
PublicDomainPictures.net/Linnaea Mallette. CC0 1.0.
„Czy możemy odważyć się myśleć, że ludzie są życzliwi i kształtować organizacje wokół tego poglądu?”
To jest pytanie, które Rutger Bregman bada w swojej najnowszej książce Humankind i z którym zmaga się na co dzień każdy, kto zajmuje się pracą z młodzieżą i społecznością , tak jak ja. Ale czy optymistyczna analiza Bregmana opiera się na rzeczywistości?
Dla każdego, kto przeczytał ten fragment o „Prawdziwym Władcy Much”, sedno pierwszej połowy książki Bregmana będzie znajome. Jego przesłanka jest taka, że pomimo doniesień prasowych, mediów społecznościowych, polityki, religii i ideologii sugerujących co innego, „(w) większości ludzie, głęboko w środku, są całkiem przyzwoici”. Ponadto mówi:
„Gdybyśmy mieli odwagę potraktować to poważniej, to jest to idea, która może zapoczątkować rewolucję... Kiedy zrozumiesz, co to naprawdę znaczy... nigdy więcej nie spojrzysz na świat tak samo”.
Bregman popiera ten wniosek, odwołując się do przykładów sięgających od Wielkiej Brytanii w czasie Blitzu po huragan Katrina w Nowym Orleanie, ale sugeruje, że chociaż czasy kryzysu wyzwalają współczucie i zbiorową życzliwość (bez wątpienia dodałby pandemię koronawirusa do swojej listy, gdyby książka ukazała się nieco później) – w rzeczywistości cechy te pojawiają się częściej i regularniej, niż moglibyśmy przyznać.
Jest to zgodne z moimi własnymi doświadczeniami w pracy z młodymi ludźmi w trudnych warunkach w Wielkiej Brytanii, ale nasuwa się oczywista odpowiedź: skoro życzliwość jest naszym naturalnym stanem, to dlaczego zachowujemy się nieuprzejmie przynajmniej tak samo często?
Według Bregmana odpowiedź leży w retoryce mediów, w tym, jak zachowują się grupy, gdy nie są zestresowane, oraz w tym, jak ludzie na stanowiskach władzy kształtują i kształtują politykę gospodarczą, polityczną, zdrowotną, edukacyjną i socjalną w sposób, który przeważa nad naszą naturalną skłonnością do życzliwości lub wzmacnia przeciwstawne zachowanie.
Bregman twierdzi, że z historycznego punktu widzenia Homo Sapiens odniósł sukces jako gatunek, ponieważ był bardziej skłonny do współpracy niż inne, a społeczności łowców-zbieraczy przez tysiące lat wypracowały równość w dostępie do zasobów i preferowały płaskie struktury przywódcze – ewolucja człowieka polegała więc nie tyle na „przetrwaniu najsilniejszych”, co na przetrwaniu najbardziej przyjaznych.
Ale przejście na bardziej złożone formy cywilizacji oparte na rolnictwie i przemyśle zmieniło te bodźce i zwiększyło częstotliwość występowania hierarchii, konkurencji i wojny, z których wszystkie wymagają dehumanizacji w takiej czy innej formie. Bregman bada okrucieństwa XX wieku i eksperymenty psychologiczne, które rzekomo mają je wyjaśnić, ale dochodzi do wniosku, że istnieje niewiele dowodów na to, że ludzie są „z natury” agresywni, samolubni i zwierzęcy, chociaż okoliczności (i ich manipulacja) z pewnością mogą nas takimi uczynić, gdy nadarzy się okazja.
W rozdziale zatytułowanym „Dlaczego dobrzy ludzie stają się źli” autor przygląda się wewnętrznemu funkcjonowaniu wojska, korumpującemu wpływowi władzy, spuściźnie oświeceniowego myślenia o ludzkości, które skupiało się na negatywnych, rasistowskich i indywidualistycznych cechach w zachowaniu ludzi, a także temu, w jaki sposób socjopatyczni przywódcy są wybierani nawet w demokracjach, w których żyją ludzie starający się być życzliwi dla innych.
„Od czasu do czasu życzliwi ludzie mają nadzieję na lepszych przywódców”, pisze Bregman, „ale zbyt często te nadzieje są niweczone; powodem jest to, że władza sprawia, że ludzie tracą życzliwość i skromność, które doprowadziły do ich wyboru, lub że nigdy ich nie posiadali. W hierarchicznie zorganizowanym społeczeństwie Machiavelli są o krok do przodu. Mają ostateczną tajną broń, aby pokonać konkurencję. Są bezwstydni”.
Tyle w kwestii diagnozy. A co z leczeniem?
W drugiej części książki Bregman dzieli się przykładami organizacji, systemów politycznych, szkół, więzień i sił policyjnych, które ukształtowały się wokół pozytywnego poglądu na ludzkość. W edukacji na przykład zabawa jest koniecznością w rozwoju człowieka, ponieważ rodzimy się z zabawową naturą, a dzieci uczą się najlepiej, gdy pozostawi się je samym sobie. W zdrowiu „Według WHO depresja jest obecnie chorobą numer jeden na świecie. Nasz największy niedobór nie leży na koncie bankowym ani w arkuszu budżetowym, ale w nas samych. To niedobór tego, co nadaje życiu sens”.
