
Spotkałam Jonathana FP Rose'a na Manhattanie w tygodniu, w którym burza śnieżna spowodowała przerwę w dostawie prądu w dużej części północno-wschodnich stanów. Ogrzewanie piecem opalanym drewnem i noszenie wody do domu z lokalnej straży pożarnej przez pięć długich, zimnych dni sprawiło, że czułam się nieco rozdrażniona i zadymiona, nie wspominając o tym, że nieprzygotowana do siedzenia w komfortowych biurach jego firmy w zabytkowym budynku niedaleko Grand Central Station. Jednak w chwili, gdy poznałam Rose'a, wysokiego, przyjaznego mężczyznę, który przywitał mnie rozmową i pewnym krokiem, uświadomiłam sobie, że moje dni jako pionierki z przedmieść, mozolnie poruszającej się w trudnym, nowym świecie, który wszyscy obwiniają o globalne ocieplenie i niszczejącą infrastrukturę, to najlepsza możliwa sytuacja, by poznać nowego rodzaju pioniera ekologicznego.
Rodzina Rose to jedna z najstarszych i najbardziej utytułowanych rodzin zajmujących się nieruchomościami w Nowym Jorku, znana z zaangażowania w życie obywatelskie i odwdzięczania się miejscu, w którym tak wiele zyskała. W skład rodziny Rose wchodzi między innymi Centrum Ziemi i Przestrzeni Kosmicznej w Muzeum Historii Naturalnej, Główna Czytelnia Rose w Bibliotece Publicznej w Nowym Jorku, a wielu członków rodziny Rose zasiadało w zarządach wielu instytucji, od Filharmonii po Ogród Botaniczny. Jonathan Rose buduje to dziedzictwo w nowy sposób. W 1989 roku założył Jonathan Rose Companies, firmę zajmującą się rozwojem, planowaniem, doradztwem i inwestycjami w nieruchomości, której celem jest tworzenie miejsc do życia i pracy, lepiej dostosowanych do zmieniającego się świata.
Gdy usiedliśmy do rozmowy, Rose opowiedział o dorastaniu w atmosferze, w której czynienie świata lepszym miejscem było tematem rozmów przy stole. „Pamiętam, że jako nastolatek przechodziłem kiedyś swego rodzaju kryzys egzystencjalny” – powiedział mi. „Dosłownie poszedłem do rodziców i zapytałem ich, jaki jest sens życia. Moja matka odpowiedziała: »Sens życia to hojność i dawanie innym«”. Rose pogłębił to zrozumienie z pomocą swojego buddyjskiego nauczyciela Geleka Rinpoche, żydowskiego nauczyciela rabina Zalmana M. Schachter-Shalomi i wielu innych nauczycieli duchowych, którzy odwiedzają Instytut Garrison, kontemplacyjny ośrodek odosobnień, który założył wspólnie z żoną Dianą. Dzięki swojej pracy Rose buduje nie tylko ekologiczne budynki mieszkalne, ale także nowe rodzaje przestrzeni publicznych, kulturalnych, edukacyjnych i otwartych. W ośrodku w Garrison w stanie Nowy Jork on i jego żona Diana pomagają ludziom ze wszystkich tradycji znaleźć nowe sposoby wspólnego bycia świadomym w sensie wewnętrznym i zewnętrznym, aby mogli lepiej podejmować praktyczne działania w celu naprawy rozdartej tkanki świata.
—Tracy Cochran
Jonathan Rose : W wojsku funkcjonuje termin „VUCA”, który oznacza zmienność, niepewność, złożoność i niejednoznaczność. Opisuje on naturę świata, z którym się mierzymy. Stare systemy, myślenie i debaty polityczne często tego nie dostrzegają. Obserwujemy ogromną zmienność ekstremalnych zjawisk pogodowych, zmian klimatu i ekstremalnych zjawisk gospodarczych. I będziemy obserwować znacznie, znacznie większą zmienność.
