Pan Iyer: Dokładnie tak. [ śmiech ] Zostałem tam tydzień, po czym odkryłem, że świątynia w Kioto bardzo różni się od tego, co sobie wyobrażałem w śródmieściu Manhattanu. Ale przeprowadziłem się wtedy do jednoosobowego pokoju na bocznych uliczkach Kioto, bez nawet toalety, telefonu czy łóżka.
Pani Tippett: No dobrze. Jesteś oczyszczona. [ śmiech ] Powiedz mi, czego dowiedziałaś się o czasie. I być może to nadal prawda, bo większość życia spędzasz teraz w Japonii. Jestem tak zaintrygowana, bo uważam, że czas to fascynująca koncepcja, która ma tak wiele odniesień zarówno w nauce, jak i mistycyzmie.
Pan Iyer: Tak, i myślę, że wszyscy znamy to uczucie. Mamy coraz więcej urządzeń oszczędzających czas, ale coraz mniej czasu, tak nam się wydaje. Kiedy byłem chłopcem, poczucie luksusu wiązało się z dużą przestrzenią, może posiadaniem dużego domu lub wielkiego samochodu. Teraz myślę, że luksus wiąże się z dużą ilością czasu. Najwyższy luksus może być teraz po prostu pustą przestrzenią w kalendarzu. I co ciekawe, myślę, że tego właśnie pragniemy, tak wielu z nas.
Kiedy przeprowadziłem się z Nowego Jorku do wiejskiej Japonii — po roku w Kioto, zasadniczo przeprowadziłem się do dwupokojowego mieszkania, w którym nadal mieszkam z żoną, a wcześniej z dwójką dzieci. Nie mamy samochodu, roweru ani telewizora, który mógłbym zrozumieć. To bardzo proste, ale wydaje się bardzo luksusowe. Jednym z powodów jest to, że kiedy się budzę, wydaje mi się, że cały dzień rozciąga się przede mną jak ogromna łąka, czego nigdy nie miałem, kiedy byłem w go-go Nowym Jorku. Mogę spędzić pięć godzin przy biurku. A potem mogę pójść na spacer. A potem mogę spędzić godzinę czytając książkę, podczas której, czytając, mogę poczuć, że staję się głębszy, bardziej uważny i bardziej zniuansowany. To jak cudowna rozmowa.
Potem mam okazję wybrać się na kolejny spacer po okolicy, zająć się e-mailami, trzymać szefów na dystans, a potem pójść pograć w ping-ponga i spędzić wieczór z żoną. Wydaje się, że dzień ma tysiąc godzin, a to jest dokładnie to, czego zwykle nie doświadczam ani nie czuję, kiedy — na przykład dzisiaj w Los Angeles — przemieszczam się z miejsca na miejsce. Przypuszczam, że to kompromis. Zrezygnowałem z bezpieczeństwa finansowego i zrezygnowałem z ekscytacji wielkiego miasta. Ale pomyślałem, że warto, aby mieć dwie rzeczy: wolność i czas. Największym luksusem, z którego korzystam, kiedy jestem w Japonii, jest to, że zaraz po przyjeździe zdejmuję zegarek i czuję, że nigdy więcej nie muszę go zakładać. Wkrótce mogę zacząć określać czas po tym, jak światło pada na nasze ściany o wschodzie słońca i kiedy zapada ciemność — i przypuszczam, że wracam do bardziej podstawowego ludzkiego życia.
Pani Tippett: Chodzi o życie, które pani stworzyła, a nie o coś związanego z japońską kulturą, prawda?
Pan Iyer: Tak, ale oczywiście, kiedy opuściłem Nowy Jork, mogłem pojechać gdziekolwiek. Jako pisarz mam szczęście; mogłem wykonywać swoją pracę gdziekolwiek. Myślę, że jednym z powodów, dla których pojechałem do Japonii — wraca to do tego, o co pytałeś o instytutach wyższego sceptycyzmu — jest to, że moje wykształcenie nauczyło mnie całkiem dobrze mówić, ale nie sądzę, żeby nauczyło mnie słuchać. Moje szkoły nauczyły mnie całkiem dobrze pchać się do przodu w świecie, ale nigdy nie nauczyły mnie wymazywać siebie. Zalety, kiedy przyjechałem do Japonii, odkrycie, że jestem zasadniczo analfabetą — do dziś nie potrafię czytać ani pisać po japońsku. Jestem zdany na łaskę rzeczy wokół mnie. Nie mogę mieć złudzeń, że panuję nad wszystkim. Japonia była miejscem, od którego miałem się wiele nauczyć i nadal się tego uczę.
