Back to Stories

Tami Simon: Słuchasz audycji „Insights at the Edge” . Dzisiaj Moim gościem Jest Diane Poole Heller. Diane Poole Heller Jest uznaną ekspertką W Dziedzinie Teorii przywiązania U Dzieci I dorosłych, a także Modeluje rozwiązywanie Traum I Inte

odpychanie osób, z którymi chce być blisko, poprzez ciągłe próby zaangażowania ich, ciągłe narzekanie lub po prostu brak wystarczającej jakości usług – tak może czuć się partner.

To nie jest celowe w przypadku osób ambiwalentnych. Chcę wyjaśnić, dlaczego tak się dzieje, w sposób pełen współczucia. Ponieważ kiedy były małe, jedynym sposobem, w jaki mogły zwrócić na siebie uwagę, była czasami choroba, a czasami płacz. Ale zazwyczaj w niemowlęctwie często doświadczały silniejszego kontaktu poprzez płacz lub chorobę. Więc ich schemat działania polega na tym, że jeśli przestaną płakać – to jak kwestia przetrwania – stracą obiekt przywiązania. Więc nawet one same tego nie rozumieją, ale istnieje strach przed porzuceniem, jeśli przestanę próbować nawiązać kontakt z drugą osobą.

To ciekawe, bo nawet gdy zaczynają dostawać to, czego chcą od partnera, mają tendencję do ignorowania troskliwego zachowania. Mają tendencję do jego niezauważania. Ponieważ tkwią w tej fizjologicznej pętli, wciąż na coś naciskają. Nawet jeśli faktycznie otrzymują pozytywne reakcje, nie zwracają na nie uwagi. Często je negują i ciągle narzekają. To tak, jakby mówili: „Dobra, chcę iść na kolację”, a partner mówi: „Świetnie, to wspaniale. Chodźmy”. Potem lądujecie we włoskiej restauracji, a on zaczyna narzekać, bo tak naprawdę chciał pójść do greckiej restauracji, ale ci o tym nie powiedział. Zawsze pojawia się więc poczucie, że to nie wystarczy, i partnerzy później mogą się tym denerwować.

To nie tak… Ambiwalentni nawet nie rozumieją, dlaczego są do tego zmuszani. Nie dlatego, że mają jakiekolwiek intencje, by frustrować ludzi. Ale tak jak ja z jedną klientką, kazałam jej wyobrazić sobie, że ma wszystko, czego może zapragnąć w związku, na wielkim szwedzkim stole, jak stół bankietowy pełen jej ulubionych potraw, jej ulubionych emocjonalnych smakołyków i wszystkiego, czego pragnie w swoim związku. Powiedziałam: „Chcę, żebyś wyobraziła sobie, jak po prostu to przyjmujesz”, po prostu, żeby to przyjąć, a ona była w szoku, bo powiedziała: „Och, mój żołądek. Całe moje ciało się zaciska. To tak, jakbym mówiła nie. Więc dlaczego miałabym mówić nie?”

Powiedziałem: „Myślę… Spróbujmy czegoś innego, ale teraz chcę, żebyś sobie wyobraziła, że ​​bierzesz jeden procent z tego, co masz do dyspozycji”. Ona na to: „Och, mogę to zrobić”. Jej żołądek się rozluźnił. Mogła to przyjąć. Zaczęła czuć się usatysfakcjonowana. Ale często osoby ambiwalentne nie wiedzą, jak czuć się usatysfakcjonowane z powodu tego wczesnego wzorca, więc czuła się usatysfakcjonowana, a potem powiedziała: „Och, chyba chcę spróbować dwóch procent”. Ja na to: „Świetnie. Spróbujmy dwóch procent”. Więc ona bierze i przyjmuje dwa procent. Nadal jest w stanie sobie z tym poradzić. Dochodzi do pięciu procent, jest w stanie sobie z tym poradzić.

Czuje spełnienie i satysfakcję po raz pierwszy w życiu, nie zdając sobie sprawy, że ma problem z przyjmowaniem i że przez całe życie obwiniała o to swoich partnerów, a tak naprawdę to była jej niezdolność do przyjmowania. Kiedy więc pomogliśmy jej się uleczyć i wyrobić w sobie nawyk bycia obecnym, gdy ktoś robi dla niej coś miłego, zauważania tego, bycia obecnym, próbowania przyjęcia tego, albo przyjmowania pięciu procent tego. Wtedy zaczęła budować w sobie zdolność przyjmowania. Ale nawet nie wiedziała, że ​​to jest problem. Uważała, że ​​wszyscy jej partnerzy nie robią tego, co trzeba.

