Tę historię można by opowiadać w naszych społecznościach raz po raz. To historia spekulacji ziemią, chciwości i niegodziwych umów, a także przykład procesu, w którym tubylcy zostali pozbawieni swojej ziemi. Rezerwat White Earth stracił dwieście pięćdziesiąt tysięcy akrów na rzecz stanu Minnesota z powodu niezapłaconych podatków. I to samo stało się z tubylcami w całym kraju: średnio w skali kraju rezerwaty straciły w ten sposób pełne dwie trzecie swojej ziemi.
Do 1920 roku 99 procent pierwotnych ziem White Earth Reservation znajdowało się w rękach nieindiańskich. Do 1930 roku wielu naszych ludzi zmarło na gruźlicę i inne choroby, a połowa pozostałej populacji żyła poza rezerwatem. Trzy pokolenia naszych ludzi zostały zmuszone do ubóstwa, zmuszone do opuszczenia naszej ziemi i stały się uchodźcami w tym społeczeństwie. Teraz wielu naszych ludzi mieszka w Minneapolis. Z dwudziestu tysięcy członków plemienia tylko cztery lub pięć tysięcy żyje w rezerwacie. To dlatego, że jesteśmy uchodźcami, podobnie jak inni ludzie w tym społeczeństwie.
Naszym celem jest odzyskanie naszej ziemi. Próbujemy to zrobić od stu lat. Do 1980 roku 93 procent naszego rezerwatu nadal było w posiadaniu osób niebędących Indianami. W takiej sytuacji znajdujemy się dzisiaj. Wyczerpaliśmy wszystkie prawne środki, aby odzyskać naszą ziemię. Jeśli przyjrzysz się systemowi prawnemu w tym kraju, odkryjesz, że opiera się on na idei, że chrześcijanie mają dane przez Boga prawo do pozbawiania pogan ich ziemi. To podejście sięga papieskiej bulli z XV lub XVI wieku, która ogłosiła, że chrześcijanie mają wyższe prawo do ziemi niż poganie. Oznacza to dla rdzennych mieszkańców, że nie mamy prawnego prawa do naszej ziemi w Stanach Zjednoczonych ani w Kanadzie. Jedynym prawnym środkiem, jaki mamy w Stanach Zjednoczonych, jest Indian Claims Commission, która płaci ci za ziemię; nie zwraca ci ziemi. Rekompensuje ci wartość rynkową ziemi z 1910 roku, która została zajęta. Jednym z przykładów jest Black Hills Settlement; jest chwalone jako wielka ugoda, z całą tą kasą dla Indian, ale to tylko sto sześć milionów dolarów dla pięciu stanów. To jest pełna droga prawna dla Indian.
W przypadku naszej własnej rezerwacji mieliśmy ten sam problem. Sąd Najwyższy orzekł, że aby odzyskać swoją ziemię, Indianie musieli złożyć pozew w ciągu siedmiu lat od pierwotnego momentu przejęcia. Teraz, prawnie, wszyscy jesteśmy osobami będącymi podopiecznymi rządu federalnego. Mam federalny numer rejestracyjny. Wszystko, co ma związek z wewnętrznymi sprawami rządów indyjskich, podlega zatwierdzeniu przez Sekretarza Spraw Wewnętrznych. Tak więc rząd federalny, który jest prawnie odpowiedzialny za naszą ziemię, obserwował jej niewłaściwe zarządzanie i nie złożył żadnych pozwów w naszym imieniu. Sądy orzekają teraz, że okres przedawnienia wygasł dla Indian, którzy, gdy ich ziemia została przejęta, nie potrafili czytać ani pisać po angielsku, nie mieli pieniędzy ani dostępu do prawników, aby złożyć pozew i byli prawnymi podopiecznymi państwa. Dlatego, jak twierdzą sądy, wyczerpaliśmy nasze środki prawne i nie mamy żadnych podstaw prawnych w systemie sądowniczym. To właśnie wydarzyło się w tym kraju w odniesieniu do kwestii ziemi Indian.
