Back to Stories

8 odważnych pytań

Fragment wystąpienia „Wezwanie do nieustraszoności dla łagodnych liderów” w programie podstawowym Instytutu Shambhala w Halifax, czerwiec 2006 r.

Myślę, że warto chwilę się nad tymi pytaniami zastanowić.

Jak się nazywasz? Jak się identyfikujesz? I czy wybrałeś dla siebie imię wystarczająco duże, aby pomieścić dzieło Twojego życia?

Mam kolegę, który pierwszy mi to zasugerował. I powiedział: „Tak wielu z nas wybiera imiona, które są zbyt małe na całe życie”. Więc nazywamy siebie „osobami, które przeżyły raka”; to wydaje się bardzo odważną nazwą, ale czy jest wystarczająco duża, aby pomieścić życie? Albo „dziećmi nadużyć”. Albo nazywamy siebie „sierotami”, „wdowami” lub „męczennikami”... czy te imiona są wystarczająco duże, aby pomieścić twoje życie?

A drugie pytanie, które właśnie przyszło mi do głowy, kiedy to robiłem, brzmiało: Czy wybieramy imiona, które wymagają od nas bezstrachu? Jesteś trenerem. Jesteś dyrektorem. Jesteś konsultantem. Jesteś nauczycielem. Jesteś ministrem. Jesteś administratorem szpitala. Jesteś urzędnikiem państwowym. Czy te imiona wymagają od nas bezstrachu? Nie wiem, jakie imiona mogłyby stworzyć bezstrach, ale myślę, że to bardzo ważne pytanie.


Co jest złego w strachu?

Strach ma wiele pozytywnych cech, gdy się nad nim pomyśli. Przede wszystkim, daje nam adrenalinę. Więc daje nam energię, której potrzebujemy, przypływ energii, której potrzebujemy, aby naprawdę robić rzeczy, które, wtedy, wyglądają na odważne. Więc strach może być czymś dobrym.

Drugą rzeczą dotyczącą strachu jest to, że jest on natychmiast dostępny. Nie musisz tu nic robić; po prostu masz myśl i nagle się boisz.

A inną dobrą rzeczą w strachu jest to, że jest stałym towarzyszem. Dniem i nocą. Na jawie i we śnie. Zawsze jest.

Więc czego można się bać w strachu? Nie znam jeszcze odpowiedzi na to pytanie. Więc proszę, abyście to rozważyli. Ale wydaje mi się, że wiele z naszego strachu opiera się na chęci ochrony i obrony samych siebie. A wiele strachu pojawia się, gdy jesteśmy tak skupieni na sobie, że tracimy nasze zaangażowanie w świat. Jeśli sposobem na wyjście ze strachu jest zaprzestanie tak strasznej identyfikacji z samym sobą i z ego, które próbujemy chronić, bronić i pielęgnować, to prowadzi nas to do możliwości, że sposobem na wyjście ze strachu jest połączenie się z większym światem.


Czy świat potrzebuje, abyśmy byli bez lęku?

Co dzieje się na świecie i czy wymaga to innego podejścia? odpowiedź od nas? Czy świat potrzebuje, abyśmy byli nieustraszeni? Oto wiersz, który napisałem jakiś czas temu, który również wyraża moje poglądy na ten temat:

Flagi są opuszczone do połowy masztu. Znów.
Ten widok rozciąga się nad autostradą, gdy do niego jadę.
Jest za duża, to typ flagi, który stał się popularny, gdy patriotyzm
musiał być bardziej widoczny.
Dusi drogę, wiotki, bez życia.
Wiatr próbuje podnieść swego ducha, ale
flaga odmawia więc
obciążony smutkiem.

Ta flaga jest dla Katriny.
Pamiętam inną wielką flagę, która
rozgorzały buntowniczo na wzburzonym wietrze po 11 września.

Świat, który widzę, wkrótce zniknie wśród martwych flag.
Jesteśmy dopiero na początku.

Wczoraj wieczorem wyrzuciłem pojemnik na sól, w którym wciąż było trochę soli.
Chciałem zrobić trochę miejsca w mojej zatłoczonej szafce.
Kiedy wrzuciłem to do śmieci, to do mnie dotarło. Będzie
nadejdzie taki niedobór, że nawet te kilka ziaren będzie skarbem.
I tak to wyrzuciłam, ale przyrzekłam sobie, że zapamiętam tę noc.

Jak więc żyć całym sercem?

