Back to Stories

Satish Kumar: Pielgrzym Pokoju

Livia Albeck-Ripka w Satish Kumar

Podczas zimnej wojny, gdy świat był napięty nieufnością, Satish Kumar przeszedł prawie 13 000 kilometrów, bez pieniędzy, przez cztery nuklearne stolice świata. Był rok 1962.

Rok wcześniej 89-letni Betrand Russel został uwięziony w więzieniu Brixton za demonstrację przeciwko bombie. Zainspirowani Russellem i zdeterminowani, by przekonać przywódców Moskwy, Paryża, Londynu i Waszyngtonu do rozbrojenia, Satish i jego przyjaciel EP Menon przekroczyli linie wroga z Indii do Pakistanu w podróży, która miała zająć 30 miesięcy. 26-latkowie wyjechali z dwoma prezentami od swojego mentora i ucznia Gandhiego, Vinoby Bhave: Pierwszy, by chodzić bez grosza przy duszy jako akt zaufania. Drugi, by iść jako wegetarianie; w pokoju z każdą żywą istotą na ziemi.

To nie była pierwsza odyseja Satisha. W wieku dziewięciu lat opuścił dom matki, aby dołączyć do wędrownych mnichów dżinistycznych. Pozostał z nimi, dopóki nie przeczytał Gandhiego i nie zaczął wierzyć, że więcej można osiągnąć poprzez zaangażowanie się w globalne problemy, a nie przez oderwanie się. W tym samym roku, w wieku 18 lat, uciekł, aby zostać uczniem Bhave'a, gdzie nauczył się niestosowania przemocy jako środka do pokoju i reformy rolnej.

Obecnie 77-letni Satish jest cichym rewolucjonistą od ponad 50 lat — powoli zmieniając porządek społeczny i ekologiczny. W 1982 roku założył Small School, która była pionierem „podejścia na skalę ludzką” do edukacji z małymi klasami i responsywnym nauczaniem. Osiem lat później założył Schumacher College, który oferuje transformacyjną i holistyczną edukację w zakresie zrównoważonego życia. W wieku 50 lat wyruszył w drugą podróż, tym razem na dystansie 3000 km przez Wielką Brytanię — ponownie nie mając przy sobie pieniędzy, aby udowodnić swoją niezachwianą wiarę w ludzkość. Jako redaktor Resurgence & Ecologist jest również najdłużej urzędującym redaktorem magazynu w Wielkiej Brytanii.

Pomimo wielu osiągnięć, Satish przywykł do tego, że uważa się go za „nierealistycznego”. Richard Dawkins posunął się nawet do nazwania go „niewolnikiem przesądów” i „wrogiem rozumu”. Być może dlatego, że wierzy w holizm: ideę, że drzewa posiadają „drzewność”, a skały posiadają „skalistość” i że zasługują na szacunek tak samo jak my. Być może dlatego, że ten nieantropocentryczny światopogląd jest tak sprzeczny z ekonomicznym modelem nieograniczonego wzrostu. Być może dlatego, że wierzy w zaufanie.

Kiedy spotykamy się na progu wiosny w Melbourne, Satish mówi mi: „Jestem stary, ale ty jesteś młody”. Uśmiecha się z mądrością kogoś, kto wie, że kiedy duchowość i nauka się spotkają, zburzymy obecne struktury w imię miłego, rozważnego, sielankowego społeczeństwa. Realizm, dla Satisha, jest przestarzałą koncepcją. Ogromne wyzwania, przed którymi stoimy teraz, wymagają nierozsądnych umysłów.

LIVIA ALBECK-RIPKA: W wieku dwudziestu lat przeszedłeś 8000 mil do czterech nuklearnych stolic świata. Musisz lubić chodzić.

SATISH KUMAR: [ Śmiech ]. Cóż, w mojej rodzinie panuje pewnego rodzaju kultura koczownicza, ponieważ w Radżastanie, gdzie dorastałem, ludzie musieli się przeprowadzać, ponieważ ziemia była sucha — idziesz tam, gdzie jest jedzenie. Więc chociaż moja matka była rolnikiem i osiadła, zawsze lubiła spacerować. Chodząc, łączysz się z ziemią. Więc od trzeciego roku życia chodziłem. Mój ojciec miał konia. Ale moja matka nie chciała na nim jeździć; gdyby koń chciał na nas jeździć, jak byśmy się czuli?

