Z książki In an Unspoken Voice: How the Body Releases Trauma and Restores Goodness autorstwa Petera Levine’a, wydanej przez North Atlantic Books, copyright © 2010 by Peter Levine. Przedruk za zgodą wydawcy.
Większość ludzi uważa traumę za problem „psychiczny”, a nawet „mózgowy”.
zaburzenie”. Jednak trauma to coś, co dzieje się również w ciele. Stajemy się przestraszeni lub, na zmianę, załamujemy się, przytłoczeni i pokonani bezradnym strachem. Tak czy inaczej, trauma pokonuje życie.
Stan przerażenia na śmierć został przedstawiony w różnych wielkich mitologiach kulturowych. Oczywiście jest Gorgona Meduza, która zamienia swoje ofiary w kamień, wystawiając je na własne szeroko otwarte, przerażone spojrzenie. W Starym Testamencie żona Lota zostaje zamieniona w słup soli jako kara za bycie świadkiem przerażającego zniszczenia Sodomy i Gomory. Jeśli te mity wydają się zbyt odległe, wystarczy spojrzeć na dzieci na całym świecie bawiące się w „posągi”. Ile niezliczonych pokoleń dzieci używało tej gry, aby pomóc im opanować pierwotny strach (często czający się w ich snach) bycia przerażonym na śmierć? Do tych historii możemy dodać nasz współczesny mit „choroby”, którą psychiatria nazwała zespołem stresu pourazowego lub PTSD. Rzeczywiście, w porównaniu z mitologiami historycznymi, współczesna nauka ma pewne zalety i wady w dokładnym zrozumieniu uniwersalnego ludzkiego doświadczenia przerażenia, horroru, obrażeń i straty.
Rdzenni mieszkańcy Ameryki Południowej i Mezoameryki od dawna rozumieli zarówno naturę strachu, jak i istotę traumy. Co więcej, zdawali się wiedzieć, jak ją przekształcić za pomocą swoich szamańskich rytuałów uzdrawiania. Po kolonizacji przez Hiszpanów i Portugalczyków, rdzenna ludność zapożyczyła słowo susto , aby opisać, co dzieje się w traumie. Susto można graficznie przetłumaczyć jako „paraliż strachu” i „utratę duszy”. [1] Każdy, kto doznał traumy, wie, że najpierw paraliżuje go strach, a następnie poczucie osamotnienia, utraty drogi w świecie, odcięcia od własnej duszy.
Kiedy słyszymy termin paraliż ze strachu , możemy pomyśleć o przestraszonym jeleniu, oszołomionym przez światła nadjeżdżających samochodów. Ludzie reagują podobnie na traumę: tak Nancy, jej przerażona twarz z szeroko otwartymi oczami i zamrożona w strachu. Starożytni Grecy również uważali traumę za paraliżującą i cielesną. Zeusa i Pana wzywano, aby zaszczepić wrogowi strach i paraliż w czasie wojny. Obaj mieli zdolność „zamrażania” ciała i wywoływania „ paniki ”. A w wielkich eposach Homera, Iliadzie i Odysei, trauma była przedstawiana jako bezwzględnie destrukcyjna dla siebie i rodzin.
W czasie amerykańskiej wojny secesyjnej — gdy młodzi mężczyźni zostali nagle wystawieni na widok swoich towarzyszy rozrywanych na strzępy przez ogień armatni; na hałas i przerażenie chaosu; i na cuchnące, gnijące ciała wykraczające poza wszystko, na co byli przygotowani — terminem używanym do opisania traumatycznego załamania po walce było serce żołnierza. * Nazwa ta oddawała zarówno niespokojne, arytmiczne serce, łomoczące w bezsennym przerażeniu, jak i rozpacz wojny, zabijanie braci przez braci. Innym terminem z czasów wojny secesyjnej była nostalgia , być może odnosząca się do nieustannego płaczu i niemożności pozostania zorientowanym na teraźniejszość i kontynuowania życia.
Krótko przed I wojną światową Emil Kraepelin, we wczesnym systemie diagnostycznym opublikowanym około 1909 r., nazwał takie załamanie stresowe „nerwicą strachu” [2] . Po Freudzie rozpoznał traumę jako stan wynikający z przytłaczającego stresu. Freud zdefiniował traumę jako „naruszenie bariery ochronnej przed stymulacją [(nadmierną) stymulacją — mój dodatek], prowadzące do uczucia przytłaczającej bezradności”. Definicja Kraepelina została w dużej mierze utracona w nomenklaturze traumy, jednak rozpoznała ona centralny aspekt strachu — chociaż słowo „nerwica” ma pejoratywne konotacje.
