...Cuda zdarzają się niespodziewanie.
Dzisiaj, kiedy tak wiele w naszym świecie wydaje się tak niepewne, chcę podzielić się dwiema historiami rozwoju sąsiedzkiego, które od dawna cenię. Są to historie ludzi, którzy wyciągnęli rękę do sąsiadów, nawet po drugiej stronie świata, i ludzi, którzy opracowali praktyczne rozwiązania żywieniowe, które ich sąsiedzi chętnie przyjęli.
Te dwie historie są moim kamieniem węgielnym dla praktycznego, sąsiadującego z sąsiadem, zorientowanego na rozwiązania, taniego, troskliwego rozwoju międzynarodowego. Chociaż Jeff Lohr woli nazywać to historią o tym, jak niektórzy zwykli Joe pomogli innym zwykłym Joe w innym kraju.
Trzeci Światowy Warsztat Maszynowy Pana Jeffry'ego
Jeff i Linda Lohr mieszkali w Schwenksville w Pensylwanii w 2007 roku, gdy młody ghański cieśla o imieniu Abubakar Abdulai wysłał do nich e-mail z pytaniem, czy mógłby zapisać się do szkoły stolarskiej prowadzonej przez Jeffa.
Abu, wolontariusz w sierocińcu niedaleko Cape Coast, chciał rozpocząć program stolarski, aby pomóc dzieciom nauczyć się zarabiać na życie. Maszyny stolarskie pozwoliłyby mu wykonać w 90 sekund to, co ręcznie zajmuje 90 minut.
W tamtym czasie Jeff przyjmował osiem razy w roku 10 uczniów na swój sześciodniowy kurs mistrzowski, przyciągając nowicjuszy i profesjonalistów z całej Ameryki Północnej, a także z tak odległych miejsc jak Indie i Szwecja.
Po wielu perturbacjach Lohrsowie, z pomocą przyjaciół, rodziny, byłych studentów i lokalnego prawnika imigracyjnego USA, zebrali pieniądze na koszty podróży i uzyskali wizę dla Abu. Przybył w kwietniu 2008 r. na trzymiesięczne stypendium, aby trenować z Jeffem i mieszkać w ich domu na farmie.
Lohrowie mieli plan, aby przeszkolić Abu w zakresie obsługi zachodnich maszyn do obróbki drewna, a następnie wysłać do Ghany wszystkie maszyny, na jakie ich stać. Jednak, gdy dowiedzieli się więcej o wiejskiej Ghanie, szybko zdali sobie sprawę, że to nie zadziała. Obrabiarki, których Jeff używał w Pensylwanii, były drogie, nieporęczne i nie nadawały się do sieci energetycznej wiejskiej Ghany.
Jeff zabrał więc Abu do Home Depot i poprosił go o wskazanie materiałów i narzędzi, do których mógłby mieć dostęp w Ghanie. Tak narodził się pomysł, który Abu nazwał „Trzeci Światowy Warsztat Maszynowy Pana Jeffry’ego”.
Ta ręczna piła tarczowa i frezarka, zamontowane na precyzyjnym stole z twardego drewna, mogłyby wykonywać wszystkie funkcje wyrafinowanej piły stołowej i strugarki, za 10% ceny. Mogłaby działać z generatora. A poza piłą, frezarką i kilkoma akcesoriami, mogłaby być zbudowana w całości z materiałów łatwo dostępnych w Ghanie.
Abu zabrał części pierwszej z powrotem do Ghany, aby wykorzystać je jako szablon do budowy kolejnych. Plan zakładał, że pod przewodnictwem Abu dwa zespoły cieśli będą budować dwie maszyny co miesiąc, a „najbardziej honorowemu” cieśli pożyczano maszynę wyprodukowaną przez jego zespół, dopóki nie spłacił całkowitego kosztu jednostkowego (około 600 USD), aby móc ją zatrzymać.
