Kolam i zdjęcie: Kripa Singan
Każdego świtu miliony kobiet tamilskich tworzą skomplikowane, geometryczne, rytualne wzory artystyczne zwane „kolam” na progach swoich domów, jako hołd dla Matki Ziemi i ofiarę dla Bogini Lakszmi. Słowo tamilskie oznaczające piękno, formę, zabawę, przebranie lub rytualny projekt — kolam jest zakorzeniony w hinduskiej wierze, że gospodarze mają karmiczny obowiązek „nakarmienia tysiąca dusz”. Tworząc kolam z mąki ryżowej, kobieta zapewnia pożywienie ptakom, gryzoniom, mrówkom i innym małym formom życia — witając każdy dzień „rytuałem hojności”, który błogosławi zarówno domownikom, jak i większej społeczności. Kolamy są celowo przemijającą formą sztuki. Są tworzone na nowo każdego świtu z połączeniem czci, matematycznej precyzji, umiejętności artystycznych i spontaniczności. Czytaj dalej, aby poznać głęboko osobistą eksplorację tej wielowymiarowej praktyki przez jedną praktykującą kolam.
Moja matka stoi przy drewnianych drzwiach naszego domu. Jest prawie 9 wieczorem, a ona przywołuje mnie nagląco, gestem dając mi znać, żebym podszedł cicho, ale szybko. Spogląda przez szklane okna w górnej połowie drzwi na kogoś lub na coś. Dołączam do niej i widzę ciekawy widok. Bandik [1] pilnie zjada resztki mąki ryżowej z porannego kolam . Z tą samą wymierzoną precyzją, z jaką narysowałem geometryczny wzór, bandik liże i podgryza mąkę z podłogi — najpierw zewnętrzne linie i krzywe, potem wewnętrzne. Na moment spogląda w górę, prawdopodobnie wyczuwając dwóch ludzi w pewnej odległości, obserwujących naszymi lekko powiększonymi oczami i naszymi zaskoczonymi, ale łagodnymi uśmiechami. Nie wydajemy się być zagrożeniem, więc ona/on podskakuje na najniższym z trzech stopni prowadzących do domu i zaczyna podgryzać trochę kola-podi (proszek z mąki ryżowej) z rogów. Nigdy wcześniej nie widziałem bandikootów w taki sposób, w jaki widzę je teraz, od tamtej nocy. Do tego spotkania uważałem je głównie za utrapienie, wykopujące różne cenne rośliny w moim ogrodzie, wyżłobiające gliniastą glebę ogrodową w kępach i wyrywające młode sadzonki cytrusów - ogromne szczuropodobne, dość brzydkie stworzenia o szorstkiej, szczeciniastej skórze. Ale dziś wieczorem, gdy skubią kolam , wydają się przemienione. Zmiękczone głodem i żerowaniem oraz bezbronnością w ich oczach, gdy zatrzymują się, by spojrzeć w górę - drgający nos, drżące wąsy. Dziś wieczorem są wyraźnie jedną z tysiąca dusz, które kolam próbuje nakarmić [2] i są w pełni mile widziane w tym, co mogą wziąć/zjeść.
Kolamy to święte geometryczne wzory rysowane przez tamilskie hinduskie kobiety na progach domów i sklepów, a także na świętych drzewach i hinduskich świątyniach. Mają być rysowane w dwóch kluczowych momentach przejściowych – o świcie, witając wschód słońca; i o zmierzchu, żegnając zachodzące słońce. W swojej częściowo naukowej, częściowo osobistej książce narracyjnej „ Feeding a thousand souls ” antropolog i folklorystka
Vijaya Nagarajan bada, czym jest kolam i co oznacza/oznaczało dla kobiet tamilskich przez tysiąclecia. Kilka kobiet tamilskich, które spotyka i z którymi przeprowadza wywiady, jednoznacznie wyjaśnia, że kolamy rysuje się rano, aby powitać Lakszmi , boginię bogactwa i piękna wszelkich form, czy to materialnych, czy duchowych, w naszych domach, i prosić Bhudevi (boginię Ziemi) o przebaczenie za wszystkie nasze grzechy zaniedbania i działania w ciągu dnia. Tego samego uczono mnie również jako dziecko, kiedy po raz pierwszy zaczęłam rysować kolamy w domu mojej babci – że kolam wita boginię Lakszmi w domu.
