ILUSTRACJA: MICHAEL LUONG/YES! MEDIA
Rozmawiałam niedawno z przyjaciółką, która właśnie wróciła z odosobnienia medytacyjnego. Powiedziała, że jednym z pomysłów, którymi podzieliła się ze swoją grupą, było to, że „filiżanka jest już rozbita”, medytacja nad tym, jak śmierć, koniec lub złamanie, którego się boimy, są nieuniknione. Umrzemy, wszyscy, których kochamy, umrą, organizacja się skończy, naród się rozpadnie, system się zawali. Filiżanka pęknie. Koniec już nastąpił w naszych umysłach, naszych wyobrażeniach, naszych przewidywaniach; wynika to z samego wzorca naszej egzystencji, który rozumiemy jako nietrwały.
Uważam, że ta idea przynosi mi tyle samo spokoju, co idea uzdrowienia jako zwycięstwa . Te idee mogą być nawet tą samą ideą. Są to wariacje na temat zakończenia, chociaż nasze społeczeństwo ma tendencję do gloryfikowania jednej formy (uzdrowienia), podczas gdy boi się drugiej (zerwania). Chcę zaoferować ci pokój, który jest w tym połączeniu między zakończeniem, odpowiedzialnością i społecznością — ale dotarcie tam może wydawać się trochę przerażające, ponieważ musimy rozmawiać o zakończeniach.

Świat materialny jest z konieczności tymczasowy i to tylko kwestia tego, jak głęboko jesteśmy skłonni zajrzeć, jak daleko w przeszłość i przyszłość jesteśmy skłonni rozważyć, aby to zrozumieć. Jeśli mi nie wierzysz, spójrz na ruiny każdego społeczeństwa, które istniało przed nami na tej planecie. Pamiętaj, że materia, z której składa się nasz księżyc i planeta, to pył gwiazd eksplodujących w innych galaktykach. Pamiętaj, że możemy być częściowo zbudowani z pyłu gwiezdnego tylko dlatego, że gwiazdy umierają.
Śmierć jest niepodlegającym negocjacjom aspektem wzoru życia większości znanych nam stworzeń. (Z wyjątkiem nieśmiertelnych meduz , tardigradów i żółwi, które nie spotykają ludzi ). U ludzi i większości gatunków, jakie spotkaliśmy na Ziemi — a nawet u większości ciał niebieskich — istnieje cykl życia, który obejmuje śmierć.
Jeśli śmierć jest, jak wielu z nas wierzy, portalem do tętniącej życiem sfery duchowej, to sama śmierć wydaje się być karmiona życiem w takim samym stopniu, w jakim karmi cykl życia. W niektórych wariantach tej wiary, w śmierci stajemy się ponownie częścią całości, rezygnując z naszej indywidualności. W innych wariantach jesteśmy w stanie zarówno zachować pewne specyficzne aspekty siebie w tożsamości przodków, jak i być częścią większego bytu duchowego, który może być odczuwany (i w pewnym stopniu dotyczy) tych, którzy nadal żyją.
W świecie reinkarnacji śmierć jest drzwiami do poczekalni, w której nasze dusze odpoczywają przed ponownym wejściem w cykl życia. Ale są też tacy, którzy wierzą, że to życie jest całkowitym doświadczeniem, że śmierć jest dopełnieniem, po którym następuje jedynie rozkład materialnego ciała z powrotem do ziemi. Dusze, które podążają za nami, dzieci, które przychodzą przez nas, również odbywają podróż w jedną stronę przez życie, które ma materialny koniec.
Nasza praca duchowa polega w swej istocie na odnalezieniu świętego spokoju w teraźniejszości, która kiedyś się zmieni i kiedyś się skończy.
