„Ogrodnik kopie w innym czasie, bez przeszłości ani przyszłości, początku ani końca… Oto Amen poza modlitwą” – pisał Derek Jarman, opłakując umierających przyjaciół, stawiając czoła własnej śmierci i rozmyślając o sztuce, śmiertelności i oporze, jednocześnie sadząc ogród między starą latarnią morską a nową elektrownią jądrową na jałowym, żwirowym brzegu.
Jarman jest jednym z artystów, których Olivia Laing opisuje i opiewa w książce Funny Weather: Art in an Emergency ( biblioteka publiczna ) — jej znakomitym zbiorze przemyśleń na temat sztuki, aktywizmu i poszukiwania sensu , czerpiącym z życia artystów, których wizja zmieniła sposób, w jaki postrzegamy świat, siebie i innych.
Czerwony mak z książki A Curious Herbal autorstwa Elizabeth Blackwell, 1737. (Dostępna jako wydruk oraz jako maseczka na twarz, z której dochód przeznaczony jest na rzecz The Nature Conservancy.)
Esej Lainga zatytułowany „Raj”, zainspirowany przez Jarmana, zaczyna się od pytania, czy ogrodnictwo jest formą sztuki, a kończy pytaniem, czy sztuka jest formą oporu — niezbędnym narzędziem do budowania Ogrodu Eden, jakim wyobrażamy sobie kwitnące społeczeństwo.
Ona pisze:
Ogrodnictwo umieszcza cię w innym rodzaju czasu, w antytezie niepokojącej teraźniejszości mediów społecznościowych. Czas staje się kolisty, a nie chronologiczny; minuty rozciągają się na godziny; niektóre działania nie przynoszą owoców przez dekady. Ogrodnik nie jest odporny na straty i straty, ale codziennie konfrontuje się z nieustającą dobrą nowiną o płodności. Piwonia powraca, obce różowe pędy wyrastają z gołej ziemi. Koper włoski sam się rozsiewa; znikąd pojawia się obfitość kosmosu.
Aby połączyć dwa pytania Lainga, należy jakoś pogodzić te dwa modele czasowe: czas liniowy, który Grecy nazywali chronos i wzdłuż którego kreślimy wektor postępu, oraz czas cykliczny, czyli kairos , który jest czasem ogrodów i, jak sugeruje Laing, czasem społeczeństw. Tęsknimy za pewnością stałego postępu, a jednak wokół nas reszta natury kręci się w cyklach. Skąd cykady wiedzą, kiedy obudzić się po siedemnastoletnim śnie i powstać miliardami, by dać początek nowemu życiu, które z kolei powtórzy ten cykl? A ptaki wędrowne, „skąd wiedzą, że nadszedł czas, by odlecieć?”, jak pytała Nina Simone w swojej serenadzie do czasu — Nina Simone, która zdecydowała się również na wykonanie utworu Pete’a Seegera „Turn! Turn! Turn! (To Everything There Is a Season)” i która poświęciła wszystko, co miała, ruchowi, którego główne zagadnienia powróciły po sezonie życia ze zdwojoną pilnością, a jego owoce dopiero zaczynają dojrzewać za naszego życia.
W tym tkwi paradoks — w jaki sposób możemy praktykować opór, skoro czas jest substancją, z której jesteśmy zrobieni, jak tak ponadczasowo zauważył Borges, a mimo to żyjemy w zawieszeniu pomiędzy tymi dwoma równoległymi wersjami czasu, próbując zbudować raj?
Figa z książki A Curious Herbal autorstwa Elizabeth Blackwell z 1737 r. (Dostępna jako wydruk i jako maseczka na twarz , dochód ze sprzedaży zostanie przekazany na rzecz The Nature Conservancy.)
„Opór” zawsze było dla mnie zabawnym słowem – takim, którego nie da się przetłumaczyć wprost w moim ojczystym języku bułgarskim, w tym konkretnym kontekście konstruktywnej zmiany społecznej. Określa ono coś koniecznego, ale niewystarczającego – choć uszlachetnia i dodaje siły w swoim przesłaniu o przeciwstawianiu się złu, ogranicza swoją moc, skupiając się na tym, co ma zostać wykorzenione, bez wskazania, co ma zostać wyhodowane w jego miejsce i w jaki sposób. Pod tym względem podejście oporu do natury ludzkiej (i konsensualnego, zbiorowego produktu ubocznego natury ludzkiej, który nazywamy społeczeństwem) przypomina podejście pestycydów do natury.
