Back to Featured Story

Wioska Pokoju Sunray

STAROŻYTNE TRADYCJE WSCHODNICH CZEROSEÓW PRZYWRÓCONE W GÓRACH VERMONT

Wioska Pokoju Sunray, Lincoln, VT

OD SZLAKU ŁEZ DO ZLEGALIZOWANEGO UCISKANIA ICH PRAKTYK DUCHOWYCH, WSCHODNI CZEROKEE MAJĄ HISTORIĘ PEŁNĄ PRZEMOCY I BÓLU. TO JEDNAK JEST HISTORIA O WYTRZYMAŁOŚCI, MÓWIENIU PRAWDY, SCHRONIENIU I SŁUŻBIE.

W dolinie w Górach Zielonych w stanie Vermont znajduje się miejsce zwane Odali Utugi — Wioska Pokoju Sunray . Odali Utugi oznacza Górę Nadziei. Na tym pięknym terenie o powierzchni 27 akrów, Sunray Meditation Society od 1987 roku tworzy Wioskę Pokoju dla dzisiejszego świata, wzorowaną na Wioskach Pokoju Cherokee z ubiegłego wieku. Jest to miejsce, w którym ludzie w każdym wieku, o różnym statusie społecznym, z różnych klanów i narodów mogą doświadczyć uzdrawiającej mocy Ziemi. Tutaj można studiować mądrość tradycji buddyzmu indiańskiego i tybetańskiego oraz uczyć się umiejętności pokojowego rozwiązywania konfliktów. To święta ziemia.

Czcigodna Dhyani Ywahoo jest wodzem Zielonej Góry, Ani Yun Wiwa i 27. pokoleniem posiadacza rodowej linii Ywahoo w tradycji Tsalagi/Wschodnich Czirokezów. Jest również szanowaną nauczycielką Wadżrajany w tradycjach Drikung Kagyu i Nyingma buddyzmu tybetańskiego. Założyła klasztor Wadżra Dakini, pierwszy tego typu w Ameryce Północnej, i jest dyrektorem Sunray Meditation Society, międzynarodowej organizacji duchowej poświęconej pokojowi i pojednaniu na świecie. Jest również założycielką Sunray Peace Village i Sunray Peace Village Land Trust.

Jest pierwszą osobą, która dzieli się mądrością rodu Ywahoo z ludźmi spoza rdzennej ludności. Dzięki jej przewodnictwu wioska pokoju stała się uzdrawiającym sanktuarium, duchowym poligonem treningowym i centrum społeczności, które odnowiło ducha i radość niezliczonych gości.

Elissa Melaragno przeprowadziła wywiad z Czcigodną Dhyani Ywahoo dla Anchor w lutym 2015 r. Następne strony zawierają mądrość, którą się z nami podzieliła.

EM: Myślę, że czytelnicy byliby zainteresowani wysłuchaniem niektórych z Twoich przemyśleń na temat tego, jak uciskani byli nasi rdzenni amerykańscy bracia i siostry na przestrzeni dziejów. Do 1978 r. obowiązywało prawo zakazujące praktykowania rdzennych amerykańskich ceremonii kulturowych i religijnych, kiedy to prawo zostało ostatecznie uchylone. Czy możesz nam powiedzieć, czy i w jaki sposób byłeś obecny i zaangażowany w działania na rzecz praw rdzennej ludności w latach 70., a także trochę o wpływie uchylenia tego prawa w 1978 r.?

