Back to Stories

Rebecca Solnit O tym, Jak Katastrofy mogą zmienić Nasze Nastawienie Z Egoistycznego Na wspólnotowe

W epoce po piśmiennictwie Rebecca Solnit jest mistrzowską eseistką i autorka, która pisze w uwodzicielsko błyskotliwym stylu. Potrafi stworzyć przekonujący komentarz lub książkę z odrobiny pomysłu, który inni od razu by odrzucili. Solnit jednak bierze tę czasami sprzeczną myśl i splata pozornie rozbieżne dowody, aby stworzyć przekonujący, często liryczny argument na jej rzecz.

Tylko że to nie jest prawdziwy argument – ​​jej pisarstwo jest przeciwieństwem piskliwego. Solnit nie jest naiwną optymistką, jakkolwiek by naciągać wyobraźnię; rozumie ciemną stronę gatunku ludzkiego. Ale bycie biernym w obliczu przeciwności losu oznacza utrudnianie pozytywnych zmian. Jak napisała Solnit w eseju na TomDispatch.com (gdzie okresowo publikuje): „Być pełnym nadziei oznacza być niepewnym przyszłości, być delikatnym wobec możliwości, być oddanym zmianom aż do głębi serca”.

Mark Karlin: Co skłoniło Cię do napisania książki, która pokazuje, jak „niezwykłe społeczności” mogą „powstawać w obliczu katastrofy”?

Rebecca Solnit : Katastrofa. W 1989 roku trzęsienie ziemi w Loma Prieta uderzyło w Bay Area, a ja byłam zdumiona własną reakcją - nigdy więcej nie myśleć o osobie, która utrudniała mi życie, a zamiast tego myśleć o ludziach i miejscu, które kochałam - i o wszystkich innych. Przez lata zauważałam, jak wiele osób wyglądało na szczęśliwych, gdy opowiadało swoje historie o trzęsieniach ziemi (a podczas wielkiej suszy w Kalifornii, gdy byłam nastolatką, zauważyłam, że ludzie wydawali się czerpać więcej przyjemności z nieużywania wody niż z jej używania w normalnych czasach). Potem zaproszenie: zostałam zaproszona, by wygłosić wykład upamiętniający Raymonda Williamsa na Uniwersytecie Cambridge i chciałam zacząć coś nowego, by oddać hołd temu wielkiemu walijskiemu radykalnemu myślicielowi kulturowemu. Zacząłem czytać o katastrofach i byłem zdumiony niektórymi z tego, co znalazłem, a rozmowa stała się esejem w Harper's, który został oddany do druku 29 sierpnia 2005 r. To był dzień, w którym uderzyła Katrina, i zobaczyłem, że wszystko poszło strasznie, okropnie źle, nie dlatego, że huragan uderzył w Zatokę, ale dlatego, że władze uwierzyły w każde standardowe kłamstwo o katastrofach i naturze ludzkiej i działały zgodnie z nimi. Później termin „panika elit” stał się kluczowy dla tej książki. (Został ukuty przez Caryn Chess i Lee Clarke'a z Rutgers).

Mark Karlin: Czy to, co wydarzyło się w Red Hook w Brooklynie, gdzie odłam ruchu Occupy i innych oddolnych grup zjednoczył się, aby zapewnić namacalne i logistyczne wsparcie mieszkańcom dotkniętym huraganem Sandy, jest małym przykładem pięciu katastrof na wielką skalę, które opisujesz w książce A Paradise Built in Hell ?

