieci na ulicy i spaliny samochodowe. I nagle wszystko było absolutnie idealne. Spaliny samochodowe były najdoskonalszymi spalinami samochodowymi, jakie kiedykolwiek widziałem, a śmieci były absolutnie idealne. Ja byłem idealny. Wszystko na świecie było idealne.
Pamiętajcie: to było w 1967 [lub] '68. Wojna w Wietnamie szalała — okropny okres w naszej historii. Ale nie byłem w stanie dostrzec niczego poza idealną częścią naszego procesu rozwijającego się jako istoty ludzkie. Nie wiem dlaczego. A tak przy okazji, w grejpfrucie nie było nic — nic specjalnego, nic psychodelicznego, ale było prawie tak.
Nie wiem, jak to się dzieje, ale wiem, że miałem wiele, wiele kenshÅs — oznaczających nagły wgląd lub przełom — poprzez sport, poprzez trening. To poczucie pochłonięcia i przepływu oraz zanurzenia w chwili obecnej. To nie było coś, o czym mógłbym mówić; to po prostu było. Myślę, że wielu Twoich słuchaczy mogło mieć podobne doświadczenia, ale być może szukają czegoś większego, bardziej dramatycznego. Ale wszyscy mieliśmy mini-oświecenia jednego rodzaju lub innego — przebudzenia, przełomy w momentach naszego życia. Wiele z nich ma miejsce, gdy jesteśmy zanurzeni w robieniu czegoś.
TS: Teraz, Dan, chcę zadać ci pytanie na temat tego odkrycia: „Te emocje to nie ja”. Po tej nocy, kiedy nie spałeś i pomyślałeś: „O mój Boże, te emocje to nie ja”, czy zdarzyło ci się utknąć w doświadczeniu emocjonalnym — na przykład, że byłeś naprawdę zły lub coś w tym stylu? Czy nigdy więcej nie czułeś się tak samo uwięziony?
DM: To nasuwa szersze pytanie, gdy ludzie pytają mnie: „Dan, czy opanowałeś wszystko, czego uczysz we wszystkich swoich książkach?” To powiedzenie: „Mamy tendencję do nauczania tego, czego musimy się nauczyć” — musiałem się wiele nauczyć, mając 17 książek.
Odpowiedź na to pytanie — „Czy opanowałem wszystko?” — brzmi: nie. Absolutnie nie. Ale szczerze praktykuję i to wszystko, o co mogę prosić kogokolwiek. Prawdopodobnie jestem dobrym przykładem tego, co sobie uświadomiłem, ucieleśniłem i czego nauczam. Nie jest to doskonały przykład, ale dobry. Gdybym nim nie był, nie miałbym o czym mówić.
Więc to jest pierwsza rzecz, która przychodzi mi do głowy, kiedy o to pytasz. I jeśli mógłbyś powtórzyć pytanie, chciałbym—
TS: Chodziło o to, że „te emocje nie są mną” oraz o to, czy czasami dajesz się ponieść emocjom?
DM: Oczywiście, że tak! Czasami czuję złość. Zazwyczaj moja żona — ona jest tak dobra w naciskaniu moich guzików. Ci, na których jesteś wrażliwy i z którymi jesteś blisko — bliscy, rodzina. Ram Dass mawiał: „Myślisz, że jesteś oświecony? Odwiedź swoich rodziców”. To jest test lakmusowy.
Tak, oczywiście, że pojawiają się wszelkiego rodzaju emocje. Można by patologizować moje doświadczenie, ponieważ przechodziłem przez niezwykle bolesny, depresyjny okres, kiedy nastąpił przełom — kiedy zdałem sobie sprawę, że „nie jestem swoimi emocjami”. Można powiedzieć, że po prostu się odciąłem i odciąłem od swoich emocji. Ale nie czuję się odcięty i nie czułem się odcięty wtedy. Byłem całkowicie bezbronny, odczuwałem wszystko intensywnie. Ale jednocześnie to nie byłem ja. To były po prostu te rzeczy, które się pojawiały.
Wiele osób, które medytują od wielu lat, mówi, że mają większy dystans do myśli i emocji. Widzą je, uznają je, doświadczają ich, ale nie pozwalają im rządzić domem, że tak powiem.
Więc pewnie: mam emocje i czasami się z nimi utożsamiam. Moja żona i ja będziemy mieć bardzo krótką — a one zazwyczaj są bardzo krótkie — kłótnię o coś, a ja będę zrzędliwy przez minutę. Ale potem to szybko mija. Więc to jest jedna różnica: to nie trwa tak długo.
