Z książki „Te dzikie miejsca za naszymi płotami” autorstwa Bayo Akomolafe’a,
opublikowane przez North Atlantic Books, copyright © 2017 by Bayo Akomolafe. Przedruk za zgodą wydawcy.
Skoro mowa o ciemności, czy mogę na krótko powrócić do żartobliwości światła, droga? Wiem, że mam tendencję do brzmieć jak zepsuta płyta, biorąc pod uwagę wszystkie te rozmowy o podwójnych szczelinach, cząsteczkach, komplementarności i tym wszystkim. Ale wciąż tu wracam, ponieważ świat materialny naprawdę pokazuje, że to, że coś jest zdroworozsądkowe, nie oznacza, że jest „prawdziwe”. Cóż, wciąż tu wracam, ponieważ — według twojej zazdrosnej mamy, która teraz zerka na mnie z ukosa — chcę również, abyś postrzegała mnie jako mądrą!
Rozważ to. W cieniu idealnie okrągłego obiektu znajdziesz buntowniczy błysk światła — jasny punkt pośrodku. Nie jestem tu metaforyczny. Naprawdę chcę zirytować to, co istotne, i zakłócić jego wybitność. Jaki lepszy sposób, aby to zrobić w tym przypadku, niż wskazać na światło w sercu ciemności i odwrotnie.
Znów to zjawisko wskazuje na „dyfrakcję”, co dosłownie oznacza „rozbicie”. Lubię myśleć o tym jako o porowatości — że istnieje tak pierwotna wzajemność między „rzeczami”, że nic nie „staje się”, dopóki nie „staje się-z”.
Kiedy wynalazca słowa dyfrakcja , siedemnastowieczny fizyk i ksiądz jezuita Francesco Grimaldi, skierował skupiony promień światła słonecznego do ciemnego pokoju, kierując promieniem tak, aby uderzył w cienki pręt i wytworzył cień na ekranie, odkrył, że „granica cienia [nie była] ostro zdefiniowana i że seria kolorowych pasów [leżała] w pobliżu cienia pręta”. Do tego czasu ogólne poglądy ustaliły, że fale świetlne oddziałują z powierzchniami poprzez odbicie i załamanie. Odbicie ma miejsce, gdy fale uderzają w powierzchnię i odbijają się z powrotem w kierunku źródła — dzięki temu możesz obserwować siebie w lustrze. Załamanie działa, gdy fale przenikają powierzchnię, przesuwając pewne kąty od ogólnego kierunku fal. Na przykład, gdy zanurzysz rękę w basenie lub wiadrze z wodą, twoja ręka może wydawać się odcięta od reszty ramienia lub po prostu śmieszna. Kiedy Grimaldi przeprowadził swój eksperyment, pokazał on, że światło zachowuje się w nieoczekiwany sposób. Wyglądało to tak, jakby światło uginało się na krawędziach przedmiotów, tworząc rozmyte krawędzie i kolorowe pasma:
Zastępując cienki pręt prostokątnym ostrzem, obserwuje on prążki dyfrakcyjne — pasma światła wewnątrz krawędzi cienia. Pasma światła pojawiają się wewnątrz obszaru cienia — obszaru potencjalnej całkowitej ciemności; a pasma ciemności pojawiają się poza obszarem cienia. [1]
Praca Grimaldiego miała później zainspirować Thomasa Younga w XIX wieku do zmontowania jego aparatu z podwójną szczeliną. Jednak praca Grimaldiego już pokazywała, że „nie ma ostrej granicy oddzielającej światło od ciemności: światło pojawia się w ciemności w świetle wewnątrz”. W rzeczywistości „ciemność nie jest po prostu nieobecnością.… [To] nie jest wygnane inne światło, ponieważ nawiedza ono swoje własne wnętrze”. [2]
To prawda w odniesieniu do wszystkiego, co fizyczne. Nic nie jest kompletne; wszystko ulega „rozbiciu” w swoim współpowstaniu z „innymi rzeczami”. Przyjrzyj się uważnie światłu, a nawiedzają je cienie — a następnie obserwuj cienie, a zobaczysz ślady światła. Światło i ciemność nie są przeciwieństwami ani wyobcowanymi siłami kosmicznymi, które jedna strona musi pokonać — ponieważ nie ma „stron”.