To bardzo postępowe.

Tak. Moja matka była bardzo postępowa i świadoma praw zwierząt. Mówiła: „Mamy dwie nogi. Te nogi zostały nam dane do chodzenia”. Do dziewiątego roku życia, kiedy zostałem mnichem, w zasadzie wszędzie chodziłem pieszo…

Jak dziewięcioletni chłopiec podejmuje decyzję o opuszczeniu matki i zostaniu mnichem?

Kiedy miałem cztery lata, mój ojciec umarł. Nie mogłem zrozumieć, co się stało. Moja matka płacze, moje siostry płaczą, sąsiedzi płaczą. Zapytałem moją matkę: „Dlaczego ojciec nie mówi? Dlaczego ojciec nie trzyma mnie za rękę? Idzie na spacer?” Moja matka mówi: „Twój ojciec nie żyje. Każdy, kto się rodzi, umiera, tak jak twój ojciec”. Więc powiedziałem: „To znaczy, że umrzesz!” „Tak. Umrę” - powiedziała moja matka. Powiedziałem: „To straszne. Jak możemy pozbyć się śmierci?” Bardzo się zasmuciłem. Byłem zajęty śmiercią mojego ojca.

Moja rodzina należała do religii dżinijskiej, a mnisi byli naszymi nauczycielami. Pewnego dnia powiedziałem jednemu z mnichów: „Mój ojciec zmarł jakiś czas temu, a ja nadal jestem bardzo smutny. Chcę zrobić coś, aby pozbyć się śmierci”. Miałem zaledwie około pięciu lat. Powiedział: „Na świecie nie możesz uwolnić się od śmierci. Musisz opuścić świat”. Zapytałem: „Czy mogę opuścić świat i dołączyć do was, aby uwolnić się od śmierci?” Powiedzieli: „Nie możesz dołączyć do mnichów, dopóki nie skończysz dziewięciu lat. Musisz poczekać”. Więc czekałem i zostałem mnichem. To było moje własne pragnienie. Nikt mnie do tego nie zmusił.

Chciałem zostać mnichem, aby uwolnić się od śmierci.

Brzmi to tak, jakby mimo że twój ojciec zmarł, gdy miałeś cztery lata, a ty opuściłeś dom, gdy miałeś dziewięć lat, twoi rodzice mieli niesamowicie silny wpływ na ciebie i na sposób, w jaki prowadziłeś swoje życie. Twój ojciec, który był traderem, powiedział, że zysk był po prostu sposobem na utrzymanie biznesu; jego prawdziwą motywacją była służba społeczności. Twój ojciec był przedsiębiorcą społecznym, zanim wymyślono ten termin!

Tak, dokładnie. A moja matka była ekolożką i ekologiem, zanim wymyślono ten termin. Dla mojego ojca biznes był sposobem na nawiązywanie relacji i przyjaźni oraz służenie społeczności. Mając wymówkę „biznesu”, nawiązywał kontakt z ludźmi, których zapraszał na lunch, na kolację, chodzili razem na spacery. Wielu jego klientów zostało jego przyjaciółmi.

Ale moja matka miała większy wpływ na moje życie. Byłem najmłodszym synem, więc zawsze trzymała mnie blisko. Kiedy gotowała, spacerowała, chodziła na farmę — zawsze ją śledziłem. Bardzo głębokie i głębokie wrażenie mojej matki pozostało we mnie przez całe życie. Powiedziałbym, że ze wszystkich nauczycieli, których miałem w życiu i wspaniałych ludzi, których poznałem, wpływ mojej matki był z pewnością jednym z największych.

Chcę wrócić do marszu pokojowego. Przeszliście całą tę drogę, z Indii do Stanów Zjednoczonych. Dlaczego?

