Bez Jabbara Asgara Zaddeha nie mógłbym kontynuować pisania. Jestem smutny, że zmarł zanim miałem okazję go poznać, ponieważ jestem w nim zakochany.
Jabbar urodził się w 1884 roku w nieuczonej muzułmańskiej rodzinie w Erywaniu (Ossip Mandelsztam zapoznał Zachód z tym miastem, pisząc o Erywaniu: „Kocham krzywe Babilony waszych szerokich ulic”). Wychowywał się z innymi azerskimi dziećmi i wyglądał tak samo jak one, ale nim nie był; kwestionował założenia, tradycje i konwencje wokół siebie. Ponieważ był poetą i, jak wszyscy dobrzy poeci, jego wiersze były niebezpieczne. [Poeci i ich wiersze odzwierciedlają rzeczywistość i dlatego są uważane za niebezpieczne, gdy ujawniają to, co chcielibyśmy ukryć. Jabbar został aresztowany z powodu wiersza. Mandelsztam został zabity przez Sowietów. W tym kraju większość poezji Emily Dickinson nie była publikowana przez dziesięciolecia; uważano to za niestosowne w wykonaniu poetki.]
Jego jedyną edukacją była zwykła surowa i krótka nauka religii od miejscowego mullaha. Gdzieś, jakoś, przed dzisiejszymi mediami masowymi, dowiedział się o edukacji małych dzieci w innych krajach. Postanowił założyć nowy rodzaj przedszkola dla Iranu, swojego
domu rodzinnego po ucieczce przed kłopotami na Kaukazie. Zaczął od wiersza „Baghcheban”, który, jak większość jego wierszy, był abstrakcyjnym wyrażeniem połączonym z natychmiastowym działaniem. W „Baghcheban” zarówno nadał sobie imię, jak i nazwał siebie swoim wybranym powołaniem. Baghcheban oznacza ogrodnika zarówno w języku tureckim (Bahcivan), jak i perskim. Według jego słów: „Jeśli ma być imię dla kogoś, kto uczy małe dzieci, niech mnie nazwie Baghcheban. Bo te dzieci są moimi kwiatami i pomogę im rosnąć”.
Po ślubie i założeniu rodziny Baghcheban założył szkołę bez środków, a nawet pomysłu na to, jak powinno wyglądać przedszkole, wykorzystując jako klasę kąt małego mieszkania swojej rodziny. Pisał opowiadania, piosenki i wiersze tylko dla dzieci — po raz pierwszy w historii Iranu. Pisał sztuki, tworzył scenografię i kostiumy, a następnie odgrywał je ze swoimi uczniami. Duchowni byli oburzeni jego dziwnym zachowaniem, ale tym, co ich szokowało i rozgniewało, było to, że Baghcheban uczył dziewczynki, a nawet umieszczał dziewczynki z chłopcami w tej samej klasie.
Jego przedszkole i wykłady promujące prawa kobiet nie były dobrze tolerowane. Był wielokrotnie aresztowany i często atakowany, zarówno fizycznie, jak i werbalnie. Każdy atak i każde aresztowanie podsycało przekonania Baghchebana; ich korzenie się pogłębiały, a on działał z jeszcze większą determinacją.
Pewnego dnia do szkoły przywieziono trzech głuchych chłopców. Nikt w całym Iranie, w całej jego historii, nigdy nie pomyślał o edukacji osoby głuchej. Wszyscy uważali głuchych za niemożliwych do wyedukowania; traktowano ich jak imbecyli. Ale Baghcheban nie mógł zignorować tej trójki dzieci. Próbował ich rozśmieszyć, dotrzeć do nich, nawiązać z nimi kontakt. Tej nocy zasnął prześladowany przez zagubienie i samotność, które widział w ich oczach.
Pracował i pracował nad komunikacją, najpierw używając pantomimy i wymyślając sygnały dłoni, a następnie opracował wizualny alfabet dłoni. Baghcheban widział tych chłopców oczami poety, a poeta musiał dać język tym odizolowanym dzieciom. Nie widział ich głuchoty; widział ich potrzebę, ludzki głód samoekspresji — poezji.
Po roku wszyscy trzej chłopcy potrafili czytać i pisać i weszli w świat wspólnego języka. Społeczność radowała się i świętowała, ale rząd i społeczność religijna były wściekłe. Oskarżyli go nie tylko o to, że jest radykałem, ale także o to, że jest oczywistym oszustem. Według nich jego twierdzenie, że kształcił osoby głuche, dowodziło, że był szarlatanem, i szturmowali biuro regionalnego szefa edukacji, domagając się jego wydalenia. Baghcheban został zmuszony do opuszczenia ich miasta.
Jego exodus był najlepszą rzeczą, jaka mogła się zdarzyć dla perskich głuchych. Ostatecznie dotarł do stolicy, Teheranu, i w 1924 r. pozwolono mu założyć pierwszą szkołę dla głuchych dzieci w Iranie. Przed rewolucją irańską Chomeiniego w 1979 r. w szkołach Baghcheban uczyło się ponad tysiąc głuchych uczniów. Irańska społeczność głuchych (czyli kultura wizualna osób posługujących się językiem migowym) nadal zachęca do wolności potrzebnej do ponownego zapewnienia edukacji, społeczeństwa i poezji tysiącom osób — dokładnie tak, jak wyobrażał to sobie Baghcheban.
Oni, podobnie jak Głusi, których spotkałem, gdy miałem siedemnaście lat, wiedzą, że poezja — wyrażanie prawdy i siebie — nie jest luksusem. Jest potrzebą wszystkich ludzi. Głusi nauczyli mnie, jak wyrażać siebie wizualnie, po tym, jak przedstawili mi moją twarz, moje ręce i moje ciało. Język migowy to muzyka dla moich oczu, poezja, która dotknęła mnie głębiej niż jakakolwiek inna poezja.
Dzięki Baghchebanowi i Głuchym nadal opowiadam historie o tych wizualnych ludziach, którzy zmienili mnie i moje życie. Nigdy nie wyobrażałem sobie, że nie będę miał dostępu do poezji, dostępu do konkretnego języka, takiego jak perski, angielski, amerykański język migowy, japoński czy japoński język migowy. Bez wspólnego języka nie mają społeczności, nie mają społeczeństwa, dopóki nie spotkałem takiej osoby jak Baghcheban. Ja również nie spałem prześladowany przez ludzi tak odizolowanych, pozbawionych swojego ludzkiego dziedzictwa — języka.
Niektóre z osób bez języka, które spotkałem, pokazały frustrację i ból swojej izolacji tak dobrze, że nie mogłem o nich pisać, dopóki nie zacząłem płakać. Wspomnienie wytrwałości, ideałów i odwagi do działania Jabbara Baghchebana zainspirowało mnie i wzruszyło ponad moje łzy. Dzięki Baghchebanowi będę nadal pisał ich historie, które stały się moją historią.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
4 PAST RESPONSES
Wonderful read - so much more inspiring than news we get in our daily newspapers, so much more compassion and depth, time well spent.
Inspiring. Thank you for sharing both how poetry shows our humanity and the work of a wonderful man in creating more understanding about the Value of human beings, whether male or female, hearing or deaf. Beautiful.
What a beautiful story that tells of the difference one person can make in so many lives. His perseverance in spite of the closed minds of the people around him led him to make a much bigger impact on the many rather than the few. We can all learn from this story.
Thanks for this really nice post. I really appreciate. That's an honor for us.
A reader from Tehran, Iran.