VDY: Tak. W 1978 roku i w ciągu trzech lub czterech lat poprzedzających nastąpiło przebudzenie wielu ludzi, którzy są uważani za piąte pokolenie, które przetrwało „nadejście Ciemności” w naturalny sposób ludu Tsalagi, co zaczęło się od przymusowego wysiedlenia z naszych ojczystych ziem, znanego również jako „Szlak Łez”. Są to ludzie w moim wieku, którzy w latach 70. lub pod koniec lat sześćdziesiątych mieli ponownie obudzić święty ogień i odbudować wizję zjednoczonego narodu tubylczego. I tak, te idee opierały się na duchowych zasadach Bladego, znanego również jako Pacyfikujący, i w pewnym stopniu na naukach Tecumseha (1812). Wizja miała nam przypomnieć, że wszyscy jesteśmy krewnymi. Drzwi zostały po raz pierwszy otwarte przez Beemana Logana, wodza Seneki, Mad Beara Andersona, Tuscorora, Rolling Thunder, starszego Czirokezów i innych, którzy odwiedzili pozostałości społeczności tubylczych w obu Amerykach. Podróżowali i prosili ludzi, aby pamiętali modlitwy, historie i wszystko, co mogli o starych ceremoniach. Te wywiady obudziły coś w sercach wielu osób z mojego pokolenia.

Chociaż dla tych społeczności praktykowanie religii było nielegalne, znalazły sposoby, aby robić to po cichu. Na przykład to, co wyglądało jak garnek do gotowania na kempingu, po napełnieniu wodą i przykryciu skórą, mogło być bębnem, za pomocą którego ludzie mogli dzielić się pieśniami i wspomnieniami.

Religia Indian amerykańskich została zdelegalizowana w 1863 roku. Myślę, że powodem zahamowania tradycji duchowej był fakt, że w ramach tradycji istniała koncepcja Wioski Pokoju jako miejsca schronienia. W tych miejscach schronienia ludzie, którzy zrobili coś niezgodnego z prawem — jeśli byli gotowi odnowić się poprzez modlitwę, przemianę i zadośćuczynienie za wszelkie krzywdy, jakie wyrządzili innym — mogli stać się nowymi ludźmi. Te miejsca schronienia były również otwarte dla osób niebędących Indianami i odnoszę wrażenie, że zamknięcie tych drzwi schronienia było powodem uniemożliwienia ceremonii duchowej. To było mniej więcej w tym samym czasie, gdy kawaleria Stanów Zjednoczonych również zakazała zakładania Wiosek Pokoju. Tak więc moja interpretacja — jako osoby, która poświęciła lata na przejrzenie traktatów i przyjrzenie się nielegalizacji Wiosek Pokoju i religii Indian amerykańskich — jest taka, że ​​strumień ludzi dokonujących korekty i zadośćuczynienia za swoje błędy — ludzie odnawiający się na nowo — w jakiś sposób zakłócił plany tak zwanej dominującej kultury.

Czcigodna Dhyani Ywahoo: Przeczytaj ekskluzywny wywiad tutaj.

Czcigodny Dhyani Ywahoo

EM: Czy zmiana prawa w 1978 r. miała wpływ na twoje szkolenie jako posiadacza rodu Ywahoo w 27. pokoleniu?

VDY: Głównym efektem było to, że mogliśmy publicznie wyrażać nasze nauki, podczas gdy wcześniej nauki były ukryte w opowieściach i w cyklu sadzenia: kiedy zakładaliśmy ogrody lub zbieraliśmy plony, mogliśmy dzielić się duchowymi naukami o świadomej relacji ciała-umysłu z ziemią, niebem i środowiskiem. To był jedyny sposób, w jaki mogliśmy dzielić się mocą naszego umysłu wyrażoną poprzez modlitwy wdzięczności, które zwiększają płodność ogrodu.