Gloria Anzaldua pisze:
Jest ciemność i jest ciemność. Chociaż ciemność była „obecna” zanim świat i wszystkie rzeczy zostały stworzone, jest ona utożsamiana z materią, tym co macierzyste, tym co zarodkowe, z potencjałem. Dualizm światła/ciemności nie pojawił się jako symboliczna formuła moralności, dopóki pierwotna ciemność nie została rozdzielona na światło i ciemność. Teraz Ciemność, moja noc, jest utożsamiana z negatywnymi, podstawowymi i złymi siłami – męskim porządkiem rzucającym swój podwójny cień – a wszystkie te są utożsamiane z ludźmi o ciemnej karnacji. [3]
Mimo że ciemność jest przedstawiana jako zło lub nieobecność, nie jest to po prostu przypadek. Pomyśl o tym, droga: czyż rzeczy nie rosną w ciemnych miejscach? Nasiona drżą i pękają w ciemności gleby; dzieci rosną w ciemnościach macicy; fotografie potrzebują ciemni, aby prawidłowo się rozwinąć; i chociaż światło jest często centralizowane jako główny „składnik” w produkcji widzenia biologicznego, widzenie nie byłoby możliwe bez pośrednictwa ciemności (jeśli praca płata potylicznego, spowita cieniem, jest czymś godnym uwagi). Nic dziwnego, że Jung zauważył, że ciemność „ma swój własny, szczególny intelekt i swoją logikę, które należy traktować bardzo poważnie”. [4]
Ciemność nie jest brakiem światła, jak byliśmy zmuszeni wierzyć. To sam taniec światła — to światło w zachwytliwej kontemplacji samej siebie, w poetyckiej adoracji własnych konturów i zmysłowych niuansów. I nigdy tego nie zobaczymy, jeśli nie dołączymy do niej, chyba że będziemy podziwiać jej szybkie kroki, chyba że zostaniemy wciągnięci w jej świąteczną farsę realności, w jej chaotyczny występ, w jej odurzający obrót, w pełnym objęciu jej ekstrawaganckiego spoconego walca — bo kiedy to zrobimy, zdamy sobie sprawę, że cienie są jedynie przestrzeniami, które czule pozostawiła, abyśmy mogli postawić nasze stopy.
Dyfrakcja pokazuje zatem, że świat nieustannie różnicuje się i splątuje (jednocześnie) w licznych produkcjach zjawisk. Ta powtarzalność nie ma ustalonego wzorca i nie tworzy ostatecznej formuły. Jako taka „nie ma absolutnej granicy między tu-teraz a tam-wtedy. Nie ma nic nowego; nie ma nic, co nie jest nowe”. [5] Rozciągnięta w swoje rozległe niuanse, Barad sugeruje, że nawet życie i śmierć, ożywione i nieożywione, wewnątrz i na zewnątrz, ja i inni, prawda i fałsz nie są od siebie oddzielone. Rzeczy, które nazywamy przeciwieństwami, są już aktywnie uwikłane w siebie nawzajem.
Jednak żyjemy w dużej mierze w świecie rządzonym przez królestwo Światła, a to światło oznacza gwałtowną i forsowną dychotomizację świata. Potrzebuje on wszystkiego uporządkowanego i łatwego do skategoryzowania. Nie może sobie pozwolić na to, aby rzeczy rozlewały się na siebie. Potrzebuje binarności — wnętrza i zewnętrza. Rzeczy, które spadają na zewnątrz, są zatem uważane za złe, chaotyczne i zepsute. Jak zauważa Stanton Marlan w swojej książce The Black Sun—the Alchemy and Art of Darkness , ta przemoc jest endemiczna dla nowoczesności, która ucieleśnia to dążenie do totalizującego światła i kryje w sobie metafizykę separacji — falliczne, „zdominowane przez mężczyzn” odrzucenie wszystkiego, co jest „inne” i demonizację ciemności. Nowoczesność „przygotowuje grunt pod masową represję i dewaluację „ciemnej strony” życia psychicznego. Tworzy całość, która odrzuca przerwanie i odmawia innego z wnętrza swojego narcystycznego zamknięcia”. [6] Marlan, identyfikując tę gwałtowną dychotomizację życia orgazmicznego jako działania podejmowane przez mityczną/alchemiczną postać Króla Słońce i jego „heliopolitykę”, uważa, że musimy zbliżyć się do Czarnego Słońca, które często wykluczamy w naszym głodzie fetyszowego światła.