Rebecca Solnit : Nawet nie nazwałabym tego mini. Katastrofa była poważna. Ludzie z Occupy odpowiedzieli wspaniale, organizując znaczną pomoc, byli szybcy, elastyczni i potrafili dostosować się do szczegółów w sposób, w jaki nie potrafił tego zrobić wart miliardy dolarów Czerwony Krzyż. Był taki moment w listopadzie, kiedy Occupy Sandy współpracowało z UPS i zasadniczo zasilało FEMA i kierowało Gwardią Narodową. Co jest dla mnie naprawdę interesujące, to to, jak obozy Occupy wyglądały, jakby katastrofa już miała miejsce - wyglądały dla mnie jak obozy trzęsień ziemi - i jak funkcjonowały z pomysłowością, zmienionymi rolami, silną solidarnością i empatią niektórych takich obozów i katastrof. Można powiedzieć, że krach gospodarczy lub niesprawiedliwość ekonomiczna to katastrofa, na którą tysiące obozów Occupy odpowiedziało zarówno oświadczeniem, jak i praktyczną pomocą - za pośrednictwem namiotów, kuchni obozowych, klinik medycznych - potrzebujących.

Mark Karlin: W eseju opublikowanym w Tom Dispatch w zeszłym roku napisałeś: „Być pełnym nadziei oznacza być delikatnym wobec możliwości, być oddanym zmianom aż do głębi serca”. Czy jest to również światło przewodnie dla tych, którzy znajdują się w środku katastroficznych wydarzeń?

Rebecca Solnit : Cóż, ludzie w katastrofach żyją w intensywnej teraźniejszości. Jedną z najgłupszych rzeczy w katastrofach w filmach katastroficznych jest to, że ludzie niosą ze sobą cały swój osobisty bagaż i tak jak nie ewakuujesz się ze stolikiem kawowym i pudełkami ze śmieciami, tak pozbywasz się części tego ze swojej psychiki w sytuacji awaryjnej. Jeśli twoje miasto spłonie, możesz nie rozwiązywać swoich problemów romantycznych tak intensywnie i możesz po prostu nie mieć tych problemów. Wielki socjolog katastrof Charles Fritz napisał pół wieku temu: „Katastrofy zapewniają tymczasowe wyzwolenie od zmartwień, zahamowań i lęków związanych z przeszłością i przyszłością, ponieważ zmuszają ludzi do skupienia całej swojej uwagi na natychmiastowych, bieżących, codziennych potrzebach w kontekście obecnych realiów”. Z jednej strony ludzie czasami znajdują się w okolicznościach, za którymi tęsknili - są głęboko związani z czasem, miejscem i ludźmi wokół nich, mają znaczącą rolę, a rzeczy (które są zlokalizowane głównie wszędzie, ale nie tu i teraz), o które się martwimy, zostały zmiecione. Czasami społeczeństwo obywatelskie wydaje się odrodzone i panujące, jakby miała miejsce rewolucja. Czasami, gdy sytuacje kryzysowe są rozwiązywane, ludzie wydają się mieć inne poczucie tego, co jest możliwe, dla nich osobiście i dla ich społeczeństwa. Ale nadzieja - nadzieja jest bardziej na zwykłe czasy.

Mark Karlin: Co jest takiego w katastrofach, że mimo iż powodują one dużą utratę życia, mogą być również wyzwalające społecznie? Myślę o twoim epilogu: „Katastrofy ujawniają, jak jeszcze mógłby wyglądać świat – ujawniają siłę tej nadziei, tej hojności i tej solidarności. Ujawniają wzajemną pomoc jako domyślną zasadę działania, a społeczeństwo obywatelskie jako coś czekającego w kuluarach, gdy nie ma go na scenie”.