Dlatego to, co uwielbiam w tej pracy, to to, że przełamuje poczucie winy i pozwala nam poczuć własny schemat, nie tylko odczuwać jego ból, ale także możliwość wyjścia z niego? Jak pomóc sobie w uzdrowieniu? Jakie narzędzia możemy wykorzystać, aby zbliżyć się do Bezpiecznego Przywiązania? To właśnie mam nadzieję rozwinąć w tej książce.

TS: Myślę, że bardzo dobrze to rozumiesz. Na koniec, przedstawiam zdezorganizowane przywiązanie, ten wzorzec.

DPH: Tak, to trudne pytanie. To trudne pytanie. Dezorganizacja pojawia się, gdy rodzic był wystarczająco przerażający w dzieciństwie, na wczesnym etapie. Kiedy u dziecka pojawia się reakcja na zagrożenie. Jest nadmiernie czujne. Jest przestraszone. Czuje silny strach lub gniew w reakcji na sposób, w jaki rodzic je traktuje. To ciekawe, ponieważ rodzic może po prostu krzyczeć, stosować przemoc fizyczną, seksualną lub emocjonalną, cokolwiek w tym stylu. Oczywiście bić. Wiecie, brak wyraźnych granic. Może mieć przewlekłe uzależnienie, które powoduje chaos w rodzinie.

To są więc pewne rzeczy, które aktywnie pochodzą od rodziców i które tworzą tę dynamikę, w której reakcja na zagrożenie wyłącza system przywiązania, a system przywiązania i reakcja na zagrożenie znajdują się w… Ponieważ kiedy jesteśmy zagrożeni, bardzo często nie jesteśmy w tej części mózgu, która jest zainteresowana nawiązaniem kontaktu, czyli w środkowej korze przedczołowej. Jesteśmy w naszym gadzim mózgu, który odpowiada za reakcję na zagrożenie, i aktywujemy reakcje układu współczulnego, takie jak walka lub ucieczka, albo całkowicie się wyłączamy, zastygając w bezruchu z nadmierną aktywnością układu przywspółczulnego, co powoduje wiele zamieszania.

Innym sposobem, w jaki może dojść do dezorganizacji, jest sytuacja, gdy rodzice sami przeżyli traumę, co dotyczy wielu z nas, i nie zostali w niej rozwiązani. Ich zachowanie może być miłe, konsekwentne, rozsądne i tak dalej, przez większość czasu. Jednak emanują oni uczuciem strachu lub przerażenia z powodu własnej nierozwiązanej traumy. Dziecko nie potrafi przywiązać się do strachu i gniewu. Odłączy się, odłączy, albo zdezorganizuje system przywiązania – stąd wzięło się to słowo.

Więc to, co próbujemy zrobić, i tak jak ja, kiedy próbuję pracować z ludźmi, to pomóc im oddzielić osoby, z którymi czują się względnie bezpiecznie, coś w rodzaju oazy sojuszników, aby mogli zapewnić swojemu systemowi przywiązania bezpieczną przystań. Mogę więc poprosić ich o opowiedzenie o wszystkich osobach, którym czują, że mogą zaufać, które ich uspokajają lub w których ich obecność daje poczucie bezpieczeństwa, i może to być ty jako terapeuta, ty jako partner, albo ktokolwiek inny, od czego możesz zacząć. Czasami są to zwierzęta domowe.

Następnie, aby zacząć odczuwać, jak wyglądałoby przywiązanie, gdyby nie zostało przerwane przez reakcję na zagrożenie. Następnie musimy pracować z tą reakcją i pytałbym: „OK, jakie zachowanie twojej matki lub ojca było dla ciebie niepokojące?”. Zajmuję się jednym rodzicem na raz. Załóżmy, że krzyczał, a ojciec akurat krzyczał bardzo głośno. Kazałbym im umieścić ojca tak daleko od siebie, jak to konieczne, i ewentualnie wyciszyć go lub umieścić w dźwiękoszczelnej kabinie, żeby mieli dystans. Ponieważ bardzo często, gdy ludzie doświadczają stresu, czują, że jest on tuż przed nimi. Więc są tym przytłoczeni. Dlatego zapewnienie dystansu to pierwszy element.