„Opór” to słowo szczególnie ograniczone przez elementarny fakt, że istnieją pewne rzeczy po prostu poza zasięgiem oporu, niewrażliwe na nasze namiętności i protesty – czasoprzestrzeń, grawitacja, fundamentalne prawa, które dały początek naszemu istnieniu i ostatecznie przywrócą nas do gwiezdnego pyłu, z którego jesteśmy stworzeni. Twoja twarz zwiotczeje, a kręgosłup ugnie się pod podwójnym atakiem grawitacji i czasu, podobnie jak mój, aż nasze atomy całkowicie się rozpuszczą, stając się pokarmem dla robaka i nawozem dla grzybniowej krainy czarów, z której przyszłej wiosny wyrosną dzwonki.
Nie możemy się temu oprzeć.
Ale być może – i to właśnie odkupuje i uświęca nasze skończone ludzkie życie i nasze ograniczone moce – w tych ramach jest wystarczająco dużo przestrzeni i ducha, by oprzeć się temu, co zatruwa ideologiczną glebę, którą nazywamy kulturą, i wytrwale siać, tak długo, jak będziemy musieli żyć i z tak wielką hojnością, jaką będziemy mogli ofiarować, coś bujnego i pięknego. To, że możemy nigdy nie dożyć, by zobaczyć jego rozkwit, może być w porządku. Samo zasadzenie nasion to wystarczająca satysfakcja, dla której warto żyć.
Dzwonek zając z Morału kwiatów autorstwa Rebekki Hey z 1833 r. (Dostępny jako wydruk .)
Laing ląduje w pokrewnym miejscu. Półtora wieku po tym, jak Thoreau rozważał długie cykle zmian społecznych i po tym, jak Zadie Smith przypomniała nam, że „postęp nigdy nie jest trwały, zawsze będzie zagrożony, musi zostać podwojony, przeformułowany i na nowo wyobrażony, jeśli ma przetrwać”, Laing pisze po pielgrzymce do grobu Dereka Jarmana:
Czy sztuka to opór? Czy można zasadzić ogród, by powstrzymać wojnę? To zależy od tego, jak postrzegasz czas. Zależy, co twoim zdaniem robi nasiono, jeśli zostanie rzucone w żyzną glebę. Ale wydaje mi się, że cokolwiek innego robisz, warto dbać o raj, jakkolwiek go definiujesz i gdziekolwiek powstaje.
Łuk moralnego wszechświata może nie różnić się aż tak bardzo od pnia wygiętego w dzwonki, które wiosennie przypominają, że zmiana następuje cyklicznie. W końcu każdy łuk to tylko wycinek koła. Co potrzeba, by pewną ręką wciągnąć weń swój udział, próbując „poszerzyć nasze kręgi współczucia” bez gwarancji natychmiastowych rezultatów – na to pytanie każdy z nas odpowiada swoim życiem.
Poeta i ogrodnik Ross Gay jest najbliższy mojej odpowiedzi, ponieważ jego życiowe przekonanie, że czas spędzony na ogrodnictwie to „ćwiczenie najwyższej uważności”, jest potwierdzone. Kiedy obracam w dłoni sześć dużych strąków jarmużu morskiego – zaniedbanego kwiatowego cudu, który odkryłem na kartach dziennika Dereka Jarmana – i wsuwam je kciukiem w wilgotną glebę Brooklynu, gdzie mogą, ale nie muszą, wykiełkować, coraz bardziej przekonuję się, że uwaga jest podstawową jednostką czasu. Każda chwila, w której w pełni zwracamy uwagę, jest atomem wieczności. Jakość naszej uwagi mierzy ilość naszej żywotności – naszego jedynego generatora oporu i wytrwałości.
Wiem, że to prawda: z nas przetrwają jedynie bezbrzeżne nasiona i gwiezdny pył.
Jarmuż morski ( Crambe maritima ) autorstwa Carla Axela Mangusa Lindmana, 1901. (Odrestaurowana grafika archiwalna, dostępna jako wydruk, którego darowizna zostanie przekazana na rzecz The Nature Conservancy.)
Uzupełnij lekturę wypowiedzią poetyckiego neurologa Olivera Sacksa na temat uzdrawiającej mocy ogrodów , a następnie wróć do wypowiedzi Lainga na temat życia, straty i mądrości rzek .




COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
1 PAST RESPONSES
The gardener toils happily in obscurity, knowing something the world doesn’t. }:- a.m.