Za każdym razem, gdy opuszczana jest flaga, mówię sobie:
Tak właśnie czuje się człowiek, gdy umiera kultura.
Tak właśnie czuje się człowiek w epoce zniszczenia.
Oto jak odczuwa się bezpodstawność.
Nie chwytaj się podłoża.
Nie chwytaj.

Bezpodstawności trzeba się nauczyć.
Uczę się za pomocą tych przerażających mantr.


A co jeśli nie uda nam się uratować świata?

Co jeśli nasze wysiłki pójdą na marne? Co jeśli pod koniec naszego życia umrzemy, oglądając zniszczenie i nie będąc w stanie stworzyć żadnego dobrego efektu?

Co tak naprawdę jest dla nas dostępne, jeśli nie możemy uratować świata? Na co finansujemy naszą pracę? Skąd czerpiemy energię, jeśli nie wierzymy, że odniesiemy sukces? Jak możemy wykonywać naszą pracę bez nadziei, że odniesiemy sukces?

Jest coś bardzo interesującego do zrozumienia w nadziei. Mianowicie, że nadzieja i strach są jednym. Za każdym razem, gdy mamy nadzieję, niekoniecznie o tym wiemy, ale wprowadzamy strach. Ponieważ strach jest stałym, nieuniknionym towarzyszem nadziei. Oznacza to po prostu, że mam nadzieję na pewien wynik i boję się, że go nie otrzymam. Mam nadzieję na pewien wynik i boję się, że się nie wydarzy. W ten sposób nadzieja i strach są ze sobą powiązane. Istnieje miejsce zwane „poza nadzieją i strachem”. Chodzi o to, aby być wolnym od nadziei, abyśmy byli wolni od strachu.

Więc może być tak, że droga do nieustraszoności jest odnajdywana tylko przez porzucenie nadziei. Przez porzucenie rezultatów, przez porzucenie celów.

Uważam, że jest to nie do zniesienia postawa, nawiasem mówiąc. Jeśli nie mamy nadziei, gdzie znajdziemy naszą motywację? Jeśli nie mamy nadziei, kto uratuje świat? Jeśli pogrążymy się w rozpaczy - co wydaje się być alternatywą dla nadziei w wyobrażeniach wielu ludzi, kto uratuje świat?

Co jeśli twoja praca nie przyniesie żadnych rezultatów? Thomas Merton, wielki pisarz i kontemplator w tradycji katolickiej, powiedział: „Nie polegaj na nadziei na rezultaty. Być może będziesz musiał stawić czoła faktowi, że twoja praca będzie pozornie bezwartościowa, a nawet nie przyniesie żadnych rezultatów, jeśli nie, być może, rezultatów przeciwnych do tych, których się spodziewasz.

„Kiedy przyzwyczajasz się do tej idei, że twoja praca niczego nie osiąga, zaczynasz coraz bardziej koncentrować się nie na wynikach, ale na wartości, słuszności, prawdzie samej pracy. I tam również trzeba przejść przez wiele, ponieważ stopniowo coraz mniej walczysz o pomysł, a coraz bardziej o konkretnych ludzi. Zakres ma tendencję do zawężania się, ale staje się o wiele bardziej realny. Ostatecznie to rzeczywistość osobistych relacji ratuje wszystko”.

Jak by to było, gdybyśmy znaleźli naszą nieustraszoność wobec siebie nawzajem? Aby te relacje były wystarczające? Abyśmy czuli, że wnieśliśmy znaczący wkład i prowadziliśmy dobre życie, tylko dlatego, że troszczyliśmy się, kochaliśmy, pocieszaliśmy kilka osób? To jest dość przerażająca myśl; przejść od ratowania świata do kochania kilku osób? Wydaje się, że to tego nie zrobi, prawda?


Jak teraz wygląda życie w przyszłości?

Dostałem fragment od brazylijskiego teologa Rubena Alveza, który opisał nadzieję w ten sposób:

„Czym jest nadzieja? Jest to przeczucie, że wyobraźnia jest bardziej realna, a rzeczywistość mniej realna, niż się wydaje. Jest to podejrzenie, że przytłaczająca brutalność faktu, który nas uciska i tłumi, nie jest ostatnim słowem. Jest to przeczucie, że rzeczywistość jest bardziej złożona, niż realiści chcą, abyśmy wierzyli, że granice tego, co możliwe, nie są określone przez granice tego, co rzeczywiste, i że w cudowny i niespodziewany sposób życie przygotowuje twórcze wydarzenia, które otworzą drogę do wolności i zmartwychwstania.