Walczyliśmy z federalnym prawodawstwem przez dekadę bez powodzenia. Jednak patrzymy na sytuację w naszym rezerwacie i zdajemy sobie sprawę, że musimy odzyskać naszą ziemię. Tak naprawdę nie mamy innego miejsca, do którego moglibyśmy się udać. Dlatego rozpoczęliśmy White Earth Land Recovery Project.
Rządy federalny, stanowy i hrabstwa są największymi właścicielami ziemskimi w rezerwacie. To wciąż dobra ziemia, bogata w wiele rzeczy; jednak gdy nie kontrolujesz swojej ziemi, nie kontrolujesz swojego losu. Takie jest nasze doświadczenie. Stało się tak, że dwie trzecie jeleni upolowanych w naszym rezerwacie zostało upolowanych przez osoby niebędące Indianami, głównie przez myśliwych sportowych z Minneapolis. W Tamarac National Wildlife Refuge dziewięć razy więcej jeleni zostało upolowanych przez osoby niebędące Indianami niż przez Indian, ponieważ tam polują myśliwi sportowi z Minneapolis. Dziewięćdziesiąt procent ryb upolowanych w naszym rezerwacie pochodzi od białych ludzi, a większość z nich pochodzi od ludzi z Minneapolis, którzy przyjeżdżają do swoich letnich domków i łowią ryby w naszym rezerwacie. Każdego roku w naszym regionie około dziesięciu tysięcy akrów jest wycinanych pod papier i celulozę w jednym hrabstwie, głównie przez Potlatch Timber Company. Obserwujemy niszczenie naszego ekosystemu i kradzież naszych zasobów; nie kontrolując naszej ziemi, nie jesteśmy w stanie kontrolować tego, co dzieje się z naszym ekosystemem. Dlatego walczymy o odzyskanie kontroli poprzez White Earth Land Recovery Project.
Nasz projekt jest podobny do kilku innych projektów w społecznościach indiańskich. Nie próbujemy wysiedlać ludzi, którzy się tam osiedlili. Jedna trzecia naszej ziemi jest w posiadaniu rządu federalnego, stanowego i hrabstwa. Ta ziemia powinna zostać nam po prostu zwrócona. Na pewno nie wysiedliłoby to nikogo. A potem musimy zadać pytanie o własność ziemi nieobecnych. To pytanie etyczne, które powinno zostać zadane w tym kraju. Jedna trzecia prywatnej ziemi w naszym rezerwacie jest w posiadaniu nieobecnych właścicieli ziemskich, którzy nie widzą tej ziemi, nie znają jej, nie wiedzą nawet, gdzie ona jest. Pytamy tych ludzi, co sądzą o posiadaniu ziemi w rezerwacie, mając nadzieję, że uda nam się ich przekonać, aby ją zwrócili.
Około sześćdziesiąt lat temu w Indiach ruch Gramdan zajmował się podobnymi problemami. Około miliona akrów zostało przekazanych w zarząd powierniczy wsi w wyniku moralnego wpływu Vinoby Bhave. Cała kwestia posiadania ziemi przez osoby nieobecne musi zostać poruszona – szczególnie w Ameryce, gdzie idea własności prywatnej jest tak święta, gdzie w jakiś sposób etyczne jest posiadanie ziemi, której nigdy nie widzisz. Jak powiedział Vinoba: „To wysoce niekonsekwentne, że ci, którzy posiadają ziemię, nie powinni jej sami uprawiać, a ci, którzy ją uprawiają, nie powinni posiadać ziemi, aby to robić”.
Nasz projekt obejmuje również grunty. Obecnie posiada około dziewięćset akrów. Kupiliśmy trochę ziemi pod budowę okrągłego domu, budynku, w którym znajduje się jeden z naszych bębnów ceremonialnych. Odkupiliśmy nasze cmentarze, które znajdowały się na prywatnej ziemi, ponieważ uważamy, że powinniśmy posiadać ziemię, na której żyli nasi przodkowie. To wszystko są małe działki ziemi. Kupiliśmy również farmę, pięćdziesięcioośmioakrową ekologiczną farmę malin. Mamy nadzieję, że za kilka lat przejdziemy przez etap „wybierania” i przejdziemy do produkcji dżemu. To bardzo powolny proces, ale nasza strategia opiera się na odzyskaniu ziemi, a także na odzyskaniu naszych praktyk kulturowych i ekonomicznych.