Rebecca Solnit : Ważne jest, aby zauważyć, że katastrofy wpływają na każdego z nas inaczej. W 1906 roku kilka osób — około 3000 — zginęło, a oczywiście znacznie większa liczba owdowiała, została osieroconych lub pogrążyła się w żałobie; niektórzy zostali ranni; niektórzy zostali rozdzieleni ze swoimi rodzinami; niektórzy stracili domy; zamożni ludzie spoza miasta wydawali się być najbardziej przestraszeni. Jednak w relacjach sporządzonych w tamtym czasie jest bardzo wysoki poziom pozytywnych emocji — wraz z wściekłością na rząd, szczególnie na wojsko. Katastrofy wpływają na różnych ludzi w różny sposób, a duży odsetek osób, których życie jest zakłócone, ale nie są tak zdewastowane, to ci, na których się skupiłam: W ich relacjach pojawia się niezwykły obraz tego, co się dzieje, a może tego, czego pragniemy, nie nazywając reszty czasu. Dla jednostki część rozproszenia, małostkowości, zmartwień o przyszłość lub rozmyślania o przeszłości zostaje zmieciona. Ludzie czują, że mają coś wspólnego z ludźmi wokół nich, gdy fizyczna katastrofa nie jest przykryta rasizmem lub innymi narzuconymi katastrofami społecznymi; czują pilność i bezpośredniość; i odczuwają satysfakcję z rozwiązywania natychmiastowych i jasnych potrzeb. Znaczące role, praca i więzi społeczne są możliwe - gdy wszystko idzie dobrze, co oznacza, że ​​po wszystkim ludzie mogą swobodnie improwizować najlepsze warunki przetrwania. Tak więc zachodzi zarówno transformacja psychologiczna, jak i szeroka transformacja społeczna - czasami, jak w Mexico City w 1985 roku, ludzie czują, że społeczeństwo obywatelskie się odrodziło. Nie oznacza to, że katastrofy są wspaniałe. Są straszne. Czasami sposób, w jaki reagujemy, jest wspaniały, a niektóre reakcje na katastrofy przypominają rewolucje: status quo przeminął i wszystkie zakłady są nieważne, wiele wydaje się możliwe, a większość odczuwa głęboką solidarność. Dlatego katastrofy są przerażające dla elit - ten zniszczony status quo dobrze im służył i często gorączkowo próbują go przywrócić, podczas gdy inni mają nadzieję na zmianę.

Mark Karlin: W Nowym Orleanie Katrina dała możliwość rozpadającym się dzielnicom mieszkalnym miasta, by się odrodziły, twierdzisz. Ale poświęcasz znaczną część na badanie zabójstw dokonywanych na czarnoskórych przez białych strażników. Jakie są implikacje tego dosłownie morderczego podziału rasowego dla koncepcji nadziei pośród ruin?

Rebecca Solnit : Właściwie nie piszę o rozpadzie miast ani ich ponownym wynalezieniu, chociaż miało miejsce kilka bardzo dobrych zielonych przebudów (i zbyt wiele domów jest nadal pustych i potrzebuje tego remontu). Ludzie w Nowym Orleanie chcieli głównie powrotu do tego, co było; kochali swoje miasto, jego rytuały i przestrzenie. „Panika elit” to dobry sposób na zrozumienie strażników, białych mężczyzn, którzy atakowali, grozili, strzelali i prawdopodobnie zabijali czarnych mężczyzn po drugiej stronie Missisipi od centrum miasta. Wydawało się, że wierzyli, że czarni ludzie byli rewolucją lub burzą, która była tłumiona, gdy rządziła władza instytucjonalna, a teraz ta siła była luźna i stanowiła straszne zagrożenie. Był to zarówno standardowy zestaw przekonań o katastrofie - że niektórzy z nas zamieniają się w wściekłe tłumy w czasie katastrofy, jak w filmach, wzmocniony przez główne media, które faktycznie informowały o tych wydarzeniach, chociaż tak nie było - jak i strach przed rasizmem.

Za taką reakcją na katastrofę kryje się założenie o naturze ludzkiej: że jesteśmy samolubnymi, chaotycznymi, chciwymi, brutalnymi zwierzętami. Dowody wskazują na coś wręcz przeciwnego – zdecydowana większość z nas zachowuje się z wdziękiem i hojnością, a często także z wielką odwagą i spokojem. Ci, którzy zachowują się inaczej, są częściowo zarażeni przekonaniem, że inni są tacy (a czasami myślę, że ci urzędnicy, którym powodzi się najgorzej, wiedzą, że sami są głęboko samolubni i bezwzględni i nie potrafią pojąć, że większość z nas jest mniej).