Te przypadki pokazują, jak atrakcyjna dla zabawy jest godność, autonomia i dobroć, które są zarówno humanitarne, jak i skuteczne. Norweski system więziennictwa, na przykład, działa, ponieważ „nadstawia drugi policzek”, więc więźniom faktycznie powodzi się lepiej, niż na to zasługują. W więzieniu o zaostrzonym rygorze, w którym przebywa 250 handlarzy narkotyków, przestępców seksualnych i morderców, więźniowie mogą rozmawiać, czytać, pływać, jeździć na nartach, robić zakupy, zakładać zespoły rockowe i kościoły oraz wspólnie gotować. Ich własna społeczność utrzymuje wszystkie te udogodnienia, uprawiając jedną czwartą żywności, korzystając ze wszystkich potrzebnych im urządzeń, w tym noży.
Dowody pokazują, że luksusowe więzienie nie powoduje wysokich wskaźników recydywy – więźniowie nie chcą tam wracać – ale zmienia nastawienie w pozytywnym kierunku, więc gdy więzień jest wypuszczany z powrotem do społeczności, podejmowane są wszelkie próby, aby upewnić się, że nie jest tykającą bombą zegarową. Każdy przestępca jest przyszłym sąsiadem. W rzeczywistości wskaźniki recydywy są o połowę niższe niż w każdym innym systemie więziennym.
Chociaż takie zakwaterowanie więźniów kosztuje więcej, długoterminowe korzyści są ogromne. „Humanitarny system jest nie tylko odważny, ale także tańszy” – jak mówi Bregman – „Naszą odpowiedzią jest więcej demokracji, więcej otwartości i więcej człowieczeństwa”. Albo jak mówi Tron Eberhardt, naczelnik norweskiego więzienia: „Traktuj ludzi jak brud, a będą brudem. Traktuj ich jak istoty ludzkie, a będą zachowywać się jak istoty ludzkie”. Bregman nie jest naiwny, przedstawiając te historie. Nie są idealne, ale w kulturze lub społeczeństwie, które łaknie „skuteczności”, warto być miłym.
Bregman jest uspokajająco łagodny w swoim podejściu, czasami nieśmiały w swojej krytyce głównego nurtu przekonań na temat ludzi i stawianiu pytań w sposób refleksyjny. Nadrzędnym tematem jego książki jest to, że życzliwość i pojednanie nie powinny być odrzucane jako wyjątki, ale raczej celebrowane jako norma - i wykorzystywane jako centralny element polityki, ekonomii i społeczeństwa w przyszłości.
W tym celu podsumowuje dziesięcioma wytycznymi lub zasadami, w tym: „W razie wątpliwości zakładaj najlepsze” – ponieważ unikanie oszustwa może oznaczać, że nie ufamy wystarczająco dobrym intencjom większości ludzi; oraz „Myśl w scenariuszach „wygrana-wygrana” – ponieważ żyjemy w świecie, w którym czynienie dobra zwiększa prawdopodobieństwo, że skorzystają na tym wszyscy, jak pokazuje przypadek norweskiego więzienia.
Inną zasadą jest „Zadawaj więcej pytań”, a tutaj Bregman pokazuje twardszą stronę swojego pisania. „Złota zasada” nie idzie wystarczająco daleko, mówi, więc nie powinniśmy zakładać, że inni ludzie chcą być traktowani w określony sposób (to paternalizm). Zamiast tego powinniśmy pytać, jak chcą być traktowani.
Empatia nas wysysa, kontynuuje; wykańcza nas, ponieważ możemy przejmować się wszystkim za bardzo, zwłaszcza gdy spędzamy tak dużo czasu w mediach społecznościowych. Ale współczucie dla innych jest zdrowe, o ile zachowujemy dystans i jasne granice wobec osób, które cierpią. Daje nam to energię, by być konstruktywnymi i skutecznie wspierać innych w ich własnym niezależnym wyborze działań.
Bregman uważa, że powinniśmy używać zarówno intelektu, jak i emocji, aby zrozumieć innych i decyzje, które podejmują. Czasami musimy stłumić chęć bycia miłym i wysłuchać głosów, które mogą wydawać się nieprzyjazne w swoich żądaniach zmiany. „Staraj się zrozumieć innych, nawet jeśli nie rozumiesz, skąd pochodzą” – radzi.
Jego dziewiąta zasada to nakaz, aby nie wstydzić się czynienia dobra, ponieważ akty dobroci są zaraźliwe, co możemy zobaczyć w reakcjach na pandemię koronawirusa na całym świecie, od malowania tęczy po kwitnące programy pomocy wzajemnej i troskę o naszych sąsiadów. Na koniec jesteśmy wzywani do „bycia realistami”, co oznacza nie bycie cynicznymi, ale uczynienie realizmu odważnym aktem w cynicznej „miernokracji” – czynienia dobra i bycia dobrym, ponieważ taka jest nasza natura. „Nadszedł czas na nowe spojrzenie na ludzkość”.
W czasach, gdy Covid-19 wywołał wiele rozmów o „nowej normalności”, a fala protestów wokół ruchu Black Lives Matter stworzyła bezprecedensowe doświadczenie zbiorowej jedności, historia Bregmana o nowej rzeczywistości zbudowanej na życzliwości pojawia się we właściwym momencie. To pełna nadziei historia naszej przeszłości i nadzieja na nową historię, którą można świadomie stworzyć, jeśli tylko poświęcimy temu zadaniu umysły i ramiona.
Życzliwość jako abstrakcyjna emocja nie wystarczy, ale gdy jest używana jako punkt podparcia rygorystycznego dociekania i konkretnego działania, jest zarówno potężna, jak i twórcza. Ostatecznie miłość może zwyciężyć i często tak się dzieje.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
James - thanks for this thoughtful article. I agree that kindness makes such a huge positive impact and can change people's moods and perspectives. So sad that the simple concept of you matter as much as I matter has fallen aside. (I'm 70 so I've seen a lot of changes).