Więc Mad Bear i jego zespół Starszych zapukali do drzwi świadomości. To było zanim nasze praktyki zostały zalegalizowane w 1978 roku. Starsi przypomnieli nam, że rdzenni mieszkańcy zawarli suwerenne porozumienia z rządami — holenderskim, angielskim, francuskim i amerykańskim — i że ponieważ jesteśmy suwerennym ludem, te porozumienia powinny zostać dotrzymane. W 1978 roku podjęto próbę unieważnienia wszystkich zawartych traktatów — to znaczy wymazania wszystkich tych umów traktatowych i odrzucenia uznanej suwerenności rdzennych mieszkańców. Marchewką położoną przed koniem było: „Damy wam wolność religijną w zamian za zrzeczenie się waszych praw traktatowych”. Kiedy reszta świata to usłyszała, byli zszokowani Stanami Zjednoczonymi, które wielu, zwłaszcza Austria i Niemcy, uważało za autorytet moralny. Kiedy ludzie na całym świecie usłyszeli, że rdzenni mieszkańcy obu Ameryk nie mają wolności religijnej, było to ogromne, niesamowite przebudzenie. Próba unieważnienia tych traktatów nie doszła do skutku, a wolność religijna każdego Amerykanina stała się prawem mieszkańców tego kraju.

Suwerenność duchowa to uznanie, że każda grupa — wszyscy ludzie — mają bezpośredni dostęp do Boga, do Tajemnicy, jakkolwiek ją nazywają. W naszej rodzinie odnosimy się do niej jako do Tajemnicy, która wykracza poza nazwę lub pojęcie, ponieważ gdy próbujemy ją nazwać lub zdefiniować, widzimy tylko jej małą część. Tajemnica jest lepiej rozumiana, gdy osiadamy w duchu mądrości i miłości, który jest jak energia lub sieć, jednocząca nas wszystkich. Tak więc ta idea, że ​​wszyscy mamy bezpośredni dostęp, a zatem również duchową odpowiedzialność, była kluczowym wątkiem tego, czego nauczali moi Starsi.

W latach 70., mieszkając na Long Island, miałam szczęście poznać kobietę z Schinacock o imieniu Princess Noadonna. Była edukatorką, tak jak ja, i pewnego dnia zadzwoniła do mnie i powiedziała: „Dasz radę. Możesz robić to, czego oczekują od ciebie twoi dziadkowie”. Miałam problemy z dziećmi. Byłam mężatką ze wszystkimi obowiązkami domowymi. „Tak, dasz radę. Zrobisz to” – powiedziała, nalegając, abym ubierała się w sposób, który uznawałby moje pochodzenie. Przypuszczam, że niektórzy mogliby pomyśleć, że jestem po prostu hippisowska.

Księżniczka Noadonna była klejnotem na mojej drodze. Są mądrzy ludzie, którzy trzymają esencję i przypominają społecznościom, które dla bezpieczeństwa ukryły swoją tożsamość, aby zdjęły płaszcz i wyszły na zewnątrz.

W pewnym sensie nasza niewidzialność została zniesiona w 1978 r. Więcej ukrytych społeczności mogło pozostać otwartych. Było ich wiele wzdłuż wschodniego wybrzeża, w tym społeczności Wampanoag i Narragansett na południe i północ od miejsca, w którym mieszkałem na Long Island.

Czy nasze życie zmieniło się po 1978 roku? Dla niektórych, tak, uznanie naszej wolności religijnej i uznanie, że traktaty, sięgające lat 1600., były prawdziwe, było przełomowym momentem dla społeczności tubylczych. Czasami ludzie mówili: „Och, Indianie dostają coś za nic”. W rzeczywistości traktaty są jak umowy dzierżawy, a w wielu przypadkach były to legalne umowy dzierżawy. Dzięki księgowości śledczej stało się jasne, co zostało wypłacone, a co nie zostało wypłacone na podstawie tych umów. Znaczna część pieniędzy należnych naszym społecznościom została wykorzystana na coś innego.

Przebudzenie mojego pokolenia wiązało się z przekształceniem historii „biednych, żałosnych Indian” w zrozumienie, że istnieje mądry i ciągły strumień mądrości, który został zachowany pomimo tego, że nasze dzieci były zabierane do szkół daleko stąd i że mówienie naszymi językami było nielegalne. Po tym czasie, lub być może równocześnie, nastąpiło ponowne ustanowienie języków. W lasach Mohawkowie przywrócili swój język od nielicznych, może trzech, pozostałych użytkowników. Inne narody przywróciły swoje języki, ucząc swoje dzieci, uznając, że są odpowiedzialne za edukację swoich młodych ludzi. To wszystko, aby powiedzieć, tak; te lata miały duży wpływ na przetrwanie naszych społeczności z perspektywy globalnego uznania, praw i wolności.

