Myślę, że prawdopodobnie uczciwie będzie założyć, że większość Amerykanów uważa szczęście nie tylko za coś, co byłoby miłe, ale za coś, co naprawdę powinniśmy mieć — i co więcej, za coś, co leży w naszej mocy, aby to osiągnąć, jeśli tylko się na tym skupimy. Możemy być szczęśliwi, mówimy sobie, zaciskając zęby. Powinniśmy być szczęśliwi. Będziemy szczęśliwi.
To jest współczesny artykuł wiary. Ale jest to również stosunkowo nowa idea na Zachodzie, która pochodzi z XVII i XVIII wieku, czasu, który zapoczątkował dramatyczną zmianę w tym, czego ludzie mogli zasadnie oczekiwać w swoim życiu i od niego. Ludzie przed końcem XVII wieku uważali, że szczęście jest kwestią szczęścia, cnoty lub boskiej łaski. Dzisiaj myślimy o szczęściu jako o prawie i umiejętności, którą można rozwijać. To było wyzwalające, pod pewnymi względami, ponieważ wymaga od nas dążenia do poprawy naszego losu w życiu, indywidualnie i zbiorowo. Ale były też wady. Wydaje się, że kiedy chcemy być szczęśliwi przez cały czas, możemy zapomnieć, że dążenie do szczęścia może wiązać się z walką, poświęceniem, a nawet bólem.
Korzenie szczęścia
Język ujawnia starożytne definicje szczęścia. Uderzającym faktem jest, że w każdym języku indoeuropejskim, bez wyjątku, począwszy od starożytnej greki, słowo szczęście jest pokrewne słowu szczęście. Hap to staronordyjski i staroangielski rdzeń szczęścia i oznacza po prostu szczęście lub przypadek, podobnie jak starofrancuskie heur, dając nam bonheur, szczęście lub szczęście. Język niemiecki daje nam słowo Gluck, które do dziś oznacza zarówno szczęście, jak i przypadek.
Co sugeruje ten wzorzec językowy? Dla wielu starożytnych ludów — i dla wielu innych długo po tym — szczęście nie było czymś, co można kontrolować. Było w rękach bogów, dyktowane przez Los lub Fortunę, kontrolowane przez gwiazdy, nie było czymś, na co my lub my mogliśmy liczyć lub co mogliśmy sami dla siebie stworzyć. Szczęście, dosłownie, było tym, co nam się przytrafiło, a ostatecznie było poza naszą kontrolą. Jak oświadcza mnich w Opowieściach kanterberyjskich Chaucera:
I tak koło fortuny kręci się zdradliwie I zamiast szczęścia przywodzi ludzi do smutku.
Innymi słowy, koło fortuny rządzi naszym zbiegiem okoliczności, a co za tym idzie, naszym szczęściem.
Oczywiście istniały inne sposoby myślenia o szczęściu. Ci, którzy studiowali grecką lub rzymską filozofię, wiedzą, że szczęście — to, co Grecy nazywali, jednym z kilku słów, eudaimonia — było celem całej klasycznej filozofii, począwszy od Sokratesa i Platona, a następnie podjętym jeszcze bardziej centralnie przez Arystotelesa, a następnie zajmującym ważne miejsce we wszystkich głównych „szkołach” klasycznej myśli, w tym w szkole epikurejczyków, stoików i tak dalej. Ich zdaniem szczęście można było sobie wypracować, co jest perspektywą wyprzedzającą naszą współczesną.
Ale istnieje zasadnicza różnica między ich ideą szczęścia a naszą. Dla większości tych klasycznych filozofów szczęście nigdy nie jest po prostu funkcją dobrego samopoczucia — tego, co wywołuje uśmiech na naszej twarzy — ale raczej dobrego życia, życia, które niemal na pewno będzie zawierało sporo bólu. Najbardziej dramatyczną ilustracją tego jest twierdzenie rzymskiego męża stanu i filozofa Cycerona, że szczęśliwy człowiek będzie szczęśliwy nawet na torturach.
