NIEPLANOWANA ORGANIZACJA: UCZENIE SIĘ Z POWSTAJĄCEJ KREATYWNOŚCI NATURY Z Noetic Sciences Review #37, wiosna 1996
W mojej pracy z dużymi organizacjami jednym z pytań, które często zadajemy, jest: „Jak pracowalibyśmy inaczej, gdybyśmy naprawdę zrozumieli, że naprawdę sami się organizujemy?” Pierwszą rzeczą, którą zauważamy, jest to, że tak jak jednostki, organizacje, które tworzymy, mają naturalną tendencję do zmiany, do rozwoju. Jest to całkowicie sprzeczne z obecną mantrą życia organizacyjnego: „Ludzie stawiają opór zmianom. Ludzie boją się zmian. Ludzie nienawidzą zmian”. Zamiast tego, w samoorganizującym się świecie, postrzegamy zmianę jako siłę, obecność, zdolność, która jest dostępna. Jest to część sposobu, w jaki działa świat — spontaniczny ruch w kierunku nowych form porządku, nowych wzorców kreatywności. Żyjemy w świecie, który sam się organizuje. Życie jest w stanie tworzyć wzorce, struktury i organizację przez cały czas, bez świadomego racjonalnego kierownictwa, planowania lub kontroli, czyli wszystkiego, co wielu z nas kochało od dzieciństwa. Ta świadomość ma głęboki wpływ na nasze przekonania na temat natury procesu w relacjach międzyludzkich, w organizacjach biznesowych, a także w samej naturze. W tym artykule skupię się na niektórych ostatnich zmianach w naszym rozumieniu sposobu, w jaki rzeczy się zmieniają.
Trzy obrazy zmieniły moje życie — jeden, zdjęcie reakcji chemicznej, drugi, wieża termitów w Australii, a trzeci, gaj osik w moim nowym rodzinnym stanie Utah. Każdy obraz na swój sposób przedstawia głęboką zmianę w moim rozumieniu natury zmian w organizacjach. Wyjaśnię ich znaczenie później, ale najpierw chcę omówić osiem zasad tego, co nazywam „nieplanowaną organizacją”, zainspirowanych tymi obrazami.
Żyjemy w świecie, w którym życie chce się dziać. To proste, choć głębokie, uświadomienie. Możesz nie uważać tego za tak niezwykłą koncepcję, ale dorastaliśmy w kulturze, na którą wpłynęła teoria ewolucji Darwina, która głosiła, że życie było przypadkiem. Teraz, jeśli życie jest przypadkiem, oznacza to, że nie ma tu nic, co by nas wspierało; więc robimy to wszystko sami, a jeśli nie zrobimy tego dobrze, zostaniemy zabici, ponieważ świat jest niegościnnym miejscem. Wierzę, że ten sposób myślenia doprowadził do heroicznego obrazu wielkiego korporacyjnego lidera, który tworzyłby organizacje i sprawiał, że rzeczy się dzieją – nic by się nie wydarzyło bez tego wielkiego bodźca ludzkiej pomysłowości i ludzkiej kontroli.
Kiedyś wierzyliśmy, że przez pierwsze siedem ósmych istnienia planety nie było życia, że pojawiło się ono około 600 milionów lat temu. Teraz naukowcy zgadzają się, że życie najwyraźniej pojawiło się niemal natychmiastowo wraz ze stworzeniem planety. To bardzo ważne odkrycie. Dla mnie oznacza to, że należę do całej planetarnej społeczności życia i że moje własne małe wysiłki są wspierane przez głęboką historię naturalną trwającą od czterech do pięciu miliardów lat — życie chce się wydarzyć jako społeczność, a my wszyscy jesteśmy jej częścią.