Mark Karlin: Piszesz o erze „nagłych i powolnych katastrof” spowodowanych przez zmiany klimatyczne. Jakie lekcje płyną z krótkoterminowych katastrof dla radzenia sobie z naturalnymi konsekwencjami środowiskowymi, które nas zalewają?

Rebecca Solnit : Jednym z naprawdę ważnych przesłań książek mojego przyjaciela Billa McKibbena, Deep Economy and Earth , jest to, że aby dostosować się do zmiany klimatu, musimy stać się bardziej lokalni, niezależni pod względem żywności i energii, zaangażowani w nasze społeczności. Jednym z przesłań tej mojej książki jest to, że naprawdę pragniemy tego zaangażowania, połączenia, bezpośredniości i że tak naprawdę czasami jesteśmy całkiem dobrzy w improwizacji i współpracy, i czerpiemy z tego głęboką radość. Myślę, że jest to naprawdę przydatne w przypadku adaptacji, o której mówi Bill - i naprawdę musimy więcej mówić o wszystkich sposobach, w jakie nasza obecna ekstrawagancka gospodarka czyni nas biednymi, a nie bogatymi, a adaptacja może uczynić nas bogatymi, a nie biednymi, w te mniej wymierne sposoby. Ale również, zmiana klimatu już przynosi szereg pilnych, szybko rozwijających się katastrof: powodzie, fale upałów, susze, pożary lasów, burze - więc musimy być na nie przygotowani. Mieszkając w San Francisco, ciągle słyszę o konieczności spakowania zestawu na wypadek trzęsienia ziemi, ale uważam, że kluczowa jest znajomość zachowań ludzi.

Mark Karlin: Na stronie 62 książki A Paradise Built in Hell piszesz: „Kultura popularna żywi się tym sprywatyzowanym poczuciem własnego „ja”. Czy musimy polegać na kataklizmach, aby tworzyć wyspy żywotnej, wzajemnie wspierającej się społeczności?

Rebecca Solnit : Być może najważniejszą rzeczą, której nauczyłam się z tej pracy, jest to, że część altruizmu i hojności jest z nami cały czas. Jeśli zapytasz kogoś, w jakim społeczeństwie żyjemy, może powiedzieć, że kapitalistycznym, ale w relacjach między rodzicami a dziećmi, między przyjaciółmi a kochankami, w mnogości organizacji wolontariackich, aktywistycznych i charytatywnych w tym kraju w szczególności, można dostrzec głęboki antykapitalizm. Wielu z nas jest kapitalistami lub przynajmniej pracownikami w gospodarce, ponieważ musimy, a antykapitalistami, ponieważ tak działamy zgodnie z naszymi najgłębszymi przekonaniami i pragnieniami. Nauczycielka szkolna pracuje za pensję, ale wykonuje swoją pracę z sercem i duszą i może kupuje swojemu najbiedniejszemu uczniowi płaszcz i przybory artystyczne dla całej klasy, ponieważ nie jest tylko do wynajęcia, jest czymś o wiele więcej. Naprawdę, myślę, że kapitalizm jest porażką podtrzymywaną przez ten antykapitalizm: spójrz, jak bardzo grupy takie jak bezdomni otrzymują pomoc dzięki temu współczuciu w działaniu, i pomyśl, ile więcej osób cierpiałoby i umierało bez niego. Musimy dokonać bilansu wielu sposobów, w jakie sami jesteśmy ponad i poza siłami rynkowymi oraz mocą tej siły przeciwstawnej w naszym społeczeństwie. Gdybyśmy mogli ocenić jej szerokość i głębokość, moglibyśmy na niej budować.

