Back to Stories

Dzika Wiara

O zimowym zmierzchu w kanionie, jelenie materializują się i znikają o zmierzchu i świcie, jakby przechodziły przez lawendowy welon między światami. W jednej chwili pole ukazuje tylko ciemne głazy i zacienione kępy chamisa; w następnej chwili cienie poruszają się, zmieniając kształt w długonogich, miękkowargich zbieraczy. A potem znów zmieniają kształt i znikają, niewidzialni, jakby podróżowali niewidzialnym mostem z jednego wymiaru do drugiego. Czy są ucieleśnieni? Czy są duchami? Czy są bladymi jednorożcami przypominającymi nam starszy świat? W powietrzu unosi się piżmowy zapach wraz ze słabym dźwiękiem kopyt wspinających się na pobliską śliską skałę.

To magiczna, pełna cudów pora dnia i pory roku, kiedy to, co uważamy za rzeczywistość, zdaje się drżeć, a nieznane możliwości otwierają się jak niezbadane kaniony.

Czasami niemal nie do zniesienia piękno świata mnie przytłacza. Drżę z przeczucia, że ​​wspaniałość, która nasyca kosmos, z pewnością odzwierciedla możliwość, nawet teraz, ludzkiej wspaniałości. A potem, jakbym przekroczył niewidzialny most do punktu rozpaczy, zastanawiam się, jak tajemnicza, samoorganizująca się dzika Ziemia może pokojowo współistnieć z absurdami i katastrofami ludzkiej inwencji.

Jak możemy utrzymać zarówno wspaniałość, jak i tragedię świata, jakbyśmy stali na progu z Janusem, rzymskim bogiem początku i końca, patrząc w dwóch kierunkach? Ale nasze przeciwstawne kierunki to nie tylko początki i końce — lub przeszłość i przyszłość — znane Janusowi, ale raczej pozornie przeciwstawne rzeczywistości, jak kopalnia uranu zestawiona z edeńskim basenem pod wodospadem.

***

Niedawno Washington Post opublikował artykuł zatytułowany „Nie musimy ratować zagrożonych gatunków. Wyginięcie jest częścią ewolucji”. Autor szczerze przedstawia pogląd, że życie będzie nadal ewoluować, a może nawet rozkwitać pomimo wyginięcia innych gatunków wspomaganego przez człowieka. Jakiś czas później otrzymałem e-mail o „Dniu Pamięci o Zaginionych Gatunkach” od zdecydowanie innej publikacji, bloga Dark Mountain . Jestem za wspominaniem utraconych, takich jak zaginieni przodkowie, których nigdy nie znałem. Ale to jest abstrakcyjne, nieucieleśnione, wspominanie. To raczej idea żalu niż przeżytego żalu, takiego, który dręczy ciało i pozostawia niezatarte blizny.

Para esejów przywołuje widmowe obrazy istot przychodzących i odchodzących (głównie odchodzących), tam i z powrotem przez „próg drzwi, na którym stykają się dwa światy” Rumiego — lub wchodzących i wychodzących z tego, co ewolucyjny kosmolog Brian Swimme nazywa „wszechodżywiającą otchłanią”, gdzie możliwości generatywne nieustannie się pojawiają i są ponownie wchłaniane.

Moja własna wyobraźnia i psycho-duchowe dobre samopoczucie są czasami wzmacniane przez przebłyski wielkiego obrazu powstawania i ciągłego rozwijania się wszechświata. W naszych czasach turbulencji i niepewności, rozważanie kosmicznego przepływu jakoś chłodzi mój płonący umysł i serce, przynajmniej na chwilę. Ale co z nami, kruchymi istotami ludzkimi, tu i teraz, w naszej chwili? Co z przyszłością dla naszych wnuków i ich wnuków, kiedy wszystko, czemu zostaliśmy nauczeni ufać, najwyraźniej rozpada się wokół nas? Nasza demokracja, nasz rzekomy moralny kompas i wpojone wartości. Nasza często zrzędliwa, ale generalnie niezawodna pogoda. Jak pociesza nas wielki obraz, kiedy tak wiele wydaje się być w niebezpieczeństwie? Jak pozwalamy sobie odczuwać ogrom naszego czasu, nie pękając ze śmiechu?