Pani Tippett: Mówiła pani, że odkrywamy na nowo — naprawdę uwielbiam to określenie — „pilną potrzebę zwolnienia tempa”. To wspaniałe.
Pan Iyer: Dziękuję. Cóż, myślę, że wszyscy czujemy zawroty głowy. Wskoczyliśmy na ten przyspieszający rollercoaster, na który nigdy nie prosiliśmy, żeby wsiąść, i nie wiemy, jak z niego wysiąść. Moje najczulsze przeczucie podpowiada mi, że nasze urządzenia nie znikną, ani nie chcielibyśmy, żeby zniknęły. Sprawiły, że nasze życie stało się o wiele jaśniejsze, zdrowsze i dłuższe. Ale można założyć, że będą tylko przyspieszać i rozprzestrzeniać się. Naprawdę będziemy musieli podjąć środki nadzwyczajne, aby zachować proporcje i równowagę. Czasami myślę, że podróżowanie jest sposobem, w jaki czerpię ekscytację i stymulację, ale bezruch jest sposobem, w jaki zachowuję zdrowy rozsądek. Pascal, cudownie, w XVII wieku powiedział, że naszym problemem jest rozproszenie. Ale próbujemy odwrócić uwagę od rozproszeń, więc w tym błędnym kole stajemy się jeszcze gorsi.
Więc jedynym lekarstwem na rozproszenie jest uwaga. Jadę do mojego klasztoru i jadę do Japonii, ponieważ są to katedry uwagi. To miejsca, w których ludzie są bardzo uważni i gdzie ludzie tacy jak ja mogą spróbować nauczyć się uwagi.
Pani Tippett: Nie mogłam się powstrzymać od zastanowienia się, czytając pani i czytając o życiu, które pani stworzyła, czy naprawdę wybrała pani prostotę, która — myślę, że nawet używa pani słowa „luksusowy”. Mówi pani o byciu z Leonardem Cohenem, a on używa słowa „luksusowy” — i w takim kontraście do pani w wieku 29 lat, żyjącej amerykańskim snem. Ale nie mogłam się powstrzymać od zastanowienia się, ile z tego, co udało się pani wybrać i stworzyć, dotyczy również mądrości, która przychodzi po prostu wraz ze starzeniem się, z wiekiem, że spokój staje się w jakiś sposób bardziej naturalny i przyjemniejszy, myślę, że z natury. Nie jestem pewna, czy wszyscy się do tego skłaniają. Właściwie wiem, że nie.
Niedawno czytałem, że jest jakieś nowe badanie, które mówi, że gdy jesteśmy młodzi, jesteśmy zaprogramowani, aby znajdować ekscytację i satysfakcję w nowościach, a wraz z wiekiem bardziej naturalnie znajdujemy ekscytację i satysfakcję w tym, co zwyczajne, w schematach i nawykach oraz codziennych konturach naszego życia. Pomaga mi to myśleć o tym, dlaczego mądrość przychodzi z wiekiem, dlaczego starszy staje się starszy, ponieważ to, co staje się bardziej naturalne, to naprawdę docieranie do najgłębszych spostrzeżeń tradycji duchowych.
Pan Iyer: Tak. Wczoraj mówiłem komuś, że w pewnym momencie — myślę, że jestem tylko o kilka lat starszy od ciebie — zauważyłem, że czerpię o wiele większą satysfakcję z odwiedzania starych przyjaciół niż z szukania nowych; i ponownego czytania książek, które zawsze kochałem, które za każdym razem dawały mi coś nowego, zamiast próbować znaleźć najnowszą dobrą książkę; i ponownego odwiedzania miejsc, z którymi mam związek od ponad 30 lub 50 lat. Natychmiast nie musisz się tłumaczyć. Obywasz się bez ekscytacji nowością, ale wchodzisz w o wiele głębsze i bardziej intymne spotkanie. Masz rację, że wkrótce staje się to o wiele bardziej podtrzymujące niż po prostu zdobycie czegoś nowego. Oczywiście, im jesteś starszy, tym trudniej jest stawić czoła czemuś nowemu, dlatego prawdopodobnie czas przyspiesza i wydaje się, że lata mijają jak strony kalendarza w jednym ze starych filmów.