Organizacje są systemami żywymi, albo przynajmniej ludzie w nich pracujący. Czasami wstydzę się na to wskazywać, ponieważ wydaje się to tak oczywiste. Odchodzimy od strasznie ogłupiającego obrazu tego, kim jesteśmy i jak powinniśmy się organizować. Obraz świata jako maszyny, który pojawił się w naszej świadomości w XVII wieku, był cudowną metaforą, która następnie wymknęła się spod kontroli. Ostatecznie uwierzyliśmy nie tylko w to, że świat jest maszyną, ale że ludzi najlepiej rozumieć jako maszyny.
Jedną z ciekawych rzeczy, których się ostatnio dowiedziałem, jest to, że od około 1850 roku opisywaliśmy nasze mózgi w kategoriach naszej obecnej technologii. Tak więc w połowie XIX wieku mózgi były postrzegane jako pompy hydrauliczne. Następnie postrzegano je jako systemy telegraficzne, następnie jako centrale telefoniczne, a teraz doszliśmy do sieci neuronowych. Ale to wszystko są metafory maszyn technologicznych dla zrozumienia samych siebie.
Kiedy mówimy, że organizacje lub ludzie są żywymi systemami, mówimy, że w przeciwieństwie do maszyn, ludzie mają inteligencję. Ponownie, nie jest to głęboka myśl, poza tym, że odeszliśmy od niej tak daleko. Ludzie są zdolni do zmian, podczas gdy maszyny nie mają zdolności do zmian poza swoimi programami lub projektami opracowanymi przez inteligentnych inżynierów. Maszyny nie mają inteligencji. Zostały stworzone do określonych tolerancji. Myślenie o życiu w ten sposób jest otępiające, a jednak ten sposób myślenia jest tak głęboko zakorzeniony w naszej kulturze, że zajmie trochę czasu, zanim zaczniemy myśleć inaczej.
Żyjemy we wszechświecie, który jest żywy, twórczy i nieustannie eksperymentuje, aby odkryć możliwości. To jest moje ulubione odkrycie. Widzimy to na wszystkich poziomach skali, czy patrzymy na najmniejsze mikroby, czy na galaktyki. Żyjemy w świecie, który nieustannie bada to, co jest możliwe, znajduje nowe kombinacje, nie walczy o przetrwanie, ale bawi się, majstruje, aby znaleźć to, co jest możliwe.
Ludzie są inteligentni. Jesteśmy kreatywni, adaptacyjni, szukamy porządku, szukamy sensu w naszym życiu. Kiedy naprawdę zaczynamy to rozumieć, kiedy naprawdę zaczynamy zmieniać nasze postrzeganie tego, kim są ludzie, wtedy zmienia się sposób, w jaki myślimy o organizowaniu.
Naturalną tendencją życia jest organizowanie się – poszukiwanie wyższego poziomu złożoności i różnorodności.
Jednym z moich własnych przekonań, zainspirowanym różnymi lekturami, jest to, że gdziekolwiek spojrzysz, widzisz, że życie poszukuje systemu. Odkrywamy na nowo nasze wzajemne powiązania; w świecie przyrody nie ma odizolowanych jednostek. Życie dąży do afiliacji z innym życiem i kiedy to robi, udostępnia więcej możliwości, umożliwia większą różnorodność. Wierzę (i to jest tylko moja własna perspektywa w tej chwili), że powodem, dla którego życie dąży do organizacji, jest to, aby mogło eksplorować swoją różnorodność, aby mogło eksplorować swój potencjał twórczy. Nie dąży do organizacji, aby chronić siebie, bronić siebie – wydaje mi się to 300-letnią zachodnią nakładką konceptualną.
Myślę, że życie szuka systemów, ponieważ systemy pozwalają na większą różnorodność, pozwalają jednostkom rozwijać się i dają każdemu z nas (kiedy jesteśmy w zdrowo funkcjonującym systemie) więcej swobody w eksperymentowaniu z tym, kim chcemy być, o ile pozostajemy świadomi naszych połączeń z całością systemu. Powtórzę: życie jest samoorganizujące się. Dąży do tworzenia wzorców, struktur, organizacji, bez zaplanowanego z góry dyrektywnego przywództwa.