Czytając książkę Vijaya, nagle i żywo przypomniałam sobie, że rysowaliśmy kolamy dwa razy dziennie, kiedy byłam młodsza, również późnym wieczorem, chociaż ja/większość kobiet w mieście tak naprawdę już tego nie robimy o zachodzie słońca [3] . Wyjaśnienie podane przez kobiety, z którymi przeprowadzono wywiady, zafascynowało mnie - że o zachodzie słońca rysujemy kolam , aby pożegnać się z Lakshmi i zamiast tego powitać jej starszą siostrę, Mudevi lub Jyeshtę (Jyeshta oznacza starszą w sanskrycie, a Mudevi tłumaczy się jako boginię złych/niezdrowych rzeczy). Mudevi jest uważana za boginię lenistwa, ospałości i nieporządku, a kilka kobiet, z którymi rozmawia Vijaya, wyjaśnia, że gdy wyciszamy się o zachodzie słońca, te cechy są akceptowalne i potrzebne, więc możemy przejść do odpoczynku dla ciała. Odkrycie tej okruchowej substancji kolam sprawia, że na nowo zakochuję się w tej praktyce, ponieważ w swoim życiu staram się nie tyle wykraczać poza dualizmy, co objąć je wszystkie i być świadkiem tego, że większość rzeczy przemija, jeśli da się im wystarczająco dużo czasu…
Kolam nie jest czymś wyjątkowym dla kobiet tamilskich. Podobne geometryczne wzory składające się z kropek, linii krzywych, kwadratów i trójkątów występują w kilku innych stanach Indii. Różnie nazywane rangoli w częściach północnych i południowych Indii, saathiya w Gudżaracie, maandana w Radżastanie, muggulu w Andhra Pradesh, alpana w Bengalu Zachodnim, pookalam w Kerali itd., tradycje te wydają się być tak stare jak czas i istnienie człowieka w samych Indiach. Istnieją jednak pewne subtelne różnice między tymi wieloma praktykami. Na przykład rangoli często wykorzystuje kolorowe proszki, pookalam jest robiony z płatków kwiatów podczas festiwalu Onam, a alpana jest w dużej mierze ograniczona do pomyślnych okazji i festiwali. Kolam jest jednak robiony codziennie przy użyciu proszku z mąki ryżowej [4] na progu, tej liminalnej przestrzeni, w której publiczna i prywatna sfera gospodarstwa domowego spotykają się, zderzają i łączą. Istnieje przekonanie, że część modlitw i dobroci serca, którymi emanuje kobieta podczas tworzenia kolam , przenosi się na stopy osób, które po nim chodzą w ciągu dnia.