Myślę, że inną rzeczą, której, jak sądzę, nauczyłem się od Leonarda Cohena, było to, że kiedy go poznałem, żył jako mnich przez pięć lat w zimnych, ciemnych górach za Los Angeles i powiedział, jak wspomniałeś, że siedzenie w bezruchu, dbanie o innych ludzi i szorowanie podłóg było wielką rozkoszną ekscytacją życia, mimo że cieszył się wszystkimi przyjemnościami świata. Ale druga część tego procesu, która może jest nawet ważniejsza, to, że znowu wrócił do świata. W wieku 70 lat przez sześć lat koncertował na całym świecie i stał się jednym z najpopularniejszych muzyków na planecie. Myślę, że powodem, dla którego stał się popularny, było to, że ludzie mogli powiedzieć, że schodzi z góry, w pewnym sensie. Innymi słowy, wnosił mądrość, głębię i bezinteresowność na scenę koncertową, po prostu tam, gdzie zwykle tego nie widzimy. I myślę, że nawet jeśli ludzie nie potrafili tego wyrazić słowami, czuli, że otrzymują od niego coś ze spokoju i bezpośredniości panującej w klasztorze, a nie tylko jakiś kolejny plan czy próbę sprzedania czegoś.
[ muzyka: „Cyclone” zespołu MONO ]
Pani Tippett: Nazywam się Krista Tippett i to jest On Being . Dzisiaj eksploruję „sztukę bezruchu” z pisarzem Pico Iyerem.
Pani Tippett: Zbliżamy się do końca, ale chciałabym zapytać cię o mistycyzm. Chcę przeczytać coś, co napisałaś. Zaintrygowało mnie to: „Mistycyzm, moim zdaniem, to coś, co wyróżnia się poza czasem i okolicznościami. Przeczytaj XIII-wieczny dyskurs zen, sięgnij po „Św. Jana od krzyża” i posłuchaj najnowszego albumu Leonarda Cohena, a natychmiast znajdziesz się w tym samym miejscu. Mistycyzm to niemal niezmienny rytm i prawda zza kulis, która stoi za wszystkimi zmieniającymi się powierzchniami i zmianami na świecie”.
Pan Iyer: O mój Boże, naprawdę mi się to podoba. [ śmiech ] Nadal w to wierzę.
Pani Tippett: [ śmiech ] Czy mistycyzm odgrywa inną, nową czy też rozszerzającą się rolę w zglobalizowanym świecie, w świecie XXI wieku?
Pan Iyer: Myślę, że w przyspieszonym świecie tak, ponieważ uważam, że bardziej niż kiedykolwiek musimy zakorzenić się w tym, co jest poza czasem i większe od nas, a nie zawarte w najnowszej aktualizacji CNN. Wspaniale jest wiedzieć, co wydarzyło się dwie sekundy temu na Grammy lub, co jeszcze ważniejsze, w Iraku. Ale nie możemy zacząć tego rozumieć, dopóki nie będziemy mieć większego, bardziej przestronnego płótna, na którym to umieścimy. W tym sensie jest to zabawne — kiedy czytasz ten opis mistycyzmu, brzmi on dokładnie jak mój opis mojej pustelni. Myślę, że prawdopodobnie używałem tych terminów jako niemal wymiennych. Ale jeśli mistycyzm jest słowem określającym stan, w którym jesteśmy głębsi i mądrzejsi od siebie, albo przynajmniej możemy słuchać czegoś w sobie, co wydaje się o wiele większe niż my sami, to z pewnością potrzebujemy tego bardziej niż kiedykolwiek, ponieważ wyobrażam sobie, że w XIX wieku, powiedzmy, gdy było o wiele mniej oczywistych rozrywek, może to romantyczne pojęcie, ale wyobrażam sobie, że ludzie byli w stanie usłyszeć lepszą część siebie nieco częściej.