Było to w 1961 roku. Bertrand Russell przewodził wielkiemu międzynarodowemu ruchowi pokojowemu przeciwko broni jądrowej. W tamtym czasie zimna wojna była bardzo, bardzo gorąca [ śmiech ]. Groźba broni jądrowej była bardzo żywa. Na całym świecie było wielu naukowców i intelektualistów, którzy byli bardzo zaniepokojeni. Bertrand Russell udał się więc do Ministerstwa Obrony w Londynie i powiedział: „Dopóki brytyjski rząd nie ogłosi zakazu bomby, nie ruszę się”. Nazwali to okupacją. Został więc aresztowany i osadzony w więzieniu za zakłócanie spokoju.

Byłem wtedy w Indiach. Poszedłem z przyjacielem do kawiarni. Kiedy czekałem na śniadanie, wziąłem gazetę i przeczytałem, że w wieku 89 lat Bertrand Russell, Lord Bertrand Russell, laureat Nagrody Nobla, matematyk i filozof, trafił do więzienia. Powiedziałem do mojego przyjaciela: „Oto 89-letni mężczyzna idący do więzienia za pokój. Co ja robię? Co my robimy? Młodzi mężczyźni, siedzący tutaj i pijący kawę!” Więc rozmawialiśmy o tym, co możemy zrobić dla międzynarodowego ruchu pokojowego. W końcu wpadliśmy na pomysł: „Chodźmy. Marsz pokoju, pielgrzymka pokojowa do Moskwy, Paryża, Londynu, Waszyngtonu — czterech nuklearnych stolic świata. Dołączmy do międzynarodowego ruchu pokojowego Bertranda Russella”. Nagle poczuliśmy się pełni entuzjazmu i ulgi. Poszliśmy porozmawiać z naszym nauczycielem, naszym guru, Vinobą Bhave.

Powiedział: „Jeśli idziesz dla pokoju, musisz ufać ludziom, ponieważ wojny wynikają ze strachu, a pokój zaczyna się od zaufania. Idź bez pieniędzy w kieszeniach. To będzie symbol zaufania. Taka jest moja rada”.

Powiedziałem: „Bez pieniędzy? Czasami potrzebujemy filiżanki herbaty lub żeby zadzwonić!” Powiedział: „Nie. Idź bez pieniędzy”. Był naszym nauczycielem, więc powiedzieliśmy: „Jeśli to jego rada, spróbujmy. To mądry człowiek”.

Bez pieniędzy? Jak to zrobiłeś?

Wędrowanie bez pieniędzy w Indiach nie było trudne, ponieważ ludzie są bardzo gościnni dla pielgrzymów i podróżników. Mieliśmy też dużo rozgłosu w gazetach, więc ludzie wiedzieli. Ale kiedy dotarliśmy do granicy Indii i Pakistanu; to był najbardziej krytyczny moment. Nasze rodziny, przyjaciele i koledzy przyszli pożegnać się tego ostatniego dnia. Jedna z moich bardzo bliskich przyjaciółek podeszła do mnie i powiedziała: „Satish, czy ty nie jesteś szalony? Idziesz bez pieniędzy do Pakistanu, który jest krajem wroga! Mieliśmy trzy wojny, a ty idziesz bez pieniędzy, bez jedzenia, bez obrony, bez bezpieczeństwa, bez niczego. Przynajmniej zabierz ze sobą trochę jedzenia”. Dała mi te paczki jedzenia. Ale pomyślałam o tym i powiedziałam: „Nie, nie mogę tego wziąć. Mój przyjacielu, te paczki jedzenia nie są paczkami jedzenia. Są paczkami nieufności”. Vinoba powiedziała: „Idź bez pieniędzy i miej zaufanie w swoim sercu, a to pokaże, że jesteś za pokojem, a ludzie będą się tobą opiekować”. Moja przyjaciółka płakała. Powiedziała: „To może być nasze ostatnie spotkanie. Jedziecie do krajów muzułmańskich, chrześcijańskich, komunistycznych, kapitalistycznych, na pustynie, w góry, lasy, śnieg, deszcz. Nie wiem, czy wrócicie żywi”.

Czy się bałeś?