Dziś brzmi to dla nas absurdalnie — i być może tak jest — ale bardzo dobrze oddaje sposób, w jaki starożytni myśleli o szczęściu, nie jako o stanie emocjonalnym, ale jako o wyniku moralnego zachowania. „Szczęście to życie przeżyte zgodnie z cnotą”, jak mawia Arystoteles. Mierzy się je w życiach, nie w momentach. I ma o wiele więcej wspólnego z tym, jak porządkujemy siebie i nasze życie jako całość, niż z czymkolwiek, co może się przydarzyć każdemu z nas z osobna.
Biorąc pod uwagę te założenia, starożytni zgadzali się, że niewielu kiedykolwiek osiągnie szczęście, ponieważ szczęście wymaga niewiarygodnej ilości pracy, dyscypliny i poświęcenia, a większość ludzi po prostu nie jest w stanie sprostać temu zadaniu. Szczęśliwi to ci, których Arystoteles nazywa „szczęśliwymi nielicznymi”. Są oni, jeśli wolisz, elitą etyczną. To nie jest demokratyczna koncepcja szczęścia.
Po greckiej i rzymskiej tradycji mamy żydowskie i chrześcijańskie wyobrażenia o szczęściu. W dominującym chrześcijańskim rozumieniu szczęście może wystąpić w jednej z trzech okoliczności. Można je znaleźć w przeszłości, w utraconym Złotym Wieku, w Ogrodzie Eden, kiedy Adam i Ewa byli całkowicie zadowoleni. Można je objawić w przyszłości — tysiącleciu, kiedy Chrystus powróci, a Królestwo Boże będzie naprawdę blisko. Albo możemy znaleźć szczęście w niebie, kiedy święci poznają „doskonałą szczęśliwość”, jak to ujął Tomasz z Akwinu, czystą błogość zjednoczenia z Bogiem. Ściśle rzecz biorąc, jest to szczęście śmierci.
A zatem w dominującym chrześcijańskim światopoglądzie szczęście nie jest czymś, co możemy osiągnąć w tym życiu. To nie jest nasz naturalny stan. Przeciwnie, jest to stan wywyższony, zarezerwowany dla wybranych w czasie poza czasem, na końcu historii. Jest to przeciwieństwo dzisiejszej egalitarnej, dobrego samopoczucia koncepcji szczęścia.
Rewolucja szczęścia
Wkrocz w wiek XVII i XVIII, kiedy rewolucja w ludzkich oczekiwaniach obaliła te stare idee szczęścia. To właśnie w tym czasie Francuska Encyklopedia, Biblia europejskiego oświecenia, oświadcza w swoim artykule o szczęściu, że każdy ma prawo być szczęśliwym. To właśnie w tym czasie Thomas Jefferson ogłasza dążenie do szczęścia oczywistą prawdą, podczas gdy jego kolega George Mason w Deklaracji Praw Wirginii mówi o dążeniu do szczęścia i jego zdobywaniu jako o naturalnym darze i prawie. I to właśnie w tym czasie francuski przywódca rewolucyjny St. Just może stanąć w szczytowym momencie rewolucji jakobińskiej we Francji w 1794 roku i oświadczyć: „Szczęście jest nową ideą w Europie”. Pod wieloma względami tak było.
Kiedy angielski filozof i rewolucjonista John Locke oświadczył pod koniec XVII wieku, że „zajęciem człowieka jest bycie szczęśliwym”, miał na myśli, że nie powinniśmy zakładać, że cierpienie jest naszym naturalnym losem i że nie powinniśmy przepraszać za przyjemności, których doświadczamy na ziemi. Wręcz przeciwnie, powinniśmy pracować nad ich zwiększeniem. Jego współcześni zaczęli argumentować, że cieszenie się naszymi ciałami nie jest grzechem. Praca nad poprawą naszych standardów życia nie jest obżarstwem i chciwością. Dążenie do przyjemności cielesnych i wszelkich innych nie jest oznaką luksusu i zepsucia. Przyjemność jest dobra. Ból jest zły. Powinniśmy maksymalizować jedną i minimalizować drugą, zapewniając jak największe szczęście jak największej liczbie osób.