Jeśli praca materializmu feministycznego polega na rozbijaniu zapieczętowanych miejsc, kwestionowaniu ontologicznego uwięzienia rzeczy w kategoriach kartezjańskich i pokazywaniu, jak rzekomo sprawiedliwi i oddzieleni są już współwinni „zbrodni” uwikłania (żeby rozciągnąć metafory prawne!), to powinniśmy zwrócić uwagę na interesującą propozycję, że nasze życie psychiczne jest bogato haftowane ciemnością. A życie z nieuchronnością ciemności, spotykanie się z ciemnością na jej własnych warunkach, uznawanie, że ciemność ma swoje własne prerogatywy, które są inne niż oświecenie, zamiast próbować ją naprawić, spojrzeć poza nią lub uczynić z niej środek do światła, staje się naszym zaciekłym celem. To znaczy, otwieranie zamknięć — jednym z nich jest zamknięcie ciemnego życia psychicznego — może pomóc nam zrozumieć, jak w naszym współczesnym przychodzeniu i odchodzeniu szczęście jest tak łatwo fetyszyzowane, tak namiętnie poszukiwane, a jednak tak bezczelnie deficytowe.
Mój przyjaciel, Charles Eisenstein — z którego synem Carym bawiłeś się kiedyś w Nowym Jorku, gdy byłeś na drugim roku — opowiedział mi historię o kobiecie, którą poznał i która emanowała rozgrzewającą serce i magnetyczną radością. Wyruszył na łowy, próbując wywęszyć jakąś historię. Zapytał ją: „Dlaczego jesteś taka szczęśliwa?” Kobieta odpowiedziała: „Bo umiem płakać”.
Jeśli wydaje się to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, to nie jesteś jedyną osobą, która tak czuje. Gorączkowe dążenie do szczęścia jest tak święte dla współczesnego życia i naszego pojmowania ludzkiej emocjonalności, że jest dosłownie zapisane w konstytucji pewnego zachodniego narodu. Zakładamy, że szczęście ma cechy kartezjańsko-newtonowskie — daną stabilność, określone właściwości i wagę — i że możemy je po prostu zgromadzić. Możemy być szczęśliwsi niż nasi sąsiedzi po drugiej stronie płotu, jeśli zgromadzimy więcej rzeczy dla siebie. Łatwiej zrozumieć, dlaczego — po koszmarach II wojny światowej i szybkiej industrializacji i proliferacji produktów komercyjnych, które ona wywołała — globalna kultura zaczęła kojarzyć produkty i dobra ze szczęściem. Dzięki coraz bardziej wyrafinowanym reklamom sprzedawano marzenie: kupuj więcej, bądź szczęśliwszy. Nieszczęsna kultura marnotrawstwa i zaplanowanej przestarzałości wyłoniła się wraz z tą helio-psychologią.
Nie mogę nie wyobrażać sobie, że to Fetish Happiness, ta stała „rzecz” zamrożona w gwałtownym świetle nowoczesności — z wykluczeniem jej ciemności — jest również sprawcza i subtelnie organizuje nowoczesne społeczeństwo w tej fantazji przybycia. W wyścigu do mety. Innymi słowy, całkowite szczęście współtworzy kolonialne elizje i ich redukcjonizmy, kapitalizm-eksplozja, a nawet teleologiczną pielgrzymkę do nieba i ostatecznych nagród, która charakteryzuje główne religie. Jest to szczęście ustabilizowane jako wieczne rozciąganie — „szczęśliwe zakończenie” — bez korodującej plamy smutku, która pulsuje bezgłośnie.
Ponownie przychodzą mi na myśl słowa uzdrowiciela Joruba: „Przegnałeś ciemność swoim wielkim rozwojem i pigułkami, a teraz musisz ją znaleźć. Musisz udać się do lasu, aby znaleźć ciemność”.
To generuje całkiem sporo paszy dla naszego wzajemnego rozważenia, droga. Zobaczę, czy mogę je przeanalizować w ten sposób:
Po pierwsze, zaproszenie do „znalezienia ciemności” lub poszukiwania jej na jej własnych zasadach jest szokujące dla współczesnej kontemplacji. Jeśli ciemności w ogóle przyznaje się jakiekolwiek efekty, to jako środek do celu. Człowiek ma przejść oczyszczenie środków, aby osiągnąć cel. Jako takie, koncepcja życia psychicznego jako „światła na końcu tunelu” releguje ciemność do drugorzędnego statusu. Szamańskie zaproszenie do poszukiwania ciemnych miejsc odwraca tę koncepcję do góry nogami i przyznaje ciemności „równy” status: ciemność jest tak samo środkiem do światła, jak światło jest środkiem do ciemności.
