Back to Stories

Poniżej Znajduje się Transkrypcja Podcastu Soundstrue Insights at the Edge Z udziałem Tami Simon, Resmy Menakem, Bayo Akomalafe I Orlanda Bishopa. Wersję Audio Rozmowy można odsłuchać

Mówił. Czarny człowiek w tej obecnej strukturze jest postrzegany, komórki imaginalne w nim, są postrzegane jako nic niewarte. To nie jest problem dla czarnego człowieka, czarnego ciała; to dosłownie problem dla struktury. Struktura jest tak potężna, że ​​nie musi się zastanawiać, dlaczego musi to rozciąć, dlaczego musi to ugasić, dlaczego funkcją czarnego ciała jest albo służyć, albo umrzeć.

Tami Simon: Mam pytanie z wnętrza gąsienicy, która nie chce wykonywać swojej pracy. „Nie chcę stać się motylem, do cholery. Nie zrobię tego i nie możecie mnie do tego zmusić”. A jednak zdarza się, że przeżywamy coś, czy to strukturę, zbiór idei, czy ramy, a nawet słuchając takiej rozmowy lub przychodząc na wydarzenie takie jak trasa koncertowa Three Black Men , cokolwiek przychodzi do nas z naszego wewnętrznego życia, co wyraźnie wskazuje na to, że przechodzimy przez pewien etap przejściowy, ale nie czujemy, że mamy w sobie wewnętrzne zasoby, by przejść do kolejnego – mam na myśli, Bayo, mówiłeś o tym jako o czymś twórczym i hojnym, a ja pomyślałam: „Może”, ale może to być również wewnętrzny kryzys, który nie jest tak odczuwalny. Nie jest twórczy i hojny. „Właściwie nie wiem, czy dam radę przez to przejść”.

Zastanawiam się, czy możesz porozmawiać z osobą, która jest w tym momencie i przeżywa przełom; ona jest w trakcie załamania.

Resmaa Menakem: Czy mogę wtrącić się na chwilę, bracia, tylko na chwilę? Ta idea, żeby przede wszystkim szukać przełomu, jest w rzeczywistości antykreacją. Kiedy mówimy o Czerni, mówimy o gąsienicy i stawianiu oporu, o czym mówimy, to jest częścią kreacji. To nie jest niedogodność dla kreacji; to dosłownie część kreacji. Zostaliśmy tak skonstruowani, że kiedy to się stanie, szukamy wyjścia. Szukamy: „To nie powinno mi się przydarzyć”.

Jeśli mam dojść do miejsca, w którym czarni mężczyźni będą rozmawiać o tych fragmentach, chcę znaleźć się w miejscu, w którym będę mógł sobie z tym poradzić. Tego się nie osiąga. Nie ma tych elementów zbiorowo i nie ma tych elementów indywidualnie, które pozwoliłyby na skompletowanie tych fragmentów, ponieważ to pojawia się na końcu, a nie na początku. Nie będziesz miał tych elementów, których potrzebujesz, aby móc faktycznie zmierzyć się z niektórymi z tych fragmentów [NIECZYTELNE], ponieważ konstrukty nie pozwalają ci ich mieć.

Więc to, co mówię ludziom, to dlatego mówimy o podgryzaniu, o powstrzymywaniu, o byciu wspólnotowym, ponieważ jeśli naprawdę zależy ci na tym życiu, na transformacji, zrozumieniu rasy, traumy, potworności, jeśli naprawdę o to ci chodzi, nie ma żadnej siatki bezpieczeństwa. Jest tylko obcowanie z innymi ludźmi, kiedy przez to przechodzisz, i dostrzeganie swoich lęków i ograniczeń, i tego, jak twoje cnoty dosłownie je ukrywają.