Powiedziałem mojemu przyjacielowi: „Jeśli umrę idąc w imię pokoju, to będzie najlepsza śmierć, jaką mogę mieć. Więc nie boję się śmierci. Jeśli nie dostanę jedzenia, powiem: „To moja okazja, żeby pościć”. A jeśli nie dostanę schronienia, powiem: „To moja okazja, żeby przespać się pod milionowo-gwiazdkowym hotelem”. Jeśli umrę, to umrę. Ale teraz żyję, daj mi swoje błogosławieństwo”. Mój przyjaciel niechętnie mnie przytulił. Kiedy przekraczaliśmy granicę, ktoś woła nasze imiona i mówi: „Czy wy jesteście panami Satish Kumar i EP Menon? Tymi dwoma Hindusami, którzy jadą do Pakistanu po pokój?” Powiedziałem: „Tak, jesteśmy. Ale skąd wiesz?” Nikogo nie znamy w Pakistanie”. Powiedział: „Przeczytałem w lokalnej gazecie, że dwóch Hindusów szło do Moskwy, Paryża, Londynu, Waszyngtonu, idąc do Pakistanu po pokój! A ja powiedziałem: „Jestem za pokojem! Ta wojna między Indiami a Pakistanem to kompletna bzdura. Byliśmy jednym narodem przed 1947 rokiem”. Zawrzyjmy pokój”. Tak wyglądał pierwszy dzień. W tym momencie powiedziałem do mojego przyjaciela: „Jeśli przyjedziemy tu jako Hindusi, spotkamy Pakistańczyków. Jeśli przyjedziemy tu jako Hindusi, spotkamy muzułmanów. Ale jeśli przyjedziemy tu jako ludzie, spotkamy ludzi”.

Nasza prawdziwa tożsamość nie polega na tym, że jestem Hindusem, Jainem czy Satish Kumarem. To są tożsamości drugorzędne. Nasza podstawowa tożsamość polega na tym, że wszyscy jesteśmy członkami rodziny ludzkiej. Jesteśmy obywatelami świata.

To był wielki moment przebudzenia, ten pierwszy dzień poza Indiami. Miałem 26 lat.

Czasami było gorąco, więc odpoczywaliśmy w dzień i spacerowaliśmy wieczorem lub późno w nocy, pod księżycem. A muzułmanie szli z nami i zbierali się, żeby nas posłuchać. I tak to trwało! Afganistan, Iran, Azerbejdżan, Armenia, Gruzja, Rosja, aż dotarliśmy do Moskwy. Daliśmy ludziom ulotkę, w której wyjaśnialiśmy, dlaczego idziemy, dlaczego pokój jest ważny, dlaczego ufamy, dlaczego nie mamy pieniędzy, dlaczego schroniliśmy się tylko na jedną noc i ruszyliśmy dalej. Kiedy ludzie to czytali, mówili: „Czy możemy wam pomóc? Czy przyjdziecie i porozmawiacie z naszą szkołą? Naszym kościołem? Naszym meczetem? Naszą lokalną gazetą?”. Więc wieści się rozeszły. Promowaliśmy opinię publiczną na rzecz pokoju. To była nasza misja. W ten sposób ludzie dowiedzieli się o nas i zaoferowali nam gościnę.

Więc przez dwa i pół roku szliśmy. Kiedy nie masz pieniędzy, jesteś zmuszony znaleźć gościnną osobę. A kiedy ci dają gościnę, rozmawiasz z nimi o pokoju, mówisz im, że jesteś wegetarianinem, że nie krzywdzisz zwierząt i nie krzywdzisz ludzi. Więc jesteś pokojem, a nie tylko mówisz o pokoju. Trudności nadeszły Czasami nie dostawaliśmy jedzenia, czasami nie dostawaliśmy schronienia. Ale powiedziałem: „To jest okazja. Problemy są mile widziane”.

Jako 77-latek zapewne z rozrzewnieniem wspominasz tamte przeżycia.

Tak, tak.

Ale czy był kiedyś taki moment, kiedy poczułeś rozpacz lub poczucie, że w czymś poniosłeś porażkę?