***

Mieszkam na skraju Grand Staircase Escalante National Monument w stanie Utah, który niedawno został zbezczeszczony na papierze przez rozporządzenie wykonawcze o zmniejszeniu granic, zmniejszając rozmiar pomnika o około połowę, wraz z jeszcze bardziej radykalnym zmniejszeniem Bears Ears National Monument około stu mil na wschód. Po śledzeniu wywołujących rozpacz i gniew wiadomości w Internecie, wybrałem się na małą pielgrzymkę po ziemi, w kierunku miejsca, gdzie źródlane wody spływają po ścianach świątyni pomnika. Śpiewając nazwy ponderosa i bazaltu, szedłem wzdłuż małego potoku, chwaląc dzikie istoty świętej Ziemi w spontanicznej, fałszywie, swobodnie śpiewanej pieśni miłosnej do miejsca, w którym znajduję ukojenie i pożywienie, inspirację i nieokiełznane piękno.

Przyznaję, że mam rodzaj dzikiej wiary w kosmiczny eksperyment, który wyprowadził wszechświat, Ziemię, biosferę, istoty ludzkie, skrzypce i Hubble'a z naszych początków w ciemnym sercu gwiazd. Jednak w tych niestabilnych i trudnych czasach czasami czuję się całkowicie zagubiony, bez mojego zwykłego psycho-duchowego kompasu. Nie mogę znaleźć mitu, nie mogę znaleźć kosmicznego żartu. Wtedy, czasami z wielkim wysiłkiem, przypominam sobie o niesamowitych momentach zmiany kształtu wszechświata, gdy panował stres, a życie obrało nowy kierunek. Moim szczególnym ulubieńcem jest nasz stary przyjaciel i przodek, prokariot.

Thomas Berry i Brian Swimme mówią nam, że na najwcześniejszych etapach życia na Ziemi mikroorganizmy zwane prokariotami rozkwitały, żywiąc się chemiczną zupą przegrzanej, burzliwej Ziemi. Gdy turbulencje osłabły, rozrastająca się populacja prokariotów stanęła w obliczu masowego głodu. Doszło do mutacji, a niektóre prokarioty nauczyły się żerować na martwych ciałach swoich krewnych.

Następnie, w tym, co Brian Swimme i Thomas Berry nazywają „jednym z największych aktów kreatywności w ciągu czterech miliardów lat istnienia Ziemi”, prokarionty nauczyły się przechwytywać fotony światła ze słońca. Innymi słowy, nauczyły się używać własnych ciał do tworzenia fotosyntezy, aby żywić się światłem najbliższej gwiazdy. Prokarionty dokonały tego, piszą Swimme i Berry, „bez mózgu, bez oczu, bez rąk, bez planów, bez przewidywania, bez refleksyjnej świadomości”.

Nasz własny moment w rozwijającej się historii życia może być lub nie być tak ekstremalny jak niemalże wyginięcie prokariontów, ale z pewnością jesteśmy gatunkiem w wielkim stresie — stresie, który wysyła fale uderzeniowe do całego innego życia na Ziemi. Stres, lub nierównowaga, jest koniecznym preludium do zmiany. W przeciwieństwie do prokariontów, mamy mózgi, oczy, ręce, refleksyjną świadomość i wyobraźnię patrzącą w przyszłość. Istoty ludzkie mają niezwykłą — i najwyraźniej unikalną dla naszego gatunku — zdolność do wyobrażania sobie i tworzenia radykalnie alternatywnych przyszłości.

***

jeleń ryczący w słońcu, zdjęcie dla Wild Faith

Historie o możliwościach ludzkiej transformacji lub potencjale gatunkowej zmiany lub ewolucji nie są historiami, które spotykamy w codziennych mediach. Nawet najmniejsze ziarenko idei, że istoty ludzkie mogą nie zakończyć swojej własnej ewolucji, jest bardzo nieobecne w dyskursie publicznym, i to nie tylko z powodu negacjonistów ewolucji. Milcząco zakłada się, że istoty ludzkie osiągnęły już szczyt swoich ewolucyjnych i rozwojowych możliwości, nawet gdy nadal odkrywamy, że świat zmienia się „wokół” nas. Jeśli to prawda, że ​​osiągnęliśmy szczyt naszych możliwości większej świadomości tego, kim jesteśmy i jakie jest nasze miejsce w większej społeczności Ziemi (i kosmosie), to dziwne, że nie rzucamy się wszyscy z klifów i mostów lub nie znieczulamy się opioidami i alkoholem.

Ale jeśli stres jest koniecznym wstępem do zmiany indywidualnej lub zbiorowej, warto zauważyć, że tak wiele osób czuje się zdezorientowanych, niespokojnych lub zaniepokojonych, niektórzy do granic oburzenia, wielu do rozpaczy. Czy bylibyśmy tak zaniepokojeni, gdybyśmy nie potrafili wyobrazić sobie alternatyw dla naszej chwili? Dla wielu myślących ludzi istnieje znacząca różnica między tym, gdzie się znajdujemy, a tym, co możemy sobie wyobrazić, choćby słabo.