Jesteśmy biedną społecznością. Ludzie patrzą na nasz rezerwat i komentują 85-procentowe bezrobocie — nie zdają sobie sprawy, co robimy ze swoim czasem. Nie mają żadnego sposobu, aby docenić nasze praktyki kulturowe. Na przykład, 85 procent naszych ludzi poluje, co najmniej raz w roku upolowując jednego lub dwa jelenie, prawdopodobnie z naruszeniem federalnych przepisów łowieckich; 75 procent naszych ludzi poluje na drobną zwierzynę i gęsi; 50 procent naszych ludzi łowi ryby siecią; 50 procent naszych ludzi uprawia krzewy cukrowe i ogród w naszym rezerwacie. Mniej więcej taki sam procent zbiera dziki ryż, nie tylko dla siebie; zbierają go, aby go sprzedać. Około połowa naszych ludzi wytwarza rękodzieło. Nie ma sposobu, aby to zmierzyć w Ameryce. Nazywa się to „niewidzialną gospodarką” lub „gospodarką krajową”. Społeczeństwo postrzega nas jako bezrobotnych Indian, którzy potrzebują płatnej pracy. My sami tak siebie nie postrzegamy. Nasza praca polega na wzmacnianiu i przywracaniu naszej tradycyjnej gospodarki. Widziałem, jak nasi ludzie byli szkoleni i przekwalifikowywani do prac poza rezerwatem, które nie istnieją. Nie wiem, ilu Hindusów przeszło trzy lub cztery programy szkoleniowe dla cieśli i hydraulików. To nic nie da, jeśli po trzecim lub czwartym razie nadal nie masz pracy.
Naszą strategią jest wzmocnienie naszej własnej tradycyjnej gospodarki, a tym samym wzmocnienie naszej tradycyjnej kultury, tak abyśmy mogli produkować 50 procent lub więcej naszej własnej żywności niezależnie i ostatecznie moglibyśmy wyprodukować wystarczającą nadwyżkę, aby ją sprzedać. W naszym przypadku większość naszej nadwyżki to dziki ryż. Jesteśmy bogaci pod względem dzikiego ryżu. Stwórca, Gitchi Manitu, dał nam dziki ryż - powiedział, że powinniśmy go jeść, powiedział, że powinniśmy się nim dzielić; handlowaliśmy nim przez tysiące lat. Jestem absolutnie pewien, że wiele z naszych politycznych zmagań wynika z faktu, że Gitchi Manitu nie dał dzikiego ryżu Wujkowi Benowi do uprawy w Kalifornii. Komercyjny dziki ryż jest całkowicie inny od ryżu, który zbieramy, i obniża wartość naszego ryżu, gdy jest sprzedawany jako autentyczny dziki ryż.
Od kilku lat pracujemy nad podniesieniem ceny ryżu, który zbieramy, z pięćdziesięciu centów za funt do dolara za funt, zielonego. Próbujemy sami sprzedawać nasz ryż. Próbujemy przejąć „wartość dodaną” w naszej społeczności, sprzedając go sami. W zeszłym roku przeszliśmy od około pięciu tysięcy funtów produkcji w naszym rezerwacie do około pięćdziesięciu tysięcy funtów. To jest nasza strategia na rzecz ożywienia gospodarczego.
Inne części naszej strategii obejmują programy immersji językowej w celu przywrócenia naszego języka i odrodzenie ceremonii bębnowych w celu przywrócenia naszych praktyk kulturowych. Są one częścią zintegrowanego procesu przywracania, który koncentruje się na pełnym człowieku.