Jako kultura i system rozwinęliśmy się, aby zrozumieć, jak radzić sobie ze skomplikowanymi systemami. Przykładem skomplikowanego systemu jest nowojorski system kanalizacyjny. Jest bardzo skomplikowany, ale jednocześnie bardzo przewidywalny. Daje wyniki, które można obliczyć. W złożonym systemie wszystkie elementy są od siebie zależne, a nie liniowe. Przyczyny i warunki przeplatają się, a to, co wchodzi i co wychodzi, jest często nieprzewidywalne lub niepoznawalne. Można to wyczuć intuicyjnie, ale sprawy nie są do końca jasne. Jest o wiele więcej niejednoznaczności. W systemie liniowym, nawet skomplikowanym, można mieć definiowalne wyniki, podczas gdy w systemie złożonym wyniki są niejednoznaczne. Znajdujemy się teraz w sferze złożoności, która utrudnia pewność co do tego, co robić.
Zmienność, niepewność, złożoność i niejednoznaczność: to definiuje świat, w którym żyjemy. Wymaga on różnych rozwiązań, różnych form zarządzania i odmiennego stanu umysłu. Ten racjonalny, liniowy stan umysłu, który zapoczątkował rewolucję przemysłową i przyniósł światu ogromny dobrobyt i dobra materialne, przyniósł również wiele problemów, z którymi borykamy się obecnie. Nie uwzględniając całościowych systemów, ten światopogląd nie uwzględniał tego, co ekonomiści nazywają efektami zewnętrznymi. Można mieć fabrykę, która przynosi zyski, a jednocześnie zanieczyszcza wodę i powietrze – wyrzucając odpady do „innego świata”. Te efekty zewnętrzne nie generowały kosztów, więc nie były uwzględniane w kosztach księgowych, ale w rzeczywistości generowały ogromny koszt społeczny, koszt dla dobra wspólnego. Ale jeśli natura ma być pochłaniaczem i absorbentem naszych odpadów, można to osiągnąć tylko wtedy, gdy populacja jest mała – obstawiam, że sięga około miliarda ludzi. Wkrótce, być może nawet w dniu tego wywiadu, populacja Ziemi przekroczy siedem miliardów. Do 2050 roku będziemy bliżej dziesięciu miliardów ludzi. Natura nie ma marginesu w tej skali. Dodajmy do tego rosnący dobrobyt ludzi na Ziemi, a całkowicie przekroczymy możliwości wyżywienia natury.
Wszystko, co było zewnętrzne i od nas oddalone, teraz nas otacza. Gospodarka jest zglobalizowana. Ale zmiany klimatyczne nie znają granic poza samą Ziemią. Skutki dotkną każdego z nas.
Labirynt w Highlands Garden Village w Denver w stanie Kolorado . Wioska to wielofunkcyjny kompleks zorientowany na transport publiczny, zlokalizowany na terenie dawnego parku rozrywki, skupiony wokół szeregu parków i ogrodów. Zabytkowy budynek karuzeli został przekształcony w miejsce spotkań społeczności z kontemplacyjnym labiryntem.
Parabola : Jak mamy się zmienić?
JR : Pierwszą rzeczą, którą musimy zmienić, jest sposób, w jaki postrzegamy rzeczy, przechodząc od perspektywy liniowej do holistycznej. Trudno jest zrozumieć wpływ jednostki na cały system. Aby zmniejszyć wpływ na środowisko, o wiele więcej osób zwraca na przykład większą uwagę na wyłączanie światła po wyjściu z pomieszczenia. To bardzo dobrze, ale wielu Amerykanów znacznie bardziej zanieczyszcza środowisko, korzystając z samochodów i innych środków transportu. Jedną z najzdrowszych rzeczy, jakie możemy zrobić dla siebie i dla świata, jest chodzenie pieszo. Jednak nie żyjemy w świecie, który jest zorganizowany pod kątem chodzenia. Wielu Amerykanów mieszka na obszarach podmiejskich, które są zaprojektowane tak, aby wymagać korzystania z samochodów i sprawiać, że chodzenie jest bardzo niepraktyczne w przypadku większości aktywności, więc istnieje wrodzony wzorzec w systemie użytkowania gruntów, który głęboko kształtuje nasze zachowania środowiskowe.