Tak, były takie momenty. Pewnego dnia spacerowaliśmy wzdłuż wybrzeża Morza Czarnego w Gruzji. ​​Poczułem przygnębienie, poczułem wątpliwości. Powiedziałem: „Idziemy, ale kto słucha? Nikt się nie rozbroi. Nikt nie zrezygnuje z broni jądrowej. I cały ten śnieg, deszcz i zimno…”. Mój przyjaciel mówi: „Nie, nie, osiągniemy coś. Kontynuujmy, mamy misję, dokończmy ją”. Więc kiedy czułem się przygnębiony i zdołowany, mój przyjaciel czuł się silny. A czasami, kiedy mój przyjaciel czuł się przygnębiony i zdołowany, ja czułem się silny. Wspieraliśmy się nawzajem. Więc myślę, że spacer we dwójkę to dobry pomysł [ śmiech ].

[ Śmiech ].

Tego dnia dałem tę ulotkę dwóm paniom. A kiedy przeczytały ulotkę, powiedziały: „Pracujemy w tej fabryce herbaty. Czy chciałabyś napić się herbaty?” Więc zrobiły herbatę i przyniosły lunch. Potem jedna z pań wyszła z pokoju i wróciła z czterema paczkami herbaty. Powiedziała: „Te paczki herbaty nie są dla ciebie. Jedna jest dla naszego premiera w Moskwie, druga dla prezydenta Francji, trzecia dla premiera Anglii i czwarta dla prezydenta Stanów Zjednoczonych. Chciałabym, żebyś dostarczył te paczki herbaty pokoju i proszę, przekaż im wiadomość ode mnie: „Jeśli kiedykolwiek wpadniesz na szalony pomysł naciśnięcia przycisku nuklearnego, proszę zatrzymaj się na chwilę i wypij świeżą filiżankę herbaty”.

Wow.

„To da ci czas na refleksję. Ta broń jądrowa nie tylko zabije wroga, ale zabije zwierzęta, mężczyzn, kobiety, dzieci, pracowników, rolników, ptaki, wodę, jeziora, wszystko zostanie zanieczyszczone. Więc proszę, pomyśl jeszcze raz. Wypij filiżankę herbaty. Zastanów się”. W tym małym miejscu; jaki błyskotliwy pomysł. Byłem pod wrażeniem ich wizji i wyobraźni i powiedziałem do mojego przyjaciela: „Teraz musimy dokończyć tę misję”.

A dostarczyłeś herbatę?

I dostarczyliśmy herbatę! Dostarczyliśmy pierwszą paczkę herbaty na Kreml, gdzie zostaliśmy przyjęci przez przewodniczącego Rady Najwyższej. Otrzymaliśmy list od Nikity Chruszczowa, witający nas w Moskwie.

Powiedzieli: „Tak, tak, dobry pomysł! Wypijemy herbatę pokoju. Ale to nie my chcemy broni jądrowej. To Amerykanie. Więc proszę, jedźcie do Ameryki. Powiedzcie im”. Potem przyjechaliśmy do Paryża. Przeszliśmy przez Białoruś, Polskę, Niemcy, Belgię i Francję. I napisaliśmy do prezydenta de Gaulle'a, ale nie otrzymaliśmy odpowiedzi. Potem zadzwoniliśmy do Pałacu Elizejskiego, a biuro prezydenta de Gaulle'a powiedziało: „Prezydent nie ma czasu, to szalone, szalone pomysły. Więc proszę, nie zawracajcie sobie tym głowy”. Więc zebraliśmy kilku francuskich pacyfistów i pojechaliśmy do Pałacu Elizejskiego. Zostaliśmy aresztowani, ale powiedzieliśmy: „W porządku. Podążamy śladami Bertranda Russella”. Trzymano nas w areszcie przez trzy dni, a potem ambasador Indii przyszedł nas odwiedzić w więzieniu i powiedział: „Jeśli nie pójdziecie dalej, będziemy musieli was deportować z powrotem do Indii”. Więc zostawiliśmy herbatę w Paryżu u ambasadora.