Uważa się, że Einstein powiedział coś w tym stylu, że problemu nie można rozwiązać na tym samym poziomie świadomości, na którym powstał. Kiedyś napisał, że „nowy typ myślenia jest niezbędny, jeśli ludzkość ma przetrwać i zmierzać ku wyższym poziomom”.

W naszych burzliwych czasach, jakie mamy dowody na to, że świadomość lub światopogląd, który leży u podstaw naszego rozpadającego się świata, jest w trakcie procesu zmian? Czy szóste masowe wymieranie obejmuje wymieranie paradygmatów lub przekonań? Czy nowy świat, który Arundhati Roy słyszy, że nadchodzi, jest już tak blisko, że my, podobnie jak Roy, moglibyśmy „usłyszeć jej oddech”, gdybyśmy słuchali w cichy dzień?

Czy istnieje nowy sposób świadomości wyrastający z przestarzałej skorupy starej? Nie wiem. Ale zauważam z wdzięcznością i fascynacją pewne dramatyczne zmiany w naszej kulturze w ostatnich latach:

- Większa akceptacja i wsparcie dla osób LGBTIQ i kwestii związanych z płcią, czego dowodem jest równość małżeństw oraz zaskakujące zbiorowe zrozumienie dynamiki władzy seksualnej i nadużyć.

- Wspieranie osób, które były historycznie marginalizowane, czego przykładem jest ruch Black Lives Matter, naciski na reformę prawa imigracyjnego i Marsz Kobiet.

- Akceptacja eksploracji świadomości poprzez legalizację marihuany (medycznej i rekreacyjnej) i ogromne zainteresowanie „roślinnymi sojusznikami”, takimi jak ayahuasca.

- Wsparcie dla dzikich terenów publicznych i dzikich zwierząt, czego dowodem było ogromne poparcie w połowie lat 90. dla ponownego wprowadzenia wilków do Yellowstone, a teraz miliony ludzi podjęły działania na rzecz pomników narodowych Bears Ears i Grand Staircase-Escalante, Arctic National Wildlife Refuge i innych zagrożonych terenów publicznych.

- Inne ruchy, takie jak „ruch celu”, renaturyzacja, permakultura, lasy żywnościowe, rolnictwo wykorzystujące dwutlenek węgla i wiele innych, wskazują na możliwości pojawiające się niczym delikatny, nowy wzrost w zbiorowej psychice ludzkiej.

Kilka lat temu, w kanionie niedaleko miejsca, w którym piszę, usłyszałem lub wyczułem zaproszenie — dyrektywę — która brzmiała mniej więcej tak: „zajmij się wyobraźnią” i towarzyszyła silnemu obrazowi tysięcy, milionów lub miliardów inteligentnych stworzeń celowo wyobrażających sobie i uczestniczących w tym, co Thomas Berry nazywa „snem Ziemi”. Jakby nasz świat był kształtowany nie tylko przez nasze fizyczne interwencje i przemysł, ale także przez to, jak my (w tym istoty inne niż ludzie) wyobrażamy sobie, śnimy i myślimy.

W tych czasach, które wydają się podobne do spływu niezbadaną rzeką przez kanion z ciągłymi bystrzami i spektakularnymi zdradami, pozostawanie uważnym na myśli i obrazy, które wnoszę do noosfery, jest trudnym, dzikim zadaniem. Bez wątpienia istotne jest odczuwanie i reagowanie na pełną katastrofę naszych czasów, ale jak mamy nawigować, jeśli bez końca powtarzamy w myślach rozwijające się katastrofy i widzimy tylko potencjalne katastrofy przed nami? Jak mamy znaleźć drogę, jeśli nie potrafimy dostrzec tego, co jest za zakrętem?

Hiszpański poeta Antonio Machado może być dla nas przydatnym przewodnikiem w tych czasach: „Podróżniku, nie ma drogi. / Ścieżka powstaje poprzez chodzenie”. Lub, w zależności od tłumaczenia, „Wędrowniku, nie ma drogi. Drogę tworzysz poprzez chodzenie”. I „Nie ma szlaku, tylko ślady piany na morzu”.