Możemy mieć wiarę w jedno z tych przekonań ponad inne, ale jak dotąd nie możemy mieć naukowej pewności poza wiarą. Mamy historie ludzi, którzy mieli doświadczenia bliskie śmierci i odnaleźli drogę powrotną; wielu z nich mówi o świetle, ku któremu się zbliżają, niektórzy widzą rodzinę i bliskich, którzy ich wzywają, niektórzy mówią o odczuwaniu niesamowitego spokoju i wpadnięciu w ciemność. Kiedy słyszę te historie, zawsze zastanawiam się, jak wiele z samego doświadczenia jest ukształtowane przez wiarę osoby, która je przeżywa. Jeśli wierzysz w niebo, czy śmierć przedstawia się jako białe światło, czy chmura pełna bliskich? Jeśli wierzysz w nirwanę, czy doświadczasz spokoju? Jeśli wierzysz, że po tym nie ma nic, czy śmierć przedstawia się jako ześlizgnięcie się w ciemność?
A co jeśli w ogóle o tym nie myślisz? Co jeśli od momentu narodzin dostajesz historię swojego życia, w której nie musisz brać odpowiedzialności? W której nie musisz sam decydować, czym jest śmierć, czym jest życie i co robi twoja dusza?
Chcę zbadać, w jaki sposób nasze praktyki duchowe i przekonania dotyczące śmierci oddziałują na pracę, którą musimy wykonać tutaj na Ziemi. Moim zamiarem nie jest osądzanie, obrażanie ani odrzucanie żadnego konkretnego sposobu wierzenia, nawigowania wiarą lub bycia na świecie. Ale myślę, że musimy zaakceptować śmierć jako część cyklu życia i zdekonstruować koncepcję nieba lub jakiejkolwiek formy przyszłej utopii, jeśli ludzkość ma nadal istnieć tutaj, teraz i w przyszłości. Nasza praca duchowa jest w swej istocie odnalezieniem świętego pokoju w teraźniejszości, który się zmieni i który się skończy.
Rozmyślam nad tym wszystkim, ponieważ dla mnie rzeczywistość, że umrę, jest składnikiem mojego podejścia do odpowiedzialności z dnia na dzień. Akceptuję, że moje wyjątkowe życie nie jest wieczne i że mam tajemniczą oś czasu, w której mogę przeżyć to konkretne ludzkie doświadczenie. Dużo myślałem i czułem na temat mojej duchowej odpowiedzialności w tym życiu i doszedłem do wniosku, że nie chcę spędzać czasu na powodowaniu lub utrwalaniu krzywdy. Chcę, aby moje życie było częścią ewolucji w kierunku zakończenia niepotrzebnej krzywdy i cierpienia dla mojego gatunku i planety.
Wychowywano mnie w przekonaniu, że niebo to coś, co następuje po tym życiu, utopia, na którą muszę zasłużyć, jeśli będę „dobry” na Ziemi.
Najstarsza historia, jaką kiedykolwiek słyszałem, dotyczyła mściwego, brutalnego boga, który karał, zawstydzał i wymazywał swój lud, a następnie zesłał swojego jedynego syna, aby cierpiał za nasze grzechy, okrywając nas warunkowym przebaczeniem, które, jeśli będziemy przestrzegać zasad, zapewni nam dostęp do wiecznego nieba. Wiem, że wiele różnych systemów wierzeń podobnie przewiduje pewnego rodzaju karzącą siłę boską i akceptuje poświęcenie niewinnego w zamian za błogosławieństwo. Ursula K. Le Guin napisała opowiadanie zatytułowane „The Ones Who Walk Away from Omelas” o tego rodzaju układzie: dziecko, które żyje w ciągłym cierpieniu jako cenie utopii.
Jeśli nie ma nic poza tym życiem, w jaki sposób możemy wziąć odpowiedzialność za całe życie, które nadejdzie po nas?