Następnie uciszając i wywołując groźne zachowanie ojca, unieruchamiasz go. Zasadniczo możesz powiedzieć coś w stylu: „On nie może teraz zrobić ani powiedzieć niczego, co by go niepokoiło. Jest tak daleko i jest unieruchomiony”. Następnie możesz zapytać: „Skoro groźne zachowanie jest unieruchomione, co chcesz z tym zrobić lub powiedzieć?”. Próbujesz bowiem odciągnąć ich od pasywnych reakcji, takich jak załamanie czy dysocjacja, w stronę aktywnych reakcji, takich jak odnalezienie własnego głosu, powiedzenie: „Nienawidzę, kiedy to robisz”, „Przestań być taki głośny” albo „Idź na zajęcia z radzenia sobie z gniewem”.

Albo może chcą go odepchnąć, wyznaczając granicę, albo chcą na niego patrzeć z wściekłością, gdy zachowuje się w ten sposób. Zawsze oddzielam zachowanie od rodzica, ponieważ nie lubię demonizować rodziców. Zazwyczaj kochamy naszych rodziców, więc powiedziałem: „Miłość nie jest problemem. Przyjrzyjmy się zachowaniom, które naprawdę cię zraniły. I zobaczmy, czy możemy się uspokoić i zakończyć tę reakcję na zagrożenie”. To przejście od biernych reakcji, takich jak załamanie czy dysocjacja, do aktywnej reakcji jest bardzo wzmacniające. To naprawdę pomaga ludziom poczuć, że mają siłę i mogą coś z tym zrobić, i robią to w bezpiecznym otoczeniu relacji, niezależnie od tego, czy jesteś terapeutą, partnerem, czy przyjacielem.

Następnie mogą przejść przez sekwencję zagrożeń i dokończyć reakcję na zagrożenie, co może wymagać powtórzenia w kółko, w zależności od liczby czynników wyzwalających. Ale system przywiązania i reakcja na zagrożenie są w kontrze. Ich cele są sprzeczne. Dlatego staram się rozdzielić te dwa systemy i sprawić, by osoba poczuła pozytywną stronę obu systemów przetrwania w taki sposób, aby mogła dokończyć oba.

I oczywiście, ponieważ stan niezorganizowany niesie ze sobą tak wiele zagrożeń, osoby te bardzo często są silnie rozregulowane. Mogą więc doświadczać nagłych zmian stanów emocjonalnych. Mogą łatwo wpadać w stan nadmiernej czujności. Mogą łatwo się dysocjować. Ale w zależności od tego, jak to rozszyfrować, właśnie dlatego jest to tak skomplikowane. Może to przejawiać się w tak wielu różnych wariantach. Ale jeśli zrozumiesz pracę z traumą i pracę nad przywiązaniem, myślę, że to małżeństwo zawarte w niebie. Wtedy możesz zająć się obiema tymi kwestiami i pomóc ludziom nauczyć się lepiej samoregulować, jak gromadzić, współregulować lub regulować interaktywnie z partnerem.

Jeśli w związku są dwie osoby niezorganizowane, musisz zadbać o to, by nie były one jednocześnie zestresowane. Muszą na zmianę radzić sobie z trudnościami, bo kiedy dwie osoby niezorganizowane są razem i obie są zestresowane, to prosta droga do cierpienia.

TS: Teraz chcę zadać ci osobiste pytanie i sam będę się w tym pytaniu ujawniał, przygotowując je. Otóż, w dorosłym życiu związkowym odkryłem, że niestety rezonuję dość mocno z modelem unikania, a bycie w związku charakteryzującym się bezpiecznym przywiązaniem to była ogromna podróż. To podróż, która naprawdę stanowiła ważną część ostatnich dwóch dekad mojego życia. Moje osobiste pytanie do ciebie brzmi: jaki jest twój wzorzec relacji i jak z nim pracowałeś, cokolwiek odkryłeś?