Życie wykorzystuje bałagan, aby dojść do uporządkowanych rozwiązań. Życie jest niesamowicie chaotyczne. Można by nawet powiedzieć, że jest niewiarygodnie marnotrawne. Ale zmień perspektywę i osądy, a to, co na pierwszy rzut oka może wydawać się chaotyczne i nieefektywne, może w rzeczywistości być eksperymentem życiowym — odkrywaniem tego, co jest możliwe. Jeśli kiedykolwiek próbowałeś stworzyć akwarium, wiesz, jak bardzo może to być chaotyczne. Ciągle próbujesz wprowadzić nowe formy życia i masz nadzieję, że całość nagle stanie się systemem. Wtedy twoje ryby umierają. Ale jeśli będziesz się dalej bawił, prędzej czy później akwarium stanie się systemem i utrzyma się.
To powtarzające się zjawisko w odtwarzaniu ekosystemów. Naukowcy twierdzą, że potrzeba wielu bałaganów, aby w końcu odkryć, co działa. Ale pod spodem kryje się świadomość, że wszystkie te bałagany zmierzają w kierunku odkrycia formy organizacji, która sprawdzi się w przypadku wielu gatunków. Życie wykorzystuje bałagan, ale kierunek zawsze jest w stronę organizacji; zawsze w stronę porządku.
Życie polega na znajdowaniu tego, co działa, a nie tego, co jest słuszne. Uważam to za bardzo wyzwalające. To właśnie tutaj wesołość może wkroczyć w nasze ludzkie relacje w inny sposób, ponieważ zadaniem chwili, każdej chwili, jest znalezienie czegoś, co działa, ale nie przywiązanie do tego tak bardzo, że wierzymy, że jest to jedyne rozwiązanie, jedyna słuszna odpowiedź. Ile związków rozpada się z powodu kłótni o to, kto ma rację? Jednak gdy rozejrzysz się dookoła, zobaczysz, jak życie majstruje, eksperymentuje, bawi się, jakby mówiło: „Jeśli działa, w porządku; a jeśli nie działa, zobaczmy, czy znajdziemy sposób, który zadziała”. Dla mnie to inna wrażliwość i tworzy o wiele większe poczucie wesołości w mojej własnej pracy.
Życie stwarza więcej możliwości, gdy angażuje się w okazje. Często słyszę w biznesie frazę, że życie — lub jakiś projekt, lub rynek — przedstawia „wąskie okno możliwości”. To nieprawda. Systemy nie działają w ten sposób. Za każdym razem, gdy próbujemy sprawić, aby coś zadziałało, tworzymy więcej możliwości w ramach systemu — otwieramy wiele różnych „okien możliwości”. Jeśli konkretna okazja nie zostanie spełniona, zawsze jest wiele innych, z którymi można się zaangażować. Każda ścieżka możliwości prowadzi do własnego wzorca porządku. Może być nieprzewidywalna, ale życie jest przyciągane do porządku. Taka jest natura systemów naturalnych.
Życie organizuje się wokół tożsamości. W tym rozkwitającym, brzęczącym zamieszaniu życia, jak decydujemy się zwracać uwagę na pewne rzeczy lub nadać sens pewnym rzeczom? Szukamy informacji, które są dla nas w jakiś sposób znaczące, biorąc pod uwagę to, kim myślimy, że jesteśmy.
Ktoś kiedyś mnie zapytał: „Czym jest 'ja', które organizuje się w 'samoorganizacji'?” Te dwa słowa są równie ważne. Życie organizuje się spontanicznie i kreatywnie, ale organizuje się wokół 'ja'. Tworzy 'ja'. Dla mnie to wydaje się kolejnym dowodem na to, że świadomość działa we wszystkim, ponieważ nie można organizować się wokół 'ja' bez bycia świadomym, że jest się 'ja'. Więc kiedy widzimy samoorganizację, wierzę, że to, co obserwujemy, to świadomość formująca się w różne identyfikowalne byty.