Opór gąsienicy nie jest czymś, co należy stłumić. Opór jest tylko częścią tego, co jest potrzebne, aby zakręty mogły się wydarzyć, aby pytania mogły się wydarzyć, aby gąsienica mogła powiedzieć: „Czy mogę po prostu spaść z tej cholernej gałęzi? Nie, poczekam jeszcze sekundę. Poskubię to jeszcze przez sekundę i zobaczę, co z tego wyniknie”. Jako istoty ludzkie zawsze chcemy dojść do czegoś takiego. Chcemy przyjść i powiedzieć: „Chcę mieć pewność, że jestem bezpieczny”. Cóż, ty tego nie rozumiesz. Ja tego nie rozumiem. To nie jest umowa stworzenia. Umowa stworzenia polega na wejściu w czerń, nauczeniu się elementów, których musisz się nauczyć, przechodząc przez nią, i zobaczeniu, co się wyłoni, i zrobieniu tego z innymi ciałami.

Orland Bishop: Niektórzy mogą uznać za słuszne stwierdzenie: „Nie wiem jak”, ale jest jeszcze inny punkt, w którym trzeba zrzec się autorytetu, jaki się posiada na świecie, a założenie, że nie wiesz, a mimo to chcesz mieć autorytet pozwalający ci nosić broń, cokolwiek, to pytanie, które stawia społeczeństwo przed pytaniem, co jest sprawiedliwe.

Są chwile, kiedy docieramy do tego miejsca i jest to miejsce pokory, by powiedzieć: „Wyrosłem z możliwości sprawowania władzy, którą mi powierzono”. I nadszedł czas, by z niej zrezygnować, kierując się zdrowym rozsądkiem, pytając, kto teraz mógłby być w służbie? Społeczeństwo musi zmieniać przywódców. Kiedy starsi dojrzeją do pełnienia funkcji, pozwalamy im objąć te stanowiska. Ale pragnienie władzy bez pozwolenia, by potworność tobą kierowała, jest niebezpieczne zarówno dla samej osoby, jak i dla społeczeństwa, w którym wówczas wyraża się przywództwo.

Możemy patrzeć na jednostkę, ale częścią naszej pracy jest spojrzenie na społeczeństwo jako całość i stwierdzenie: „Są ludzie, którzy pokazali swoje talenty, ale nie ma dla nich zajęcia. Są ludzie, którzy protestują w imię podstawowych prawd i praw do życia, ale nie ma dla nich sprawiedliwości”. Zatem, jeśli społeczeństwo ma być motylem, musimy mieć dobry osąd, rozeznanie i dobre, w pewnym sensie, relacje oparte na zaufaniu, aby móc powiedzieć: „Kto mógłby to poprowadzić dalej?”.

Ludzie, którzy tworzą, tworzą przede wszystkim muzykę, a nie cokolwiek innego. A jeśli spojrzymy na historię tworzenia muzyki w tym kraju, dostrzeżemy motyla. Dostrzeżemy motyla, to, co dawali Czarni, jako wrażliwość całej kultury na zaufanie aktom twórczym, które dojrzewały. I nie chodzi tu o obalenie jakiejkolwiek władzy czy autorytetu. Chodzi o to, że możemy przyczynić się do upiększenia świata. Możemy przyczynić się do jego humanizacji, dzięki uczuciom, które podtrzymują nasze życie. To uczucie napięcia zostało przywołane, mówiła Resmaa, aby wciąż trzymać się nadziei, że może pewnego dnia będziemy mieli szansę polecieć.

Ten dzień może być prawdziwy tylko wtedy, gdy inni powiedzą: „Koniec z uciskiem. Koniec z zaprzeczaniem, że mam prawo rządzić, egzekwować i zabezpieczać”. To czynniki relacyjne, a motyl jako analogia do zbiorowej duszy grupy ludzi – wszyscy wiemy, że moglibyśmy sobie nawzajem pomagać w byciu lepszymi. Wiemy o tym. Dlaczego więc tego nie robimy? Dlaczego nie mówimy: „Potrzebuję, żebyś mógł być sobą”? To kluczowy krok w napięciu między poczwarką a motylem.

Resmaa Menakem: Tak, napięcie.

