Jako ludzie nieuchronnie doświadczamy krzywdy: czujemy się zranieni, jesteśmy zranieni i ranimy innych. Uwalniamy się od tego doświadczenia nie wyobrażając sobie, że możemy uniknąć krzywdy, ale wiedząc, że możemy ją uleczyć — przechodząc od rany do blizny — a następnie ucząc się kochać blizny. To może być oczywiście praca na całe życie.
Na szczęście od dawna kocham blizny. Kiedy miałam cztery lata, przypadkowo przecięłam sobie lewe oko. W rezultacie powstała mała blizna bezpośrednio pod moim okiem i wewnątrz oka, gdzie źrenica pozostała rozszerzona z dziurką od klucza w środku. Po tym, jak w wieku dwudziestu jeden lat usunięto mi oko, pewna znajoma fotografka powiedziała mi, że chce uwieczniać ludzkie blizny, więc poprosiłam ją, żeby zrobiła mi zdjęcie z pustym oczodołem. Być może w wieku dwudziestu jeden lat wyglądałam młodo, wręcz promiennie, ale to jednookie zdjęcie mnie samej jest moim ulubionym zdjęciem; w rzeczywistości jest to jedyne moje zdjęcie, na którym obiekt wydaje się piękny.
Od dzieciństwa kochałam swoje lewe oko, mimo że wcześnie straciłam w nim wzrok, ponieważ uosabiało siłę. Ta zraniona część mnie opowiadała historię dzielnej czterolatki i matki, która nigdy mnie nie opuszczała, z wyjątkiem długiej podróży na noszach do sali operacyjnej, kiedy płakałam za nią i po raz pierwszy doświadczyłam uczucia porzucenia, pełnego całkowitego przerażenia i oszołomienia, że moje krzyki nie przyciągnęły jej do mnie.
Moja matka spała obok mnie przez tydzień w szpitalu, a potem przez następne dwadzieścia jeden dni każdego ranka woziła mnie do okulisty, który zmieniał mi opatrunki i sprawdzał ranę. Pomimo metalowej opaski na oku, wczesnoporanny przejazd samochodem na wschód okazał się brutalny. Moja matka próbowała mnie uspokoić, moja głowa spoczywała na jej kolanach, gdy leżałem na przednim siedzeniu.
Później tego samego roku poprosiłem ją, aby mówiła do mnie „synu”, ponieważ wiedziałem, że w moim małym ciele w łonie matki zaszła straszna pomyłka. Miałem urodzić się jako chłopiec, tak jak mój starszy brat. Pamiętam, jak poczułem przygnębienie, gdy usłyszałem, że nie będzie mnie nazywać synem, ponieważ byłem małą dziewczynką, za którą tęskniła.
Jedną ranę potrafiła opatrzyć, drugiej nie.
Wszyscy mamy rany. Nieleczone lub ignorowane, ropieją. Kiedy je uznajemy, badając je tak dokładnie i delikatnie, jak lekarz badający moje zranione oko, siejemy odkupienie. Sposób, w jaki opowiadamy historię urazu, może go zmienić. Kiedy dajemy głos traumie, nie będąc ani ofiarą, ani złoczyńcą, decydując się na opisanie siebie jako godnych miłości, godnych i odpowiedzialnych, rozpoczyna się uzdrowienie.
Jest to jednak proces długotrwały.
Przyzwyczaiłem się do palącego światła słonecznego, gdy padało ono na moje stale rozszerzone lewe oko, zaciskając powiekę i pozwalając, by kosmyk włosów zakrył tę stronę mojej twarzy. Rodzaj pancerza, chroniącego moje oko, być może osłaniającego mnie przed niewidzialnością mojego chłopięctwa, tak widocznego we mnie.
Choć bardzo chciałam wyjść z tej skorupy, moje ciało znało oślepiający ból wystawienia na widok publiczny. W wieku sześciu lat mówiłam o mojej niedominującej prawej ręce jako o „mojej dziewczęcej ręce”, ponieważ była niezdarna; gdy przy knykciu pojawiała się mała brodawka, uderzałam ją lewą ręką, karząc ją za dodatkową hańbę brzydoty.
Nadal naśladowałam mojego brata, mając nadzieję, że moja zwodnicza kobiecość zostanie odkupiona.
Już jako trzylatka, jeszcze zanim zrezygnowałam z sukienek, marzyłam o noszeniu jego garniturów.