Tak więc żyjemy w świecie, który jest prawdziwie współtwórczy, w którym ty i ja nie możemy istnieć w izolacji. Richard Lewontin, genetyk, którego pracę bardzo podziwiam, powiedział kiedyś, że „środowisko” to dziwny koncept, ponieważ mówimy o nim tak, jakby istniało niezależnie od nas. Mówimy nawet o „ratowaniu środowiska”. Powiedział, że środowisko to zorganizowany zestaw relacji między jednostkami. Ciągle na siebie wpływamy, ciągle jesteśmy zmieniani przez proces bycia w relacji ze sobą poprzez nasze wybory. Dla tych z nas, którzy próbowali ratować świat, myślę, że jest to pokorna myśl. Nie ma nic do uratowania. Jest wiele rzeczy, w które można się zaangażować.
Poza obrazem maszyny To prowadzi mnie do trzech obrazów, które zmieniły moje życie. Pierwszym z nich jest proces chemiczny zwany reakcją Biełousowa-Żabotyńskiego (BZ). O jego istnieniu w kulturze zachodniej, szczególnie w Rosji, wiemy od lat 40. XX wieku. Był tak rewolucyjny dla myślenia naukowego, że przez długi czas zaprzeczano jego istnieniu.
Ta cudowna mała reakcja chemiczna mówi, że wszechświat nie jest cały „z górki”. Jest to sprzeczne z drugą zasadą termodynamiki, która mówi, że naturalną tendencją każdego systemu jest przechodzenie ze stanu porządku do nieporządku, od energii do entropii. Druga zasada mówi, że przy każdej zmianie tracisz użyteczną energię i nie masz możliwości jej odzyskania, więc popadasz w stan entropii — gdzie wszystko, co możesz zrobić, to czekać, aż śmierć i nieporządek cię dopadną. Ktoś niedawno zdefiniował drugą zasadę jako „Nie możesz wygrać i nie możesz wycofać się z gry”. To straszne obciążenie dla naszego zachodniego sposobu myślenia.
Jednak to, co te zaskakujące małe substancje chemiczne pokazały, to że materia ma zdolność do samoorganizacji. Kiedy stajemy w obliczu turbulencji i zmian, nie wszystko jest w dół. Na przykład w reakcji BZ czerwone i białe substancje chemiczne zmieszały się w idealnej równowadze. Następnym dostrzegalnym stanem tego układu, biorąc pod uwagę tradycje zachodniej nauki, było to, że rozpadłby się lub w najlepszym razie pozostałby w nieuporządkowanej równowadze. W rzeczywistości, gdy naukowcy dodali substancje chemiczne, zamieszali je, zapalili pod nimi płomień i włożyli w nie gorący drut — wiele zmian, jeśli jesteś chemikiem — to, co się stało, to to, że układ rozdzielił się na swoje składowe grupy chemiczne, czerwoną i białą, i zamiast się rozpadać i rozpraszać, substancje chemiczne same się restrukturyzowały. Poza rozpraszaniem nastąpiła spontaniczna reorganizacja — samoorganizacja.
To jest dość zaskakujące, ponieważ to, co te bezwładne, (rzekomo) nieświadome substancje chemiczne stworzyły, to skomplikowane spirale. Jak to wyjaśnić, jeśli te substancje chemiczne, które są rzekomo martwe, nie komunikują się, jeśli nie są w jakiś sposób świadome? Wielu naukowców nie zgadza się z tym przypisaniem świadomości, ale wszyscy zgadzają się, że reakcja BZ jest oszałamiającym obrazem samoorganizującej się zdolności naszego świata.