„Ale nadzieja musi żyć z cierpieniem. Cierpienie bez nadziei wywołuje urazę i rozpacz. A nadzieja bez cierpienia wywołuje iluzje, naiwność i pijaństwo. Więc sadźmy daktyle, nawet jeśli my, którzy je sadzimy, nigdy ich nie zjemy. Musimy żyć miłością do tego, czego nigdy nie zobaczymy.

„Oto sekret dyscypliny. Taka zdyscyplinowana miłość dała świętym, rewolucjonistom i męczennikom odwagę, by umierać za przyszłość, którą sobie wyobrażają; czynią ze swoich ciał nasienie swojej najwyższej nadziei”.

Uważam, że to bardzo prowokacyjne badanie nadziei, wcale niekomfortowe. Tak naprawdę nie chcę, aby moje ciało było ziarnem przyszłości, na którą mam nadzieję, ani ziarnem mojej własnej najwyższej nadziei. Naprawdę nie chcę poświęcać aż tak wiele. Nie sądzę, abym naprawdę wiedziała, czym jest „zdyscyplinowana miłość”. Nie rozumiem tego.


Dlaczego więzimy samych siebie? Dlaczego tak się boimy?

Amerykański poeta Robert Bly napisał:

„Jeśli nie podniesiemy głosu, pozwolimy
innych (którzy jesteśmy my sami) do okradania domu.
Każdego dnia kradniemy sobie wiedzę zdobywaną przez tysiąc lat.

Dlaczego więzimy samych siebie? I jaka jest natura krat? Jaka jest natura więzienia?

Myślę, że niektóre z krat więziennych, które sobie zbudowaliśmy, to nasz strach przed utratą pracy. Nasz strach przed tym, że nie będziemy lubiani. Nasza potrzeba aprobaty. Nasze pragnienie dokonania ważnych zmian, ale nie ryzykowania niczym. Więc nadal chcemy wygody tego życia i wydaje się, że większym ryzykiem jest wyjście i powiedzenie „Nie” lub „Nie możesz mi tego zrobić”. Wydaje się, że większym ryzykiem jest, ponieważ myślę, że prawdziwym więzieniem, w którym jesteśmy, jest nasz dobrobyt i nasze skupienie na nim lub nasza hipnoza wokół dóbr materialnych. Proponuję ci to do przemyślenia: co powstrzymuje cię przed działaniem bez strachu?

Jestem zupełnie zdumiony tym, jak bardzo boimy się teraz jako kultury Ameryki Północnej i Europy: tak bardzo boimy się utraty tego, co mamy, że nie zauważamy, że tracimy to przez nasze milczenie.

Dlaczego stawiamy te bariery, które powstrzymują nas od robienia tego, co wiemy, że trzeba zrobić? Co powstrzymuje nas od stawania w obronie rzeczy, które nas karmią, nasze serca i nasze duchy? Bernice Johnson Reagon, która była bardzo aktywna w ruchach na rzecz praw obywatelskich, a także wspaniała piosenkarka, współzałożycielka Sweet Honey in the Rock, opowiada historię o tym, jak wspominała tamte dni ruchu na rzecz praw obywatelskich, teraz z poczucia bezpieczeństwa i komfortu udanego życia i kariery. Powiedziała: „W tamtych czasach wychodziliśmy na ulice, protestowaliśmy. Strzelali do nas i ktoś zostawał zabity. A potem szliśmy na ich pogrzeb, opłakiwaliśmy i rozpaczaliśmy. A następnego dnia wracaliśmy na ulice i protestowaliśmy jeszcze bardziej”. I powiedziała: „Kiedy teraz o tym myślę, myślę, że byliśmy szaleni, że to zrobiliśmy”. Ale potem powiedziała to. „Ale kiedy robisz to, co powinieneś robić, to ktoś inny musi cię zabić”.


Czy możemy działać ponad nadzieją i strachem?

Czy możemy znaleźć sposób, aby być zmotywowanym, energicznym, szczęśliwym; aby czerpać radość z pracy, którą wykonujemy, która nie opiera się na wynikach, która nie opiera się na potrzebie zobaczenia konkretnego rezultatu? Czy to w ogóle jest dostępne?

Co jeśli moglibyśmy ofiarować naszą pracę jako dar tak lekko i z tak wielką miłością, że to jest prawdziwe źródło nieustraszoności? Nie potrzebujemy, aby była akceptowana w jakikolwiek sposób. Nie potrzebujemy, aby tworzyła jakiś konkretny wynik. Nie potrzebujemy, aby była czymś jednym. To w sposobie, w jaki ją ofiarowujemy , praca nas przemienia. To w sposobie, w jaki ofiarowujemy naszą pracę jako dar tym, których kochamy, tym, na których nam zależy, problemom, na których nam zależy. To w sposobie, w jaki ofiarowujemy pracę, znajdujemy nieustraszoność. Myślę, że poza nadzieją i strachem jest możliwość miłości.