To była wyzwalająca perspektywa. Począwszy od czasów Locke'a, mężczyźni i kobiety na Zachodzie odważyli się myśleć o szczęściu jako o czymś więcej niż boskim darze, mniej szczęśliwym niż fortuna, mniej wzniosłym niż tysiącletnie marzenie. Po raz pierwszy w historii ludzkości stosunkowo duża liczba ludzi została wystawiona na nową perspektywę, że być może nie będą musieli cierpieć jako nieomylne prawo wszechświata, że mogą — i powinni — oczekiwać szczęścia w formie dobrego samopoczucia i przyjemności jako prawa do istnienia. Jest to perspektywa, która stopniowo rozprzestrzeniła się z pierwotnie dość wąskiego wszechświata białych mężczyzn, obejmując kobiety, osoby kolorowe, dzieci — w istocie całą ludzkość.
Ta nowa orientacja na szczęście była, jak mówię, wyzwalająca pod wieloma względami. Twierdziłbym, że nadal stoi za niektórymi z naszych najszlachetniejszych uczuć humanitarnych — przekonaniem, że cierpienie jest z natury złe i że wszyscy ludzie, wszędzie, powinni mieć możliwość, prawo, do szczęścia.
Nienaturalne szczęście
Ale taka wizja szczęścia ma też swoją ciemną stronę, która może pomóc wyjaśnić, dlaczego tak wielu z nas sięga po książki o szczęściu i przyjeżdża na konferencje poświęcone szczęściu, szukając emocji, która – jak się obawiamy – jest nieobecna w naszym życiu.
Pomimo wszystkich przyjemności i korzyści, ta nowa perspektywa szczęścia jako danego prawa, ma tendencję do wyobrażania sobie szczęścia nie jako czegoś zdobytego poprzez moralne kultywowanie, realizowanego w trakcie dobrze przeżytego życia, ale jako czegoś „na zewnątrz”, co można osiągnąć, złapać i skonsumować. Coraz częściej uważa się, że szczęście polega bardziej na otrzymywaniu małych dawek przyjemności, na dobrym samopoczuciu niż na byciu dobrym, mniej na życiu dobrze przeżytym niż na doświadczaniu dobrze odczuwanego momentu.
Nie zrozumcie mnie źle, nie ma nic złego w dobrym samopoczuciu. Ale zasugerowałbym, że coś wartościowego mogło zostać utracone lub zapomniane w naszym przejściu do współczesnych idei szczęścia. Nie możemy czuć się dobrze cały czas; ani, jak sądzę, nie powinniśmy chcieć. Nie powinniśmy też zakładać, że szczęście można mieć (może to lepsze słowo?) bez pewnego stopnia wysiłku, a być może nawet poświęcenia i bólu. To są rzeczy, które starsze tradycje znały — zarówno na Zachodzie, jak i na Wschodzie — a które zapomnieliśmy.
Dzisiaj nauka na nowo odkrywa ważność starożytnych perspektyw na szczęście — na przykład, że istnieją ważne powiązania między nadzieją a szczęściem, lub między wdzięcznością a wybaczaniem a szczęściem, altruizmem a szczęściem. Nauka jest często przedstawiana jako przeciwstawna sprawom ducha, ale nowe odkrycia badaczy, takich jak Michael McCullough, Robert Emmons i wielu innych, przypominają nam, jak ważna dla naszego szczęścia i dobrego samopoczucia jest niematerialistyczna, duchowa kultywacja. Tym ważniejsze jest ożywienie i kultywowanie tej starszej mądrości dzisiaj, biorąc pod uwagę, że tak wielu z nas zakłada, że powinniśmy być szczęśliwi jako coś oczywistego, że jest to nasz naturalny stan.