To, co mi to mówi, to to, że gdy stajemy w obliczu zmiany, ty i ja mamy wybór między dwiema opcjami i nie jesteśmy skazani na nieuchronny kurs działania, jak kazał nam wierzyć stary system wierzeń. Stary mit głosił, że znikniemy, że umrzemy, że się rozproszymy — i to będzie koniec. Ale nowe rozpoznanie samoorganizującego się świata mówi nam, że możemy wykorzystać każdy okres chaosu i rozproszenia, aby zreorganizować się w strukturę lepiej dostosowaną do środowiska.
Całe dążenie do zrozumienia świata samoorganizacji jest w rzeczywistości dążeniem do uświadomienia sobie, że za strukturami, które widzimy, stoi głębsza, bardziej elementarna siła. Jaka przyczyna kryje się za wzorcami organizacji, które widzimy na świecie — gdzie organizacja zachodzi bez dyrektywnych liderów lub planowania? Jaka głębsza elementarna siła daje temu początek? Odpowiedź, jak się wydaje, jest taka, że za wzorcami organizacyjnymi, które rozpoznajemy jako życie, kryje się samoorganizacja i spontaniczna zdolność do generowania wzorców i organizacji od wewnątrz. I to, oczywiście, jest jeden ze sposobów definiowania świadomości.
Według Fritjofa Capry, który publikuje nową książkę o samoorganizacji, mieliśmy cztery lub pięć miliardów lat doświadczenia w tym zakresie; w ten sposób życie odkryło możliwość tworzenia coraz większej ilości życia. Istnieje więc ta głęboka, elementarna zdolność do organizowania się w każdym z nas. Wiedząc o tym, gdy widzimy opór wobec zmian – a z pewnością widzimy go wiele w dzisiejszych czasach – możemy zrozumieć, co się dzieje, w inny sposób. Wydaje mi się, że opór zawsze odzwierciedla potrzebę każdego z nas, aby zrozumieć, kim jesteśmy w danej chwili – naszą tożsamość. Gdy widzimy, że zmiana jest nam narzucana, rozpoznajemy ją jako zagrażającą naszemu poczuciu własnej wartości. Opór odzwierciedla naszą potrzebę ochrony naszego poczucia godności i tożsamości, tak jak są one obecnie definiowane. Opór nie reprezentuje fundamentalnej tendencji do bezwładności, co jest starym przekonaniem na temat natury ludzkiej.
Jeśli zaczniesz o tym myśleć przez jakiś czas i będziesz zaangażowany w proces zmiany lub strategię zmiany, zmieni to sposób, w jaki odnosisz się do zmiany. Jeśli tożsamość jest kluczową kwestią, to wydaje mi się nieuniknione, że od samego początku angażujemy ludzi w zmianę, niezależnie od tego, jaka ona będzie. Wtedy mają szansę zreorganizować własne poczucie tożsamości, aby pasowało do zmienionej rzeczywistości. Nie możesz zmienić ludzi, ale ludzie zmieniają się cały czas. Tacy właśnie jesteśmy.
Zrozumienie, że żyjemy w samoregulującym się świecie, oznacza uznanie, że o wiele więcej jest dostępne dla nas jako grup, organizacji, społeczności. O wiele więcej jest dostępne dla nas w formie naturalnie występującej energii – samoregulującej się zdolności, którą wszyscy posiadamy. Musimy nauczyć się, jak ją angażować, jak ją przywoływać.
Wieże termitów i grupy bez przywódców I tak oto do zmieniającego życie obrazu numer dwa: wieża termitów na australijskiej sawannie. Ta, którą mam na zdjęciu, ma około 20 stóp wysokości, więc jeśli pomyślisz o rozmiarze termita, to są to najwyższe konstrukcje na Ziemi, w stosunku do rozmiaru ich budowniczych. Szczególnie interesująca jest tzw. „wieża magnetyczna”, ponieważ termity zawsze budują ją na osi północ-południe. Wnętrze jest bardzo złożoną konstrukcją. Ma tunele i łuki. Ich funkcją jest przemieszczanie powietrza do zaciemnionego wnętrza, gdzie jest chłodniej, ponieważ chociaż termity żyją w gorących miejscach, nie radzą sobie dobrze z ciepłem. Gniazda są również zaprojektowane tak, aby przemieszczać wilgoć, dzięki czemu termity mogą hodować rodzaj grzybów, których potrzebują do trawienia. Są to bardzo wyrafinowane konstrukcje.