Ale ich praktyczne działania nie ograniczały się do stolarstwa. Linda dowiedziała się, że pomimo uprawy dużej ilości żywności, kilka milionów Ghańczyków cierpiało na niedożywienie, szczególnie w porze suchej, ponieważ nie mieli sposobu na konserwowanie zbiorów. Abu był zafascynowany nauką konserwowania, która była nieznana na wiejskich terenach Ghany.
Linda, która dorastała ucząc się konserwowania żywności, stworzyła demonstrację wideo podstawowych technik domowego konserwowania, którą Abu zabrał do Ghany. Wysłała 20 skrzynek słoików do konserwowania, aby rozpocząć program pilotażowy.
Aby wesprzeć działalność Abu w Ghanie, małżeństwo Lohrów założyło amerykańską organizację non-profit – społeczność moringa.
Jeff mówi, że wszyscy zaangażowani rozumieli, że to wspólny wysiłek Amerykanów i Afrykanów. „Jesteśmy światową społecznością. Musimy być przyjaciółmi świata. A jeśli nie dajesz innym, tracisz sens życia”.
Gdy 19 lipca 2008 roku wsiadał do samolotu powrotnego, niosąc ze sobą laptopa i projektor Power Point, Abu powiedział do Jeffa i Lindy: „Teraz pokażę wam, co potrafię. Będziecie zaskoczeni”.
Po powrocie do Ghany Abu odwiedził wiele wiosek, zanim spotkał się z wodzem Nana Kweku Adu-Twum w Breman Baako. We wrześniu 2008 r. wodzowie i starsi przekazali dziewięć akrów ziemi i udzielili pozwolenia na wycinkę czterech drzew, aby zbudować pierwsze centrum szkoleniowe.
Na początku października Abu i jego wolontariusze zaczęli oczyszczać teren. Ponieważ ręczne przewożenie wszystkiego przez mały strumień było czasochłonne, Ghańczycy zaprojektowali i zbudowali most cementowy, całkowicie ręcznie, z kobietami niosącymi miski cementu na głowach. A gdy stało się jasne, że potrzebna jest ciężarówka, kilka osób w USA wpłaciło 8000 dolarów.
Bloki do budowy ośrodka szkoleniowego były ręcznie robione. Lokalne dzieci zbierały kamienie do budowy bloków, a dzieci i ich matki ręcznie je kruszyły.
W styczniu 2010 r. Abu zainstalował metalowy dach budynku i otynkował ściany zewnętrzne. W następnym miesiącu Jeff przyszedł pomóc w wykończeniu wnętrza i założeniu warsztatu maszynowego w nowym centrum szkoleniowym.
Jeff stworzył plany sklepu z moringą, używając płyty wiórowej, którą Abu mógł dostać w Ghanie. Okazało się jednak, że kupowanie jej w Ghanie wcale nie przypominało kupowania w USA.
„Jedziesz do miasta Takoradi i wybierasz z płyt wiórowych, które zostały uratowane z projektów rozbiórkowych. To, co mają do zaoferowania sprzedawcy, jest dla osoby z zewnątrz, delikatnie mówiąc, mylące. Nie ma się pojęcia, czym jest większość materiału ani skąd pochodzi. Trudno stwierdzić, w jakim jest stanie i ile jest wart”.
Obecnie Moringa Community School of Trades w Breman Baako w Ghanie uczy wiejskich mieszkańców Ghany obróbki drewna, sztuki tkanin i konserwacji żywności. Do 2015 r. przeszkolono tam 45 chłopców i 61 dziewcząt. Od początku projektu w szkole pracowało 35 pracowników, z czego jedenastu to pracownicy etatowi.
Moringa sponsorowała wiele projektów społecznych robót publicznych. „Budowaliśmy mosty, naprawialiśmy drogi, naprawialiśmy budynki, wszystko przy pomocy lokalnych wolontariuszy, których karmimy. w zamian za pracę”.
„Koncepcja tutaj nie jest dobroczynnością” – powiedział Jeff. „To po prostu pomoc im w pomaganiu sobie samym. To po prostu zwykli Joe próbujący pomóc innym zwykłym Joe w innym kraju, to jest to. Edukacja jest naprawdę narzędziem do osiągnięcia pokoju na świecie, moim zdaniem”.