Rzeczywiście, jeśli się nad tym zastanowić, ta idea szczęścia jako naturalnego stanu stwarza ciekawy problem. Co jeśli nie jestem szczęśliwy? Czy to oznacza, że jestem nienaturalny? Czy jestem chory, zły, czy niedoskonały? Czy coś jest ze mną nie tak? Czy coś jest nie tak ze społeczeństwem, w którym żyję? To wszystko są objawy stanu, który nazywam nieszczęściem braku szczęścia i jest to specyficznie współczesny stan.
Aby wyleczyć ten stan, możemy mniej skupiać się na naszym osobistym szczęściu, a zamiast tego na szczęściu otaczających nas osób, ponieważ nieustanne skupianie się na własnym szczęściu może być samodestrukcyjne. Filozof John Stuart Mill z XIX wieku powiedział kiedyś: „Zapytaj siebie, czy jesteś szczęśliwy, a przestaniesz być szczęśliwy”. Nie wiem, czy to prawda. Ale biorąc pod uwagę, że żyjemy w świecie, który zadaje nam to pytanie każdego dnia, jest to paradoks warty rozważenia.
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
8 PAST RESPONSES
When I am lecturing or coaching, my 3 biggest keys are 1) Serving Others 2) Forgiveness 3) Gratitude.
The Feb 12 DailyGood email had a lot to say about this - There's More to Life Than Being Happy. A thought might be to substitute the word content for "happy" when measuring our outlook or level of well being. Another thought might be to be less concerned about how we ourselves are feeling . . .
Sometimes I think people confuse happiness with relief. It's so relative depending on where you are on the emotional scale. If you have been hanging out feeling powerless and depressed for a long time, revenge and hatred can "feel good." A person may say they are happy because they bested someone who beat them up or let's say got a nicer car than their jerk of a boss, but it's not necessarily happiness, it's a feeling of relief because you are taking back some of your power.
I love how Abraham-Hicks describes the emotional scale, and what happiness as an emotion indicates- all emotion is an indication of the relationship between the vibration that the self is offering vs. one's inner larger being. The more similar the vibration we offer on a topic is to what "Source" offers on the same topic, the better one feels. When we are loving, joyous, the vibration is singular, when we are feeling discontent, worried, angry, depressed the frequencies are more and more disparate, just like sound waves, the further apart they are the more discordant the relationship and the worse we feel.
"Sometimes people say 'Oh if I just please myself or if others just please themselves would it not be a world of chaos?' And we say, it would be a world of alignment, it would be a world of empowerment. It would be a world of security. You act out, you murder each other, you try to control one another, you abuse one another from your insecurity not your security. You are mean to each other from your place of hatred not from your place of love. It is your disconnection with who you are that causes you to act out in all those abhorrent ways. You do not need to worry about your world getting worse if you selfishly choose alignment with Source" - Abraham-Hicks
[Hide Full Comment]Happiness is created. We can sit around and piss and moan about how unhappy we are or find our happiness in simple things, helping others or finding it in Mother Nature, or in accepting ourselves as we are and living our truths! No one or no thing can make us happy--there are infinite possibilities and we are the creators!!
Guess I now know where the old time saying "He's such a Happy go Lucky Guy" comes from.
Forgivness and gratitude are the twin magical elixirs for happiness. Cultivation of these qualities is a worthy life-long process. My life is much happier because of them. Their roots never die; they forever lie waiting for further cultivation and extraction into the juicy, happiness-producing elixirs.
Since language is the product of the collective unconscious, perhaps the gnostic etymology of the word happiness is that all things are simply happening as the result of the totality of functioning, completely outside of the control of an illusory "me". Seeing this, peace ensues, which equates to happiness.