W następstwie I wojny światowej trauma bojowa odrodziła się jako szok postrzałowy , prosty, szczery i bezpośredni. Ta bezceremonialnie opisowa fraza niemal brzmi jak oszalały wybuch pocisków, rozbijając oszołomionych i uwięzionych mężczyzn, doprowadzając do niekontrolowanego trzęsienia się, oddawania moczu i kału w zimnych, mokrych okopach. Podobnie jak susto, to surowe, opisowe określenie nie miało w sobie nic dystansującego, beznamiętnego ani zdezynfekowanego.
Jednak w czasie II wojny światowej wszelkie prawdziwe odniesienia do cierpienia żołnierzy zostały pozbawione godności i wykastrowane do zmęczenia walką lub nerwicy wojennej . Pierwszy termin sugerował, że jeśli żołnierz posłucha rady babci i dobrze wypocznie, wszystko będzie po prostu w porządku. To lekceważące minimalizowanie było szczególnie obraźliwe, a nawet ironiczne, biorąc pod uwagę głęboko zaburzoną zdolność cierpiącego żołnierza do regenerującego snu. Jeszcze bardziej poniżające było pejoratywne użycie słowa nerwica , sugerujące, że „szok powypadkowy” żołnierza był w jakiś sposób spowodowany „wadą charakteru” lub dokuczliwą osobistą słabością — być może „kompleksem Edypa” — a nie całkowicie właściwym strachem przed wybuchającymi pociskami lub surowym żalem po poległych towarzyszach broni i horrorem zabijania ludzi przez ludzi. Te nowsze określenia oddzielały cywilów, rodziny i lekarzy od surowej rzeczywistości głębokiego cierpienia żołnierzy.
W następstwie wojny koreańskiej, cała pozostała gorycz została wycięta z kolejnego pokolenia terminologii traumy wojennej. Termin używany tutaj na określenie traumy bojowej, wyczerpanie operacyjne (które zostało wskrzeszone jako wyczerpanie operacyjne bojowe dla wojny w Iraku ), z pewnością nie miał nic poważnego ani prawdziwego w odniesieniu do okropności wojny. Był to termin zobiektywizowany, bardziej odnoszący się do dzisiejszego laptopa, gdy był zbyt długo włączony i wymagał ponownego uruchomienia.
Wreszcie, obecna terminologia, w dużej mierze wywodząca się z doświadczeń wojny w Wietnamie, to zespół stresu pourazowego. Jako PTSD, powszechne zjawisko przerażenia i paraliżu — w którym układ nerwowy został napięty do granic wytrzymałości, pozostawiając ciało, psychikę i duszę rozbitą — jest teraz w pełni oczyszczone jako medyczne „zaburzenie”. Z własnym wygodnym akronimem i służąc beznamiętnej naturze nauki, archetypowa reakcja na rzeź została teraz sztucznie odcięta od jej niszczycielskich korzeni. Tam, gdzie kiedyś była trafnie przekazywana za pomocą terminów paraliż ze strachu i szok pourazowy, teraz jest po prostu zaburzeniem, zobiektywizowanym zbiorem konkretnych i mierzalnych objawów; diagnozą podatną na protokoły badań nabytych, niezależne firmy ubezpieczeniowe i strategie leczenia behawioralnego. Podczas gdy ta nomenklatura zapewnia obiektywną naukową legitymację bardzo realnemu cierpieniu żołnierzy, bezpiecznie oddziela również lekarza od pacjenta. „Zdrowy” („chroniony”) lekarz leczy „chorego” pacjenta. To podejście pozbawia mocy i marginalizuje cierpiącego, pogłębiając jego poczucie wyobcowania i rozpaczy. Mniej zauważalne jest prawdopodobne wypalenie u niechronionego uzdrowiciela, który został sztucznie wyniesiony na niepewny piedestał jako fałszywy prorok.
Niedawno młody weteran z Iraku nie zgadzał się z nazywaniem swojego bólu bojowego PTSD i zamiast tego, w sposób przejmujący odniósł się do swojego bólu i cierpienia jako PTSI — „ja” oznaczające „urazy”. To, co mądrze zauważył, to to, że trauma jest urazem, a nie zaburzeniem takim jak cukrzyca, które można leczyć, ale nie wyleczyć. Natomiast uraz spowodowany stresem pourazowym jest raną emocjonalną, podatną na uzdrawiającą uwagę i transformację.