DPH: Cóż, można mieć mieszankę stylów przywiązania i myślę, że miałem z tym trochę, a właściwie dużo do czynienia, w przypadku stylu zdezorganizowanego/unikającego, ponieważ styl zdezorganizowany obejmuje oba style niepewnego przywiązania. Można więc skłaniać się ku oscylacji między… Styl zdezorganizowany może oscylować między unikającym a ambiwalentnym, albo można mieć wzorzec zdezorganizowany, który jest głównie ambiwalentny, lub wzorzec zdezorganizowany, który jest głównie unikający. Powiedziałbym więc, że moja podróż obejmuje styl zdezorganizowany z przewagą unikającego, ponieważ kiedy bardzo się stresuję, mam tendencję do izolowania się i zapominam, kim są moi przyjaciele lub osoby mi bliskie. To tak, jakby nagle przestawały istnieć. Muszę zrobić listę na lodówce, powiesić zdjęcia lub coś, żeby przypomnieć sobie o posiadanych zasobach, ponieważ najpierw po prostu wpadam w reakcję izolacji.

Jestem więc zdezorganizowana głównie dlatego, że początkowo jedno z moich rodziców było bardzo napięte, co było dość przerażające w moim wychowaniu. Czułam się na przemian kochana przez tę osobę, ale jednocześnie się jej bałam, i zajęło mi trochę czasu, zanim to ogarnęłam. A szczególnie ćwiczenie „Życzliwe Spojrzenie” – powód, dla którego tak je uwielbiam, to fakt, że musiałam się nad nim naprawdę napracować, żeby w ogóle widzieć ludzkie oczy i rozpoznawać, jak na mnie patrzą, bo zawsze najpierw widziałam to gniewne, pełne nienawiści spojrzenie. Oderwanie się od tego zajęło mi trochę czasu.

W dzieciństwie przeżyłam kilka traumatycznych doświadczeń, które były dość poważne i dotyczyły relacji, nawet poza rodziną. Musiałam więc uporać się z wieloma lękami. Bardzo ciężko pracowałam i dzięki Peterowi Levine'owi i jego pracy udało mi się w dużym stopniu uregulować układ nerwowy, nastawić się na relacje i naprawdę zainteresować się związkami. Na początku, myślę, że naprawdę leczyłam się z relacji, które były naprawdę niebezpieczne. To była długa podróż. Pracowałam nad tym bardzo ciężko przez całe moje wcielenie, a w przyszłym miesiącu skończę 65 lat.

TS: Tak, myślę, że to właśnie chciałem poruszyć, ponieważ wspomniałeś, że w swojej książce „The Power of Attachment” chcesz pomóc ludziom w nauce umiejętności bezpiecznego przywiązania i podążaniu w tym kierunku. Oczywiście, bardzo tego pragnę, chcę dać ten dar innym ludziom na świecie i chcę, żeby ludzie mieli poczucie, jak wygląda ta podróż, czego się od nich wymaga, jak głębokiej pracy wewnętrznej wymaga. Zastanawiam się, czy mógłbyś opowiedzieć o tym zarówno o obietnicy, jak i o tym, czego to od nas wymaga.

DPH: Cóż, myślę, że zaczyna się od ciekawości, niemal jak zapalona świeca, od poszukiwania i ciekawości tego, co nam się przydarzyło, od możliwości uzyskania wsparcia i własnej intencji, by się z tego wyleczyć. Zajmuję się dużo pracą duchową, a także psychoterapią. I w końcu uczę się, jak nie identyfikować się z wieloma z tych schematów i otworzyć się na zdrowszą wersję, by znaleźć więcej możliwości połączenia. Nie chcę mówić, że to łatwa podróż, ale jest niesamowicie satysfakcjonująca i naprawdę warto, gdy już… Myślę, że dostajemy tak wiele w zamian, kiedy pozwalamy sobie przejść przez ten proces.

I naprawdę odciąć się od myśli, że coś jest nie tak ze mną lub z tobą, że coś jest nie tak z nami osobiście, albo że coś jest nie tak ze światem. Że zaczynamy przekraczać i rozumieć tę niesamowitą zdolność do uzdrawiania, którą posiadamy, i jak mieć inteligentny stosunek do cierpienia. Myślę, że to naprawdę ważny punkt. Ponieważ cierpienie istnieje. Nie da się uniknąć faktu, że w tej ludzkiej podróży napotkamy naprawdę trudne rzeczy. Myślę, że to bardzo trudna planeta do życia. Trudno być człowiekiem. Nie wiem, jakie były inne wybory, ale wszyscy podjęliśmy decyzję, by to zrobić.

To trudne. Życie jest pełne wyzwań. Może czasami jest naprawdę wspaniałe, ale jest też mnóstwo wyzwań. Nie chcę więc brzmieć jak Pollyanna, bo zupełnie tak nie czuję. Jak znaleźć tych pomocników po drodze? I jak potem zbudować wewnętrzną siłę, by stawić czoła temu, z czym potencjalnie moglibyśmy się wyzbyć tożsamości, i odnaleźć ten rezerwuar odporności, potencjału, ekspansywności i otwartości? A potem czasami go tracimy i jak wtedy zacząć od nowa?