Orland Bishop: Napięcie.

Resmaa Menakem: Nie chcemy napięcia.

Orland Bishop: Nie chcemy napięcia. To nie jest kwestia naturalna – to czynnik nadprzyrodzony.

Resmaa Menakem: Dokładnie tak.

Orland Bishop: Ponieważ ludzka świadomość w rzeczywistości gości coś o wiele bardziej twórczego niż to, w czym już żyliśmy. A to napięcie między przeszłością a przyszłością wymaga od nas, od człowieka naszych czasów, i tak, przyjmowania wszelkich inspiracji od tych innych istot, które pokazują nam, jak żyć w zgodzie z naturą i przyszłością, kiedy żyją. Coś umiera, a potem coś się odradza.

Bayo Akomolafe: Dziękuję, bracia. Chcę do tego podejść w ten sposób. Oczywiście, łącząc wątki naszej rozmowy i używając tej pięknej figury znikającej gąsienicy, że tak powiem. I myślę, że istnieje termin określający bezproduktywną, nieinstrumentalną maź lub zupę zwaną komórkami imaginalnymi.

I myślę, że nasz problem, a raczej popadamy w nawyk rozpoczynania analizy od jednostki, i przez to staje się to naprawdę trudne. Zaczynamy od jednostki, jej zbawienia i jej doświadczenia. Siłą napędową, że tak powiem, jest jednostka. Fetyszem współczesnej cywilizacji jest jednostka. Fetyszem białej nowoczesności jest jednostka, oderwane „ja”. A zatem „ja”, które zostało odcięte od rytuału, od ruchu. Ruch, który poprzedza poruszające się oko, nie jest częścią analizy.

Ale kiedy zaczniemy to uwzględniać, wtedy można zrozumieć, jak opór jest częścią materiału na nowość. Można zacząć rozumieć, że nawet nasze próby jego odrzucenia są dokładnie tym, czego potrzebuje nowa sytuacja, aby się rozwijać. Ponieważ to nie jednostka działa; to działa asamblaż. To działa ekologia. To pole. To terytorium, które oddycha razem z tą sytuacją.

Często opowiadam historię o Tricksterze, który podróżował z niewolnikami. Brat Orland zna ją dobrze. Brat Resmaa również. Jorubajski bóg Trickster – i myślę, Tami, że rozmawialiśmy o tym już kiedyś – podróżuje z niewolnikami przez Atlantyk na statku z niewolnikami. To jedna z historii, które opowiadamy w Jorubalandzie, w Nigerii i Afryce Zachodniej, że nawet pojmanie, nawet ten kolonialny statek pojmania, miał rzeczywistość pasażera na gapę, miał podstępną, nieznaną postać, która w nim mieszkała i się ukrywała. Ta opresja nigdy nie jest dopełniona sama w sobie. Nigdy nie jest w pełni totalna.

Możesz przyjść z butami, flagami, hymnami i technologiami kolonialnego nadzoru i zaznaczyć swoją obecność, ale nawet w ten sposób tworzysz warunki do swojego wściekłości. Tworzysz warunki do własnej zagłady. Nie ma więc żadnej totalnej formy izolacji, w której nie byłoby już Trickstera.

Resmaa Menakem: To wszystko.

Bayo Akomolafe: Cóż, żyjemy w czasach przywódców i bohaterów i tak dalej. Ale to są tematy, z których dyfrakcyjnie się komponuję, słuchając moich braci tutaj, że wydaje się, że poza przywódcą, poza kluczową postacią, która zna wszystkie odpowiedzi, istnieje w tym czasie inna potrzeba. Jest inna potrzeba. Jest zmiana spojrzenia, zmiana władzy, że tak powiem. I to jest moment, w którym Trickster wkracza, burzy te binarne podziały i tworzy coś innego. Tak.

Resmaa Menakem: Pięknie, bracie. Pięknie, pięknie, pięknie.