Nie było to jednak takie proste; w wyniku niedawno podpisanych traktatów z rządem USA niektórzy zaczęli uważać, że ich kawałek tortu jest zbyt mały. Doszło do podziałów między grupami, co moim zdaniem jest jednym z ech represji. Zasada „dziel i rządź” została wykorzystana jako narzędzie do oddzielania grup rdzennych, które mogłyby wspólnie tworzyć korzyści dla planety. Nadal mamy o wiele więcej społeczności rdzennych, które nie są uznawane przez państwo lub rząd federalny, niż tych uznanych. A dla wielu z tych tak zwanych uznanych grup oznaczało to porzucenie klanowej metody rządzenia i przyjęcie metody większości/mniejszości.

Dowiedzieliśmy się jednak, że gdy nie mówimy głośno, wszyscy znajdują się pod tym samym ciężarem. Czym jest ten ciężar? Ciężar jest jak chmura nad wewnętrznym widzeniem ludzi i zapomnienie, że mamy bezpośredni związek ze środowiskiem i ze sobą nawzajem. Ciężar jest abdykacją naszej duchowej suwerenności i naszego bezpośredniego związku ze wszystkim, co święte i dobre.

EM: Mówisz o tym okresie jako o przebudzeniu. Czy uważasz, że stworzenie Sunray Peace Village było częścią tego przebudzenia?

Kiedy byłem młody, plan wyjazdu do Vermont był ziarnem zasianym przez moich Starszych. Powiedzieli: „zrobisz te rzeczy i przyniesie to taką korzyść”. Powiedziano mi, że muszę udać się do źródeł Appalachów i stworzyć miejsce, w którym woda wypływa z ziemi. W tym miejscu mieliśmy stworzyć miejsce modlitwy i ofiarowania, aby woda — która jest lekarstwem i ma pamięć — mogła zanieść te modlitwy wdzięczności we wszystkich kierunkach. Udawanie się w wysokie miejsca jest naszą duchową odpowiedzialnością. Myślę, że można to przetłumaczyć jako „wysokie wieże” — ludzie, którzy modlą się w wysokich miejscach, gdzie woda wypływa z ziemi. Mamy duchową odpowiedzialność, aby dbać o tę wodę, ponieważ ma ona również pamięć pierwszych dźwięków stworzenia. Jesteśmy odkrywcami i złożyliśmy obietnicę, że dowiemy się o materii i zwrócimy tę wiedzę strumieniowi, aby każdy mógł ją sobie przypomnieć.

Więc w 1978 roku, kiedy pierwszy raz przyjechałem do Vermont, to było jak sen; to było wszystko, co widziałem i co mi opisano. Zostałem zaproszony, aby nauczać na samym szczycie Lincoln Gap. My, ci, którzy zostali powołani do nauczania i wspólnego tworzenia społeczności, nie byliśmy gotowi tam być, więc pojechaliśmy do Hinesburg, Shelburne, a potem do Huntington. Stamtąd nasze serca i umysły były przygotowane, aby zobaczyć miejsce w Lincoln, gdzie teraz znajduje się Peace Village. Znajduje się w dużej okrągłej dolinie zwróconej na południowy zachód i u podnóża Mount Abe.

To było coś, co inni sobie wyobrażali, i zasiano ziarno, że te rzeczy zostaną zrobione. Mieli nadzieję na przebudzenie świadomości, abyśmy mogli marzyć o świecie piękna i harmonii i żyć naszym duchowym obowiązkiem, aby zobaczyć ten świat tutaj na Ziemi.