Myślę, że to ciągłe upadanie i podnoszenie się. Myślę o związkach, naszych głębokich relacjach, czy to partnerskich, rodzicielskich, czy w głębokiej przyjaźni. Myślę, że to naprawdę jak bycie w okopach. Ponieważ myślę, że związki wystawiają na próbę tę część nas samych w bardzo bezpośredni sposób, dla większości z nas, gdybyśmy nie mieli szczęścia, zaczynając od Bezpiecznego Przywiązania, odczuwając podstawowe zaufanie, widząc i oczekując, że relacje będą odżywcze, pyszne i pełne smaku, i nie wiedząc, jak reagować na naszych partnerów w sposób, który po prostu pogłębia miłość.

Wielu z nas nie zaczynało z tego punktu doświadczenia, więc popełniamy wiele błędów, a potem jak wrócić? I jak odkryć to, co mogłoby działać lepiej, albo odnaleźć tę część siebie, która nie jest zraniona? Mam na myśli, że mamy tę zranioną część, ale mamy też tę nie zranioną, do której docieramy coraz bardziej, w miarę jak zagłębiamy się w tę głęboką eksplorację.

TS: Jak możemy się odciąć od identyfikacji, Diane, ale mieć pewność, że nie unikamy podróży, którą faktycznie musimy odbyć zgodnie ze starym schematem?

DPH: Cóż, w moim procesie, i serio, po prostu zanurzyłem się na chwilę w kadzi bólu i próbuję zrozumieć: „No dobrze, o co w tym chodzi?”. Staram się żyć z tym doświadczeniem i nie odłączać się od niego, a to oznacza, że ​​go nie unikam. Bo chodzi o to, żeby być otwartym na całe doświadczenie życia: ból, radość, smutek, udrękę, ekspansję, ograniczenie i otrzymać wskazówki, kiedy ich potrzebujemy. Jestem wielkim zwolennikiem posiadania w życiu wielu mentorów, terapeutów i nauczycieli duchowych. Myślę, że to dla mnie niezwykle korzystne.

A także zobowiązanie wobec siebie, by starać się być – to jest uważność. Chyba mówię o uważności – by naprawdę być z naszym doświadczeniem, gdy się ono rozwija. Ból czasami jest równie cenny, co przełom, ponieważ coś metabolizujesz. Metabolizujesz swoją historię, trawisz ją, przyswajasz to, co możesz wykorzystać, eliminując to, czego już nie potrzebujesz. I myślę, że to w pewnym sensie bardzo metaforyczna metafora dezidentyfikacji. Ale muszę zanurzyć się w tym bagnie, zanurzyć się w nim, a potem w końcu wypłynąć na powierzchnię lub wyciągnąć rękę, by zobaczyć rzeczy jaśniej, dzięki dodaniu czyjejś czystszej obecności.

Na szczęście, mam na myśli, że cała twoja orientacja w świecie i misja polega na otwieraniu ludzi na wszystkie te różne możliwości, duchowe i uzdrawiające. Czuję, że żyjemy w czasach, stosunkowo niedawnych, w których tak wiele jest dostępnych możliwości komunikowania pracy duchowej i możliwości uzdrawiania, a nawet tego, co oferuję w ramach pracy z przywiązaniem. Możemy te informacje upowszechniać i możemy z nich korzystać. Możemy z nich korzystać. Ale myślę, że obecność kogoś, osoby, kimkolwiek ona jest, czy to partner, osoba zawodowa, czy relacja osobista, po prostu bardzo pomaga.

Myślę, że pomaga nam to szybciej i sprawniej przejść przez ból, w pewnym sensie, odnaleźć się w bardziej przestrzennej perspektywie. To była naprawdę bogata podróż. W traumie tkwi ukryty dar, ponieważ kiedy ją przetwarzasz i metabolizujesz, otwiera się ona na ogromną kreatywność, wizję i inne duchowe wymiary. Więc warto, z tym wyjątkiem… Nie lubię mówić tego ludziom na samym początku, bo to prawie tak, jakbyś nie doceniał tego, jak trudne to jest, bo to jest trudne. Są chwile, kiedy to jest druzgocące.