Mimo to model medyczny nadal istnieje. Działa on (można by tak rzec) dość skutecznie w przypadku chorób takich jak cukrzyca i rak, w których lekarz posiada całą wiedzę i dyktuje niezbędne interwencje dla chorego pacjenta. Nie jest to jednak przydatny paradygmat leczenia traumy. Trauma nie jest chorobą w klasycznym sensie, lecz głębokim doświadczeniem „choroby” lub „zaburzenia”. Tutaj potrzebny jest proces współpracy i regeneracji z lekarzem jako przewodnikiem pomocniczym i położną. Lekarz, który upiera się przy zachowaniu swojej chronionej roli „zdrowego uzdrowiciela”, pozostaje oddzielony, broniąc się przed ostateczną bezradnością, która czai się niczym widmo w życiu każdego z nas. Odcięty od własnych uczuć, taki lekarz nie będzie w stanie połączyć się z cierpiącym. Brakować będzie kluczowej współpracy w powstrzymywaniu, przetwarzaniu i integrowaniu okropnych wrażeń, obrazów i emocji pacjenta. Osoba chora pozostanie zupełnie sama, zmagając się z koszmarami, które ją przytłoczyły i zniszczyły jej zdolność do samoregulacji i rozwoju.
W typowej terapii, która jest wynikiem takiego izolującego nastawienia, terapeuta nakazuje osobie cierpiącej na PTSD przejęcie kontroli nad swoimi uczuciami, radzenie sobie z odbiegającymi od normy zachowaniami i zmianę dysfunkcyjnych myśli.
Porównajmy to ustawienie z tym w tradycjach szamańskich, gdzie uzdrowiciel i cierpiący łączą się, aby ponownie doświadczyć terroru, wzywając jednocześnie siły kosmiczne, aby uwolniły uścisk demonów. Szaman jest zawsze najpierw inicjowany, poprzez głębokie spotkanie z własną bezradnością i poczuciem rozbicia, zanim przyjmie płaszcz uzdrowiciela. Takie przygotowanie może sugerować model, w którym współcześni terapeuci muszą najpierw rozpoznać i zaangażować się we własne traumy i rany emocjonalne. *
Siła mitu
Mitologia jest funkcją biologii
-Joseph Campbell
w Mit i ciało
Uzdrawianie zostało utrudnione przez nomenklaturę i paradygmat, które oddzielając uzdrowiciela od rannego, zaprzeczają uniwersalności naszych reakcji na terror i przerażenie. Dążenie do ożywienia współczesnego podejścia do leczenia traumy wymaga, aby każdy z nas połączył się ze swoją biologiczną wspólnotą jako istot instynktownych; w ten sposób łączy nas nie tylko nasza wspólna podatność na strach, ale także nasza wrodzona zdolność do przekształcania takich doświadczeń. Podążając za tym powiązaniem, możemy wiele nauczyć się z mitologii i od naszych zwierzęcych braci. To właśnie połączenie heroicznego mitu i biologii („mito-biologii”) pomoże nam zrozumieć korzenie i mysterium tremendum traumy.
Meduza
Mitologia uczy nas odważnego stawiania czoła wyzwaniom. Mity to archetypowe opowieści, które po prostu i bezpośrednio dotykają sedna naszego bytu. Przypominają nam o naszych najgłębszych tęsknotach i ujawniają nam nasze ukryte siły i zasoby. Są również mapami naszej zasadniczej natury, ścieżkami, które łączą nas ze sobą, z naturą i z kosmosem. Grecki mit o Meduzie uchwyca samą istotę traumy i opisuje jej ścieżkę do transformacji.
W greckim micie ci, którzy spojrzeli Meduzie prosto w oczy, zostali natychmiast zamienieni w kamień... zamrożeni w czasie. Zanim Perseusz postanowił pokonać tego wężowłosego demona, zwrócił się o radę do Ateny, bogini wiedzy i strategii. Jej rada była prosta: pod żadnym pozorem nie powinien patrzeć bezpośrednio na Gorgonę. Biorąc sobie do serca radę Ateny, Perseusz użył ochronnej tarczy przymocowanej do ramienia, aby odzwierciedlić wizerunek Meduzy. W ten sposób mógł odciąć jej głowę, nie patrząc na nią bezpośrednio, i w ten sposób uniknąć zamienienia w kamień.