Następnie, do Londynu, poszliśmy pieszo. Dostarczyliśmy trzecią paczkę premierowi w Izbie Gmin. A potem spotkaliśmy Bertranda Russella. Był zachwycony, że nas widzi. Powiedział: „Kiedy prawie dwa lata temu napisałeś do mnie z Indii, pomyślałem: Idziesz. Nigdy cię nie zobaczę, jestem taki stary. Ale szedłeś szybko. Jestem zachwycony, że cię widzę”. Na koniec Bertrand Russell i wielu innych działaczy zebrało się i pomogło nam zdobyć dwa bilety na statek, Queen Mary . Więc poszliśmy pieszo z Londynu do South Hampton, a potem z South Hampton, popłynęliśmy przez Atlantyk i dotarliśmy do Nowego Jorku. A potem z Nowego Jorku do Waszyngtonu, gdzie dostarczyliśmy czwartą paczkę herbaty do Białego Domu. Następnie poszliśmy na cmentarz w Arlington, gdzie zakończyliśmy naszą podróż. Zaczęliśmy od grobu Mahatmy Gandhiego i zakończyliśmy ją na grobie Johna Kennedy'ego — aby podkreślić, że broń zabija nie tylko jakąś złą osobę, ale także Gandhiego lub Kennedy'ego. Nie ufaj broni, zaufaj sile bez przemocy, sile pokoju.

Po zakończeniu tej podróży pojechaliśmy również spotkać się z Martinem Lutherem Kingiem. Myślę, że było to jedno z najważniejszych spotkań w moim życiu. Byłem w Paryżu w 1963 roku, kiedy wygłosił słynne przemówienie i napisaliśmy do niego. Otrzymaliśmy list od Martina Luthera Kinga z ambasady Indii w Waszyngtonie. „Tak, przyjdźcie mnie zobaczyć! Chętnie wysłucham waszych historii. Mahatma Gandhi i bez przemocy są moją inspiracją”. Pojechaliśmy więc do Atlanty w stanie Georgia i byliśmy z nim przez 45 minut. To było jedno z najwspanialszych doświadczeń. Był głęboko skromny i wspaniałym aktywistą. Ktoś, kto był w stanie i przygotowany, by zaryzykować życie dla sprawiedliwości i wolności czarnych ludzi, dla harmonii rasowej i równości. Powiedział: „To nie było tylko dla dobra czarnych ludzi, ale w równym stopniu dla dobra białych ludzi. Jeśli kogoś uciskasz, uciskający jest ofiarą tak samo jak uciskany”. To było tak głębokie przesłanie. Nie mógłbym nauczyć się tego, czego nauczyłem się o życiu, o ludziach, o kulturach i o społeczeństwach z książek lub filmów, tak jak nauczyłem się chodząc. Wiedza nie wystarczy. Kiedy wiedza przychodzi wraz z doświadczeniem, wnika głęboko w twoją psychikę i twoje życie. To, czego się nauczyłem, nauczyłem się tam.

Mówisz dużo o potrzebie patrzenia na rzeczy holistycznie; w naszych relacjach z innymi ludźmi, ale także w ekologii, ekonomii, edukacji. Ale dla wielu ludzi te idee są tabu. Richard Dawkins nazwał cię nawet „wrogiem rozumu”! Czy ty też?

Przede wszystkim, czym jest duchowość? Duchowość była źle rozumiana. Duchowość była mylona z dogmatem, przesądem, zinstytucjonalizowaną, zorganizowaną religią i teologią. Rodzaj duchowości i holistyczny światopogląd, o którym mówię, nie ma nic wspólnego z dogmatem i przesądem. Duch to oddychanie: Inspirare. Expirare . Łacińskie słowo. Więc oddychanie to duch. Kiedy siedzimy razem, oddychamy tym samym powietrzem. Poprzez oddychanie jesteśmy spokrewnieni. Kiedy jesteś zakochany w kimś, trzymasz czyjeś ciało w ramionach i oddychacie razem.

Czy Dawkins by się zgodził?