A kiedy on — jedyny chłopak, którego mogłam sobie wyobrazić, że kocha — zniknął w wieku czternastu lat, aby pójść do szkoły przygotowawczej, w roku, w którym miałam dziewięć lat, otworzyła się przepaść. Zostawił mnie samą z naszą matką i tajemniczą młodszą siostrą, która krzyczała codziennie przez wiele godzin, chociaż nie mówiła ani nie chodziła do drugiego roku życia. Nasz ojciec wracał do domu później i rzadziej, ponieważ mój brat, bastion przeciwko mojej samotności, zniknął mi z oczu, lądując z powrotem za cztery lata, kiedy ukończył szkołę, po rozwodzie naszych rodziców. Jak niewidome rodzeństwo sięgające po kojący brajl jego ciała, szukałam jego towarzystwa przez całe lato jego powrotu. 20 sierpnia zginął w płonącym wypadku o czwartej rano, jego samochód sportowy zderzył się z drzewem. Później dowiedziałam się, że kobieta w domu, w którym się rozbił, była przy oknie i karmiła noworodka. Tak często myślałam o niej jako o świadku tego, zastanawiając się, jaką historię mogłaby opowiedzieć.
Sierpień 1972.

Po śmierci mojego brata weszłam w stan zawieszenia, nie mogąc znaleźć miejsca, by się zakopać w moim żalu. Obserwowałam i czekałam, aż moja męskość widocznie się ujawni, pewna, że zejdzie jak oporne jądra, ale mając trzynaście lat, gdy moje stosunkowo androgyniczne ciało dziecka zbliżało się do kobiecości, jedyne, co wiedziałam o byciu kobietą, to to, że oznacza to bycie seksualną z chłopcami. To były jedyne historie, które znałam, więc rana poszerzyła się wokół braku lepszych i ropniała nad niewyrażonym żalem.
Zdradziłam siebie z chłopcami, nie było w nich nic podobnego do mojego wewnętrznego. Żadnej czułości, gdy wciskali się w miejsca tak czułe we mnie.
Odkupienie następuje, gdy uznajemy prawdziwą naturę krzywdy, której doświadczamy. Gdy nazywamy krzywdę, opowiadamy historię, zauważamy niuanse, zagłębiamy się w ciszę międzywęzłową, słuchając tego, co zostaje ujawnione w tym, co pozostaje niewypowiedziane. Uzdrowienie rozkwita w chwili wytchnienia głębokich oddechów, dających przestrzeń do wydychania żalu, gniewu, pustki, oszołomienia i bólu. Rozczarowania zniknięciem i odejściem.
Kiedy zrezygnujemy z obwiniania, wstydu i ciągłego gadania wewnętrznego krytyka, który szybko wytyka błędy, a zamiast tego zdecydujemy się na współczujące objęcie siebie z czułością, będziemy mogli zrobić krok wstecz, aby zobaczyć pełnię każdej rozwijającej się historii.
Uświadomienie sobie, że odejście mojego brata, mojego ojca, a dziesiątki lat później kogoś innego, kogo bardzo kochałam, odzwierciedlało ich podróż , a nie moją atrakcyjność czy wartość, uwolniło mnie od dożywotniej narracji o porzuceniu i ukształtowało nową historię odkupienia.
Niedawno moja dziewięćdziesięciojednoletnia matka udostępniła książkę z biblioteki, którą wybrała dla niej jej przyjaciółka bibliotekarka, Love Lives Here: A Story of Thriving in a Transgender Family. Podczas lunchu przeprosiła mnie za to, że nie rozpoznała rany i za krzywdę, jaką wyrządziła, odrzucając moją prośbę w wieku czterech lat. Jej głos się załamał. W oczach pojawiły się łzy.
„Któregoś dnia słyszałem, jak mówiłaś o sobie, że jesteś sześćdziesięciojednoletnią kobietą ubraną jak dziesięcioletni chłopiec”.

To trafny opis. Utożsamiam się z kobietą. W końcu czuję się jak w domu w swoim ciele i większość czasu tak się ubieram. Nadal noszę w sobie beztroskę dzieciństwa, którą sobie wyobrażałam.
„Zastanawiam się, czy tak naprawdę chcesz po prostu być Leaf.”
Tak.
Wraz ze zmianą historii rany zamieniają się w blizny.
Odkupuję się od krzywdy, której doświadczyłam, uwalniając się od poczucia bycia ofiarą, od poczucia, że w jakiś sposób zasługuję na krzywdę lub że jestem celowo nią atakowana.
Rewizja historii nie zaprzecza żalowi. Uhonorowuje jego głębię.
Pożegnanie, które spowodowało moją stratę, nie dotyczyło mnie bardziej niż tornada. Życie się zdarza. Tworzymy więzi emocjonalne i pragniemy bliskości. Kiedy ktoś musi odejść lub jest do tego zmuszony, przerywa to bliskie połączenie, a to często boli. Może zakończyć fizyczną intymność, a ta strata jest prawdziwa. To, co znika , nie wymazuje tego, co istniało.
Uwalniam się od krzywdy, gdy uświadamiam sobie, że energia tego połączenia pozostaje w kosmosie, tak samo jak esencja tego, kim jesteśmy, oraz energia naszych ciał uwalniana jest do atmosfery w chwili śmierci.
Odkupienie następuje, gdy o tym pamiętam.
W zeszłym roku podczas rozmowy o trzech dekadach, w których uczestniczyłem w spotkaniach dwunastu kroków, osoba ta zapytała, z czego się wyleczyłem. Odpowiedziałem: „ z kondycji ludzkiej ”. Bycie człowiekiem było przyczyną pół tuzina drinków i relacji, które nawiązałem, aby stłumić poczucie niepewności i niegodności. Odkupuję się od krzywdy, którą wyrządziłem lub spowodowałem, będąc odpowiedzialnym: pokonując dystans od intencji do wpływu.
Odkupienie następuje poprzez proces odpowiedzialności: uznanie skutków naszego zachowania i pytanie, jakie potrzeby powstają w wyniku tego. Musimy zająć się tymi potrzebami, aby naprawić wyrządzoną krzywdę — i upewnić się, że nie powtórzymy jej, lecząc krzywdę, którą nosimy w sobie.
Odkupienie następuje, gdy uwalniamy siebie i innych od statycznych ról ofiary i prześladowcy. Tylko w stanie bez potępienia każdy z nas może się zmienić.
Gdy uświadomimy sobie złożoność każdej osoby pojawiającej się w naszej historii, uznając, że jej historia jest większa niż rola, jaką odgrywa w naszej, wówczas wszystkie nasze historie będą mogły się rozwijać.
Odkupienie następuje wtedy, gdy nikt nie jest skazany na stagnację – niemożność dokonania zmian.
Odkupienie następuje, gdy tworzymy historię, której potrzebujemy, aby odzyskać siebie.
Przez większość mojego życia odwracałam się od siebie i poczucia przynależności. Podobnie jak Kain, wyruszyłam na wędrówkę po pustyni, pełna wyrzutów sumienia, obciążona wstydem. Dzieciństwo, w którym czułam, że moje ciało mnie zdradziło, miało więcej wspólnego ze zbiorowymi historiami, które zdradzają tak wiele naszych prawd. Toni Morrison napisała swoją pierwszą powieść The Bluest Eye, ponieważ powiedziała, że to książka, którą musi przeczytać, a nikt inny jej nie napisał.
Wyobrażam sobie, że powołanie pojawia się w ten sposób u wielu z nas — zaspokajanie tak istotnej potrzeby w nas samych, która służy również światu. Dla mnie to odkupienie. Niezależnie od tego, czy jest to pisanie, nauczanie, głoszenie kazań, trzymanie się kręgu, czy po prostu zapewnianie ciepłego towarzyszenia, wszystko to jest zaproszeniem do przejścia od rany do blizny, od ograniczenia do uwolnienia, od pożegnania do puszczenia, od wygnania do przynależności.
Odkupienie następuje, gdy rozwijanie się naszych historii pozwala każdej części nas oddychać, odsłaniając naszą pełnię, nie pozostawiając żadnych zakamarków, w których mógłby gromadzić się wstyd lub gromadzić krzywda. Całość to miejsce, w którym następuje uzdrowienie, płynie kreatywność, a duch ożywa.
Odkupienie zaprasza nas do zamieszkania w ludzkiej kondycji zamiast konieczności nieustannego wychodzenia z niej.

zdjęcie autorstwa Kim Cunningham
***
Dołącz do specjalnego kręgu z Leaf Seligman w najbliższą środę, 7 lipca: The Magnificent Broken-Redemptive Healing Through Words. Więcej szczegółów i informacje o RSVP tutaj.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
3 PAST RESPONSES
Ah so beautiful indeed. Our wounds, our scars are sources of deep blessing and healing if we allow them to be. Leaf your story is very similar in many ways to my wife Patti Padia. She has her scare through one eyebrow, narrowly escaping with eye intact. She is at her lovable best in boyish dress and behavior, but oh so delightfully feminine too in her own way. I too have a similar story with a 124 stitch scar from childhood brain surgery. Whether our wounds are physical or emotional (I have much of both), they can indeed be sources of deep healing for ourselves and others too, if we can just get ourselves to surrender to love. }:- a.m.
Thank you Leaf for reminding us of our multitude of stories and our choice in the telling. Ah, sweet redemption, so exquisitely expressed.
I'm grateful to now be studying Narrative Therapy practices which honor and acknowledge the many layers and influences on each of our stories. It's like finally having words to fully understand ♡
I'm melding Narrative Practices with the art of Kintsugi, mending the broken with lacquer and gold, it's been profoundly healing. Grateful.
Reading your words adds another beautiful layer of gold.
Love from my Kintsugi Life, celebrating my scars to your Kintsugi Life
Kristin
Thank you, Leaf! Your words felt profound and soul soothing... Yes, I have eventually come to terms with the necessity of befriending my scars, a lifetime commitment. I am grateful for what this taught me and continues to do so. "Life happens, redemption happens". Worth being reminded, oftentimes. Namaste!