Jeśli chcemy zmienić nasze zachowania proekologiczne, nie osiągniemy tego, proponując zmiany prowadzące do wzrostu cierpienia. Rozwiązania proekologiczne będą w większości akceptowane, jeśli doprowadzą do zwiększenia przyjemności i poprawy jakości życia. Widzimy, że kiedy miasta i społeczności tworzą ścieżki rowerowe i świetne, bezpieczne chodniki obsadzone drzewami, kiedy stacje kolejowe oferują zimowe parkingi dla rowerów, kiedy system jest projektowany tak, aby zachęcać ludzi do zdrowych nawyków, ludzie chętnie to robią. Ktoś mi dziś powiedział, że największym problemem ścieżek rowerowych w Nowym Jorku jest to, że są zatłoczone, a to dlatego, że zostały stworzone jako bezpieczne i wygodne.
Instytut Garrison w Garrison w stanie Nowy Jork to odnowiony dawny klasztor kapucynów położony na działce o powierzchni 12 akrów z widokiem na rzekę Hudson, łączący mądrość kontemplacyjną z życiem społecznym.
i działania na rzecz środowiska.
P : Świadomość zdaje się zmieniać, kiedy musi. W północnej części Westchester, gdzie mieszkam, podczas tej przerwy w dostawie prądu Armia Zbawienia utworzyła w miejscowym gimnazjum ośrodek ogrzewania. Przypominał on wiejski skwer. Ludzie w różnym wieku i o różnych dochodach gromadzili się tam, żeby się ogrzać, naładować telefony i komputery oraz porozmawiać o tym, jak zmienia się pogoda i co możemy z tym zrobić. Ta gotowość do zmiany i do działania po prostu się pojawiła. Oczywiście może to być bardzo chwilowe.
JR : Z ewolucyjnego punktu widzenia ludzie mają wzorce „mapy my” i „mapy ja”. Są to wzorce kulturowe, ale także poznawcze i neurologiczne. „Mapa ja” to model samozachowawczy, pojedynczy problem, pojedyncza reakcja, bardzo liniowy. Jeśli niedźwiedź wyskoczy z lasu, walczysz albo uciekasz. Problemy z „ja”, problemy z ego, wszystkie opierają się albo na strachu, albo na pragnieniach. Żyjemy w świecie, który coraz częściej jest projektowany wokół stymulowania tych kwestii. Reklama próbuje wzbudzić w nas pragnienie czegoś, a od 11 września język polityki opiera się na strachu i zachęca do konsumpcji. Bardzo trudno jest radzić sobie ze złożonymi problemami z perspektywy „ja”. Ale jesteśmy również wysoce rozwinięci pod kątem altruizmu. Znacznie lepiej przetrwaliśmy w grupach niż jako jednostki, a do życia w grupie potrzebny jest inny zestaw umiejętności. Trzeba współpracować, ustępować, iść na kompromis i przewodzić, i trzeba to stale równoważyć. Altruizm to pozytywna cecha ewolucyjna. Posiada system neurologiczny – neurony lustrzane. Posiada system kulturowy – każda kultura ma system zbiorowego podejmowania decyzji i sposób doceniania dobra wspólnego. Ten system doskonale radzi sobie ze złożonością.
Dowiadujemy się, że sposób, w jaki formułujemy komunikaty, może stymulować umysł altruistyczny lub egocentryczny. Samo przeczytanie słowa „pieniądze” w tej chwili przenosi nas bardziej do części umysłu, która postrzega nas jako „ja”. Wiemy, że możemy również wywołać prospołeczne zachowania poprzez komunikaty i zobowiązania naszego społeczeństwa. Jako jednostki, możemy określić skalę dobra zbiorowego – które tak naprawdę nie jest przeciwieństwem dobra indywidualnego, ponieważ wszystko, czego używamy lub na czym polegamy, pochodzi z tak wielu źródeł, że dobro zbiorowe jest naszym dobrem indywidualnym.