W szerszym ujęciu, w Wisconsin i Minnesocie nasza społeczność ciężko pracuje, aby korzystać ze szczególnych praw traktatowych. Na mocy traktatu z 1847 r. mamy zastrzeżone prawa użytkowania do znacznie większego obszaru niż tylko nasze rezerwacje. Nazywa się to prawami traktatowymi eksterytorialnymi. Nie powiedzieliśmy, że będziemy tam mieszkać, powiedzieliśmy tylko, że chcemy zachować prawo do korzystania z tej ziemi w nasz zwykły i przyzwyczajony sposób. Doprowadziło nas to do szerszej strategii politycznej, ponieważ chociaż nasze praktyki połowowe są zrównoważone, wymagają niemal dziewiczego ekosystemu, aby złowić tyle ryb i wyhodować tyle ryżu, ile potrzebujemy. Aby to osiągnąć, plemiona zawierają umowę o współzarządzaniu w północnym Wisconsin i północnej Minnesocie, aby zapobiec dalszej degradacji środowiska jako pierwszy krok w kierunku zachowania obszaru eksterytorialnego zgodnie z prawami traktatowymi.
Istnieje wiele podobnych historii w całej Ameryce Północnej. Można się wiele nauczyć z tych historii i możemy się wiele podzielić pod względem waszych strategii i tego, co próbujecie zrobić we własnych społecznościach. Widzę to jako relację między ludźmi, którzy mają wspólne problemy, wspólne podstawy i wspólne plany. Jest jednak absolutnie kluczowe, aby nasza walka o integralność terytorialną, a także kontrola ekonomiczna i polityczna nad naszymi ziemiami nie były postrzegane jako zagrożenie przez to społeczeństwo. Głęboko zakorzeniony w umysłach osadników, wiem, że istnieje strach przed przejęciem kontroli przez Indian. Widziałem to w moim własnym rezerwacie: biali ludzie, którzy tam mieszkają, śmiertelnie boją się, że przejmiemy kontrolę nad połową naszej bazy lądowej, a to jest wszystko, co próbujemy zrobić. Jestem pewien, że boją się, że potraktujemy ich tak źle, jak oni potraktowali nas.
Proszę was o pozbycie się strachu , ponieważ jest coś cennego do nauczenia się z naszych doświadczeń, na przykład z projektu hydroelektrowni James Bay w Quebecu, i z sióstr Shoshone w Nevadzie walczących z rozmieszczeniem rakiet. Nasze historie dotyczą ludzi o wielkiej wytrwałości i odwadze, ludzi, którzy stawiali opór przez stulecia. Jesteśmy pewni, że jeśli nie będziemy się opierać, nie przetrwamy. Nasz opór zagwarantuje naszym dzieciom przyszłość. W naszym społeczeństwie myślimy o siódmym pokoleniu; wiemy jednak, że zdolność siódmego pokolenia do przetrwania będzie zależeć od naszej zdolności do stawiania oporu teraz.
Innym ważnym czynnikiem jest to, że tradycyjna wiedza ekologiczna jest niesłyszaną wiedzą w instytucjach tego kraju. Nie jest też czymś, co antropolog może wydobyć poprzez same badania. Tradycyjna wiedza ekologiczna jest przekazywana z pokolenia na pokolenie; nie jest to odpowiedni temat na rozprawę doktorską. My, którzy żyjemy tą wiedzą, mamy do niej prawa własności intelektualnej i mamy prawo sami opowiadać nasze historie. Jest wiele do nauczenia się z naszej wiedzy, ale potrzebujesz nas, aby się jej nauczyć, czy to historia dziadka moich dzieci, który sięgnął ręką do domu bobra, czy Haida na północno-zachodnim wybrzeżu, którzy budują totemy i domy z desek. Haida mówią, że mogą zdjąć deskę z drzewa i nadal pozostawić drzewo stojące. Gdyby Weyerhaeuser mógł to zrobić, mógłbym ich posłuchać, ale oni nie potrafią.
Tradycyjna wiedza ekologiczna jest absolutnie niezbędna dla przyszłości. Stworzenie relacji między nami jest absolutnie niezbędne. Rdzenni mieszkańcy nie są do końca przy stole w ruchu ekologicznym — na przykład w zarządzaniu Wielkimi Równinami. Grupy ekologiczne i gubernatorzy stanów usiedli i rozmawiali o tym, jak zarządzać Wielkimi Równinami, a nikt nie zaprosił Indian do stołu. Nikt nawet nie zauważył, że jest około pięćdziesięciu milionów akrów ziemi indiańskiej tam, pośrodku Wielkich Równin, ziemi, która zgodnie z historią i prawem nigdy nie miała wody do picia — to znaczy, rezerwaty były odrzucane przez wszystkie te lata z powodu projektów przekierowania wody. Kiedy dyskutuje się o przydziałach wody, ktoś musi mówić o tym, że plemiona potrzebują wody do picia.