Entomolodzy badający termity przyglądali się im przez lata i, rozpoznając bardzo złożoną strukturę, zastanawiali się: „Gdzie jest przywódca? Gdzie jest inżynier? Gdzie jest mózg stojący za tą operacją?” Poszukiwanie przywódcy było długim i daremnym zadaniem. Co ciekawe, zjawisko braku przywódcy nie zostało nawet wskazane, dopóki niektóre kobiety nie zaczęły krytykować historii nauki i nie doszły do oszałamiającego wniosku, że nie musi być przywódcy.
Kolonie termitów są przykładami cudownego procesu samoorganizacji i mogą być również bardzo pouczające w kwestii ludzkich wysiłków. Na przykład, pojedyncze termity są zdolne jedynie do kopania stosów ziemi. Nie robią niczego wyrafinowanego. Dotyczy to większości owadów społecznych. Jeśli pomyślisz o ulu jako o mózgu, a o relacjach społecznych jako o umyśle, pojedyncze termity są jak pojedyncze neurony. Odizolowane, mają ledwie jakiekolwiek znaczenie. Ale jako skoordynowana grupa działają jak umysł zbiorowy. Podobnie jak neurony, emitują substancje chemiczne do komunikacji. Termity emitują zapachy, które przyciągają inne termity. Są stale świadome tego, co dzieje się w ich otoczeniu; są bardzo dostrojone. Wędrują, kiedy chcą, zderzają się ze sobą, a następnie reagują.
Myślę, że to doskonała maksyma dla życia organizacyjnego. Wędrujesz, kiedy chcesz, wpadasz na siebie i reagujesz. Ale rozwijasz o wiele większą świadomość tego, co dzieje się w twoim otoczeniu, i jesteś dostrojony do o wiele większej ilości informacji, niż pozwoliliśmy ludziom w tych katastrofach „organ. chart”.
Więc po zebraniu pewnej liczby termitów ich zachowanie się zmienia, wyłaniając się w coś o zupełnie nowej pojemności i zaczynają budować swoje wieże. Grupa termitów tutaj zacznie łuk, inna grupa tam to zauważy i zaczną budować drugą stronę łuku. Spontanicznie, spotyka się on w środku, a nie było żadnego inżyniera.
Termity budują wieże tylko dlatego, że „ja”, wokół którego się organizują, jest dla nich bardzo jasne. Ale sposób, w jaki tworzą skomplikowaną, złożoną strukturę, jest w danej chwili. Entomolog Edward O. Wilson porównał to do dynamicznego programowania w komputerach: robisz coś, zauważasz tego efekt, robisz następną rzecz. To spojrzenie na życie wykraczające poza konwencjonalne plany strategiczne, planistów, cele, zadania i testy Myersa-Briggsa. Pozwól, że wyjaśnię tę ostatnią uwagę: Myers-Briggs to system oceny typów psychologicznych. To sposób zrozumienia, kim jesteś, jak przyswajasz informacje, jak się rozwijasz. Podobnie jak wszystkie takie testy, jest on skoncentrowany na jednostkach – kiedy my po prostu kopiemy sterty ziemi, że tak powiem.