Większość z nas doświadczyła osobistej katastrofy – poważnej choroby, zakłócenia lub straty – i ludzie pojawili się dla nas w poruszający sposób, dostrzegając głębię naszych powiązań w sposób, w jaki inaczej byśmy tego nie zrobili. To są mini-katastrofy i mogą one również trochę zmienić twoje życie.

Mark Karlin: Jak wybrałeś pięć katastrof, na których się skupiłeś i dlaczego?

Rebecca Solnit : Innym źródłem książki była praca, którą wykonałam nad innym projektem z Markiem Klettem i Philipem Fradkinem na temat trzęsienia ziemi w San Francisco w 1906 r. w setną rocznicę tej katastrofy - największej katastrofy miejskiej w historii tego kraju do czasu Katriny. Znalazłam wiele entuzjastycznych relacji z doświadczeń ludzi tam mieszkających, a także instytucjonalnych wykroczeń na skalę Katriny. Więc te dwie były moimi podpórkami do książek. Eksplozja w Halifax w 1917 r. pozwoliła mi pojechać do Kanady i zobaczyć narodziny studiów nad katastrofami - ta sekcja przechodzi do przyjrzenia się Blitzu i intelektualnym dyskursom na ten temat. Miasto Meksyk było świetnym przykładem katastrofy, w której odrodzone społeczeństwo obywatelskie nie rozproszyło się i nie zapomniało, ale trzymało się i budowało na tym, co pojawiło się w pierwszych godzinach i dniach katastrofy. I 11 września - nadal zadziwiające jest, jak mało ludzie wiedzieli i mówili o tym, co naprawdę się wydarzyło, w tym o spontanicznym zgromadzeniu floty łodzi, która ewakuowała prawdopodobnie pół miliona ludzi z południowego krańca Manhattanu. Również można spodziewać się trzęsień ziemi w moim mieście i huraganów w Nowym Orleanie, ale ten atak był bezprecedensowy i nieprzewidziany dla ludzi w Twin Towers tamtego dnia, a mimo to zachowywali się z nienaganną gracją i spokojem. Nikt nie został stratowany, nikt nie został popchnięty, wielu otrzymało pomoc od nieznajomych w ewakuacji z najbardziej przerażającej i niewyobrażalnej katastrofy. Więc to było dobre miejsce, aby ponownie przyjrzeć się podstawom katastrof: pytaniom o naturę ludzką - i panice elit.

Mark Karlin: Co powiesz cynikom, którzy powołują się na ataki z 11 września jako przykład społeczności, które wyłaniają się jako „elastyczne i improwizowane, bardziej egalitarne i hierarchiczne”, tylko po to, by zostać politycznie porwanymi przez takich ludzi jak George W. Bush i Rudy Giuliani?

Rebecca Solnit : Powiedziałabym, że to nie cynizm – to historia. Jednak gdybyśmy mieli lepsze dziennikarstwo i lepsze ramy dla tego, co zawsze dzieje się w przypadku katastrofy, wszystko mogłoby wyglądać inaczej. W tej katastrofie główne media zawiodły nas być może nawet bardziej niż w rozsiewaniu histerycznych plotek i oszczerstw na temat mieszkańców Nowego Orleanu w pierwszym tygodniu po huraganie Katrina. Zmieniły wydarzenie, w którym, jak powiedział cytowany przeze mnie policjant, każdy był bohaterem, w takie, w którym byli tylko mężczyźni w mundurach; nie powiedziały wiele o niezwykłej samoewakuacji i pięknych momentach wzajemnej pomocy – komisariacie, który powstał spontanicznie dzięki poziomej organizacji wśród nieznajomych, na przykład; nie zauważyły, że wojsko USA całkowicie zawiodło tego dnia, podczas gdy nieuzbrojeni pasażerowie samolotu, który się rozbił, zdołali powstrzymać atak terrorystyczny. Ale elity panikują, a w czasach katastrofy media mogą być po prostu kolejną elitą.