P : Czy nacisk w praktyce duchowej musi się teraz zmienić, aby zachować globalny obraz i nasz wpływ?
JR : Każda tradycja duchowa ma swoje korzenie w hojności. Ale tak naprawdę musimy zmienić nasze zachowanie. W Instytucie Garrisona prowadzimy program o nazwie „Klimat, umysł i zachowanie”, w ramach którego przyglądamy się temu, jak się zachowujemy i jak się zmieniamy. Jedną z rzeczy, których się nauczyliśmy, jest to, że postawa podąża za zachowaniem, a nie zachowanie za postawą. My, wykształceni, intelektualiści z Zachodu, mamy tendencję do myślenia, że musimy przekonywać ludzi, ale umysł jest o wiele bardziej ucieleśniony, niż nam się wydaje. Istnieje głęboka komunikacja między umysłem a ciałem. Im więcej chodzimy, tym bardziej zmienia się nasz pogląd.
P : Odkryłem, że oszczędzam wodę odkąd straciliśmy prąd.
JR : Kluczem jest wytrwałość. Wiemy, że ludzie potrafią być bardzo elastyczni i szybko się adaptować. Problem polega na tym, jak sprawić, by te adaptacje się utrzymały. Jest oczywiste, że jednym z kluczy do tego jest zbiorowe zachowanie i zbiorowy przekaz, że możemy żyć wygodnie i konsumować odrobinę mniej.
Via Verde w Bronksie w Nowym Jorku to ekologiczny projekt mieszkaniowy, obejmujący 222 lokale, który koncentruje się zarówno na środowisku, jak i zdrowiu mieszkańców. Sercem osiedla jest szereg ogrodów dachowych i sadów.
P : Musimy zmienić nasze pojęcie tego, co znaczy żyć dobrym życiem.
JR : Tak, i nie tylko. Istniało silne zmanipulowane dążenie Amerykanów do posiadania domu jednorodzinnego na przedmieściach. Mówiąc o silnym zmanipulowaniu, mam na myśli, że pod koniec II wojny światowej toczyła się bardzo ożywiona debata na temat tego, czy nowe programy mieszkaniowe powinny finansować wielorodzinne budownictwo miejskie, czy jednorodzinne budownictwo podmiejskie. Budownictwo miejskie zostało zdefiniowane w Kongresie i w polityce jako socjalistyczne, a dom jednorodzinny jako idealna inwestycja kapitalistyczna. Joseph McCarthy otrzymał finansowanie od krajowego stowarzyszenia budowniczych domów w latach 40., aby podróżować po kraju i potępiać budownictwo wielorodzinne w miastach, a promować budownictwo jednorodzinne. Na to dążenie wpływało wiele czynników; nie było ono wyłącznie polityczne. Ludzie chcieli też więcej przestrzeni i bliskości natury.
Jednak obecnie obserwujemy ogromną zmianę paradygmatu, powrót do miast. Nazywa się to „jasną ucieczką”, w ramach której najlepiej wykształceni młodzi i starsi Amerykanie rzadziej aspirują do domu na przedmieściach, a częściej do mieszkania w mieście. Wiąże się to z istotnymi wyzwaniami i możliwościami. Samo mieszkanie w Nowym Jorku zużywa jedną czwartą energii zużywanej na przedmieściach.
P : Czy uważasz, że praktykujesz buddyzm? Czy judaizm?