Jedną z propozycji dla Wielkich Równin jest Buffalo Commons, które obejmowałoby 110 hrabstw preriowych, które są obecnie bankrutami finansowymi i nadal tracą ludzi. Zamiarem jest ekologiczna odbudowa tych ziem, przywrócenie bawołów i wieloletnich upraw oraz rodzimych traw preriowych, z którymi Wes Jackson eksperymentuje w Land Institute w Salina w stanie Kansas. Musimy jednak poszerzyć tę ideę, ponieważ nie uważam, że powinno to być po prostu Buffalo Commons; powinno to być Indigenous Commons. Jeśli spojrzysz na obecną populację na tym obszarze, odkryjesz, że większość stanowią ludy tubylcze, które już posiadają co najmniej pięćdziesiąt milionów akrów ziemi. Znamy tę ziemię naszych przodków i słusznie powinniśmy być częścią jej zrównoważonej przyszłości.
Inną rzeczą, którą chcę poruszyć, jest konieczność zmiany naszego postrzegania. Nie ma czegoś takiego jak zrównoważony rozwój. Społeczność to jedyna rzecz, która według mojego doświadczenia jest zrównoważona. Wszyscy musimy być zaangażowani w budowanie zrównoważonych społeczności. Każdy z nas może to zrobić na swój własny sposób — czy to społeczności europejsko-amerykańskie, czy społeczności Dené, czy społeczności Anishinaabeg — powracając i przywracając sposób życia oparty na ziemi. Aby osiągnąć tę odnowę, musimy ponownie zintegrować się z tradycjami kulturowymi ukształtowanymi przez ziemię. To jest coś, czego nie wiem, jak ci powiedzieć, abyś zrobił, ale jest to coś, co będziesz musiał zrobić. Garrett Hardin i inni mówią, że jedynym sposobem na zarządzanie dobrem wspólnym jest dzielenie się wystarczającą ilością doświadczeń kulturowych i wartości kulturowych, aby móc utrzymać swoje praktyki w porządku i pod kontrolą: minobimaatisiiwin . Powodem, dla którego pozostawaliśmy zrównoważeni przez wszystkie te stulecia, jest to, że jesteśmy spójnymi społecznościami. Wspólny zestaw wartości jest potrzebny, aby żyć razem w sposób zrównoważony na ziemi.
Na koniec, uważam, że problemy głęboko zakorzenione w tym społeczeństwie, którymi należy się zająć, są problemami strukturalnymi. To społeczeństwo, które nadal zużywa zbyt wiele zasobów świata. Wiecie, kiedy zużywa się tak dużo zasobów, oznacza to ciągłą interwencję w cudze ziemie i kraje, czy to moje, czy Kri w Zatoce Jamesa, czy czyjeś. Nie ma sensu mówić o prawach człowieka, jeśli nie mówi się o konsumpcji. I to jest strukturalna zmiana, którą wszyscy musimy rozwiązać. Jest oczywiste, że aby społeczności tubylcze mogły żyć, dominujące społeczeństwo musi się zmienić, ponieważ jeśli to społeczeństwo będzie podążać w obecnym kierunku, nasze rezerwacje i nasz styl życia będą nadal ponosić konsekwencje. To społeczeństwo musi się zmienić! Musimy być w stanie odłożyć na bok jego bagaż kulturowy, który jest bagażem przemysłowym. Nie bójcie się go odrzucić. To nie jest zrównoważone. To jedyny sposób, w jaki możemy zawrzeć pokój między osadnikiem a tubylcem.
Miigwech . Chcę ci podziękować za twój czas. Keewaydahn . To nasza droga do domu.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
The pictures, the visions, emanate from our hearts -- it is there we must "listen" in order to see. }:- ❤️ anonemoose monk
All words and no pictures. I like articles with lots of pictures and fewer words. Yes, I know this is a very trivial comment.