Co by było potrzebne, abyśmy po prostu poradzili sobie z tym, co jest? Abyśmy nie musieli ciągle angażować się w zmienianie świata?

Icchak Perlman, wielki skrzypek, grał w Nowym Jorku. Yitzhak Perlman został sparaliżowany przez polio jako małe dziecko, więc dolna część jego ciała nie działa dobrze i nosi te bardzo widoczne usztywniacze nóg i przychodzi o kulach, w bardzo bolesny, powolny sposób, ciągnąc się przez scenę. Następnie siada i bardzo ostrożnie odpina usztywniacze nóg i odkłada je, odkłada kule, a następnie podnosi skrzypce. Więc tej nocy publiczność oglądała go powoli, boleśnie, przechodzącego przez scenę; i zaczął grać. I nagle w sali rozległ się głośny hałas, który sygnalizował, że jedna z czterech strun jego skrzypiec właśnie pękła.

Wszyscy spodziewali się, że zobaczą, jak Yitzhak Perlman zakłada ortezy na nogi, powoli przechodzi przez scenę i znajduje nowe skrzypce. Ale stało się to. Yitzhak Perlman zamknął oczy na chwilę. Yitzhak Perlman zatrzymał się. A potem dał znak dyrygentowi, żeby zaczął od nowa. I zaczął od miejsca, w którym skończyli. A oto opis jego gry, autorstwa Jacka Riemera z Houston Chronicle:

„Grał z taką pasją, mocą i czystością, jakiej ludzie nigdy wcześniej nie słyszeli. Oczywiście, każdy wiedział, że nie da się zagrać tego utworu symfonicznego na trzy struny. Wiem to. Ty wiesz to. Ale tamtej nocy Yitzhak Perlman o tym nie wiedział. Można było zobaczyć, jak moduluje, zmienia, przekomponowuje utwór w swojej głowie. W pewnym momencie brzmiało to tak, jakby rozstrajał struny, aby uzyskać z nich nowe dźwięki, których nigdy wcześniej nie wydawały. Kiedy skończył, w pokoju zapadła pełna podziwu cisza. A potem ludzie wstali i wiwatowali. Wszyscy krzyczeli, wiwatowali i robili wszystko, co mogli, aby pokazać, jak bardzo doceniamy to, co właśnie zrobił. Uśmiechnął się. Otarł pot z czoła. Podniósł smyczek w naszą stronę. A potem powiedział, nie chełpliwie, ale cichym, zamyślonym i pełnym czci tonem:

„Wiesz, czasami zadaniem artysty jest dowiedzieć się, ile muzyki może jeszcze stworzyć z tego, co mu pozostało”.

Czasami naszym zadaniem jest dowiedzieć się, ile muzyki możemy stworzyć z tego, co nam zostało. Jakie jest imię, które jest wystarczająco duże, aby utrzymać twoją nieustraszoność, które jest wystarczająco duże, aby wezwać cię do nieustraszoności? Które jest wystarczająco duże, aby złamać ci serce? Aby pozwolić ci otworzyć się na cierpienie, którym jest ten świat teraz i nie zostać unieruchomionym przez strach i nie zostać unieruchomionym przez wygodę? W jaki sposób możesz utrzymać swoją pracę, aby poczuć się wolnym od nadziei... a zatem wolnym od strachu?

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

5 PAST RESPONSES

User avatar
Bindo Jul 9, 2013

A name to help create fearlessness - Warrior

User avatar
kara Jul 8, 2013

I especially enjoyed the astounding story of Yitzhak Perlman. It was a profound example of what can be accomplished when you decide to do whatever it takes, rather than relying on Hope that it may work.

User avatar
IamBullyproofMusic Jul 8, 2013

http://www.youtube.com/watc... A friend of mine once said to me "You are just so FEARLESS!" and I laughed. I don't see myself that way. I love what you wrote--so thoughtful and inspiring. This is the Fearless song we teach to young people. Needless to say, it's our most popular song.

User avatar
Suraj Chhettri Jul 8, 2013

God is ocean of knowledge, he can be our Father, Teacher, Friend . So those who know n believe God n his Greatness then there would be no fear for Failure as one can put effort continuously ...

User avatar
DenisKhan Jul 8, 2013

"Attempt something so great for God, that it's doomed to failure unless God is in it"-
Dr. John Edmund Haggai