Pośród brudu i niedostatku obozu koncentracyjnego, Etty Hillesum pozostał celebransem życia.

Kilka lat temu byłem w Auschwitz, niesławnym nazistowskim obozie zagłady i miejscu największych okrucieństw XX wieku. To bardzo niepokojące miejsce – nawet nasz przewodnik wydawał się przygnębiony – a spacerując po nim, byłem pochłonięty jego mroczną historią.
Jednocześnie jednak zdawałem sobie sprawę, że to tylko skrawek ziemi na polskiej wsi, że trawa rośnie tu tak samo jak gdzie indziej, ptaki śpiewają na pobliskich drzewach, a życie toczy się dalej, obojętnie na nędzę, której to miejsce kiedyś doświadczało.
We wrześniu 1943 roku młoda Żydówka, przywieziona tu w ramach Ostatecznego Rozwiązania , zdawała się dostrzegać ten szerszy kontekst w niezwykły i dalekowzroczny sposób. Nazywała się Etty Hillesum i w czasie wojny przeżyła to, co dziś nazwalibyśmy duchowym przebudzeniem.
Podobnie jak jej współczesna Anna Frank , mieszkała w Amsterdamie i pisała pamiętnik, w którym dokumentowała swoją wewnętrzną przemianę z mieszczańskiej kobiety nękanej nerwicami i brakiem pewności siebie w osobę, która pośród brudu i wyrzeczeń obozu koncentracyjnego potrafiła patrzeć w niebo i płakać „łzami głębokiego wzruszenia i wdzięczności”.
Nawet jeśli nie masz religijnych skłonności, jej historia wciąż stanowi niezwykłe świadectwo ludzkiej zdolności do współczucia i świadomości w obliczu obezwładniającego horroru. A w momencie historycznym, gdy przekonania polityczne, które doprowadziły do Holokaustu, zdają się przeżywać renesans w dużej części Zachodu, jej przesłanie o miłości ponad wszystko wydaje się ważniejsze niż kiedykolwiek.
Jej dziennik, pisany gęsto na ośmiu zeszytach, obejmował lata 1941-1942, czas, gdy Holandia znajdowała się pod okupacją nazistowską. Zaczęła go pisać wkrótce po rozpoczęciu terapii u Juliusa Spiera, niemieckiego Żyda, który porzucił dochodową karierę bankiera, by czytać z dłoni i studiować analizę u stóp Carla Junga.
Z pamiętników jasno wynika, że Etty miała obsesję na punkcie Spiera, który zdawał się wspierać ją w związku, stosując techniki terapeutyczne o podłożu seksualnym, co dziś wydaje się wątpliwe.
Ale jest również oczywiste, że Spier odegrał kluczową rolę w rozwoju osobistym Etty. Wydaje się, że Spier doprowadził ją częściowo do większego docenienia życia chwilą obecną – fundamentalnej idei mistyków wszystkich wyznań od wielu stuleci, która obecnie zyskuje na popularności dzięki ruchowi uważności i myślicielom duchowym takim jak Eckhart Tolle.
Na przykład 21 marca 1941 roku pisze: „W przeszłości żyłam chaotycznie w przyszłości, ponieważ nie chciałam żyć tu i teraz. Chciałam, żeby mi wszystko podano na tacy, jak rozpieszczonemu dziecku… Po prostu odmawiałam robienia tego, co trzeba było zrobić, tego, co leżało tuż pod moim nosem. Odmawiałam wchodzenia w przyszłość krok po kroku”.
To jeden z wielu momentów, w których dziennik może wydawać się pozornie współczesny. Innym jest wpis z 4 sierpnia 1941 roku, który oferuje wnikliwą ocenę zmagań kobiety, wyprzedzając ruch feministyczny o ponad dwie dekady.
„Czasami, gdy mijam na ulicy kobietę, piękną, zadbaną, całkowicie kobiecą, choć nudną, całkowicie tracę równowagę. Czuję wtedy, że mój intelekt, moja walka, moje cierpienie są przytłaczające, brzydkie, niekobiece; wtedy ja też pragnę być piękna i nudna, pożądaną zabawką dla mężczyzn… Być może prawdziwa, zasadnicza emancypacja kobiet jeszcze musi nadejść. Nie jesteśmy jeszcze w pełni ludźmi; jesteśmy „słabszą płcią”… Musimy się jeszcze narodzić jako ludzie; to wielkie zadanie, które przed nami stoi”.