Czytanie tego w książce Vijayi wywołało krzywy uśmiech na mojej twarzy, gdy przypomniałem sobie, ile razy wzdrygałem się, gdy ludzie przechodzili po szczególnie dobrze wykonanym i estetycznie przyjemnym kolamie , które zrobiłem. Przypomniałem sobie również wiele razy, gdy chodziłem zygzakiem w dzieciństwie, omijając i podziwiając kolamy , aby nie nadepnąć na nie i nie zniszczyć ich zbyt wcześnie. To był inny Chennai. Miasto, które wtedy nazywaliśmy Madras, bez szalonego ruchu ulicznego, który mamy obecnie, gdzie chodniki [5] gościły nie tylko misterne kolamy , ale także, między innymi, tkaczy zajętych układaniem nici osnowy i wątku swoich ręcznych krosien oraz krowy, które spokojnie przeżuwały pokarm, głośno bekając i rozkładając się luksusowo wraz ze swoimi łydkami. Wtedy było miejsce - aby zejść z chodnika i iść drogą, nie zastanawiając się, czy ktoś nie zostanie wkrótce przejechany przez pojazd. Minęło wiele lat, odkąd krowy i tkacze w dużej mierze opuścili miasto. Czy można się dziwić, że kolamy stały się nieco mniejsze i teraz walczą o przestrzeń z pieszymi, motocyklami zaparkowanymi chaotycznie i handlarzami sprzedającymi wszystko od chai po sok z arbuza i maseczki materiałowe w tej erze covidowej? I czy można się dziwić, że już nie omijam kolamów , chociaż odczuwam najmniejsze ukłucia, gdy tego nie robię, i staram się delikatniej przechodzić po tych bardziej lśniących [6] ? Pocieszam się myślą, że stąpanie po nich było intencją i zaproszeniem twórców i wróżbitów tej rytualnej formy sztuki…
Ile lat ma kolam jako rytualna forma sztuki? To ciekawe pytanie do rozważenia. Najwcześniejsze udokumentowane odniesienia w literaturze i poezji tamilskiej do kolam to wiersze świętej wisznuickiej i dziecięcej poetki Andaal , która, jak się powszechnie uważa, żyła około VII-VIII wieku n.e. Jednak wzory przypominające kolam pojawiają się [7] w niektórych malowidłach jaskiniowych Bhimbetka w środkowych Indiach, datowanych na prehistoryczny paleolit i mezolit i powszechnie uznawanych za jedne z najwcześniejszych oznak życia ludzkiego w Indiach. Podobnie Vijaya w swojej książce opisuje swoje wizyty w wioskach adivasi Toda w Nilgiri, aby zobaczyć ich kolamy i jak plemiona Irula , Korumba i Kota rysują kolamy przed swoimi świętymi kapliczkami drzew, być może przebłagając duchy lub bóstwa drzew opiekuńczych. Stąd odpowiedź na pytanie, ile lat ma kolam , wydaje się prawdopodobnie mieć pewne powiązania z najwcześniejszymi mieszkańcami ziem, które obecnie nazywamy Indiami…
Pierwszy raz nauczyłem się rysować kolamy , kiedy byłem w domu na wakacjach letnich i mieszkałem z dziadkami ze strony matki. Nauka wywierania odpowiedniej siły nacisku między kciukiem a palcem wskazującym, tak aby kola-podi (proszek ryżowy) rozpływał się w gładkie linie lub krzywe, a nie postrzępione, drżące, wydawała się na początku przytłaczająca. Pamiętam, że byłem w płaczu, niemal z powodu niemożności wykonania tego zadania w pierwszych dniach! Ale stopniowo, jak ze wszystkim, stała, codzienna praktyka przyniosła pewność dotyku i łatwość płynnego ruchu, i zacząłem bardzo cieszyć się tą sztuką dotykową, przesiąkniętą logicznymi właściwościami, które mogłem od razu postrzegać, takimi jak symetria i rozpoznawanie wzorców. Kolamy faktycznie przyciągnęły uwagę matematyków i informatyków, którzy próbowali wykorzystać je do pogłębienia swoich badań nad gramatykami tablicowymi i językami obrazkowymi [8] . Zostały po raz pierwszy wprowadzone do świata zachodniego jako forma etnomatematyki (przecięcie idei matematycznych i kultury) przez badania Marcii Ascher [9] . W swojej książce Vijaya dalej bada matematyczne podstawy kolam , skupiając się szczególnie na symetrii, ich zagnieżdżonej, fraktalnej naturze, ich związku z koncepcją nieskończoności, ich wykorzystaniu przez informatyków zarówno jako języków obrazkowych, które pomagają w programowaniu języków komputerowych, jak i jako gramatyki tablicowe, które działają jako algorytmy do generowania wyświetlaczy graficznych. Czytając to wszystko, bardziej niż cokolwiek innego, przyszło mi na myśl, jak moja przyjaciółka tancerka, która jest dyslektyczką, kiedyś powiedziała mi, że nauczyła się więcej o postępie geometrycznym i arytmetycznym z rysowania kolam i swojej praktyki tanecznej, niż kiedykolwiek w trakcie formalnej edukacji.