Jeśli oglądasz młodą gimnastyczkę — gimnastyczkę na równoważni. Kiedy dopiero się uczy i zaczyna się uczyć, traci równowagę i spada z równoważni. Trenowałem gimnastykę kobiet i mężczyzn, więc to wiem. A po pewnym czasie, i coraz większej liczbie ćwiczeń, będzie się chwiać i prawie spadnie, ale uda jej się odzyskać równowagę. W miarę jak będzie stawała się coraz lepsza i osiągnie poziom elitarny, nadal będzie popełniać błędy, ale będą one zazwyczaj mniejsze. Więc ledwo zauważysz jakiekolwiek chwianie się. Ona je po prostu koryguje. Nie trwają tak długo.
I to jest proces — dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. Nawet to, co nazywamy oświeceniem, jest bardziej jak ściemniacz, który jest włączany w górę i w dół, w górę i w dół — ale z czasem, coraz wyżej i wyżej, a nie tylko jeden włącznik światła włączany na stałe i to wszystko.
TS: Nadal chciałem zapytać cię o drugą refleksję, którą się podzieliłeś, patrząc na ulice Berkley i widząc doskonałość w śmieciach, smogu i wszystkim, co tam było. Prawdopodobnie jednym z najczęściej cytowanych wersów, Dan, z The Way of the Peaceful Warrior jest: „Nigdy nic się nie dzieje. Nie ma zwykłych chwil”. Napisałeś nawet książkę zatytułowaną No Ordinary Moments.
O co chciałem cię zapytać, to to, że często możemy się z tym połączyć. Może nawet w tej chwili, kiedy osoba słyszy, jak cytuję tę twoją refleksję — „niezwykłe chwile” — ta chwila nagle staje się w jakiś sposób spektakularna — cenna, święta. Ale potem znajdujemy się w tak wielu innych momentach naszego życia na powierzchni — nic szczególnego się nie dzieje. To powtarzalne. Nie czuję tego poczucia żywotności i cenności. Czy masz jakieś zalecenia, kiedy ludzie znajdują się w tych pozornie bardzo zwyczajnych momentach?
DM: Tak, mam. Jest jeszcze jedna kwestia z filmu — „Nigdy nic się nie dzieje”. Jeśli się nudzimy, prawdopodobnie jesteśmy też nudni w tym momencie. Nuda to zazwyczaj obserwowanie, jak nasz umysł kręci się w kółko. Medytacja to nauka panowania nad nudą, ponieważ gdy siadasz z zamkniętymi oczami, nie dzieje się nic poza myślami i impulsami. Dlatego dzieci — gdy dorastają i ich życie staje się bardziej skomplikowane, to wtedy po raz pierwszy zaczynają mówić: „Nudzę się. Kiedy tam dotrzemy?”, ponieważ zaczynają dostrzegać zawartość swoich umysłów. Tego nie widać u bardzo, bardzo małych dzieci. Są po prostu pochłonięte tym, co się dzieje, nawet jeśli nie wiedzą, co to jest.
W książce dzieje się tak, że ćwiczę tai chi i jest to coś wyjątkowego. Jestem pochłonięty ruchami, przepływem rutyny, stanem medytacyjnym, a kiedy kończę rutynę — mam na sobie krótkie spodenki, jest lato, a moje długie spodnie są w pobliżu — zauważam, że kilka młodych dziewczyn mnie obserwuje i jestem tego świadomy. Myślę sobie: „Wow. Są pod wrażeniem moich ruchów sztuk walki”. Kiedy o nich myślałem, próbowałem założyć spodnie i dwie moje stopy zaplątały się w tę samą nogawkę i upadłem na ich śmiech.
Tego właśnie się nauczyłem w tamtym momencie: że nie ma zwyczajnych momentów. Traktowałem jeden moment jako wyjątkowy.
Była jeszcze inna, bardziej dramatyczna historia, kiedy Sokrates obserwował mnie w sali gimnastycznej. To było po tym, jak wyzdrowiałem ze złamanej nogi. Wracałem do formy i zrobiłem ten pełny, skręcający podwójny salto z drążka. Ludzie widzieli to na olimpiadzie i tak dalej. Wylądowałem, co jest dobre. Lądujesz i w ogóle się nie ruszasz. Dążysz do tego, i poczułem, że to dobre miejsce, żeby przerwać [trening]. Powiedziałem po prostu: „OK, koniec, Soc”, zdarłem bluzę [i] wrzuciłem ją do torby treningowej.