Co ciekawe, przewidzieli również, że będziemy zaangażowani w działalność Organizacji Narodów Zjednoczonych i ludu Tybetu. Nie wiem, skąd wiedzieli. Po prostu wiedzieli. Tworzenie Wioski Pokoju to ciągły proces. Jeden ze Starszych z naszej rozszerzonej rodziny stworzył na jakiś czas Wioskę Pokoju w Indianie. Inny Starszy z plemienia Cherokee i jego żona stworzyli jedną w Polsce. Te Wioski Pokoju dotyczą tworzenia miejsc sanktuarium; miejsc doceniania; i miejsc uzdrawiania; miejsc uwalniania się od myśli o separacji, które ograniczają serce i umysł. Kiedy serce się budzi, przypominamy sobie, że wszyscy jesteśmy krewnymi w tym tańcu.

EM: Chciałbym usłyszeć więcej o spotkaniu z narodem tybetańskim. Wspomniałeś o proroctwie spotkania – jaki jest związek?

VDY: Tak, były proroctwa, że ​​przybędą nasi dalecy krewni i że będziemy mieć relacje z ludźmi noszącymi czerwone szaty. I teraz jest to prawdą, przybyli Tybetańczycy i rzeczywiście mamy cenne relacje.

Jego Świątobliwość Drikung Kyabgön Chetsang Rinpoche powiedział mi, że jako młody chłopiec, kiedy był więźniem w Tybecie, myślał o rdzennych mieszkańcach obu Ameryk. Kiedy po raz pierwszy przyjechał nas odwiedzić zimą 1985 i 1986 roku, znał nasze śpiewy. Razem odwiedziliśmy niektóre społeczności na północno-wschodnim wybrzeżu. Teraz nawiązuje głęboką więź z naszymi tradycjami i dzieli się naukami w Ameryce Południowej, szczególnie w Machu Picchu. W maju wygłosi tam serię nauk, a następnie przyjedzie do Sunray Peace Village w ostatni weekend lipca.

Wszyscy możemy prześledzić nasze korzenie do jednego źródła. Taniec formy jest wspaniałym tańcem — jest eksploracją, a także zobowiązaniem do pamiętania o naszym naturalnym stanie. W Sunray Peace Village założyliśmy klasztor, gdy stało się jasne, że Jego Świątobliwość Chetsang Rinpoche został powołany do zachowania nauk szkoły Drikung Kagyu buddyzmu tybetańskiego, które zostały niemal utracone.

W tradycji buddyzmu tybetańskiego jestem uważana za Dakini, tancerkę nieba i Khandro, istotę mądrości, która się budzi, a moje imię, nadane mi przez Jego Świątobliwość Dudjom Rinpoche, brzmi Pema Sangdzin Khandro. Czuję głęboką więź serca z wysokogórskimi miejscami Tybetu i duchową tradycją eksploracji umysłu i przekształcania iluzji, które powodują krzywdę, oraz rozpoznawania nierozłączności mądrości, umiejętności i radości w każdej chwili. Ostatecznie wierzę, że kiedy patrzymy w głąb siebie, ludzie mają misję z jednego źródła, a niektóre mądre istoty są jak kamertony — poruszają pamięć serca; wspierają naszą zdolność do łączenia się w strumieniu, śnie i, co najważniejsze, pomagają nam zobaczyć, że przyczyny cierpienia i ignorancji znajdują się w umyśle. A potem przyglądamy się uważniej projekcjom, które są tworzone, i dokonujemy wyboru, aby energetyzować to, co jest mądrością i wzmacnia siłę życiową.

Więc co to znaczy być Khandro? Czasami oznacza to być iskrą dla innych, oferując wskazówki lub umiejętne metody, dzięki którym inni mogą rozpoznać fale swoich myśli i działań i ostatecznie dotrzeć do brzegu wolnego od iluzji.