Trudno to usłyszeć w zgiełku współczesności i zauważam, że ludzie coraz częściej mówią o przebijaniu się przez hałas. To jest to, co naprawdę musimy zrobić. Przypuszczam, że mistycyzm jest sposobem na przebicie się przez kakofonię chwili i przypomina nam, co jest rzeczywiste, a następnie przypomina nam, jak reagować na rzeczywistość i oddawać jej sprawiedliwość.
Może to odnosi się do drugiej części twojego pytania, która mówi, że piękno mistycyzmu polega na tym, że jest to miejsce, w którym rozróżnienia się rozpuszczają i gdzie nie ma ciebie i mnie, nie ma wschodu i zachodu, nie ma starego ani nowego. Jesteśmy w miejscu poza dualizmami i poza sztuczkami umysłu, naprawdę, wracając do twojego punktu o byciu intelektualistą. Jesteśmy w tej przestrzeni, w której nie jesteśmy poza światem, wydając osądy i rozróżnienia. Jesteśmy w pewnej prawdzie, której nawet nie musimy nazywać, ale jest to miejsce, w którym zbiegają się wszystkie te wielkie tradycje. Więc jeśli Rumi i Jan od Krzyża, Mistrz Eckhart i DÅgen, wielki nauczyciel zen, mieliby ze sobą rozmawiać, każdy mógłby mówić w języku i w ramach swojej konkretnej tradycji, ale to, o czym by rozmawiali, byłoby czymś, co każdy z nich uznałby za swoją najbardziej intymną rzeczywistość.
Pani Tippett: I żadne z ich słów nie dotrze wystarczająco daleko, prawda?
Pan Iyer: Dokładnie. Mistycyzm to miejsce, gdzie kończą się wszystkie słowa, wyjaśnienia.
Pani Tippett: Rzadko widzę, żebyś mówiła o Bogu i naprawdę czuję, że to, co właśnie powiedziałaś, jest tak wymowne. I z pewnością Bóg jest jedną z tych rzeczywistości, na które możemy wskazać tylko słowami. Nie wiem, czy masz poczucie Boga, czy unikasz tego języka, czy po prostu go nie widzę?
Pan Iyer: Ma Pan rację. To język, którego unikam. Pamiętam, że jako mały chłopiec, kiedykolwiek widziałem coś napisanego wielkimi literami, coś we mnie się wzdrygało. Ale dziwnym trafem, dwa tygodnie temu ktoś nagle, zupełnie znikąd, zapytał mnie: „Czym jest Bóg?”. A ja powiedziałem: „Rzeczywistość”.
Myślę, że ma to wiele implikacji. Ale zazwyczaj powiedziałbym, że z pewnością użyłbym słowa boski, tak jak ty i ja użyliśmy wcześniej w tej dyskusji. Myślę, że wszyscy mamy w sobie coś niezmiennego, ogromnego i całkowicie niezgłębionego. Jestem bardzo szczęśliwy, jeśli chrześcijanin nazywa to Bogiem, a muzułmanin Allahem, a buddysta rzeczywistością lub czymś innym. Ponownie, nie sądzę, że nazwy mają aż tak duże znaczenie, ale prawda jest bardzo, bardzo ważna i myślę, że to jest fundamentalna prawda, której nie możemy sobie pozwolić stracić z oczu.
Kiedy wcześniej mówiłeś o moim poszukiwaniu duchowych miejsc i ludzi, przypuszczam, że stało się tak dlatego, że w bardzo młodym wieku zauważyłem, że sam nie mam jednej ustalonej religii, że ludzie, którzy mieli zobowiązania religijne, wydawali się działać z taką życzliwością, bezinteresownością i jasnością, że pomyślałem, że to są ludzie, od których chcę się uczyć. Uczyłem się od nich, że słuchają Boga, a co ważniejsze, czasami są Mu posłuszni i są Mu posłuszni, gdy Bóg prosi ich o niemożliwe rzeczy. Ale mimo to wiedzieli, że tam właśnie leży ich zobowiązanie. Nie mogę zacząć mówić, jak bardzo doceniam i podziwiam tych, którzy uczynili Boga centrum swojego życia, lub w przypadku Dalajlamy, mógłby powiedzieć, że rzeczywistość jest centrum jego życia, ale to jest wariacja na ten sam temat.