Jej nowoczesność jest również widoczna w sposobie, w jaki konstruowała swój system wierzeń. Jak wielu współczesnych poszukiwaczy duchowych, czerpała z miszmaszu źródeł – poezji Rilkego, sufizmu, nauk chrześcijańskich mistyków, takich jak Mistrz Eckhart i św. Augustyn. Kiedy została przeszukana przez strażników po przybyciu do Westerbork, holenderskiego obozu przejściowego, skąd ostatecznie przewieziono ją do Auschwitz, w jej torbie znaleźli egzemplarze Koranu i Talmudu.
Rezultatem jej duchowej podróży był narastający wewnętrzny spokój, który pozwolił jej nie tylko zaakceptować straszną prawdę o tym, co działo się z jej ludem, ale i rozwijać się pomimo tego. 3 lipca 1942 roku napisała: „Dobrze więc, akceptuję tę nową pewność, że to, czego pragną, to nasza całkowita zagłada. Wiem to teraz i nie będę obarczać innych moimi lękami… Pracuję i żyję z tym samym przekonaniem i uważam, że życie ma sens, tak, sens”.
Może się wydawać przewrotne, że ktoś mógł odnaleźć sens życia pośród bezsensownego horroru Holokaustu, ale Etty była jedną z tych nielicznych osób, które potrafiły jednocześnie żyć w historii i poza nią. To jeden z powodów, dla których jest tak znakomitą kronikarką tego, co się wydarzyło.
Po kilku próbach ukrycia się zaniepokojonych przyjaciół, ostatecznie znalazła się w Westerborku, najpierw jako wolontariuszka i pracownik socjalny, a ostatecznie jako więźniarka. Im silniejsza stawała się jej wiara, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu o tym, jak ważne jest, by „nigdy nie zamykać oczu na rzeczywistość”, a listy, które udało jej się zdobyć z Westerborku, to prawdziwie wstrząsające obrazy przerażającego nieludzkiego życia w obozie koncentracyjnym.
Szczególnie trudne w odbiorze są jej relacje z cotygodniowego załadunku pociągów jadących do obozów w Polsce. W tym momencie wszyscy wiedzieli już, że podróż na wschód oznacza pewną śmierć, a noc poprzedzająca odjazd pociągów była pełna napięcia, ponieważ więźniowie czekali na to, czy zostaną wysłani.
Opisuje spotkanie w koszarach szpitalnych ze sparaliżowaną młodą dziewczyną. „Słyszałaś? Muszę iść”. Patrzymy na siebie przez dłuższą chwilę. Jej twarz jakby zniknęła; cała jest w oczach. Potem mówi spokojnym, szarym głosem: „Jaka szkoda, prawda? Że wszystko, czego nauczyłaś się w życiu, idzie na marne”.
Czasami natłok okrucieństw nadwyręża nawet jej wiarę. Opisuje widok „popielatej, piegowatej twarzy koleżanki” przy łóżku umierającej kobiety, która połknęła truciznę i „która jest jej matką”. „Boże Wszechmogący. Co Ty nam robisz?”. Słowa po prostu mi umykają”.
A jednak pomimo tego wszystkiego nigdy nie poddaje się nienawiści, nigdy nie przestaje wierzyć w ostateczne piękno życia, nawet gdy świat wokół niej wali się na głowę.
W jednym z ostatnich listów do przyjaciółki Marii Tuinzing, napisanym tydzień przed tym, jak wraz z rodzicami i bratem została przewieziona na wschód, napisała: „Cierpienie naznaczyło nas na całe życie. A jednak życie w jego niezgłębionej głębi jest tak cudownie dobre, Mario – wciąż do tego wracam”.
Etty zmarła w Auschwitz dwa miesiące później, 30 listopada 1943 roku. Miała 29 lat.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
Wow, what a powerful article, beautifully written, as a testament to this awakened soul and a tribute to the true resilience of the human spirit.
Eternal Truth . . . but we must choose it.