„Jeśli masz zdolność pomagania komuś, to źle z twojej strony, że tego nie robisz” – powiedział. „A to, co odkrywasz dzięki temu, to radość dawania. Przeszliśmy od próby pomocy jednemu Afrykańczykowi do próby pomocy całemu krajowi Afryki Zachodniej. Po prostu się to przyjęło i trwało”.
Pani Letela inspiruje szkolne ogrody
Molly Letela inspiracją do założenia ogrodów szkolnych w całym Lesotho.
Była dyrektorką szkoły, do której dzieci przychodziły tak głodne, że nie mogły się skupić na lekcjach. Rozpoczęcie programu szkolnych obiadów nie wchodziło w grę, ponieważ społeczności nie miały zbyt wiele jedzenia – dlatego dzieci były głodne.
Jednak wokół szkoły było mnóstwo pustych terenów. Rodzice byli rolnikami. A w szkole była klasa z ekonomii domowej.
Pani Letela była mądrą kobietą. Nie powiedziała od razu „rozpocznijmy projekt uprawy żywności w szkole”. Zamiast tego delikatnie podsuwała pomysł, po kolei, rodzicom, którzy przychodzili do szkoły, aby odebrać swoje dzieci. Rodzice rozmawiali między sobą o tym pomyśle. A gdy poczuła, że nadszedł właściwy czas, pani Letela zorganizowała spotkanie.
Wiedziała, że aby wyżywić uczniów, rodzice będą musieli uprawiać ziemię inaczej. Będą musieli uprawiać kilka roślin w ciągu roku, a nie tylko jedną. Znalazła więc małą organizację pozarządową w Republice Południowej Afryki, która współpracowała z rolnikami, aby uczyć ich metod rolnictwa ekologicznego, opierając nauczanie na tym, co już wiedzieli.
W niecałe dwa miesiące rodzice zaczęli uprawiać ziemię wokół szkoły; klasa ekonomii domowej gotowała posiłki z warzyw, które sami uprawiali; a dzieci, z pełnymi żołądkami, mogły się uczyć. Niedługo potem sąsiednie społeczności zaczęły przyjeżdżać i odwiedzać, aby zobaczyć ten cud na własne oczy. Nauczyli się, jak to robić sami, wrócili do domu i zaczęli uprawiać ziemię w swoich szkołach.
Wkrótce, bez żadnego zewnętrznego wsparcia, poza początkową wiedzą specjalistyczną tej jednej małej organizacji pozarządowej, 58 kolejnych szkół miało takie programy, a w ciągu kilku lat zrobiło to również 200 innych. A rolnicy, widząc, że można uprawiać wiele roślin, zmienili również swoje praktyki rolnicze w domu, więc bezpieczeństwo żywnościowe poprawiło się w całej społeczności.
Jaki więc był sekret?
- Po pierwsze, powściągliwe podejście pani Leteli sprawiło, że rodzice czuli, że sami wpadli na ten pomysł; byli „właścicielami” projektu, co sprawiało, że był on zrównoważony.
- Po drugie, zrozumiała potrzebę posiadania specjalistycznej wiedzy bazującej na tym, co miejscowa ludność już wiedziała.
- Po trzecie, traktowała problem jako okazję do rozwoju i zmiany.
- Na koniec zaczęła rozglądać się za rozwiązaniami i zasobami dostępnymi lokalnie.
Stowarzyszenie Community Development Resource Association w Kapsztadzie (które zostało zamknięte kilka lat temu) nazwało tę strategię „horyzontalną nauką”. Sąsiedzi uczący się od sąsiadów są zrównoważeni w sposób, który nie zdarza się, gdy eksperci przychodzą z zewnątrz. Rozwiązuje wiele problemów jednocześnie przy użyciu lokalnie dostępnych zasobów. Nie potrzebuje zewnętrznego finansowania pomocowego. I jest niezwykle skuteczna.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
4 PAST RESPONSES