W rzeczywistości tradycja szamanów jest zgodna z archetypem oszusta. Od Joruba Eshu (który jest również opisywany jako „pierwsza cząstka” — ten, który przynosi równowagę) i Maui (polinezyjskie bóstwo, którego sztuczki i oszustwa dały nam ziemię) do Prometeusza (oszukującego greckiego boga, który stworzył śmiertelników i dał im ogień) i Pana (rogatego strażnika dziczy), oszust jest czarną owcą panteonu — nie dlatego, że jego/jej żarty są złe, ale dlatego, że uosabia pierwotną generatywność i dyfrakcyjną pomysłowość rzeczy. Oszust jest równowagą — nie w matematycznych kategoriach określania agregatów i średnich, ale w kategoriach splątania. Życie psychiczne jest zawsze zrównoważone pośrodku rzeczy, jako współagentne znaczenie „dobra” i „zła”. Nie ma rozwiązania dla ciemności. Nigdy nie jesteśmy nie złamani; nigdy nie jesteśmy nie całością.
Po drugie, udanie się do lasu , aby znaleźć ciemność, prowadzi nas do spotkań z nieludźmi, podkreślając w ten sposób pewien rodzaj intrasubiektywnego etosu lub transaffektywności. Przyzwyczailiśmy się myśleć o myślach, uczuciach, wiedzy i wyborach jako o unikalnie ludzkich atrybutach; te psychologiczne zdarzenia rzekomo dzieją się w naszych głowach lub gdzieś za naszą skórą. Ale w świecie, który przecieka na wskroś, gdzie niczemu nie przyznano luksusu niezależności, nie możemy już myśleć w tych kategoriach. Osobowość zmieniła adres — nie jest już ucieleśniona w ludzkiej cielesnej istocie, ale w dyfrakcyjnych zaciągach rozłożonych w środowisku.
Pomysł, że emocje są postludzkie — część performatywności świata, który rekrutuje nie tylko „ludzi”, ale i nieludzi w swoim wyłanianiu się — nie jest obcy zachodniemu dyskursowi. Od momentu, gdy Freud zdekonstruował mit nieskazitelnego, racjonalnego ja, wprowadzając dzikie, nieprzewidywalne wybryki nieświadomości, ludzka postać kompostuje… jak nasiono zapoznające się ze swoim własnym zamieszaniem. Innymi słowy, wprowadził wielkie otoczenie do wielkiego wnętrza, wbijając kolejny gwóźdź do trumny idei, że nasze życie wewnętrzne jest zasadniczo prywatne dla nas. Byłem zaskoczony, gdy dowiedziałem się dość późno, że obawy Freuda dotyczące interpretacji snów były zawodową przykrywką dla jego bardziej skandalicznego zainteresowania telepatią senną — lub przekazywaniem informacji za pośrednictwem snów. [7]
Carl Jung posunął się jeszcze dalej, podkreślając nieredukowalną zbiorowość nieświadomości — malując skomplikowany obraz ekosystemu życia psychicznego, który mieści (i jest już konstytuowany przez) dziwnych towarzyszy. Poprzez dyfrakcyjną ponowną lekturę starożytnej praktyki alchemii (przykład, dlaczego „stare” jest nadal ważne i jak przyszłość może ontologicznie zwołać przeszłość) jako podróż duszy w transformacji, Jung narysował splątane linie między „ludzkimi umysłami” a metalami nieszlachetnymi.
Ponieważ istnieje cała masa historycznych doniesień na temat umysłu transustrojowego (czyli nieuniknionego splątania umysłów i ciał — nie tylko „ludzkiego” ciała), przeprowadzono wiele eksperymentów badających zdolności ESP (czyli percepcji pozazmysłowej), takie jak jasnowidzenie, prekognicja i telepatia, których implikacje mogłyby oznaczać, że dzieje się coś o wiele bardziej radykalnego, niż toleruje nowoczesność (i jej dążenie do zamknięcia).