Przeżyłam intensywny okres w moich latach przednastoletnich, kiedy zafascynowały mnie kolamy i nękałam każdą starszą krewną, która była dostępna i chętna, czy to w domu, czy też krótko odwiedzając mnie podczas wakacji letnich, aby narysowała znane im kolamy w moim albumie artystycznym [10] . Następnie starannie je kopiowałam za pomocą krótkiego ołówka i ćwiczyłam następnego dnia przy progu domu. Z jakiegoś powodu ta fascynacja trochę osłabła w liceum, a moje książki o kolamach zbierały delikatny kurz, aż do momentu, gdy moja trajektoria życia zmieniła się dramatycznie w 2016 roku. Wróciłam do domu po wielu latach i naprawdę chciałam włożyć więcej rąk i serca w moje codzienne życie, które przez prawie dekadę było przesiąknięte odurzającym dążeniem do zostania naukowcem. Pewnego ranka pod wpływem impulsu wyciągnęłam moją książkę o kolamach i zaczęłam od nowa. Moja matka, lekko rozbawiona, była więcej niż chętna, aby ustąpić mi jednego progu [11] .
Im częściej rysowałem kolam każdego ranka, tym bardziej stawały się integralną praktyką medytacyjną. Zabawne, że zapewniały mi kotwicę, abym mógł objąć zarówno stałość, jak i zmianę, w tym samym czasie. Chyba że czułem się źle i potrzebowałem odpoczynku, dzień w dzień, przez jasne i dojrzałe lata, obfite monsuny, ponurą, suszową pogodę lub chłodną zimową rosę, robiłem kolam każdego dnia. I każdego dnia, czy czułem dumę i radość z szczególnie estetycznego wykonania, czy mały wewnętrzny grymas z powodu pewnych wad wykonania, kolam był w połowie rozmazany następnego dnia – nadgryziony przez mrówki, termity, wiewiórki, ptaki i bandikuty (w zależności od pory roku) i podeptany przez stopy gości w domu, a nawet nasze własne. Kolam był czymś więcej niż tylko praktyką Vipassany na poduszce – był moją wewnętrzną medytacją nad przemijaniem i wdzięcznością – przypomnieniem o przemijalnej naturze życia i aktem wdzięczności za kolejny dzień stałości i w miarę stabilnej rutyny.
Jest jeszcze jeden aspekt codziennej praktyki kolam , który bardzo sobie cenię – jego zdolność do służenia jako kompas dla mojego wewnętrznego stanu emocjonalnego. W dni, kiedy czułam się uziemiona, linie wychodziły gładko i stabilnie, gdy rysowałam pewnie i szybko, rozsypując mąkę między kciukiem a palcem wskazującym. W dni, kiedy czułam się rozproszona lub trochę zrzędliwa z jakiegoś powodu, w linii pojawiały się drobne zagięcia. To było niemal tak, jakby kolam był lustrem – odbijającym mi mój stan umysłu.
Rysuję linię i nawet jeśli wcześniej jej nie zauważyłem, teraz czuję, że przepływa przeze mnie jakaś wyraźna emocja – czy to niepokój, irytacja, senność czy podekscytowanie. Próbuję wziąć oddech i pozwolić jej odejść. Następnie rysuję kolejną linię. A czasami ta wychodzi bardziej płynnie, bardziej w przepływie. I tak dalej, większość poranków...