A jednak warto zauważyć, że życie niezliczonej liczby ludzi zmieniło się w sposób, którego nie zauważyliśmy zbyt wiele. Dla mnie oczywiście najważniejsze jest to, że redaktor książki Tom Engelhardt był tak przerażony relacjami z 11 września, że ​​zaczął rozpowszechniać na liście wiadomości, które zebrał z innych źródeł, często zagranicznych, i tak powstało TomDispatch.com, mała strona, która służy jako serwis informacyjny dla świata, publikując długi, starannie zredagowany esej polityczny trzy razy w tygodniu, każdy esej krążący po całym świecie. TomDispatch zmienił moje życie, dając mi platformę - i najdoskonalszego możliwego współpracownika - abym został pisarzem politycznym, mógł mówić o chwili i sprawić, aby krążyła w szalony sposób. Najnowszy opublikowany przeze mnie artykuł na temat przemocy wobec kobiet jest dziś tłumaczony na język turecki i krąży w Indiach i Południowej Afryce.

Mark Karlin: Czy bierność wobec świata, który rozczarowuje, jest formą depresji społecznej, przerażenia do tego stopnia, że ​​traci się wolę bycia agentem zmiany? Czy katastrofy dają możliwość zerwania więzów poddaństwa?

Rebecca Solnit : Tak, robią. Nie spodziewałam się, że katastrofy posuną naprzód myślenie zawarte w mojej książce Hope in the Dark (która wyrosła z pierwszego TomDispatch, który napisałam prawie dekadę temu), ale okno, które otworzyły na naturę ludzką, możliwości społeczne i nasze głębokie pragnienia znaczącej pracy, sprawczości i głosu, społeczności i uczestnictwa, ostatecznie było głęboko pełne nadziei. W końcu każdy, kto wierzy w demokrację bezpośrednią, wierzy, że możemy sami sobą rządzić; w katastrofach robimy to pięknie, przez jakiś czas.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

2 PAST RESPONSES

User avatar
Nancy Frye Peden Mar 8, 2020
Have long enjoyed Solnit. Thank you Mark Karlin for this sensitive interview.I am pretty familiar with various forms of disasters and how our communities responded: like fires and floods in CA, (I missed Loma Prieta earthquake), trying to help a few homeless women, and holding a dying step mom, who been abused, as she was dying. When I got in bed at hospice with her, with her abuser pacing impatiently, and whispered in her ear, I am here, you are safe, her whole body relaxed and she died that night. Don't ask me what told me to get in bed with her.And I have long believed that when we get to this pure being to being existence we experience recognition and Oneness beyond words. I also came to believe, ever since I studied deep ecology with Joanna Macy in the mid '90s, that we would all be hospice workers to each other. When we are all stripped this naked, beyond all "titles", we recognize again, we are One.Thank you Mark and Rebecca. A deep bow to getting to this depth.... [View Full Comment]
User avatar
Julian Gresser Jun 25, 2013
The Zen master, Yunmen (Japanese:Ummon), is credited withtwo great koans which have always puzzled me when practically applied to extreme personal or societal disasters. The first is “Every day is a good day.” And the second is, “The whole world is medicine.”How can we tell a family in Fukushima whose livelihood has been destroyed and whose child now has thyroid cancer that everyday is good, that the whole world is medicine? I have thought as deeply as I can about this. I am not completely reconciled. I continue to struggle tounderstand Yunmen’s profound insight. Perhaps a shift can occur if we begin toallow that “reality”-- to borrow a term from economics-- is less a “stock” i.e.some “thing” fixed in space and time, but rather a “flow”—a continuouslychanging and emerging process. Viewed in this light the compassionate responseof communities to disasters, described by Rebecca Solnit, seem to confirm thewisdom of the koan. Even the personal suffering of the v... [View Full Comment]