***

W Grand Staircase Escalante National Monument niedaleko mojego domu blade, piaskowcowe kopuły i płaskowyże zostały ukształtowane przez niezrozumiałe, starożytne wiatry. Nie ma tu żadnych szlaków, znaków drogowych, znaków szlakowych, tylko nieoznakowane trasy, po których zazwyczaj porusza się w zależności od form geologicznych: wąwóz, grzbiet, łagodne zbocze, poszarpane stopnie, kanion szczelinowy lub kamienny most. Kiedy droga jest nieco niebezpieczna, zamiast koncentrować się na przeszkodach, moje ciało koncentruje się na drodze. Może zostawiam za sobą rodzaj śladu w polu wyobrażeniowym, gdy wędruję, śpiewając pochwały dla gorzkich krzewów i bazaltu. Może wszystko, co robimy, inicjuje falę w morzu psychiki, wykraczając poza naszą własną chwilę i czas. Może aspektem wielkiej pracy naszych czasów jest rozwijanie zdolności naszej wyobraźni patrzącej w przyszłość w spójności z resztą życia.

Moje listy, rozmowy telefoniczne i skromne wsparcie dla konkretnych organizacji ekologicznych będą kontynuowane, ale najbardziej intymnym, nasyconym znaczeniem działaniem, jakie podejmuję w imieniu dzikiej Ziemi, jest angażowanie się tak, jakby kamień, jaszczurka, juka, porost i chmura były inteligentnymi, ożywionymi istotami, z własnymi tęsknotami, a ziemia i stworzenia były świętymi obecnościami, a uznanie ich podmiotowości i szlachetności zachęcało je do ujawniania większej części ich ożywionej natury. Wiem na pewno, że staję się bardziej żywy dzięki takim inscenicjom, drżę z poczucia uczestnictwa z czującymi obecnościami i z wielką inteligencją życia.

W naszych czasach zamieszania i radykalnych zmian przekraczamy próg, portal lub niewidzialny most z jednego świata do drugiego. Można powiedzieć, że most albo się pod nami zawala, albo powstaje, gdy idziemy razem, w długich godzinach zmierzchu, gdy jedna cywilizacja ustępuje miejsca innej.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

9 PAST RESPONSES

User avatar
Frank Hadley Murphy Jun 20, 2023
The Earth herself is releasing her own vital life forces and reanimating her original people, catalyzing them to return to her. ALL indigenous peoples are now returning to their traditional ways. Frank Hadley Murphy Saami Troms Og Finmark
User avatar
Rose Lane Aug 6, 2018

Grandpa Ingalls would love to shoot this deer to feed his family back in the Big Woods of Wisconsin! That would have made a good meal for many a cold winter's night!

User avatar
Kristin Pedemonti Mar 20, 2018

I love the idea of building the bridge as we walk it together. And thank you for such gorgeous use of language. <3

User avatar
Sidonie Foadey Mar 16, 2018

Beautifully articulated, profound and accurate; enticing and gentle invitation to ponder and co-create consciously... Let's choose to "cultivate the capacities of our forward-seeing imagination in coherence with the rest of life"! To my mind, that seems to be the most genuinely worthwhile task to undertake, so let's engage in it, wholeheartedly, for the greater good! Thank you, GMH. Namasté!

User avatar
mike Mar 16, 2018

Oh and great article indeed.

User avatar
Virginia Reeves Mar 15, 2018

My spirit is touched with your wonderful word pictures and heartfelt remarks. I'm sharing this with others.

User avatar
Patrick Watters Mar 15, 2018

And my own heart resonates, both joyfully and disturbingly. But I am a contemplative old moose so I will sit with it a while, then go and "be the change I desire to see". }:- ❤️

User avatar
Anthony Rey Silva Mar 15, 2018

One of the best things I've read in quite some time! As a being who has been immersed in a very difficult spiritual walk on the Red Road (sundance) and 31 years sober, I often ponder the future of our species.. I find it disturbing that (in my limited perspective) that humanity has become a slave to materialism and technology rather than pursuits of spiritual paths.. However, this article really broadens my thoughts and gives me hope that we as a species will evolve to a higher plane simply by "imagining" a better existence.. It is fact that we are constantly evolving in our beliefs and consciousness.. So it seems that extinction is part of evolution and either we may go extinct as a species or we will evolve.. I hope for the latter..

User avatar
Heather Fraser Mar 15, 2018

Bravo! An excellent, mindful article on how our walk in this world as a human tribe is changing. We have new evolutionary paths to create if we are willing to listen, observe, and remain ever humble to “life’s greater intelligence”. Thank you for this intelligent, insightful piece of eloquent writing.