TS: Czy masz pojęcie, ile czasu zajmuje zazwyczaj przebudowanie schematu przywiązania? Jeszcze raz, staram się po prostu dać ludziom jakieś ramy.

DPH: Myślę, że im bardziej weźmiesz sobie do serca konkretne umiejętności Bezpiecznego Przywiązania, takie jak niektóre z tych, które oferuję w książce, tym bardziej możesz każdą z nich praktykować. W moim przypadku praktyką jest to, że jeśli ktoś się ze mną skontaktuje, czy to przez e-mail, pocztę głosową, czy cokolwiek innego, odpowiadam tak szybko, jak to możliwe, w ciągu 24 godzin, a mam w życiu wiele osób. To więc dość duże zobowiązanie. Mam też zespół, który pomaga mi w niektórych sprawach, które oczywiście nie są dla mnie specyficzne. Ale naprawdę ćwiczę swoją responsywność i to zabawne, bo czasami piszę e-mail, a potem wracam do początku i mówię więcej o więzi. Potem staram się podkreślać więź.

I naprawdę wyrobiłam sobie nawyk naprawiania. Kiedy czuję, że coś jest nie tak, staram się zebrać odwagę, żeby to naprawić, i to może nie zawsze od razu. Może muszę nad tym trochę popracować, ale takie rzeczy pomagają. Nawet sposób, w jaki patrzę na kogoś, jakbym się z kimś witała. Upewniam się, że nie zaglądam do jego akt ani nie jestem zajęta telefonem. Patrzę na niego. Witam się z nim. Podaję mu rękę albo go przytulam, cokolwiek pozwala na to relacja, patrzę mu prosto w oczy i staram się być tak przytomna, jak to tylko możliwe.

To są rzeczy, których nauczyłam się z badania nad przywiązaniem. Ale także, kim chcemy być na świecie? I jak chcemy się łączyć? I jak chcemy szanować każdą osobę, ponieważ wszyscy jesteśmy ze sobą połączeni? W pewnym sensie wszyscy postrzegamy siebie. Wszyscy jesteśmy tacy sami z jakiejś perspektywy. Ale jak nie popaść w tę polaryzację my kontra oni, którą tak łatwo wywołać, jeśli kieruje nami strach, nienawiść lub gniew, i jak wejść w perspektywę nas wszystkich, połączoną ze sobą? Myślę, że Bezpieczne Przywiązanie naprawdę w tym pomaga. Pomaga w integracji mózgu. Pomaga nam uzyskać dostęp do miłości i współczucia. Pomaga nam wejść w przestrzeń globalnego obywatela, bardziej współpracującego niż rywalizującego czy współpracującego. Stajemy się współpracownikami ludzi w naszym życiu i nie będziesz robić tego idealnie każdego dnia. To znaczy, będziemy robić wszystko, co w naszej mocy. Ale w miarę jak będziesz to praktykować, będzie łatwiej.

TS: W jednym z fragmentów książki „The Power of Attachment” , który bardzo mi się spodobał, na początku mówiłeś o sposobach na wzmocnienie bezpiecznego przywiązania i o tym, jak niezależnie od tego, jakie niepewne przywiązanie możemy mieć, mogło być przekazywane z pokolenia na pokolenie poprzez historię naszych rodziców. Proponujesz ćwiczenie, praktykę wizualizacji, którą moglibyśmy wykonywać, aby pomóc naszym rodzicom, naszej mamie i naszemu tacie w obliczu traumy związanej z przywiązaniem. Czy możesz podzielić się z nami kilkoma informacjami na temat tego, jak moglibyśmy to zrobić dla naszych rodziców, niezależnie od ich wieku, a nawet jeśli już odeszli?

DPH: Tak, uwielbiam to ćwiczenie. To też jedno z moich ulubionych. Zwykle nazywam je „Odwróceniem Ról”, ponieważ jedną z rzeczy, które dzieją się w dzieciństwie i które tworzą niepewne przywiązanie, jest to, że często od dzieci oczekuje się zaspokajania potrzeb rodziców, a w niektórych przypadkach stają się one zastępczymi małżonkami. W idealnym przypadku nasi rodzice są rodzicami, a to asymetryczna relacja, w której rodzice są głównie dla nas. Oczywiście, wraz z wiekiem my jesteśmy dla naszych rodziców.