Pani Tippett: Prowadzisz bardzo proste życie, ale piszesz książki, które ludzie czytają. Kilka razy w ostatnich latach ukazały się artykuły w The New York Times , a jeden napisałeś kilka lat temu, może podczas pisania książki o ciszy. Czy nazywała się „The Joy of Quiet”? Czy tak?
Pan Iyer: Tak.
Pani Tippett: Zakończyłaś słowami — byłaś w swoim klasztorze, swoim tajnym domu, jak mówisz, w Kalifornii, jeśli się nie mylę. Mówiłaś o — wyjściu na spacer, rozmowie z kimś, kto pracuje w MTV, przyprowadza tam swoje małe dzieci, więc wprowadza je w radość ciszy. Miałaś kwestię, która po prostu utkwiła mi w pamięci na końcu. Napisałeś: „Dziecko jutra, zdałem sobie sprawę, może być przed nami w kwestii wyczuwania nie tego, co nowe, ale tego, co istotne”. Chciałem ci to tylko przeczytać. To bardzo piękne.
Pan Iyer: Cóż, dziękuję za tak wielki komplement. Zakończyłem ten fragment tym zdaniem, ponieważ zacząłem go od opisu, że jadę na konferencję do Singapuru pod tytułem „Marketing dla dziecka jutra”. Więc ten fragment naprawdę przechodzi od profanum do sacrum, lub przechodzi od serca świata, gdzie dziecko jutra jest postrzegane w tym samym zdaniu co marketing, do tego, co naprawdę wesprze dziecko jutra, co jest dalekie od rynku i jest czymś bardziej zbliżonym do ciszy. Właściwie, cudownie miałem redaktorkę w The New York Times, która rzucała mi tymi rzeczami i która również zamówiła książkę TED kilka lat temu. Zupełnie niespodziewanie, chociaż nigdy się nie spotkaliśmy, powiedziała: „Dlaczego nie napiszesz tekstu o ciszy?” Potem powiedziała: „Dlaczego nie napiszesz tekstu o lęku?” I „Dlaczego nie napiszesz tekstu o cierpieniu?” Byłem tak szczęśliwy, że miałem okazję porozmawiać o tych rzeczach. I jak powiedziałeś, byłem mile zaskoczony, że „New York Times” chciał je umieścić na pierwszych stronach gazet, jako sprostowanie do zaistniałej sytuacji.
Pani Tippett: Chcę zadać pani to wielkie pytanie. Jak rozwinęło się pani poczucie tego wielkiego, ożywiającego pytania, które stoi za naszymi tradycjami duchowymi, ale także uniwersalnego pytania ludzkiego: Co to znaczy być człowiekiem?
Pan Iyer:Myślę, że bycie człowiekiem naprawdę oznacza bycie połączonym. Jestem raczej samotną duszą i dużo mówiłem o ciszy i spokoju, ale myślę, że to tylko stacje pośrednie. To miejsca tankowania. To zabawne, że kiedy jedziemy na lotnisko, jest tak wiele stacji ładowania urządzeń, a bardzo mało dla naszej duszy.
Pani Tippett: Jasne. [ śmiech ] Nagle pojawiło się mnóstwo stacji ładowania.
Pan Iyer: Nagle. I szybko zdajemy sobie sprawę, że tylko wtedy, gdy doładujemy naszą duszę, możemy lepiej wykorzystać nasze urządzenia. Częścią moich obaw dotyczących ery cyfrowej jest to, że jej piękno polega na tym, że możemy nawiązać kontakt z ludźmi w odległych zakątkach ziemi. Wyzwaniem jest to, że czasami tracimy kontakt z samymi sobą, zwłaszcza z naszym głębszym ja. I wtedy jesteśmy bardziej skłonni definiować siebie w kategoriach tego, co nie ma znaczenia i co nie potrwa zbyt długo, czy to nasz wygląd, nasze finanse, czy nasze CV. I nie sądzę, aby ktokolwiek stał się bogatszy, jeśli zdefiniuje siebie w tych kategoriach. Więc myślę, że bycie człowiekiem oznacza próbę znalezienia najlepszej części siebie, która jest w rzeczywistości poza nami, o wiele mądrzejsza od nas, i posiadanie jej do podzielenia się z każdym, na kim nam zależy.