EM: Chociaż na świecie jest tak wiele cierpienia, niesprawiedliwości i chciwości, wydaje się, że ludzie ogólnie rozwijają się duchowo w bardzo szybkim tempie w ciągu ostatnich dwudziestu pięciu lat. Z twojej perspektywy, co widzisz, że dzieje się duchowo na poziomie globalnym?

VDY: Na poziomie globalnym nasze umysły się rozszerzają, a naturalna wrażliwość na przesłania wody i wiatru budzi się lub staje się dla nas wszystkich jaśniejsza. Cenność czegoś tak prostego lub wszechobecnego jak woda staje się bardziej oczywista. Widzimy, że w obszarach, w których miłość jest powstrzymywana, pogłębia się susza. Tak więc to, co widzimy w otaczającym nas świecie, budzi nas do większej odpowiedzialności wobec Matki Natury. Zachęcam również do przeprowadzenia badań. Ostatnie odkrycia w naszej galaktyce przedstawiają możliwości, że istnieją odpływy energii, które w pewnym sensie zmieniają spin elektronów w naszym ciele/umyśle i projekcje świata, jaki znamy. Ta zwiększona energia, jak alikwoty muzyki, umożliwia nam dostęp do głębszych poziomów pamiętania, że ​​materia, która się pojawia, jest projekcją naszych umysłów.

EM: Jak wyobrażasz sobie przyszłość Sunray Peace Village?

VDY: Widzę Sunray Peace Village jako miejsce studiowania permakultury, miejsce spotkań Starszych, które odbywały się przez ostatnie 31 lat, a co najważniejsze, jako repozytorium niesamowitych nauk i informacji, które pozostawili liczni Starsi, którzy hojnie dzielili się z nami przez lata. Sunray jest miejscem do badania i testowania cech umysłu wchodzącego w interakcję z wodą, odnawiania czystości wody, pamięci w sercach ludzi o naszej jedności i faktu, że wszyscy jesteśmy odkrywcami. Badamy możliwości — sposoby, w jakie możemy naenergetyzować zdrowsze środowisko i bardziej nieskazitelną przejrzystość jako ludzka rodzina. Zasadniczo złożyliśmy obietnicę, że podzielimy się tym, czego się nauczyliśmy.

EM: Dziękuję, Czcigodna Dhyani, za poświęcony czas.

VDY: Dziękuję za zaproszenie do dzielenia się, a także do wspominania. Z biegiem lat, będąc w chwili obecnej, można zapomnieć o cennych informacjach z przeszłości. Ten artykuł i twoje pytania pozwalają zostawić dobre ślady dla tych, którzy jeszcze się nie urodzili. Do zobaczenia w świetle.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Sondra White May 31, 2018

Thank you for an enlightening article. Many are awakening in the 🌎 recognizing we are all ONE. Love and cooperation among all people, cultures and countries will come in time ❤️🌠🙏

User avatar
Trai May 31, 2018
Tread carefully re validity of this woman: http://www.newagefraud.org/...Re: Diane Fisher AKA Dhyani Ywahoo, Black Indian Inn« Reply #12 on: October 01, 2007, 07:12:18 pm »I'd like to add some fodder on Dhyani Ywahoo. After reading up on her here and various other websites, I decided that I needed information from a truly authoritative and unbiased source on her, so I wrote an email to the website www.cherokee.org, which seems to be the official website of the Cherokee Nation (correct me if I'm wrong).Here's what I got from them:*********************************Subject: Dhyani YwahooHello,I would like to ask a few questions about the legitimacy of DhyaniYwahoo. She is the leader of the Sunray Society in Lincoln, VT. Sheclaims that she is the elected Peacekeeper of the Cherokee in the 28th(or so) generation, that she is of the Wild Potato clan, and that she isthe keeper of the sacred pipe for the Cherokee.I found very unflattering information on Dhyani Ywahoo on the NAFPSwebsite (www.... [View Full Comment]