Istnieje jeszcze inny sposób, w jaki praktyka kolam służy jako wewnętrzny kompas — w jaki sposób decyduję, jaki kolam chcę narysować danego poranka. Po pierwsze, trzeba zamiatać podłogę. A w zależności od pory roku sezonowe liście i kwiaty, które zamiatam do ogrodu, aby służyły jako ściółka, będą się różnić. W tej chwili mamy masy miękkich, jedwabistych, limonkowo-złoto-żółtych płatków drzewa Sarakonnai / Amaltas ( Cassia fistula ) wyściełających nasz próg każdego ranka. Zamiatam ściółkę kwiatową i resztki kolam z poprzedniego dnia, razem z małymi czerwonymi mrówkami, które zaciekle zjadają część mąki ryżowej, do ogrodu. Czasami do schodów przyczepiony jest ślimak ogrodowy i również go usuwam. Czasami, szczególnie po deszczach monsunowych, krąży mnóstwo stonogów. Staram się być delikatna, aby nie zabić żadnego ze stworzeń. Szepczę im w myślach – proszę czekać, niedługo będzie tu świeża mąka ryżowa. Następnie rozpryskuję wodę na progu i używam miotły z liści kokosa, aby okleić wszystko dookoła i usunąć wszelkie kałuże, które mogą pozostać. Tradycyjnie, na wsiach, robiono to za pomocą rozcieńczonego w wodzie krowiego łajna, ale jak już wcześniej wspomniałem, krowy w większości zniknęły z miasta. Więc woda będzie musiała wystarczyć. Następnie szybko, gdy podłoga jest jeszcze mokra, schylam się i zastanawiam, jaki wzór chce zostać dziś narysowany.
Kobieta precyzyjnie łączy pullis (kropki) w jeden ciągły wątek linii. Podpis i zdjęcie: Anni Kumari.
Mam dwa szerokie wybory wzorów – nazywane pulli / shuzhi kolam (gdzie kropki są rozmieszczone w siatce, a linie / krzywe są rysowane, aby połączyć kropki lub przepływać w przestrzeniach wokół i między kropkami) lub padi / katta kolam (gdzie geometryczny wzór jest rysowany bez siatki kropek; używając linii, krzywych i innych motywów). Nawet w pierwszej kategorii kolamów mogę wybrać rysowanie kolamów , które łączą kropki i używać naturalnych motywów, takich jak lotos lub inne kwiaty, liście bananowca lub mango, owoce lub warzywa, takie jak gorzka tykwa lub fasola klastra, ptaki, takie jak łabędź, kaczka lub paw, motyle i tak dalej. Mogę też narysować labirynt kolam , gdzie krzywe płyną między kropkami.
W ciągu kilku minut, gdy podłoga jest jeszcze mokra (a czasami, w rzeczywistości, zaraz po obudzeniu się w niektóre dni), zastanawiam się, co czuje, że chce się dziś wyrazić. Czasami rysuję odmiany lotosu, szczególnie w dni, gdy problemy i breja wydają się zalewać moje życie, i chcę trzymać się inspiracji i przypomnienia, jak lotosy kwitną w błocie. Czasami decyduję, że muszę aktywnie praktykować wdzięczność za to, co wydaje się gorzkimi wydarzeniami w moim/naszym zbiorowym życiu społecznym, a wtedy mogę narysować gorzki owoc tykwy kolam — aby przypomnieć sobie, że gorycz oczyszcza cię, jeśli na to pozwolisz, i czyni cię dostępnym do utrzymania większej słodyczy. Czasami czuję się bardziej połączony z cudami wszechświata i nieskończoną synchronizacją życia, a wtedy rysuję jedną z nieskończonych możliwych odmian labiryntowych kolamów , gdzie krzywe zaczynają się w jednym miejscu, a następnie pętlą, wyginają się i skręcają, tylko po to, aby ponownie połączyć się na początku. Kolam w te dni jest talizmanem. Przypomina mi, że chociaż nie zawsze widzę wzorce znaczenia w moim życiu, ponieważ jestem zbyt blisko podłoża mojego doświadczenia, gdy się cofnę, one istnieją. A czasami potrzeba czasu, cierpliwości i czekania, aby cały wzór został odsłonięty. I są też dni, kiedy czuję pustkę, kiedy nie jestem pewna, co chcę narysować. W takie dni rysuję wszystko, co pierwsze przychodzi mi do głowy, nawet jeśli powstaje to jakimś mięśniem nawyku, ufając, że to jest to, co trzeba wyrazić rano.