Ale nie muszę pisać wam o mężczyznach, którzy gapią się na kozy, ani o zdolności do wcześniejszego poznania (queerowanie temporalności), aby zasugerować, że jesteśmy częścią strumienia stawania się — a nasze „wewnętrzne życie”, rzekomo odgrodzone od pogody, jest bezpośrednim skutkiem pogody. Od prostych sposobów, w jakie się komunikujemy, jakbyśmy gestykulowali w stronę świata, po „proste” sposoby, w jakie jesteśmy w stanie przewidzieć kierunek, w którym ktoś zmierza za pomocą swoich słów i dokończyć zdania, zaczynamy przemyśliwać myślenie, odczuwanie, wiedzę i komunikację jako kaskadowy występ wielu innych, docierający do nas falami i zmierzający dokądkolwiek.
Myśli nie pochodzą z „wewnątrz” ani z „zewnątrz”. Wyłaniają się „pomiędzy”. Tak samo jest z uczuciami. Lubię myśleć, że delikatne zanurzenie liścia pod ciężarem kropli rosy może wywołać serię zdarzeń, które przepływają przez nas jako (to, co nazywamy) „depresją”; i że stopiona formacja skały, poprzez działanie pogody, technologii i historii, jest doświadczana jako „radość” w określonym momencie. Lubię wyobrażać sobie, że gdy nasiono wpada do ziemi, doświadcza żalu, a jego żal spotyka się z gliniastą kobiecością gleby, i tak właśnie drzewa wyrastają z radością. Być może te chwile niewypowiedzianej ciszy, gdy głębia się wiruje, a boki jęczą, gdy słowa uciekają ci z ust, gdy pigułka lub diagnoza nie dają dużego rezultatu, gdy jedyne, czego chcesz, to wcisnąć się w najmniejsze miejsce we wszechświecie, to dlatego, że — pod każdym względem — współuczestniczysz w rozpadzie komórek imaginalnych w kokonie i znasz ból przeobrażania się w ćmę.
Być może to jest kolejna granica: nie przestrzeń zewnętrzna ani wewnętrzna, ale przestrzenie pomiędzy. Koniec z wyciąganiem pochopnych wniosków — koniec z przeskakiwaniem z już uformowanego „tu” do „tam”, unikając jednocześnie wykonania środka! Świat nie składa się z rzeczy, ale z płynących, półwypowiedzianych wypowiedzi, nigdy nie krzepnących w niezależną całość na tyle długo, aby można je było uznać za oddzielne, i zawsze będących częścią ruchu wewnątrz-ciał.
Wreszcie, kierowanie się w ciemność jest zawsze kwestią kolektywów. W szamanizmie joruba, nawet jeśli zostałeś wysłany sam do lasu, aby coś odzyskać, w tym wysiłku nadal tkwi nieredukowalna zbiorowość. W sposób, w jaki konkretny pomiar może wytworzyć światło jako cząstkę z wykluczeniem jego uzupełniającej tożsamości jako fali, jednostki są produktami polityczno-naukowo-religijno-ekonomicznych pomiarów. To, co te pomiary wycinają, to przodkowie, których śledzimy w bakteriach, kurzu i pamięci. W tym sensie wszyscy jesteśmy opętani; jesteśmy legionem.
Ale podczas gdy nowoczesność naprawia ramy, dostosowuje soczewki i zauważa tylko odizolowaną osobę, wiele rodzimych praktyk uzdrawiania przyciąga inne ciała w społeczności jako część tworzenia osoby. Jako takie, uzdrawianie w afrykańskich systemach rodzimych jest interakcyjne (lub wewnątrzakcyjne!), podczas gdy zachodnie paradygmaty, [8] jak zauważa Nwoye w swoim badaniu afrykańskiej pracy żałobnej, mają tendencję do kładzenia nacisku
na temat roli „totalitarnego”, „suwerennego” lub „samowystarczalnego” ego osoby pogrążonej w żałobie w radzeniu sobie ze smutkiem… co dało początek obecnej tendencji badaczy do medykalizacji zjawiska żałoby, promując założenie, że rozwiązanie smutku może być osiągnięte jedynie w klinice lub poprzez terapię. [9]
Terapia w tych rodzimych środowiskach nie jest naprawą, lecz zanurzeniem. To przebywanie z, schodzenie razem. Dzieje się to w wolnym tempie, w miękkich, ustępujących miejscach, gdzie logika ciemności może się rozwijać. Nie ma lekarstwa, skrótu ani objazdu. Po prostu długa, zakurzona droga przebyta z innymi. Można nawet powiedzieć, że żal podróżuje z tobą, dotyka cię, potrząsa tobą, bije cię i drapie. Ponieważ jest to jej własne istnienie, a zwłaszcza siła, na którą nie wolno patrzeć gołym okiem, najlepiej jest uszanować spontaniczność żalu i bólu. Wysiłki społeczności są zazwyczaj negocjacjami i zmaganiem się z prowizorycznością ciemnej strony życia psychicznego. Oczywiście, przewlekła negatywność może być obciążająca dla każdej społeczności i istnieje możliwość, że nawet przy wsparciu społeczności, osoba może nie znaleźć swojej drogi powrotnej. Mimo to, powszechnym założeniem jest, że każdy musi przejść przez takie chwile, że ludzie rodzą się i umierają w sposób bardziej hojny i częstszy, niż mogłoby to sugerować początek i koniec.