Tami Simon: Ta rozmowa będzie miała znacznie szerszy kontekst: dwa dni w Los Angeles, 24 i 25 czerwca. To początek podróży Trzech Czarnych Mężczyzn . Możesz dołączyć 24 czerwca na spotkanie czarnoskórych mężczyzn w godzinach 10:00-17:00, a następnie 25 czerwca w godzinach 10:00-17:00, otwarte dla wszystkich. Wydarzenie 25 czerwca będzie również transmitowane na żywo. Więcej informacji znajdziesz na stronie threeblackmen.com.

A żeby usłyszeć nieco więcej, powiedz mi, dlaczego zdecydowałeś się zorganizować to w ten sposób, jeden dzień dla czarnoskórych mężczyzn, a jeden dzień dla ogółu społeczeństwa, i jeśli możesz, jaka może być nadzieja na to prorocze spotkanie, jeśli można to rozsądnie przedstawić, na każdy z tych dni?

Bayo Akomolafe: Resmaa, Orland, chcecie tam pojechać?

Orland Bishop: Intencją było wręcz podarowanie nam tego, żebyśmy mogli powiedzieć: jeśli jesteśmy razem, kiedy spotkaliśmy się we troje, aby zorganizować to miejsce, nie pominęliśmy naszych babć, matek, sióstr, przyjaciółek. Nie pominęliśmy społeczności międzynarodowej, którą zawsze docenialiśmy za to, jak przyczynia się do tego, kim jesteśmy. Ale to było to samo. Jeśli jesteśmy razem, czy znajdziemy ten poziom dynamiki, ten monstrualny cel? Czy naprawdę możemy pozwolić mu zbliżyć się do nas tak bardzo, jak to możliwe, będąc sobą?

Pierwszy dzień z czarnoskórymi mężczyznami był tak naprawdę również dla nas, ponieważ musimy żyć w czymś, co jest o wiele trudniejsze do zniesienia na co dzień w społeczeństwie, w którym, z drugiej strony, jeśli dwoje lub więcej takich jak my się spotka, istnieje jakiś spisek, aby coś zawrzeć, wierzyć, że może tak być w umysłach niektórych ludzi, a jednak znamy prawdę, i dawać ten sam wyraz czarnoskórym mężczyznom lub mężczyznom, którzy identyfikują się ze swoimi ciałami w świecie, w którym potrzebują tego czasu. I to naprawdę jest dar; to naprawdę jest dar dla nas samych i dla siebie nawzajem, aby uroczyście uświęcić fundamentalną umowę, która umieszcza nas w kategorii wyboru, aby powiedzieć: „Wybierzemy to jako nasz sposób bycia ze sobą”. To nie jest tylko projekcja. Mówimy, że wybieramy, kim jesteśmy i kim mamy być dla siebie nawzajem, i pozwalamy, aby to uczucie się pojawiło, a następnie gościmy większą społeczność.

Resmaa Menakem: Dla mnie, odpowiadając szybko, dzień bez białego spojrzenia, SPOTKANIA, dzień bez spojrzenia białego [NIECZYTELNE] patrzącego na nas, to dzień, w którym możemy być blisko z innymi czarnymi mężczyznami, bez tego spojrzenia nachalnego. A to, co pojawia się w pomieszczeniu pod względem zinternalizowanego białego spojrzenia i harmonii, możemy wykorzystać w naszym własnym nauczaniu. Dla mnie chodziło o pewien poziom intymności. A potem, kiedy już to osiągnęliśmy, kiedy uzyskałam ten składnik odżywczy, zostałam przez to odżywiona, wtedy wiedziałam, że będę w stanie lepiej służyć innej grupie, większej grupie, grupie innych typów ciał. Ale najpierw tego potrzebowałam.

Bayo Akomolafe: I może dodam jeszcze to. Moje duchowe tradycje intelektualne, tradycje, które mnie pielęgnują, które wciąż trwają, zmuszają mnie do stwierdzenia, że ​​nawet nie myślę – nie potrafię myśleć o Czarnej Stronie jako o czymś, co da się sprowadzić do tożsamości. Nie wiem, jak to zrobić. Pochodzę z ludu Joruba. Było dla mnie szokiem, gdy dowiedziałem się, nie wtedy, gdy byłem młody, ale gdy byłem już dość stary, że Joruba nawet nie nazywają siebie „Joruba”. Joruba, nazwa Joruba, nie jest słowem jorubańskim. Pochodzi od nieznajomego. Nieznajomy powiedział: „Och, to są Joruba”. I wtedy to właśnie ten nieznajomy nadał nam tę nazwę.

Dlatego zachęcam ludzi do błędnej wymowy mojego imienia. Nazywam to darem błędnej wymowy, ponieważ nieustannie żyjemy na wygnaniu, a wygnanie nie jest dla nas patologią. Jesteśmy diasporą. Jesteśmy kulturą diaspory. Ciągle podróżujemy. Naszym zadaniem jest podróżowanie i upowszechnianie. I dlatego kultura Ifa, a właściwie tradycja Ifa, jest obecnie tak żywą siłą afrodiasporyczną na świecie.

To wszystko prowadzi mnie do stwierdzenia, że ​​w pewnym sensie – a mówię to głosami CLR Jamesa, Hortense Spillers, tych czarnych badaczy, Freda Motena – że bycie czarnym nie dotyczy czarnych ludzi. Bycie czarnym dotyczy układów, układów, a nawet tego, co brat Orland mógłby nazwać porozumieniami, i tego, co zostało utracone, i możliwości nowego.

Ale jest dar w zwoływaniu, nawet w obrębie tych kartografii, które zostały nakreślone. Jest. Bo jak zdefiniować Czarnego człowieka? Jak zdefiniować Czarnego człowieka? Ale Orland może mieć coś do powiedzenia na ten temat, co może różnić się od tego, co mówi Resmaa, co będzie różnić się od tego, co ja mam do powiedzenia na ten temat. Jeśli mamy kierować się wyłącznie wizualnością, jestem najczarniejszy z tych trzech. Mam na myśli te trzy. Jestem całkiem czarny. Jestem czarny jak smoła. Ale te definicje i tożsamości są wędrujące i migrujące równie dobrze. Nie ma więc jakichś czystych koncepcji, do których można by dojść, ale to nie znaczy, że nie możemy się zwołać wokół nich, nawet tych zarysowanych definicji, które mogą się zmienić.

Muszę też powiedzieć, że w sposobie, w jaki mówię o białości, na przykład, nie da się jej zredukować do białych ciał. Nie umniejszam białości, ponieważ uważam, że białość to układ. To postawa. To pozowanie. Nigeria jest największym skupiskiem czarnoskórych ciał na planecie, w państwie narodowym, porządku westfalskim. Ale jesteśmy bardzo, bardzo – cóż, powtarzam to cały czas, z komicznym skutkiem, jesteśmy całkiem biali, ponieważ nasza postawa jest taka, że ​​musimy wyglądać jak Nowy Jork, musimy wyglądać jak Londyn. Jak mamy nadrobić zaległości? To imperatyw nadrobienia zaległości. I nie jest to wyjątkowe dla Nigerii. To inwazja na wybrzeże Afryki. Nie potrafimy dostrzec, zidentyfikować się i zaufać sobie. I nie mówię tego uniwersalnie, oczywiście nie jest to uniwersalna prawda, ale istnieje wszechobecne poczucie, w którym skłaniamy się ku europocentryzmowi jako zbawczemu i mesjańskiemu. W tym sensie jesteśmy wciągnięci w proces wzmacniania białych stabilności, białych kolonializmów, projektu nieruchomości, który angażuje ciała w to, jak to się ma do rzeczywistości.

Zatem białe spojrzenie to dla mnie spojrzenie tego, co znane, spojrzenie neurotypowego, spojrzenie neurotypowego, przemoc wizualności, która uparcie twierdzi, że takie właśnie jest ciało, gdy ciała są mackowate, maskaradowe i robią więcej, niż wzrok jest w stanie zauważyć. Ciała są diasporyczne. Moje imię podróżuje daleko poza granice, których nie da się wypowiedzieć, więc wymawiaj je błędnie, ale moje imię podróżuje poza chwilę obecną.

Nie chcę sprowadzać tego do rozsądku, ale trzymamy się tamtej chwili. Kiedy zwołujemy czarnoskórych mężczyzn, jakkolwiek niepokojące by to nie było, kiedy zwołujemy czarnoskórych mężczyzn, trzymamy się możliwości, pozostajemy w równowadze i implodujemy definicje. A potem dochodzimy do miejsca, gdzie bycie czarnoskórym jest symbolem hojności, radykalnej gościnności. I mówimy: „Przyjdźcie wszyscy, bo musicie tu być, bo białość wam nie służy, bo jesteście na szczycie tej piramidy, a kiedy jesteście na szczycie piramidy, czujecie się bardzo samotnie. Nie ma tu miejsca, żeby być, ale jest przestrzeń tu, w szczelinach”.

Tami Simon: Jedna rzecz, Orland, która utkwiła mi w pamięci, może cię zaskoczy, to to, że powiedziałeś, że pierwszym aktem twórczym jest tworzenie muzyki. I myślę, że to mnie zaskoczyło, ponieważ przez całą pierwszą połowę naszej rozmowy miałam wrażenie, że słucham muzyki, słucham waszej trójki. Poczułam w głębi duszy, że właśnie tak się czuję, kiedy słucham naprawdę dobrej muzyki.

I pytanie, które mi się nasunęło, jest takie: jestem ciekaw, jak każdy z was doświadcza swojego wewnętrznego instrumentarium, jeśli tak można powiedzieć, wokalizacji czy wewnętrznej muzyki, jak to się czuje dla was jako jednostek, które teraz grają i tworzą muzykę razem? Jak to się czujecie?

Resmaa Menakem: Mam doświadczenie z tymi braćmi i ciekawe, że tak to ujęłaś, bo odkąd zaczęłam się z nimi spotykać, jednym z obrazów przodków, który stale mi się pojawia, jest Miles Davis. Ciągle się pojawia, a to tylko przelotne ujęcie go na scenie z opuszczoną trąbką. I odkąd rozmawiamy i spotykamy się, ten obraz nieustannie się pojawia.

I wierzę, że ten wibracyjny język polega na tym, że jesteśmy jazzem. Robimy ten jazz ze sobą, a ja robię to z Coltrane'em i Theloniousem Monkiem. Rozumiesz? Robimy to, gramy te utwory i gramy. To jest właśnie cecha dobrych muzyków, dobrych artystów i ludzi, którzy dobrze sobie radzą. W pewnym momencie znajdują sposób, żeby grać, wrócić do gry. Opór gąsienicy opierającej się motylowi jest formą zabawy.

I tak to właśnie widzę. Widzę nas jako takie trio jazzowe, które robi te rzeczy, a potem patrzymy na siebie i wymieniamy się pomysłami, a ja mówię: „O tak, podoba mi się to. Podoba mi się to, tak. O tak”. Rozumiesz? On na to: „O, podoba ci się to? Pozwól mi to zrobić”. Właśnie to widzę, jak to robimy, i całe to doświadczenie, ta rzecz, którą robimy razem w Los Angeles, tak właśnie jest. Tak to będzie. To będzie jazz.

Orland Bishop: I to jest przestrzeń przybycia, poziom jazzu, ale jest progresja. Tak więc od negro spirituals, jak je nazywano, tych pieśni pracy, w których musieli przywołać z ziemi rodzaj sanktuarium, stworzyć sanktuarium na plantacjach niewolników, stworzyć sanktuarium w przestrzeniach, gdzie panowała tak wielka przemoc. Jedynym sposobem było stworzenie rodzaju strażnika nad percepcją zmysłową, aby nie żyć w ciągłym strachu. Muzyka znów była Tricksterem, dając współczucie percepcji zmysłowej, ucząc ją, jak przetrwać, a nie żyć w niej, i rozwijając pewne rodzaje kodów, które następnie były przekazywane w muzyce, budując pole świadomości, tak aby kiedy ktoś słyszy tę piosenkę, czuł się pocieszony.