Byłem bardzo młody, kiedy zacząłem ciągnąć za nici tej historii. Tak samo, jak powoli wyrosłem z zachwycającej mitologii kija marchewkowego Świętego Mikołaja, tak powoli wyrosłem z idei karzącego boga czekającego w przyszłym niebie i że mój dostęp do wiecznego pokoju i radości zależy od mojego ziemskiego zachowania.
Ta historia wydawała się i wydaje się być narracją dla ludzi, którzy chcą osądzać, ale nie być osądzanymi, którzy chcą pokoju bez rygoru praktyki, którzy chcą nieba bez konieczności zmiany sposobu życia w jakikolwiek znaczący sposób. Dla mnie to wydaje się przeciwieństwem odpowiedzialności.
Znam wiele osób, dla których ta lub jakaś inna historia o Bogu, bogach i boginiach ma sens i nadaje znaczenie. Czuję świętość w tych ludziach, w ich rytuałach i praktykach. Wiele rytuałów — zapalanie świec, pozwalanie aspektom natury reprezentować boski materiał, proszenie o boskie wsparcie i kształtowanie naszego życia — jest zgodnych z moimi własnymi praktykami czarownic w teraźniejszości.
Ale zawsze zauważam sprzeczności między tym, w co ludzie mówią, że wierzą, ich postrzeganą bliskością nieba, utopii lub pokoju, a tym, co robią. Szczególnie zauważam rosnącą zgodność między sianiem spustoszenia na Ziemi a wykorzystywaniem idei opóźnionej, opartej na zasługach utopii do roszczenia sobie moralnej wyższości. Niedawno jadąc na plażę tutaj w Karolinie Północnej, byłem otoczony flagami z karabinami AR-15 w gwiazdy i paski USA, z napisami „Jezus” i „Trump” w ramkach broni. Niektóre z tych flag znajdowały się przed małymi domami modlitwy.
Mój dziadek był chrześcijańskim ewangelikiem. Jechał ciężko dla Jezusa, a zadaniem, jakie otrzymał studiując Jezusa, była pokora, troska o tych, którzy cierpieli, i zauważanie człowieczeństwa w bezdomnych, prostytutkach i grzesznikach. Przez większość życia mieszkał w jednym miejscu i opiekował się tą ziemią i wszystkimi stworzeniami na niej. I one go kochały: szedł na pole i szybko otaczały go konie i psy, a czasami myślę, że nawet ptaki podążały za nim, śpiewając. Jego świętość była dla mnie niepodważalna i im jestem starszy, tym bardziej szanuję sposób, w jaki rozumiał, że jego zadaniem jest kochanie tej planety i wszystkiego, co na niej żyje.
Istnieje konieczna adaptacja w świętych historiach, które opowiadamy, w świętych strukturach, które budujemy, i w wartościach, które praktykujemy ze sobą. Mojemu dziadkowi dano ogień i siarkę, a następnie współczującego i wybaczającego zbawiciela, który umył stopy tym innym, których nazywano brudnymi, złymi, jednorazowymi. Podjął decyzje, aby żyć swoją wiarą jako ciągłym aktem miłości.
Moje poczucie duchowej tkanki łącznej między wszystkim, co istnieje, jest odżywiane przez głęboką wiedzę, że mój dziadek i ja jesteśmy ludźmi przepełnionymi świętym powołaniem, kierowanymi miłością i współczuciem, nawet jeśli te ścieżki wyglądają tak różnie, że wydają się sprzeczne. To poczucie inspiruje mnie do pielęgnowania ciekawości tego, co jest inne ode mnie, co jest dla mnie tajemnicze. Moja pokora wobec bioróżnorodności naszego świata jest utkana z tej samej tkaniny, co moja pokora wobec tego, co nazywam boskością. Czuję, że istnieje nieskończona złożoność wykraczająca poza moje pojmowanie, która rozwija się we wszystkich naszych wyborach.