Ale o ile mogę stwierdzić, w tej chwili żaden z naszych oceniających osobowość ani wskaźników nie pozwala nam wiedzieć, kim lub czym jesteśmy w stanie być, gdy jesteśmy w społeczności z innymi. Uważam, że myślenie, że możemy zrozumieć siebie lub inną istotę ludzką niezależnie od bycia z nią w relacji, jest parodią. A jedną ze wspaniałych rzeczy, które pokazują termity, jest to, że żyjemy w świecie, który ma właściwości emergentne, co oznacza, że gdy grupa jest razem, jest zdolna do zachowań, których po prostu nie da się poznać, gdy studiuje się jednostki. Nie ma znaczenia, jak dobrze, jak głęboko lub jak długo studiujesz jednostki, nigdy nie dostrzeżesz potencjału wieży w pojedynczym termicie. Myślę, że dotyczy to również zachowań ludzkich. Dlaczego więc spędzamy tyle czasu, próbując zrozumieć nasze ja (małe s), skoro to ja się zmienia — ujawniają się w nas zupełnie nowe zdolności — gdy jesteśmy razem w naszych społecznościach?
Uważam, że jest to dla nas tak problematyczne, ponieważ nie można planować; można tylko obserwować, gdy już jest się w trakcie bycia razem. Można tylko zauważyć, co się dzieje, a potem majstrować przy tym. Zamiast tworzyć zespoły marzeń, po prostu wkracza się w proces organizowania i patrzy, co z tego wyniknie. To wydaje się niezaplanowane, wygląda chaotycznie, uderza nas w twarz; jest sprzeczne ze wszystkimi sposobami, w jakie uczono nas, jak być skutecznymi liderami lub skutecznymi jednostkami. We współczesnym społeczeństwie oszaleliśmy z wyznaczaniem celów, planowaniem i myśleniem o naszym życiu w liniowej progresji.
Dobrze by było, gdybyśmy uczyli się od termitów. Istnieje wiele mądrości dostępnych w badaniu zachowań emergentnych. I jest ona dostępna tylko dlatego, że żyjemy w świecie, który jest samoorganizujący się. Żyjemy w świecie, w którym, gdy się spotykamy, możemy odkrywać nowe możliwości. I żyjemy w świecie, w którym odkrywanie nowych możliwości jest, jak sądzę, powodem istnienia.
To mówi coś o organizowaniu działań, które chcę podkreślić. Jeśli myślisz o życiu jako o sieci, to nie masz dna ani szczytu. Rozwiązania emergentne mogą pochodzić z dowolnego miejsca, ale zawsze są bardzo sytuacyjne, zawsze wysoce kontekstowe, a zatem będą dość zmienne i zawsze nieplanowane.
Chcę również podkreślić, że organizacje emergentne są pełne liderów, a nie bez liderów. Liderzy pojawiają się i ustępują w razie potrzeby. Przywództwo to seria zachowań, a nie rola bohaterów.
Osiki i ukryte połączenia Niedawno dowiedziałem się od nauczycielki mojego syna z piątej klasy, że największy znany organizm żywy na planecie żyje w stanie Utah, gdzie teraz mieszkamy. Mój syn był podekscytowany i myślał, że to Wielka Stopa, ale to nie jest. To gaj osik, który pokrywa tysiące akrów. Kiedy na nie patrzymy, myślimy: „O, spójrz na wszystkie drzewa”. Kiedy botanicy zaglądali pod ziemię, mówili: „O, spójrz na ten system, to wszystko jest jedno. To jeden organizm”. Widzicie, kiedy osiki się rozmnażają, nie wypuszczają nasion ani szyszek, wypuszczają rozłogi, a rozłogi biegną w stronę światła (w tym wszystkim jest cudowna metafora), a my mówimy: „Aha! Jest jeszcze jedno drzewo…” dopóki nie zajrzymy pod ziemię i nie zobaczymy, że to wszystko jest jednym, ogromnym połączeniem.
Zanim dowiedziałem się o osikach z Utah, myślałem, że grzyb z Michigan, który zajmował 37 akrów, był największym organizmem. Interesujące było to, że gdy mykolodzy przyjrzeli się tym grzybom, nie mogli zrozumieć, jak przetrwały, ponieważ nie miały całej „funkcjonalności”, której potrzebowały, aby być zdrowymi grzybami. Gdy zajrzeli pod ziemię, znaleźli odpowiedź – to był po prostu jeden duży organizm.