I tak powstały pieśni pocieszenia, a stopniowo pojawiła się w nich pedagogika wzmacniająca wolę. Nawet Ruch Praw Obywatelskich miał swoje pieśni, które towarzyszyły podejmowanym ryzykom, przygotowywały psychikę do pewnych wizji i determinacji.

Kiedy dotarliśmy do jazzu, osiągnęliśmy poziom swoistej improwizacji, zdolności do przezwyciężania schematów opresji, których trzeba się nauczyć i z którymi trzeba się zmierzyć. Ale muzyka jest w rzeczywistości proroczą przestrzenią, przygotowującą ludzką percepcję do adaptacji, a kto nie lubi jazzu? Wszystkie dusze, niezależnie od tego, czy jesteś czarny, czy biały, rozumieją jego motywację, która polega na wyjściu, porzuceniu nawyku przewidywania, co może nadejść, i po prostu słuchaniu i kreowaniu słuchania w ten sposób, w jaki słuchasz, kreowaniu oczekiwania na pewien rodzaj wolności, docenianiu czegoś, co druga osoba będzie grać – wolisz, żeby to druga osoba grała, niż ty.

To jest jazz; nie ma tu rywalizacji. Tworzysz coś i dajesz to komuś innemu, żeby to dodał, i to się rozwija. To cywilizacja w swoim potencjale. I myślę, że te istoty, które dały nam tak wspaniałą muzykę, są teraz odczuwalne, ponieważ są starszymi w tej kulturze. To oni są starszymi. To oni przygotowali potencjał, by być gospodarzami dla kreatywności, która zrodzi się ze wszystkich naszych zmagań.

Bayo Akomolafe: To mnie przytłacza, bo nie wiem, jak… Za każdym razem, gdy piszę, piszę z muzyką, myślę z muzyką, więc nie potrafię już myśleć o sobie jako o autorze, jako o osobnym oku, które komponuje słowa. To bardzo neurotypowy asamblaż. Co jest pierwsze, piosenkarz czy piosenka? Czy to piosenkarz produkuje piosenkę, czy piosenka produkuje piosenkarza?

Mówiąc o muzykalności tego projektu, w bardzo mocnym sensie, i tak właśnie chcę go postrzegać, jest w nim coś, co faluje, kipi, bebopuje i podskakuje z wieloma bitami i rytmami. Słyszę tu hip-hop. Hip-hop jest tu, hip-hop jest realistyczny, hip-hop jest Los Angeles. Przeszliśmy do korzeni hip-hopu w sporcie, wyznaczamy terytoria i kreślimy historie. To jest hip-hop i myślę, że każdy zna jego historię. To samba w Brazylii. To rytmiczna odmowa bycia częścią państwa policyjnego. Samba rozwijała się w kryjówkach, siedząc w Rio, a potem żołnierze maszerowali obok i żądali od czarnoskórych, by się pokazali, ale oni byli ukryci w pequeña Africa, małej Afryce, i komponowali te buntownicze, skandaliczne bity, które stały się znane jako samba.

A ten projekt to także Afrobeats. To Fela Aníkúlápó Kuti zaprasza ludzi do duchowego podziemia, mówiąc: „Hej, nie chcę być częścią praw człowieka. Jestem zwierzęciem”. Prawie jak odebranie wam praw człowieka. To jedna z interpretacji. Odebranie wam wszystkich praw człowieka. Jak śmiesz zapraszać mnie do tej przestrzeni, jakbyście wymyślili, co to znaczy być człowiekiem? To są dźwięczne i dysonansowe rytmy, które płyną z tego zgromadzenia i kształtują nasz wspólny ruch.