Jeśli trauma ma zostać przekształcona, musimy nauczyć się nie stawiać jej czoła bezpośrednio. Jeśli popełnimy błąd stawiając czoła traumie, Meduza, wierna swojej naturze, zamieni nas w kamień. Podobnie jak chińskie pułapki na palce, którymi bawiliśmy się jako dzieci, im bardziej zmagamy się z traumą, tym większy będzie jej uścisk na nas. Jeśli chodzi o traumę, wierzę, że „odpowiednikiem” odbijającej tarczy Perseusza jest sposób, w jaki nasze ciało reaguje na traumę i w jaki sposób „żywe ciało” uosabia odporność i uczucia dobroci.
Ale jest coś więcej w tym micie:
Z rany Meduzy wyłoniły się dwie mityczne istoty: Pegaz, uskrzydlony koń i jednooki olbrzym Chrysasor, wojownik ze złotym mieczem. Złoty miecz symbolizuje przenikliwą prawdę i jasność. Koń jest symbolem ciała i instynktownej wiedzy; skrzydła symbolizują transcendencję. Razem sugerują transformację poprzez „żywe ciało”. * Razem te aspekty tworzą archetypowe cechy i zasoby, które człowiek musi zmobilizować, aby uleczyć Meduzę (paraliż strachu) zwany traumą. Zdolność postrzegania i reagowania na odbicie Meduzy znajduje odzwierciedlenie w naszej instynktownej naturze.
W innej wersji tego samego mitu Perseusz zbiera kroplę krwi z rany Meduzy do dwóch fiolek. Kropla z jednej fiolki ma moc zabijania; kropla z drugiej fiolki ma moc wskrzeszania zmarłych i przywracania życia. Tutaj ujawnia się podwójna natura traumy: po pierwsze, jej destrukcyjna zdolność do pozbawiania ofiar ich zdolności do życia i cieszenia się życiem. Paradoks traumy polega na tym, że ma ona zarówno moc niszczenia, jak i moc transformacji i wskrzeszenia. To, czy trauma będzie okrutną i karzącą Gorgoną, czy też narzędziem wznoszenia się na wyżyny transformacji i mistrzostwa, zależy od tego, jak do niej podejdziemy.
Trauma jest faktem życia. Nie musi być jednak wyrokiem dożywotnim. Można uczyć się z mitologii, obserwacji klinicznych, neuronauki, z przyjmowania „żywego” doświadczalnego ciała i z zachowania zwierząt; a następnie, zamiast opierać się naszym instynktom, przyjąć je. Dzięki wskazówkom i wsparciu jesteśmy w stanie naśladować zwierzęta w uczeniu się (jak Nancy i ja) potrząsania i drżenia, aby powrócić do życia. Będąc w stanie wykorzystać te pierwotne i inteligentne instynktowne energie, możemy przejść przez traumę i ją przekształcić. W rozdziale 4 zaczynamy od badania naszych instynktownych korzeni, ujawnionych w doświadczeniu zwierzęcym.
* Ten opisowy termin został prawdopodobnie zapożyczony od Szwajcarów w połowie XVII wieku, gdzie nazywano go również nostalgią ( Heimweh ) — i tak, armie „neutralnych” szwajcarskich kantonów przez całe stulecia skakały sobie do gardeł!
* W przeciwnym kierunku widzimy, że maleje liczba psychiatrów w gabinetach w Stanach Zjednoczonych, którzy oferują psychoterapię. Zgodnie z wynikami dziesięcioletniego badania krajowego National Ambulatory Medical Care Survey (NAMCS), odsetek wizyt w gabinetach psychiatrycznych, które obejmowały psychoterapię, spadł z 44% w latach 1996–1997 do 29% w latach 2004–2005.
* W psychologii analitycznej Junga obraz jednookiego olbrzyma trzymającego złoty miecz przekazuje archetyp „głębokiego” (nieegoistycznego) ja.
[1] Rubel, A., O'Nell, C. i Collado-Ardon, R. (1984). Susto: choroba ludowa. Berkeley: University of California Press.
[2] Kraepelin, E. (2009). Wykłady z psychiatrii klinicznej. General Books LLC (Praca oryginalna opublikowana w 1904 r.).
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION