Back to Stories

Święty Czas

Maska na cztery pory roku. Waltera Crane’a, 1905-1909. Olej na płótnie. Hessisches Landesmuseum Darmstadt, Niemcy. Wikimedia Commons. źródło: Daderot

Czas przemawia wieloma głosami, wieloma obrazami i dźwiękami. Dla neolitycznych budowniczych Stonehenge czas święty wyznaczały przesilenia letnie i zimowe, a zwłaszcza przesilenie zimowe, kiedy to około 15:50 słońce w środku zimy zachodziło na południowym zachodzie, a jego promienie przebijały się przez środek monumentu, padając na kamień ołtarzowy. Tysiące lat później, dla średniowiecznego rolnika, czas oznaczał zmieniające się pory roku i dni świętych, a także dzwony klasztorne rozbrzmiewające nad polami, wyznaczające mnichom godziny codziennej modlitwy, od jutrzni do nieszporów.

Dzisiaj mamy zegary atomowe, które mają oczekiwany błąd zaledwie jednej sekundy na około 100 milionów lat, ale mają niewiele wspólnego ze świętym czasem. Dla większości z nas czas nie jest już cykliczny, ale pędzi nas przez dni, ciągle przemijający strumień chwil i zdarzeń. Mamy niewiele związku z porami roku na ziemi, a nawet porami naszego własnego życia — Siedmioma Wiekami Człowieka, od niemowlęctwa do starości, które Szekspir opisuje jako przeżywane na scenie życia 1 i które zostały oparte na średniowiecznej filozofii i astronomii. Dla starożytnych planety były nazywane chronokratorami lub znacznikami czasu. Zakładano, że różnymi okresami życia rządzą różne planety. Na przykład, podczas gdy Wenus rządziła wiekiem kochanka, od piętnastu do dwudziestu dwóch lat, ostatni etap od siedemdziesięciu lat należał do Saturna. Ale dziś czas nie jest już czymś naturalnym, co łączy nas z ziemią i kosmosem, czy cyklami naszego życia, lecz coraz częściej czymś, co sami tworzymy, co popycha nas niczym nadzorca, niczym bieżnia, która przyspiesza coraz bardziej.

Czy musimy tkwić w tej relacji z czasem? Czy istnieje sposób na powrót do poczucia czasu, które odżywia duszę i łączy nas na nowo ze światem przyrody i rozległym kosmosem? A co ważniejsze, czy możemy powrócić do poczucia świętego czasu?

Pod cienką warstwą powierzchni naszej obecnej świadomości – światem pędzących dni i czasu rozbitego na coraz krótsze odcinki – kryje się starszy świat zbiorowej psychiki, archetypowy świat, który niegdyś był znany jako domena bogów. Tutaj czas płynie wolniej, zgodnie z pradawnymi rytmami. To dom Kronosa, pierwotnego boga czasu, którego rytm jest jak ruch gwiazd na niebie, pierwotny rytm wszechświata, który zawiera narodziny i śmierć galaktyk. A w obecności tego boga jest całe stworzenie, każde z własnym czasem, a jednak częścią żywej całości – od jętki, która żyje jeden dzień, po gwiazdy rodzące się i zapadające. Tutaj słonecznik podąża za słońcem każdego dnia, a nasi przodkowie oddawali cześć, odnotowując każde przesilenie.

Ale zamknęliśmy tego boga, tak jak oddzieliliśmy się od ziemi pod naszymi stopami. Racjonalna świadomość wygnała te rytmy i ich święte znaczenie z naszego codziennego życia. „Ojciec Czas” nie jest już obecny ze swoją mądrością i głębokim zrozumieniem cykli czasu, tego, jak wszystkie są ze sobą powiązane, jak cykl życia nasion i pór roku odzwierciedlają się nawzajem, jak pąk pękający wiosną i liście opadające jesienią śpiewają razem. Ani tego, jak nasze codzienne czynności mogą być połączone z niebiosami, częścią rozległej, rozwijającej się jedności, należącej do naturalnego porządku rzeczy, jak rozumiał to chiński mędrzec Lao Tzu:

Człowiek podąża za ziemią.

Ziemia podąża za niebem.

Niebo podąża za Tao.

Tao podąża za tym, co naturalne. 2

W dzisiejszym świecie nasze teleskopy mogą widzieć gwiazdy wyraźniej, ale podobnie jak bogowie, są one dalej od naszego codziennego życia, ich układ nie jest już potrzebny do określania pomyślnych zdarzeń. Sam czas również utknął w martwym punkcie, został odizolowany, niezdolny do komunikacji, do dzielenia się swoją starożytną wiedzą. Ponieważ czas to nie tylko upływ chwil, ale także niesie wspomnienia świata – to, co zostało zapisane w księdze życia. Niczym skamieniałości w skałach, wspomnienia Ziemi są przechowywane w annałach czasu, które teozofowie nazywają Kronikami Akaszy. Ale dawno zapomnieliśmy, jak słuchać tego boga. Zamiast tego jesteśmy uwięzieni na brzegu naszego racjonalnego świata, z naszymi zegarami i upływającym czasem, bez pełnego zrozumienia świata, w którym żyjemy.

A czas nie jest tylko starcem, ale można go sobie wyobrazić jako ogród, w którym każdy kwiat ma swoje miejsce i znaczenie, wszystko pielęgnowane z miłością. To jest sekret czasu: sensowne rozkwitanie – otwieranie się we właściwym czasie i we właściwym miejscu, słowami Księgi Koheleta: „wszystko ma swój czas i porę na każdą sprawę pod niebem”. W tym ogrodzie każda chwila ma swój własny cel, swoją własną część w nieskończonym wzorze. W każdej chwili może rozwinąć się kwiat, rozkwitnąć okazja, wydarzyć się synchronizacja. Ale aby ten wzór się zrealizował, aby jego pieśń została usłyszana, miłość musi być obecna, ten wewnętrzny ogród pielęgnowany z troską. Kiedy czas traci magię miłości, a nawet pewną jakość uwagi, wtedy traci sens. Czas staje się po prostu tykaniem zegara.

Podobnie jak wiele innych rzeczy dzisiaj, traktujemy czas jako przedmiot, wręcz coś mechanicznego, a nie jako obecność, którą należy kochać i szanować. Możemy „obserwować zegar”, ale rzadko uświadamiamy sobie żywą obecność czasu. Jedną z niewypowiedzianych tragedii współczesności jest to, jak czas stracił swoje znaczenie, a upływ godzin, mijające dni stały się jedynie powtarzalnością, pozbawioną treści, piękna, zapachu.

Te tajemnice wewnętrznych światów były niegdyś częścią naszego codziennego życia, wyrażaną w rytuałach i inicjacjach. Inicjacje wyznaczały pory roku i łączyły duszę z ciałem, uświęcając ich przemiany. A kiedy kukurydza była sadzona, a następnie zbierana wraz z rytuałem i modlitwą, splataliśmy ze sobą świat widzialny i niewidzialny. To ziemia, po której chodzili nasi przodkowie, z mądrością i wiedzą, wciąż obecną wśród rdzennej ludności.

Teraz musimy na nowo odnaleźć nici łączące chwile naszego życia z otaczającymi nas wzorcami. Żyjąc pośród natury, jest łatwiej, bo patrząc przez okno widzę mokradła wypełniane przypływem z zatoki. Mój dzień wyznaczany jest przez przypływ i odpływ wody, a miesiące mijają wraz z przylotami i odlotami ptaków na brzeg, pory roku przez „V” gęsi migrujących wysoko nad naszymi głowami. Osiągnąłem również wiek, w którym czas nie jest już tak naglący, a wymagania każdego dnia mniejsze. Mogę usiąść przy wolniejszych rytmach, jak każdego lata czekam na przylot młodych jelonków, jedzących trawę, chronionych przez czujne matki.

Kiedyś miałem kubek, który mi dano, z napisem: „Bóg postawił mnie na Ziemi, abym dokonał pewnej liczby rzeczy. Teraz jestem tak daleko w tyle, że nigdy nie umrę”. Ale teraz jestem daleko od takich list osiągnięć, częściej gubiąc się w głębszej ciszy, która odwołuje się do innego wymiaru czasu. Tutaj czas i to, co ponadczasowe, zbliżają się do siebie, często mówiąc tym samym językiem. Coraz bardziej czuję, jak te dwa aspekty czasu są częścią tej samej tkaniny, tak jak forma i pustka odbijają się wzajemnie.

W dzisiejszym świecie, na gorączkowe, stresujące wymagania czasu, często odpowiada duchowa nauka, że ​​istnieje tylko chwila obecna. I jest ziarno prawdy w tej prostej świadomości istnienia z chwili na chwilę. Najłatwiej dostrzec to u małych dzieci, gdy każda chwila jest przeżywana dla siebie, te złote chwile, gdy słońce wschodzi każdego ranka po raz pierwszy, zanim nadejdzie czas, świat zegarów i kalendarzy. To również mityczny ogród Eden, wspomnienie, które nosimy w sobie, o dziewiczym świecie sprzed Upadku, zanim oddzieliliśmy się od Źródła, gdy kroczyliśmy razem z Bogiem, a wszystko było znane jako święte.