Kiedy profesor Dawkins przeprowadzał ze mną wywiad, powiedziałem: „Nie wierzysz w duchowość. Nie wierzysz w oddychanie?” Przyjaźń to wspólne oddychanie. Miłość to wspólne oddychanie. Współczucie to wspólne oddychanie. To są duchowe cechy. W tej chwili zachodni materializm mówi, że wszystko jest martwą materią. Nic nie jest żywe. Nawet ludzkie ciało jest po prostu rodzajem amalgamatu ziemi, powietrza, ognia, wody; pewnego rodzaju produktywnym systemem biologicznym. Ale jest coś więcej. Jest kreatywność, świadomość, wyobraźnia, współczucie, miłość, rodzina, społeczność. To są niematerialne, nieekonomiczne wartości. Jeśli nie weźmiesz pod uwagę duchowości, skończysz jako inżynieria genetyczna, z bronią jądrową, skończysz jako górnik, niszczący planetę, z globalnym ociepleniem i zmianą klimatu. Wszystkie te problemy pojawiają się, ponieważ nie mamy etycznego, duchowego przewodnictwa. Wschód i Zachód muszą się zjednoczyć, co oznacza, że ​​duchowość i nauka muszą się zjednoczyć. Einstein powiedział, że nauka bez religii jest ślepa, a religia bez nauki jest kulawa. I to jest Einstein!

Materia bez ducha jest martwą materią. A bez materii duch jest bezużyteczny.

W jaki więc sposób możemy zmienić edukację, aby uwzględnić te idee?

Dzieci chodzą do szkoły dzień po dniu, po dniu. Są niemal poddane praniu mózgu. Warunkowaniu. Odpowiedzią jest odwarunkowanie naszych umysłów: proces oduczania się poprzez doświadczenie, poprzez patrzenie na naturę i ludzi świeżym, spontanicznym okiem. Zakochuj się każdego dnia. Zakochuj się w swoim mężu, swojej żonie, swojej matce, swoich drzewach, swojej ziemi, swojej glebie, czymkolwiek, każdego dnia! W naszej cywilizacji brakuje świeżości. Staliśmy się nieświeżi. Budź się każdego ranka, spójrz przez okno: nowe, nowe, nowe. Te następne 24 godziny nigdy wcześniej nie były! Nigdy. Jeśli uwolnisz się od tego nawyku, będziesz mieć energię, aby nawiązać kontakt z innymi ludźmi i z naturą.

Chcę powrócić do idei strachu jako siły napędowej wojny, siły napędowej nieufności.

A strach jest też przyczyną złego stanu zdrowia…

To trujące. Jak więc możemy pokonać nasze lęki?

Możemy pokonać strach. Nie ma innej drogi niż pięcioliterowe słowo: zaufanie. Jak pokonać ciemność? Zapalić świeczkę. Nie ma innej drogi. Musisz po prostu zaufać wszechświatowi, zaufać ludziom. Ludzie są w stanie rozwiązać wszystkie problemy poprzez negocjacje, poprzez przyjaźń, poprzez szacunek, nie poprzez własny interes, ale wspólny interes. Wzajemność jest kluczem do zaufania. W tej chwili Amerykanie chcą negocjować z Iranem, Irakiem lub Syrią w interesie narodowym. Ale czym jest amerykański interes narodowy, jeśli Ameryka cały czas wydaje miliardy i miliardy dolarów na zbrojenia? Amerykanie żyjący w strachu, czy to jest interes narodowy?

Zaufaj Syryjczykom, zaufaj Irańczykom, zaufaj Palestyńczykom, zaufaj Izraelczykom, zaufaj Rosjanom, zaufaj wszystkim. Idź z zaufaniem.

Lepiej umrzeć w zaufaniu, niż żyć w strachu.

Ale co robimy, gdy ktoś robi wszystko, co może, aby złamać nasze zaufanie? Gdy kraj robi wszystko, aby udowodnić, że nie można mu ufać?

Musisz wykorzystać swoją kreatywność, swoje sprytne myślenie. Te rzeczy są konieczne, ale kręgosłupem jest zaufanie. Weźmy na przykład Mahatmę Gandhiego. Jak negocjował z Brytyjczykami — potęgą kolonialną, która zabiła tysiące ludzi w ruchu niepodległościowym? Ufał i negocjował, i ostatecznie odniósł sukces. Jak Martin Luther King to zrobił? Ufał białym ludziom. Biali ludzie nie pozwalali psom i czarnym wchodzić do restauracji i szkół. A jednak im ufał. Nelson Mandela? Ufał. A kiedy wyszedł po 27 latach więzienia, powiedział: „Żadnej zemsty”. Mieliśmy wiele przykładów w naszej historii, od Buddy po Nelsona Mandelę, Matkę Teresę i Wangari Maathai. Jest wielu, wielu wspaniałych ludzi, którzy pokazali drogę.