Ale w tym ćwiczeniu, najpierw, co zazwyczaj robię z kimś, jeśli prowadzę z nim terapię, to każę mu zagłębić się w swoją własną ranę przywiązania, zobaczyć, czego nie zrozumiał, a potem spróbować stworzyć doświadczenie korekcyjne, w którym ta potrzeba zostanie zaspokojona, na przykład, że nie czuł się wysłuchany lub nigdy nie czuł się zauważony. Potem mówię: „No dobrze, czy jest ktoś w twoim życiu, kto naprawdę cię rozumie? A gdybyś mógł sobie wyobrazić kogoś takiego, jakie miałby cechy? Jak by się z tobą zachowywał?”. Bo tworzy antidotum, a może czuje, że to pochodzi ode mnie, bo z pewnością starałbym się go usłyszeć i zobaczyć.

Ale potem, kiedy poczują, że ta potrzeba jest zaspokojona, to czasami… bo wtedy mają w sobie fundament. Nie działają z rany. Często zachęcam ich, żeby powiedzieli: „Zastanawiam się… to znaczy, jesteś w pewnym sensie ekspertem od swojej mamy. Spędziłeś z nią wiele, wiele lat i widziałeś ją w wielu różnych okolicznościach. Zacznę od mamy. Zastanawiam się, czy potrafisz po prostu spojrzeć na swoją mamę i wyobrazić sobie, czego ona potrzebuje? Czego jej brakuje? Jakiej niezaspokojonej potrzeby mogłaby doświadczać lub zachowywać się z tej perspektywy?”

I bardzo często ludzie bardzo szybko to dostrzegają. Mówią: „O mój Boże. Moja mama potrzebowała wsparcia, żeby móc się samodzielnie rozwijać. Mój ojciec i ich małżeństwo całkowicie ją kontrolowały. Nigdy nie miała czasu dla siebie, a miała szóstkę dzieci. Moja mama naprawdę potrzebowała… To znaczy, gdyby urodziła się dzisiaj, zostałaby prezesem firmy. Była tak kompetentna, ale tkwiła w pułapce tego dawnego stylu życia i to jej nie odpowiadało”. Mówię: „Dobra, wyobraź sobie, jak by to było”. Miałam klientkę, która powiedziała: „Och, chciałabym, żeby miała klub książki z Mary Tyler Moore”. Pamiętasz „My Girl ”? Teraz randkuję sama ze sobą.

TS: Tak.

DPH: To ta autonomiczna młoda kobieta. Myślę, że tą drugą była Mary Tyler Moore, kiedy grała w tym programie, w którym pracowała dla stacji informacyjnej, i była niezależną kobietą. Nie była w związku. Pomyślała więc sobie: „Chciałabym, żeby miała takie możliwości”. Wyobraża sobie więc swoją matkę w tym klubie książki z tymi wszystkimi kobietami z mediów, które reprezentowałyby autonomię i wybór, niekoniecznie to, że nie zdecydowałaby się również na małżeństwo i macierzyństwo. Nic w tym złego. Ale to, że jej marzenie by się spełniło.

Kiedy poczuła to w związku z matką, zaczęła myśleć: „O mój Boże. Widzę, jak szczęśliwa jest moja matka. A kiedy jest szczęśliwa, widzę, że bardziej się o mnie troszczy”. Bo przynajmniej w wyobraźni matka zmierza w kierunku Bezpiecznego Przywiązania, mając zaspokojone własne potrzeby, a wtedy jest oczywiście o wiele bardziej spełniona i może być o wiele bardziej kochającym, dostępnym i obecnym rodzicem. To uzdrawia pokolenie. W tym konkretnym przypadku osoba ta sama była rodzicem, a my zaczęliśmy pracować z nią jako matką i jej córką, naprawiając to niepewne przywiązanie, które pojawiło się z pokolenia na pokolenie. Pracujemy więc z trzema pokoleniami naraz.

Ale naprawdę wierzę w to, co powiedziałeś, że nawet jeśli twoi rodzice już nie żyją, myślę, że możesz uleczyć swoich przodków i przerwać przekaz pokoleniowy, na co wielu z nas ma dziś większe możliwości, bo dysponujemy tak wieloma zasobami, które po prostu nie istniały, gdybyśmy cofnęli się o 80–90 lat.

TS: Diane, chciałbym nazwać naszą rozmowę: „Jesteśmy stworzeni do budowania więzi” i…

DPH: Zgadzam się.