Tami Simon: Bayo Akomolafe, Orland Bishop, Resmaa Menakem – trzej czarnoskórzy mężczyźni razem w Los Angeles, 24 i 25 czerwca. 25. wydarzenie będzie transmitowane na żywo i otwarte dla publiczności. Więcej informacji na stronie threeblackmen.com.

Zanim skończymy, chcę to jeszcze raz otworzyć i zwrócić się do Ciebie. Masz jakieś ostatnie uwagi? Masz coś do przekazania?

Resmaa Menakem: Nie mogę się doczekać, żeby dotrzeć do Los Angeles. To jedyne, co mam.

Orland Bishop: Zaproszenie ma na celu również wniesienie do tego humoru. Chcę podkreślić humor. Chcemy móc po tym wszystkim naprawdę dobrze się pośmiać z tego, co się dzieje, a nie tylko… wspólnota kończy się na tej swoistej przestrzeni świętowania. Naprawdę chcemy wywołać wrażliwość, by nie traktować tego wszystkiego zbyt poważnie, rezygnując z radości bycia człowiekiem. To refleksja, gdzie przyjaźń zastępuje wszelkie relacje władzy. Jest tak wiele mocy, które wszyscy moglibyśmy rozwijać, posiadać i o których moglibyśmy marzyć, ale kiedy zostawiamy przestrzeń jako przyjaciele, to jest to najwspanialszy dar.

Pielęgnujemy naszą relację. Za każdym razem, gdy mamy okazję się zorganizować, budujemy coś, co wiemy, że wszyscy od siebie nawzajem potrzebujemy, aby móc to osiągnąć. A po tych kilku rozmowach i spędzonym czasie, jest tyle piękna, nad którym można się zastanowić, i potrzebuję tego od moich braci. Potrzebuję tego od mojej społeczności.

Bayo Akomolafe: Powiem tylko tyle: do dzieła.

Resmaa Menakem: Do dzieła.

Bayo Akomolafe: Jedzmy.

Resmaa Menakem: To wszystko, to wszystko.

Bayo Akomolafe: Pożartujmy. Resmaa, ile ich jest? Dziesiątki, prawda?

Resmaa Menakem: Tak. To wszystko.

Bayo Akomolafe: Będzie dużo… to opowieść o krawędzi upadku.

Resmaa Menakem: To wszystko. Tak, to wszystko.

Bayo Akomolafe: To jest na krawędzi, gdy wszystko miota się, rozprasza i rozpływa w eterze. Jest pewien rodzaj pracy, która jest obecna, która jest ucieleśniona, która jest jednocześnie uziemiająca, uwalniająca i ekspansywna, i z którą to jest próba eksperymentowania. I nie mogę sobie wyobrazić żadnej innej osoby, z którą wolałbym to robić, żadnej innej osoby, z którą wolałbym to robić, niż moi starsi bracia. Nacisk na starszych.

Resmaa Menakem: Wiedziałam, że to zrobi. Wiedziałam, że zrobi to ponownie.

Bayo Akomolafe: Tak, tak.

Orland Bishop: I chciałbym jeszcze powiedzieć, Tami, że ta gościnność, ta przestrzeń, to forum jest przykładem relacji, które chcemy w pewnym sensie uszanować. To nie tylko wywiad. To gościnność, którą, moim zdaniem, nadszedł czas, abyśmy wszyscy się nią podzielili. Dziękuję również za gościnę.

Bayo Akomolafe: Dziękuję, Tami. Dziękuję, Tami.

Resmaa Menakem: Tak, dziękuję. Dziękuję za gościnę.

Tami Simon: Dziękuję. Dziękuję wam wszystkim trojgu za waszą ogromną gościnność i przyjęcie mnie i publiczności Sounds True. Czuję ogromną wdzięczność. Dziękuję.

Resmaa Menakem: Dziękuję.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
Susie Jul 4, 2023
This is one of the most profound interviews I have ever read. It was monstrous!