Szliśmy potem korytarzem i powiedział: „Wiesz Dan, ten ostatni ruch, który zrobiłeś, był naprawdę niechlujny”. A ja na to: „O czym mówisz, Soc? To był jeden z najlepszych zejść, jakie zrobiłem od dawna”. Powiedział: „Nie mówię o zejściu. Mówię o tym, jak zdjąłeś bluzę i schowałeś ją do torby”. Ponownie przypominał mi, że traktuję jeden moment jako wyjątkowy — zeskoczenie z drążka — a inny jako zwykły — jakby się nie liczył, nie miał znaczenia.
Zwrócił na to uwagę jeszcze raz: nie są to zwykłe chwile. Kiedy możemy to przeżyć, wtedy naprawdę mamy coś. Dodał do tego coś. Wrzuciłem tę kwestię do filmu, naprawdę. Dodał do tego. Powiedział: „Dan, różnica między nimi jest taka, że ty ćwiczysz gimnastykę”. Powiedział: „Ja ćwiczę wszystko”.
Co to znaczyło? To brzmi dziwnie. Co miał na myśli, mówiąc, że ćwiczy wszystko? Zwykle robimy pranie, odrabiamy prace domowe, zmywamy naczynia. Robimy rzeczy cały czas, ale ilu z nas ćwiczy naczynia? Ćwiczy pranie — na przykład składanie? Ćwiczy wykonywanie swojego podpisu? Ćwiczy chodzenie, ćwiczy oddychanie? W chwili, gdy ćwiczymy coś z myślą o udoskonaleniu tego, stajemy się tym bardziej pochłonięci.
Co, gdybym ćwiczył zdejmowanie bluzy? Jak wdzięcznie mógłbym to zrobić? Czy mógłbym oddychać, robiąc to? Czy mógłbym ją odpowiednio złożyć i włożyć — i mieć takie nastawienie?
Na to właśnie wskazywał. Ta lekcja nigdy się nie zmienia. Więc to nie jest tylko slogan. Nie ma zwyczajnych momentów. Ale to w rzeczywistości głęboka nauka. To właśnie powiedziałbym, aby odpowiedzieć na to pytanie, na ten temat.
TS: [Tak]. Jeśli ktoś znajdzie się w sytuacji, w której są — powiedzmy, że robisz coś takiego jak pranie i myślisz sobie: „OK, wiem, że to nie jest zwykły moment, ale dla mnie to na pewno jest całkiem zwyczajne. Mam już dość prania. Boże. Co tydzień te…” Jak możemy się z tego otrząsnąć i na nowo poczuć to cenne uczucie?
DM: Czasami — i wiem, że pytasz również w imieniu swoich słuchaczy. Ale czasami, gdy ktoś pyta „jak”, znają odpowiedź. Tak naprawdę pytają: „Jaki jest łatwiejszy sposób, sztuczka, technika, aby to zrobić?”. W tym przypadku: jasne. Mogę każdemu podać technikę. Weź przedmiot — chyba że w tej chwili prowadzą samochód. Nie polecałbym. A jeśli prowadzą samochód, nie pisz SMS-ów ani nie rób niczego innego. Prowadź jak mistrz zen. Przez minutę sprawdź, czy potrafisz prowadzić jak mistrz zen. Jak prowadziłby mistrz zen? Całkowicie skupiony, bezpieczny, świadomy wszystkiego, co dzieje się wokół ciebie — bardziej niż normalnie.
To jest jak — wiesz, jak słuchamy radia, podcastu lub czegokolwiek innego podczas jazdy? Ale jeśli szukamy miejsca — jak w dawnych czasach, kiedy nie mieliśmy map Google lub czegokolwiek innego i próbowaliśmy uzyskać adres w nocy, wyłączaliśmy radio — pamiętasz to — ponieważ nie mogliśmy się skupić.
TS: Tak.
DM: Zrozumieliśmy, że uwaga to gra o sumie zerowej. Jeśli robimy dwie rzeczy naraz, poświęcamy każdej z nich tylko połowę — lub relatywnie rzecz biorąc, połowę naszej uwagi. Kiedy rozmawiasz z kimś przez telefon, a on w tym samym czasie pisze e-mail, wiesz o tym. Możesz to wyczuć. Możesz to usłyszeć w jego głosie. Nie jest w pełni obecny; nie jest w pełni obecny.
Więc ludzie, którzy myślą, że są multitaskerami, muszą zrozumieć, że tak naprawdę dzielimy uwagę. Mamy X ilość uwagi; możemy podzielić ją na robienie jednej rzeczy lub więcej. Jeśli ludzie chcą w dowolnym momencie zdać sobie sprawę, że „nie są to zwykłe chwile”, mogą po prostu wziąć przedmiot — zestaw kluczy, szklankę, mały przedmiot — rzucić go w powietrze i udawać, że muszą go złapać, albo umrą. Muszą go złapać.