To nie jest coś, o czym Satish Kumar mówi po raz pierwszy! To jest odwieczna mądrość. Jeśli nie ufamy, jeśli żyjemy w strachu, będziemy chorzy. Nasze ciała zostaną zrujnowane, nasze społeczności zostaną zrujnowane, a nasze kraje zostaną zrujnowane. Odrobina strachu jest w porządku, jak sól lub pieprz w jedzeniu. Ale życie w strachu jako podpory nie jest zdrowe.

Wszyscy ludzie, których wymieniłeś, są bohaterami. Większość ludzi otwiera gazetę, widzi bezrobocie, globalne ocieplenie, terroryzm, niekontrolowany wzrost populacji. Tak łatwo uwierzyć, że po prostu nie jesteśmy tacy jak Gandhi i Martin Luther King. Jak możemy się wzmocnić?

Myślę, że zwykli ludzie są większymi bohaterami. Matki opiekujące się dziećmi z wielką miłością i troską, nauczyciele, lekarze i pielęgniarki. Miliony ludzi czynią dobro każdego dnia. Mahatma Gandhi, Martin Luther King, Nelson Mandela, Matka Teresa, Wangari Maathai; to kilka nazwisk, których używamy jako swego rodzaju metafory. Wszystkie te rzeczy, które wymieniłeś, globalne ocieplenie, zmiana klimatu, bankom brakuje pieniędzy, eksplozja demograficzna, zmniejszająca się bioróżnorodność, całe to zanieczyszczenie przemysłowe, które stworzyliśmy... Ta rewolucja przemysłowa ma zaledwie kilkaset lat. Jest stworzona przez człowieka. To, co jest tworzone przez ludzi, może być zmienione przez ludzi. Imperium Brytyjskie nie przetrwało, Imperium Komunistyczne i Związek Radziecki nie przetrwały. Apartheid dobiegł końca, niewolnictwo dobiegło końca. Jeśli te rzeczy mogą się skończyć, ten materialistyczny paradygmat, który zbudowaliśmy, również może się skończyć. Możemy stworzyć bardziej zrównoważone, oszczędne, eleganckie, proste, wspaniałe, pełne wdzięku nowe społeczeństwo. Możemy je stworzyć.

Czy to stworzymy?

Stworzymy to. Mam 77 lat, ale ty jesteś młody. Widzisz, że w twoim życiu nadchodzi nowa zmiana. Wiele osób je żywność organiczną; wiele osób wraca na ziemię, szukając rzemiosła, sztuki, muzyki, malarstwa. Pojechałem do Flinders Ranges i zatrzymałem się w domu zbudowanym ze słomy. Tak pięknie wykonanym! I z lokalnego surowca! Pojawia się nowa świadomość. Ten rodzaj przemysłowego, materialistycznego, konsumpcyjnego społeczeństwa, które stworzyliśmy, możemy się z niego wyrwać i nadal żyć bardzo eleganckim, prostym, satysfakcjonującym, radosnym, zrównoważonym życiem. To możliwe. Dlatego jestem optymistą. Dlatego przyjeżdżam tutaj do Australii, aby o tym porozmawiać. Gdybym był pesymistą i gdybym myślał, że nic się nie zmieni, nie przyjechałbym tutaj. Ale przyjechałem tutaj, ponieważ uważam, że Australia może być utopią! Masz tyle ziemi, tyle zasobów, tyle talentów, tyle energii! Nowy kraj, młody kraj, możesz być przykładem dla świata! To jest oaza!

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

3 PAST RESPONSES

User avatar
Shadakshary Sep 14, 2018

Satishji you are a great man.You have enriched the meaning of TRUST. Thank you Satishji for your inspirational experience.

User avatar
Virginia Reeves Sep 11, 2018

Thank you for sharing this important reminder of leading with kindness and hope.

User avatar
Patrick Watters Sep 11, 2018

Beautiful, inspirational - may we all find even our small things done in great love.

Thank you Satish! ❤️