JR : Praktykuję buddyjską i żydowską praktykę. Czerpię z obu tradycji i obie głęboko wpłynęły na moje myślenie. W 1989 roku założyłem firmę deweloperską, której misją jest naprawa tkanki społeczności. Wywodzi się to bezpośrednio z żydowskiego zwrotu „tikkun olam”, oznaczającego naprawę tkanki świata. To jest żydowski pogląd na misję człowieka na Ziemi, ponieważ światu wiodło się dobrze, dopóki się tu nie pojawiliśmy. Musimy naprawić świat, który zniszczyliśmy. Ale bardzo poważnie traktuję również buddyjską intencję łagodzenia cierpienia. Kilkakrotnie mówiłem, że musimy zmienić nasz stan umysłu, z egocentrycznego na bardziej wspólnotowy, z „ja” na „my”. Naprawdę wierzę, że buddyzm oferuje jasną ścieżkę, która pomoże ludziom zrozumieć, jak to zrobić. To bardzo dobra społeczna i mentalna technologia dla tej transformacji.
Misją tej firmy jest pokazanie, że system nastawiony na zysk może służyć do osiągania korzyści środowiskowych i społecznych, i właśnie to robimy. Siedzę tu z uśmiechem, mówiąc to, ponieważ kilka godzin temu odwiedziłem miejsce ukończenia projektu w Harlemie – bardzo ekologicznego, zdrowego budownictwa mieszkaniowego dla seniorów o niskich dochodach. Budynek ma piękne ogrody, ogródek i usługi wsparcia społecznego. Naprawdę wierzę, że świat stał się lepszym miejscem dzięki powstaniu tego budynku i że życie wszystkich zaangażowanych w projekt zostało wzbogacone dzięki zaangażowaniu w coś, co czyni świat lepszym miejscem. Nasza firma podjęła się tego jako przedsiębiorstwo nastawione na zysk, we współpracy z lokalną organizacją non-profit HCCI, Harlem Congregations for Community Inc.
Schodkowa forma Via Verde została zaprojektowana tak, aby maksymalnie wykorzystać naturalne światło dzienne i wentylację.
P : Jak postrzegasz to, co święte i świeckie?
JR : Nie sądzę, żeby istniała granica między sacrum a profanum. Myślę, że jesteśmy od siebie zależni. To fakt, tak jak grawitacja, taka jest natura świata. Ale albo możemy dostrzec więcej naszej współzależności, albo nie. HCCI, organizacja non-profit, z którą właśnie zakończyliśmy budowę domów seniora, to konsorcjum około stu kongregacji w Harlemie, które zjednoczyły się, aby odbudować swoją społeczność – głównie chrześcijańską, ale z kilkoma synagogami i kilkoma meczetami. Nie chodziło im o sacrum i profanum, ale o potrzebę zjednoczenia się dla wspólnego dobra.
Przychodzi mi na myśl pewien obraz tego, co próbujemy zrobić: rozczesywanie włosów złożoności — rozplątywanie węzłów, wygładzanie ich i znajdowanie rozwiązania, które jest korzystne dla wszystkich, dzięki któremu społeczność staje się nieco bardziej spójna i zgodna.
P : Czy jest to zgodne z głębszą prawdą współzależności i wezwaniem do naprawy świata?
JR : Tak, a swoją drogą, cały czas to robisz, a na świecie narasta coraz większy chaos. Trwa proces spójności i chaosu. Uważam po prostu, że im więcej z nas ma kciuk po stronie spójności, wspólnoty i współczucia, tym lepiej.
P : W dzisiejszych czasach dużo mówi się o „wystarczalności”. Jak możemy pomóc ludziom zrozumieć, że „wystarczająco” to wystarczająco?
JR : Po części może to mieć związek z sygnalizacją społeczną. Na przykład badania pokazują, że w Skandynawii ludzie wydają się być znacznie bardziej zadowoleni z tego, co czerpią ze sfery publicznej – z piękna środowiska i wspólnego dobra społecznego – niż z ich prywatnego dobrobytu. Ale w rzeczywistości wiele badań pokazuje, że wzrost dobrobytu – gdy ludzie przekraczają pewien poziom ubóstwa – nie zwiększa szczęścia. Wydaje się, że to wspólne działania, rodzina i społeczność, bycie razem, a nie w samotności, zwiększają szczęście. Również hojność. Wiele badań naukowych pokazuje, że im więcej ludzi jest altruistycznych lub przyczynia się do rozwoju społeczeństwa, tym są szczęśliwsi. Wystarczalność polega na tym, aby nie szukać satysfakcji w dobrach materialnych i sukcesie, ale nie ograniczać przyjemności płynących ze wspólnoty i hojności. To nie jest życie w ubóstwie. Ruch ten prowadzi do bogatszego, szczęśliwszego życia.