„Mentalny niepokój” jest wyniszczający i oczywiście zdarzają się chwile, kiedy pigułka może zdziałać cuda. Oczywiście ważne jest, aby zauważyć, że nic nie przychodzi bez swojego świata. Pigułki i terapia rozmową mogą pomóc w powrocie do zdrowia, ale wykluczają inne sposoby słuchania innych wokół nas, inne sposoby na to, aby ciemność miała swój dzień w słońcu. I tak jak w przypadku Hope, gdy ciężar powrotu do zdrowia spoczywa na podejściach redukcjonistycznych, te narzędzia mogą się odwrócić, aby trzymać nas w swoim uścisku.
Ktoś kiedyś powiedział mi, że cywilizacja to wspólna nieświadomość faktu, że nie pozbyliśmy się dzikich rzeczy i że mieszkają one „w” nas — gdzieś pod progiem normalności. Ta dzikość, ta ciemność, nie jest „innym”. Jesteśmy tu nieustannie pozyskiwani, odtwarzani i rekonfigurowani.
Tylko pod rządami Światła — apollińskiej polityki trwałości — śmierć i ciemność byłyby traktowane jako wrogowie. Być może dlatego tak trudno jest współczesnym nie myśleć, że świat istnieje dla nas, dla naszej własnej przyjemności, naszych własnych ruchów, definicji i terminów. Ale świat nie jest „zaprojektowany”, wprowadzony na miejsce ani stworzony dla naszego dobra — przynajmniej nie w absolutnym sensie, że istnieje uniwersalna harmonia czekająca na nasze przebudzenie. Świat zanurza się i wycofuje, wycofuje się i postępuje, produkuje i pożera swój własny geniusz zaledwie jednym tchem później.
Cierpienie potrzebuje nowej onto-epistemologii — nie takiej, która wyklucza je z ostatecznego rozwiązania, ale takiej, która rozpoznaje jego powiązanie z dobrostanem. Smutek musi być częścią życia, aby szczęście stało się znaczące.
Nie ma wystarczająco dużo miejsc do przeżywania żałoby, ponieważ każde miejsce przestrzega nakazów rozwoju, ale modlę się, aby w Waszym świecie były „miękkie miejsca, w których można ustąpić” — gdzie generatywność żałoby będzie mogła spotkać się z jej niepokojącą obecnością, gdzie ciemność będzie znana jako rana menstruacyjna, a porażka jako portal do dzikich światów, których nie jesteśmy w stanie pojąć.
Często Lali przypomina mi, że musisz się ruszać i mieć swój własny sposób na świecie. Mówiąc szczerze, nie mogę znieść widoku twojego bólu. Samo wspomnienie twoich łez sprawia, że łzy napływają mi do oczu, nie wspominając o tym, że naprawdę płaczesz. A jednak, jeśli obejmuję cię zbyt długo, to cię tracę. Muszę nauczyć się powolnego procesu odpuszczania, pozwalania ci na przywilej smutku bez szukania pocieszenia cię w odrętwieniu.
Być może dlatego napisałem ten wyjątkowo długi list, robiąc sobie przerwę w polowaniu na ciszę... aby zaprosić cię do rozważenia, że twój dyskomfort jest świętym sprzymierzeńcem, odkupieńczą przerwą. Tam, gdzie jesteś najbardziej zdezorientowany, wyczerpany, zmartwiony i skompromitowany, rosną dzikie rzeczy. Tam, gdzie szalone kolory, zwodnicze trąby anielskie, dekadenckie paprocie powietrzne i mądre stare świerki wyrastają z uroczystą swobodą. Tam, gdzie brzęczenie żab, dyskurs kończyn świerszcza, ambiwalencja nocnej mgły i publiczność zachwyconego księżyca tworzą niesłyszalną partyturę. To tam, gdzie twoje pierwotne ja, gdzie to, co nieprzemyślane, woła do ciebie delikatnie — przypominając ci, że nie masz być łatwo rozwiązany, przypominając ci, że jesteś większy, niż mógłbyś sobie kiedykolwiek wyobrazić.