Ale w każdej chwili zawarte są również wszystkie rytmy czasu, wzory, które wypływają z tego nieruchomego centrum. Jesteśmy tu częścią spirali życia, jednego z pierwszych obrazów sztuki prehistorycznej. Galaktyki poruszają się spiralnie niczym słonecznik i strumień wody. Żyjemy w Ramieniu Oriona, mniejszym ramieniu spiralnym Drogi Mlecznej. A bieg czasu podąża za tymi archetypowymi wzorcami, każda chwila sięga wieków wstecz i w przestrzeń. Każda chwila jest jednocześnie poza czasem, ale i zawiera czas, ponieważ, jak pisze T.S. Eliot, „historia jest wzorem ponadczasowych momentów”.

Cierpiąc z powodu niedostatku wyobraźni, zamknęliśmy czas w pudełku, a następnie zamknęliśmy w nim samych siebie. Doświadczamy jednowymiarowego czasu, po prostu upływu czasu. Ale czas jest żywy na tak wiele sposobów, od świadomości chwili po chwili, po rytmy natury i kosmosu. Czas tańczy do wielu różnych melodii, rozwija się na różne sposoby. Żyje w naszych historiach i wspomnieniach, a także we wschodach i zachodach słońca. Nawet gdy obserwujemy oddech, tę świadomość chwili po chwili, jesteśmy również obecni w przepływie czasu, tlen wnikający do organizmu z każdym oddechem, a następnie wypływający do naszego ciała i życia.

A wraz z wiekiem zbliżamy się do tajemniczego skrzyżowania bezczasu i czasu. To ogród, który znaliśmy jako dzieci, ten „na początku” naszej historii, kiedy zabawa była radością. Ale teraz przywołuje nas w inny sposób, wraz ze spowolnieniem naszego ciała, bólami pleców i dusznością. W naszych dniach jest więcej przestrzeni, w których nic się nie dzieje, w których może zapanować pustka, w których proste rzeczy są ważniejsze niż wielkie plany.

Stopniowo zbliżamy się do brzegu, pozwalając, by nasza świadomość dotknęła innego horyzontu. Często wspomnienia gromadzą się na tym brzegu, czasem niczym szczątki zmyte przez burzę. Czas wtedy przemawia inaczej, szepcząc o innym miejscu. Podróż trwa, podróż zawsze trwa, ale drogowskazy są nieznane, zwłaszcza w dzisiejszym świecie, który ceni tylko to, co znane i namacalne. Nasza kultura dąży do celebrowania wiecznej młodości, a nawet ma przerażające fantazje o nieśmiertelności obiecanej przez sztuczną inteligencję. Ale jeśli potrafimy patrzeć i słuchać, dostrzegać historie czasu, wiemy, że nie ma nic do stracenia, jak w japońskim poemacie o śmierci Bairyu:

O hortensjo—

zmieniasz się i zmieniasz

powrót do pierwotnego koloru

Rytmy czasu, pory roku – pierwszy przymrozek na ziemi czy pączek otwierający się wiosną – pomagają nam pamiętać, że należymy do ziemi, pomagają nam powrócić do miejsca przynależności. Ale przemawiają również do duszy, aby znała swoje miejsce w tym nieskończonym rozwoju. Kiedy neolityczni rolnicy obserwowali zachód słońca w środku zimy, przebijający się przez wielkie stojące głazy, coś było uporządkowane w ziemi, kosmosie i ich własnej duszy. Możemy nie znać języka tego starożytnego połączenia. Nawet świadomość średniowiecznego rolnika, który żył bez zegarów, jest dla nas zbyt odległa, byśmy mogli ją w pełni zrozumieć, choć dźwięk dzwonu klasztornego może poruszyć kurz nowszych wspomnień. Ale możemy wyczuć świat i sposób bycia, który żyje tuż pod powierzchnią i sięga do gwiazd. Ten rozległy świat znaków i świętego znaczenia jest nam potrzebny, aby nas odżywił, aby pomógł nam odnaleźć drogę. Wtedy czas znów będzie święty i będzie mógł do nas przemówić. ◆

1 „Cały świat jest sceną, a wszyscy mężczyźni i kobiety są tylko aktorami; mają swoje wejścia i wyjścia; a jeden człowiek w swoim czasie odgrywa wiele ról, a jego czyny trwają siedem wieków…” Z książki „Jak wam się podoba”.

2 Rozdział 25, Tao Te Ching, tłum. Gia Feng i Jane English.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Cynthia May 2, 2023
So eloquently put. I have been searching for a way to express it. Awe, but I, myself am but a reflection of the world in which I live. But I am reminded of the importance of preserving presence in the soul, the whole being and all is right again with me and the world. So thank you for the reminder. I suffer like many from anxiety and have delved into a different way of life as I move into retirement age. Bless you and those responsible for bringing this to my attention! I need to practice acceptance of my frailty and others’ too and remember my spiritual practice. ❤️