P : Zauważyłem, że podczas przerwy w dostawie prądu zupełnie straciłem poczucie tego, czym jest ciemność i jak może wyglądać samotność w ciemności.
JR : Wierzę również w to, co św. Jan od Krzyża nazywał ciemną nocą duszy i że czasami musimy pogrążyć się w rozpaczy, aby być jeszcze bardziej zmotywowani do czynienia dobra. Czasami, projektując program w Instytucie Garrison, kończymy wieczór czymś bardzo niepokojącym, aby ludzie mogli się z tym przespać i obudzić następnego ranka bardziej zmotywowani do rozwiązania tej niepewności.
P : To naprawdę ciekawe. Czasami tracę nadzieję, że duchowe rekolekcje w tym kraju są niemal nie do odróżnienia od zabiegów spa. To sposób na większy komfort, a nie na stawianie czoła niepewności.
JR : Praktyki duchowe redukujące stres są przydatne, ale niekompletne. Wierzymy, że celem praktyki duchowej jest zrozumienie natury rzeczywistości – współzależności – i wykorzystanie jej do uczynienia świata lepszym miejscem. Kiedy człowiek jest w jakiś sposób zablokowany, jest jeszcze bardziej popychany w przestrzeń „ja”. Kiedy czuje się więcej przestrzeni, większą integrację, znacznie chętniej działa się w imieniu całości. Charakter jego działania w świecie zależy od tego, jak go postrzegamy i doświadczamy.
Miasto Sao Paulo w Brazylii , największe miasto obu Ameryk, rozwija się w błyskawicznym tempie, stawiając czoła wyzwaniom i przynosząc rozwiązania.
P : Co powstaje?
JR : Moim celem dla naszej firmy jest zwiększenie skali naszej działalności. Zostaliśmy zatrudnieni przez miasto Sao Paulo w Brazylii, aby opracować plan stworzenia miliona mieszkań w przystępnej cenie w ciągu najbliższych dwudziestu lat i musieliśmy opracować całą strukturę i system, aby to osiągnąć. Interesuje mnie praca w znacznie bardziej globalnym zakresie. Tempo urbanizacji jest niezwykłe, niesie ze sobą problemy, ale także niesamowite możliwości. Dlatego chcę działać na większą skalę i mieć większy wpływ.
P : Co powiedziałbyś czytelnikom Paraboli ?
JR : W latach 80. dołączyłem do grupy o nazwie Social Venture Network, niesamowitej grupy ludzi, w której skład wchodzili między innymi twórcy lodów Ben & Jerry's oraz założyciele Body Shop i Whole Foods. Pamiętam, że pomyślałem sobie, że gdybym tylko działał w handlu detalicznym tak jak oni, mógłbym naprawdę coś zmienić. Ale zdałem sobie sprawę, że trzeba zaczynać od tego, gdzie się jest i że mógłbym stworzyć transformacyjną firmę zajmującą się nieruchomościami.
Miej ambitne cele, ale realizuj je w języku i w inny praktyczny sposób, który może pomóc światu. Musimy połączyć wiedzę z działaniem. Jest wiele miejsc, gdzie ludzie spotykają się i rozmawiają, a to dobrze – buduje to wspólnotę. Wierzę jednak, że ze względu na obecny stan świata, musimy również zaangażować się w działania transformacyjne. ♦





COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
Hear the "voice", "listen/obey" (Latin: obedire), "be the change". }:- ❤️ anonemoose monk