Napotkasz własne kłopoty. Będziesz „podróżował” przez rzeczy, których słowa nie mogą objąć. Znajdź innych, którzy mogą z tobą utrzymać przestrzeń. Wtedy, gdy w alchemicznej dynamice rzeczy słońce znów się pojawi, nie odchodź niegrzecznie w jego ramiona. Zwróć się ku tlącej się ciemności, z której przyszedłeś, i podziękuj jej za to, że cię ukształtowała, za to, że cię przestraszyła, za to, że cię zraniła, pokonała i potrząsnęła tobą, ponieważ w jej łonie zostałeś gruntownie oczyszczony i odświeżony dla nowych przebłysków cudu. A gdy będziesz szedł dalej w dominujące światło, ciemność pobłogosławi cię darem, który przypomni ci, że nie jesteś tak zamknięty lub ograniczony, jak myślisz, że jest w tobie więcej niż to, co dostrzega wykształcone oko, że cokolwiek robisz, cały wszechświat robi to samo wraz z tobą — naśladując cię z dziecinną przenikliwością i że nigdy, przenigdy nie jesteś sam.
Dlatego wynaleziono cienie.
[1] Karen Barad, „Dyfrakcja dyfrakcyjna”.
[2] Tamże.
[3] Gloria Anzaldúa, Borderlands/La Frontera: The New Mestiza (San Francisco: Aunt Lute Books, 1987).
[4] CG Jung, Mysterium Coniunctionis: badania nad rozdzieleniem i syntezą przeciwieństw psychicznych w alchemii (Princeton, NJ: Princeton University Press, 1963), 345.
[5] Barad, „Dyfrakcja dyfrakcyjna”.
[6] Stanton Marlan i David H. Rosen, Czarne słońce. Alchemia i sztuka ciemności (College Station, Teksas: Texas A&M University Press, 2015), 16.
[7] Elizabeth Lloyd Mayer, Nadzwyczajna wiedza: nauka, sceptycyzm i niewytłumaczalne moce umysłu ludzkiego (Nowy Jork: Bantam, 2007).
[8] Alethea, pomyślałem, że warto wspomnieć, że bardzo łatwo wpaść w pułapkę dążenia do naturalizacji afrykańskich i tubylczych praktyk jako pewnego rodzaju domyślnej ontologii, którą wszyscy powinniśmy przyjąć, jednocześnie denaturalizując Zachód jako „stary” i wymagający transformacji. Ale żadne z nich nie jest prawdziwsze od drugiego. Nawet nowoczesność nie jest jakimś zacofanym pojęciem, które musimy zostawić za sobą, aby nadejść nowe. Nie chciałbym tutaj tworzyć jakiejś dynamiki „reżimu następcy”. Każdy z nich inaczej realizuje świat, ale sam podlega rewizji. Na przykład afrykańskie kosmologie w swojej obecnej iteracji myślą o zmarłych jako o bezcielesnych duchach w krainach przodków, co dzieli humanistyczne rozróżnienie z myślą judeochrześcijańską. Myślę bardziej w kategoriach kurzu i nie-ludzi wokół nas. Nasze dusze są zamknięte w zwykłych rzeczach, które nas warunkują. Chociaż jestem w stanie tak myśleć, realizm sprawczy staje się dla mnie strategią ponownego odwiedzenia i powrotu do tak zwanego „starego”.
[9] Nwoye, „Procesy leczenia pamięci”, 147.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
What is the correct word in this wonderful piece? "thereby stressing some kind of intra-subjective ethos or transaffectivity"
'A friend of mine, Charles Eisenstein—whose son Cary you once played with in New York when you were in your second year—told me a story of a woman he met who radiated a heart-warming and magnetic joy. He went on the prowl, trying to sniff out a story. He asked her: “Why are you so happy?” The woman replied: “Because I know how to cry.”'
From an interview with Francis Weller:
'I remember saying to a woman in Burkina Faso, “You have so much joy.” And she replied, “That’s because I cry a lot.”
http://www.dailygood.org/st...
This woman gets around.