W swojej książce Vijaya bada, w jaki sposób kolam ma sygnalizować społeczności dobrobyt gospodarstwa domowego, ponieważ nie jest sporządzany, gdy kobieta ma okres lub gdy w domu jest choroba lub śmierć. Podczas gdy istnieją nieuniknione i prawdopodobnie przekonujące argumenty i petycje dotyczące czystości rytualnej w kontekście tego zakazu, to właśnie w ten sposób, w dawnych czasach, gdy nie było telefonów i nowoczesnej komunikacji, sąsiedzi wiedzieli, że ktoś może potrzebować pomocy w konkretnym domu. Brak kolam sugerował, że coś jest na rzeczy i nadszedł czas na sąsiedzką hojność lub pomoc. Interesujące jest dla mnie to, że w miastach takich jak moje, gdzie kolam nie jest sporządzany codziennie w każdym hinduskim domu lub jest często sporządzany przez pomoc domową, a nie kobiety w domu, kilka z tych sygnalizujących aspektów kolam zostało utraconych. Kiedy byłam młodsza i proszono mnie, abym nie przychodziła do domowej świątyni/miejsca kultu, kiedy miałam okres i czułam się obrażona i traktowana jak nieczysta, byłam szczęśliwa, że mogę się zbuntować i zrobić kolam w najdalszym progu, nawet jeśli miałam menstruację. Obecnie czuję się inaczej. Czasami cieszę się z odrobiny dodatkowego odpoczynku, kiedy mam okres i skurcze, a poranny rytuał ćwiczeń kolam , polegający na kucaniu, rozciąganiu i poruszaniu się podczas rysowania wzoru, wydaje się narzucaniem, a nie słodką, buntowniczą wolnością! Więc w niektóre dni, jeśli czuję się źle, po prostu pozwalam kolam z poprzedniego dnia być i obserwuję, jak powoli zanika przez kilka dni, aż będę gotowa zacząć od nowa...
Kończę te medytacyjne wędrówki mojego umysłu na temat kolamów zaproszeniem do Ciebie, czytelniku. Czy masz praktykę tworzenia sztuki lub rytuału — a może obu, jak w przypadku kolamów — która osadza Cię w bezpośredniości życia? Jeśli tak, proszę, pielęgnuj ją i szanuj, za to, co daje Tobie i innym. A jeśli nie, życzę Ci odkrycia takiej praktyki, z całego serca.
[1] Internetowe encyklopedie mówią mi, że to, co w Indiach nazywamy bandikutami, jest dokładniej nazywane mniejszymi bandikutami lub indyjskimi kretoszczurami i nie są one spokrewnione z prawdziwymi bandikutami, które są torbaczami. Lokalna nazwa tamilska to „ perichali ”, co oznacza duży szczur. Co jest trochę zabawne, to to, że nazwa „bandikut” pochodzi z języka angielskiego od teluguskiej nazwy tych szczurów, „ pandikokku ”, co oznacza „świnia-szczur” ze względu na wydawane przez nie pomruki. A to najwyraźniej nie są prawdziwe bandikuty!
[2] Karmienie tysiąca dusz; Rozdział 11; Vijaya Nagarajan
[3] Jedynym razem w ostatnich latach, kiedy poczułem się zobowiązany do zrobienia kolam o zachodzie słońca, było to, gdy doświadczyliśmy blokady w naszych rurach kanalizacyjnych w domu po tym, jak prawdopodobnie miejska korporacja nie wypompowała ścieków zgodnie z harmonogramem, biorąc pod uwagę chaos pandemii covid-19. Podczas gdy czekaliśmy, aż miejska korporacja przyjdzie następnego ranka i uruchomi swoją maszynę do udrażniania ścieków, krążyłem po domu o zachodzie słońca, czując frustrację, że nie mogę „rozwiązać” tego problemu natychmiast i myśląc o moim (i „cywilizowanej” społeczności ludzkiej) związku z ludzkimi odpadami i emocjami, które one zazwyczaj wywołują. Nagle nie mogłem wymyślić nic lepszego do zrobienia, aby uczcić zarówno moje emocje, jak i jako modlitwę o boską pomoc, niż zrobienie kolam o zachodzie słońca. „Widzę twoje miejsce w naszym świecie, Mudevi”, szepnąłem w duchu, pochylając się, aby zrobić kolam .