Wzmocniło to moje rosnące poczucie wartości dla samej Ziemi. Dla samego życia. Dla samej chwili obecnej. Nie zakładam już, że ludzkie życie jest szczytem boskiej kreatywności lub celu. Jest coś w mnogości sposobów bycia, co samo w sobie jest święte i warte naszego stałego ucieleśnienia i zaciekłej ochrony.
Myślę, że musimy obudzić na nowo nasz zbiorowy zachwyt życiem i szacunek dla śmierci, jeśli chcemy zmienić bieg naszego gatunku na tej planecie. Zwłaszcza u tych, którzy obecnie opowiadają się za życiem prowadzonym wiarą, ale są zaangażowani w praktyki zniszczenia, ucisku, patriarchatu, kultury gwałtu i innych toksycznych i nieustannych krzywd. Ale zastanawiam się, czy musimy być również gotowi na wprowadzenie nieba, nirwany, pokoju, odrodzenia, a nawet śmierci do sposobu, w jaki myślimy o odpowiedzialności każdego dnia.
Jeśli ostateczne rozliczenie naszego życia leży wyłącznie w rękach boskiej postaci, która już wszystkim się zajęła, nie ma prawdziwej zachęty, aby się rozciągać, rozwijać i stać się człowiekiem, który może być w relacji z każdym innym, kto jest tutaj, teraz. Podobnie, jeśli jesteśmy przeznaczeni, aby spędzić wieczność na innym planie istnienia, gdzie znajdziemy motywację, aby zarządzać planetą, na której żyjemy, upewniając się, że ludzie mogą być w pozytywnej relacji z naszym domem? Jeśli nie ma nic poza tym życiem, jak wygenerujemy naszą odpowiedzialność wobec całego życia, które nastąpi po nas?
Wielu z nas wie, że nadszedł czas, aby dążyć do zakończenia — lub śmierci — naszych zbiorowych eksperymentów z rasowym kapitalizmem, z ekologiczną pychą i z ludzką supremacją. Trudniej jest dyskutować, ale staje się to coraz bardziej konieczne każdego dnia, a mianowicie kwestionowanie destrukcyjnych światopoglądów, gdy pojawiają się one w naszych przestrzeniach boskiej praktyki zbiorowej. Jeśli nasze miejsca duchowej wspólnoty, nasze domy modlitwy, nie mogą dostosować się poza regresywne, szkodliwe światopoglądy, ryzykujemy utratą boskiego daru ludzkiego życia na Ziemi.
Ale jeśli możemy spojrzeć na te dary boskiej historii jako na pojawiające się sposoby mówienia o cyklu życia i nieuchronnej zmianie i śmierci, które towarzyszą wszelkiemu istnieniu, to jest pokój dostępny już teraz. Te systemy ucisku nieuchronnie upadną. Struktury, które nie są zgodne z życiem na Ziemi, zakończą się. Nasza praca duchowa albo wstrząsa fundamentami niesprawiedliwości, albo porzuca nasze poleganie na czymkolwiek, co wynika z ucisku. Filiżanka jest już rozbita.
Kiedy filiżanka pęka, widzimy, że ta konkretna herbata nigdy nie była dla nas, pozostawiając nam święte lekcje uważności, intencji, głębszej obecności. Nasza tymczasowa i cykliczna praca polega na zauważeniu tego, co jest zepsute, oczyszczeniu niebezpiecznych fragmentów przeszłości i puszczeniu ich wolno — lub przerobieniu ich na coś pięknego, a następnie rozpoczęciu od nowa.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
13 PAST RESPONSES
so grateful for the energetic call
The myth that Christianity says, “… if we follow the rules, (God) would grant us access to eternal heaven” after we die is rubbish. Jesus made it clear, as did the Buddha, that we can create for ourselves our own heaven or hell right here and now. Buddhism and Christianity are not at odds with one another! But remember, Jesus was not a Christian
Love how you synthesize the teachings and your clarity in expressing your observations. Powerful!
Hope to meet you soon. I'm feeling a strong connection