[ muzyka: „Dilate” Wesa Swinga ]
Pani Tippett: Pico Iyer jest autorem ponad tuzina książek, w tym The Open Road: The Global Journey of the Fourteenth Dalai Lama i The Art of Stillness: Adventures in Going Nowhere . Obecnie pracuje nad dwiema nowymi książkami na 2019 r.: Autumn Light i A Beginner's Guide to Japan .
[ muzyka: „Akiko” zespołu Guitar ]
Pracownicy: W skład On Being wchodzą Chris Heagle, Lily Percy, Mariah Helgeson, Maia Tarrell, Marie Sambilay, Erinn Farrell, Laurén Dørdal, Tony Liu, Bethany Iverson, Erin Colasacco, Kristin Lin, Profit Idowu, Casper ter Kuile, Angie Thurston, Sue Phillips, Eddie Gonzalez, Lilian Vo, Lucas Johnson, Damon Lee, Suzette Burley, Katie Gordon i Zack Rose.
Pani Tippett: Nasza piękna muzyka przewodnia jest dostarczana i komponowana przez Zoë Keating. A ostatni głos, który słyszysz śpiewając nasze napisy końcowe w każdym programie, należy do hiphopowej artystki Lizzo.
On Being powstało w American Public Media. Nasi partnerzy finansujący to:
John Templeton Foundation. Wspieranie badań naukowych i dialogu obywatelskiego na temat najgłębszych i najbardziej zagadkowych pytań, przed którymi stoi ludzkość: Kim jesteśmy? Dlaczego tu jesteśmy? I dokąd zmierzamy? Aby dowiedzieć się więcej, odwiedź templeton.org .
Fetzer Institute, pomagający budować duchowe fundamenty dla kochającego świata. Znajdź ich na fetzer.org .
Fundacja Kalliopeia działa na rzecz stworzenia przyszłości, w której uniwersalne wartości duchowe będą stanowić podstawę sposobu, w jaki będziemy dbać o nasz wspólny dom.
Humanity United, promowanie godności człowieka w kraju i na całym świecie. Dowiedz się więcej na humanityunited.org, części Omidyar Group.
Fundacja Henry'ego Luce'a wspierająca inicjatywę Public Theology Reimagined.
Fundacja Osprey — katalizator pełnego mocy, zdrowego i spełnionego życia
Oraz Lilly Endowment, prywatna fundacja rodzinna z siedzibą w Indianapolis, która wspiera interesy swoich założycieli w zakresie religii, rozwoju społeczności i edukacji.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
3 PAST RESPONSES
We need to Be Mindful of the Impact of Travel on Our Planet ♡ It Contributes to climate change and the 6th mass extinction. All Worlds Are Within Us. And there is Always work to do right Here, right Now, where we Are. Starting with Creating a planet of True Equality and Unity. A planet where the children of All species are put First. A planet that has eliminated preventable child mortality, eliminated pollution and wasted resource, eliminated the -isms and generational trauma that plague us. We Need to See and Honor the Spiritual as the Seed of the physical. A Shift in Mindset. #ConsciousProCreation #OneBeing #OnePlanet #United
We need to Be Mindful of the Impact of Travel on Our Planet ♡ It Contributes to climate change and the 6th mass extinction. All Worlds Are Within Us. And there is Always work to do right Here, right Now, where we Are. Starting with Creating a planet of True Equality and Unity. A planet where the children of All species are put First. A planet that has eliminated preventable child mortality, eliminated pollution and wasted resource, eliminated the -isms and generational trauma that plague us. We Need to See and Honor the Spiritual as the Seed of the physical. A Shift in Mindset. #ConsciousProCreation #OneBeing #OnePlanet #United
Pico Iyer is on a Grand Journey indeed! I trust he will find his way Home eventually. I suspect Benedictine hospitality is part of the finding? }:- ❤️