[4] Kolam jest obecnie często i niestety wytwarzany z sproszkowanego wapienia (kamiennego proszku), preferowanego ze względu na łatwość i jasność pociągnięć pędzlem. Rysowanie mąką ryżową wymaga pewnej praktyki, cierpliwości i zręczności, których najwyraźniej brakuje w dzisiejszych czasach. Nie trzeba dodawać, że proszek wapienny nie wyżywi tysiąca dusz…
[5] W Indiach terminem „chodnik” określamy to, co Amerykanie nazywają chodnikiem
[6] Vijaya używa w swojej książce przetłumaczonego przymiotnika „lśniący”, aby wyjaśnić, co kwalifikuje kolam jako wyjątkowy i uważam, że naprawdę trafia w sedno. Tamilskie kobiety, z którymi przeprowadza wywiady, mówią jej, że jest to coś podobnego do kolam emanującego delikatną gracją, poczuciem równowagi, proporcji i lśniącego piękna.
[7] Sacred Plants of India, s. 11; Nanditha Krishna i M. Amirthalingam
[8] Wczesny przykład tej pracy można znaleźć na stronie https://www.cmi.ac.in/gift/Kolam.htm
[9] Etnomatematyka: wielokulturowe spojrzenie na idee matematyczne; autor: Marcia Ascher
[10] Mój album artystyczny składał się z kilku luźnych plików białego papieru, które oprawiłem ręcznie za pomocą igły i nici. Oprawa nadal trzyma się po tylu latach.
[11] Kolamy są często rysowane na kilku kolejnych progach wejściowych do domu. Najdalej wysunięty próg, gdzie spotyka się publiczny chodnik i prywatna brama do domu, jest ważnym miejscem, ale tak samo ważny jest wewnętrzny próg, gdzie schody prowadzą do domu (jeśli są różne, jak to się zdarzyło w naszym przypadku). Moja matka dała mi ten „wewnętrzny” próg do codziennej praktyki!
***
Aby uzyskać więcej inspiracji, dołącz do sobotniego Awakin Call z Vijayą Nagarajan, autorem „Feeding A Thousand Souls”. Informacje o RSVP i więcej szczegółów tutaj .
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
4 PAST RESPONSES
Generosity and magnanimity have brought human beings and all living beings thus far. When I was hungry, you gave me to it - declare Scriptures of different cultures. "The Tamil kolam is anchored in the Hindu belief that householders have a karmic obligation to 'feed a thousand souls.' By creating the kolam with rice flour, a woman provides food for birds, rodents, ants, and other tiny life forms - greeting each day with a ritual of generosity, that blesses both the household, and the greater community" - Gayathri Ramachandran
How very lovely to know about this ritual art. I teared at the end, at this blessing:
Do you have a practice of art-making or ritual -- or maybe both, like in the case of
-- which grounds you in the immediacy of life? If yes, please cherish
and honour it, for what it gives you and others. And if not, I wish the
discovery of such a practice for you, with all my heart." Thank you.
Loved it! You may want to check a documentary made by my (then-14 year old) son on Kolams which was screened in the Tel Aviv Film Festival. It is sad this art form is dying or remains merely a symbol depicted in sticker Kolams in the cramped apartment corridors! But that it is extremely meditative exercise is so true!
-Raji
Thank you! This is deeply beautiful, inspiring and significant.💞