TS: ... to cytat z tego, co powiedziałeś wcześniej w tej godzinie. Na koniec wspomniałeś o kilku rzeczach, które mogłyby pomóc osobie, która czuje się w jakiś sposób odizolowana. Jedną z rzeczy, które wspomniałeś w książce „Siła Przywiązania” , a które wydały mi się świetne, było pytanie: „Czy jest ktoś, kto się do ciebie zwraca, komu mógłbyś odpowiedzieć? Może ktoś, kto zwrócił się do ciebie z prośbą o naprawę, a ty nie byłeś przy nim, albo ktoś, kto zwrócił się do ciebie z prośbą o kontakt?”. Jakie masz inne sugestie dla osoby, która teraz cię słucha i myśli: „Boże, chciałbym czuć się bardziej związany z ludźmi w moim otoczeniu”?

DPH: Cóż, tak naprawdę są pewne proste rzeczy, jak na przykład sposób, w jaki witasz się ze znajomym, a może partnerem, kiedy spotykacie się po raz pierwszy, po tym jak się nie widzieliście. Na przykład, czy potrafisz przytulić się całym ciałem? Brzuch w brzuch, nie trójkąt, ale ludzie często to robią i po prostu klepią się po ramionach, ale wyglądają jak namiot, a nie jak prawdziwa więź. Jeśli to twój partner, to uścisk byłby jeszcze bliższy, i czy możecie wytrzymać w tym uścisku, aż poczujecie, jak się nawzajem regulujecie? Czy potraficie utrzymać tę więź i wspierać się nawzajem?

Stan Tatkin ma świetny filmik na YouTube. W internecie nazywa się „The Welcome Home Hug” i ma rytuały budowania więzi, takie jak: jak się witać z ludźmi? Jeśli mieszkasz z kimś, jak wstajesz rano? Jak nawiązać kontakt rano? Jak odprawiać rytuały, które budują więź w nocy? Mam znajomych, którzy mają taki schemat: każdy z nich znajduje te naprawdę wyjątkowe trufle. Każdej nocy kładą te wyjątkowe trufle, których szukają w ciągu dnia, na poduszkach swoich partnerów i nie zawsze kładą się spać o tej samej porze, ale doceniają je.

Zawsze starają się odbyć krótką, podsumowującą rozmowę do poduszki przed pójściem spać. Ot, takie drobiazgi, na których wiesz, że możesz polegać, tradycje, które wprowadziłeś w codziennym życiu i oczywiście święta. Ale tak naprawdę, codzienne życie. Czy na widok przyjaciół rozjaśniasz się? Czy jesteś gościnny? Czy jesteś osobą gościnną? To znaczy, czy jesteś osobą przyjazną? Czy jesteś kimś, z kim ludzie mogą poczuć, poczuć, być obecnym? Jeśli nie masz dla kogoś czasu, możesz po prostu powiedzieć wprost: „O rany. Jestem strasznie zajęty. Chętnie porozmawiałbym z tobą przez telefon, ale muszę to zrobić jutro, w przyszłym miesiącu, albo kiedykolwiek indziej”.

Potrafisz być responsywny, ale jednocześnie wyznaczać granice, kiedy ich potrzebujesz, ponieważ czasami nie jesteśmy dostępni. Musimy jasno określić, kiedy znów się pojawimy. Jeśli masz trudności lub konflikt z kimś, dobrze jest nie kłócić się zbyt długo, dłużej niż 15 minut, ponieważ zaczyna to odkładać całą złość, urazę lub inne emocje do pamięci długotrwałej. Musimy więc nauczyć się kłócić lub rozwiązywać konflikty w krótszych okresach czasu, nie dłuższych niż 20 minut. Więc: „Dobrze, odłóżmy to na później. Wrócimy do tego za godzinę. Wrócimy do tego, gdy pójdziesz na spacer i podziwiasz zachód słońca, albo pójdziemy do kina, a potem wrócimy, ale musimy zrobić sobie przerwę”.

Więc nie, od

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Kristin Pedemonti May 27, 2019

Thank you so much for sharing Diane's work. I've just ordered the Power of Attachment and can't wait to learn more to heal better and connect more completely. <3

User avatar
Patrick Watters May 27, 2019

Relationship, wholesome, loving, giving Relationship is the key to true life. I believe this Truth emanates from Divine LOVE Themselves (God by any other name) from Whom and in Whom all humanity itself emanates?! Great Mystery indeed, but wholly and holy trustworthy. }:- ❤️ a.m.