Przy takim zaangażowaniu nie będą myśleć o tym, co będą mieli na kolację tego wieczoru lub co robili wczoraj. Dlatego ludzie lubią grać we frisbee, grać na instrumentach muzycznych i występować na scenie — ponieważ to ich do tego przywraca.
Sztuczka polega na tym, że — spójrz, medytacja to świetna praktyka. Medytujesz z czasem, widzisz więcej w naturze umysłu itd. Ale jeśli jesteśmy tymi samymi łobuzami, którymi byliśmy, gdy znów otwieramy oczy i idziemy dalej, to medytacja nie przyczyniła się do codziennego życia. Musimy zacząć medytować nad naszym życiem. To jest praktyka — zacząć traktować nasze życie tak, jakbyśmy łapali frisbee, grali w grę lub występowali przed publicznością — i sprawić, by się liczyło.
Być może początkiem jest po prostu przypomnienie sobie: „To nie jest zwykły moment. To się liczy”. To się liczy, ponieważ jakość naszych chwil staje się jakością naszego życia.
Michael Murphy, w książce, którą napisał, miał ten wspaniały pomysł — tę koncepcję. Myślę, że książka nazywała się Golf in the Kingdom, ale nie dotyczyła tylko golfa. Mówił o cieszeniu się tym, co pomiędzy, ponieważ golfiści są zazwyczaj bardzo skupieni, gdy machają kijem, uderzają piłkę i widzą, jak leci. Potem tracą przytomność, chwytają kije i odchodzą lub wsiadają do wózka golfowego i jadą do piłki. Większość naszego życia toczy się w tym, co pomiędzy. Dlatego musimy cieszyć się i skupiać na tym, co pomiędzy, a nie tylko na uderzaniu piłki.
TS: Dan, jest tak wiele rzeczy, o których mógłbym z tobą porozmawiać, i jest tak wiele, o czym mówisz w swojej nowej serii audio, The Complete Peaceful Warrior's Way. Jest tylko jedna ostatnia rzecz, o której naprawdę chciałbym z tobą porozmawiać —
DM: Jasne.
TS: —co jest pod koniec tej serii audio nauczania, która jest bardzo obszerna. Jak wspomniałeś, omawiasz wiele różnych aspektów swojej pracy, którą przekazałeś w 17 książkach. Wybierasz tutaj w tej serii audio nauczania pewne kluczowe tematy. A potem na końcu mówisz o medytacji. Cytujesz naukę ze swojej nowej książki, The Hidden School , która jest tak naprawdę zakończeniem historii The Peaceful Warrior. Cytujesz instruktora w ukrytej szkole, który oferuje dwie instrukcje dotyczące właściwej praktyki medytacji. Instrukcje, które są udzielane przez tego nauczyciela: po pierwsze, musisz znaleźć zrównoważoną postawę; a po drugie, musisz umrzeć. Pomyślałem: „To jest naprawdę fajne. To jest naprawdę fajna instrukcja medytacji” i zastanawiam się, czy możesz to trochę wyjaśnić naszym słuchaczom, szczególnie to drugie: „musisz umrzeć”.
DM: Tak. To była kolejna z tych rzeczy, które przyszły mi do głowy lata temu, kiedy rozmawiałem z Roshi i on wydał te instrukcje. Musiałem się nad tym zastanowić. „Co miał na myśli mówiąc 'umrzeć'?” Oczywiście, nie miał na myśli fizycznej śmierci, ale śmierć psychologiczną.
Przypomniało mi to ideę pozycji savasana w jodze, w której ludzie wykonują pozycję trupa lub leżą na plecach i relaksują się na koniec rutyny, aby się pozbierać itd. Można to traktować po prostu jako ćwiczenie głębokiego relaksu, ale savasana tak naprawdę dotyczy umierania. Chodzi o powiedzenie: „Teraz jestem martwy. Teraz nie jestem już na ziemi. Nie mam żadnych cech życia, nie mam żadnych przywiązań, żadnych niedokończonych spraw”, ponieważ jeśli nie umrzemy psychicznie, kiedy usiądziemy, aby
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
If you identify as a "becoming mystic" from any tradition, you will readily see the perennial tradition expressed in this "talk story" exchange. As a Jesus follower mystic, I see Truth of Divine LOVE (God by any other name). As I've gotten older and hopefully wiser, Truth is found in Zen, Sufism, and more. Not abolished or excluded by Jesus (the Cosmic Christ of God), but included, even as he said "fulfilled". May we all seek to be Peaceful Warriors of Divine LOVE, for only in that is there any Hope of transformation. }:- ❤️ anonemoose monk