W samoregulującym się świecie jedną z rzeczy, która działa na naszą korzyść, jest nie tylko to, że mamy naturalną skłonność do zmian, że potrafimy się ciągle reorganizować lub że potrafimy się zorganizować bez liderów (pod warunkiem, że jesteśmy dobrze połączeni, poinformowani i skoncentrowani), ale także to, że tak naprawdę to, co robimy, to odkrywanie naszych powiązań.
Jedną z wielkich nauk teorii chaosu jest to, że nawet bardzo lekkie drgnięcie w układzie łączącym wywoła drgawki gdzie indziej. Jestem pewien, że miałeś negatywną wersję tego doświadczenia, w którym rzuciłeś komuś od niechcenia jakąś uwagę, a później wybuchło ci to w twarz. Podczas gdy ty mogłeś przedstawić dzieło swojego życia, myśląc, że to największy dar dla ludzkości, inni po prostu na nie spojrzeli i powiedzieli: „Cóż, to bardzo miłe, kochanie”.
Biolog Francisco Varela powiedział, że nie można kierować systemem żywym, można go jedynie zakłócić. W systemie, co najwyżej możemy zrobić, kiedy próbujemy służyć, to wnieść trochę drgnięcia, być małym zakłóceniem. Jedną z najlepszych rzeczy w systemach żywych jest to, że nie tylko nie można ich wykorzystać, ale także nimi kierować. Nie można mówić innemu człowiekowi lub organizacji ludzkiej, co ma robić i oczekiwać, że to zrobi. Jednak nie jest to lekcja, której się nauczyliśmy. Widujemy to w twarzach przez całe życie – szczególnie jeśli jesteś rodzicem nastolatka (właściwie zaczyna się to znacznie wcześniej, u dwulatków), że nie możemy kierować istotami żywymi.
Gdybyśmy naprawdę zaczęli odczuwać wokół nas tę zdolność do samoorganizacji, moglibyśmy zdać sobie sprawę, że nasze wysiłki na rzecz wspierania zmian lub ich inicjowania – a nie zarządzania zmianami – mają duże poparcie.
W mojej własnej pracy staram się podchodzić do tego z większą dozą zabawy i pozbyć się dramatyzmu – „Jeśli nie zrobimy tego teraz, wszyscy zginiemy”. Wierzę, że to prawdziwe stwierdzenie, ale nie pomaga mi ono bawić się życiem tak, jak chcę, w sposób, w jaki widzę, jak życie bawi się nami. Chciałabym, żebyśmy po prostu byli bardziej eksperymentalni. Nie szukamy rozwiązań, po prostu sprawdzamy, co działa w tym systemie, z głębokim szacunkiem dla jego powiązań. Kiedy to nie działa, idziemy dalej i próbujemy czegoś innego, a kiedy to działa, czujemy się bardzo błogosławieni.
Niniejszy artykuł stanowi adaptację wykładu Margaret Wheatley zatytułowanego „Serce organizacji” wygłoszonego na czwartej dorocznej konferencji IONS „Otwarte serce, otwarty umysł” w San Diego w Kalifornii w lipcu 1995 r. |
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
We all "sense" something greater that our human senses only touch a part of. As a theist, I believe in the "Force". In my way, as with other mystics who are both scientist and theist, I try to explain my thoughts and exoeriences but know I can only "point" toward something, yet fall short of the definitive. My mind as a scientist remains open to possibilities, it does also as a theist. Just because I've chosen to believe (in) certain truths based on my study and experiences, doesn't mean I've closed my mind off to possibilities. Some will say, "Oh, he's a Christian," then dismiss me as a fool, but history is full of some very wise "fools" who have helped us "see" beyond accepted laws of science. And so, I see and agree with much here based on study and experience. }:- anonemoose monk