„Nuda… chroni jednostkę, czyni dla niej znośnym niemożliwe doświadczenie oczekiwania na coś, nie wiedząc, co to może być.”
Kiedy ostatnio się nudziłeś — naprawdę się nudziłeś — i nie od razu wypełniłeś swoją psychiczną pustkę, sprawdzając Facebooka, Twittera lub Instagrama? Kiedy ostatnio stałeś w kolejce w sklepie, przy bramce wejściowej lub w teatrze i nie sięgnąłeś po smartfona, szukając wyzwolenia od ponurej perspektywy wymuszonego lenistwa? Półtora wieku temu Kierkegaard argumentował, że ten impuls do ucieczki od teraźniejszości poprzez zajmowanie się czymś jest naszym największym źródłem nieszczęścia . Sto lat później Susan Sontag napisała w swoim pamiętniku o kreatywnym celu nudy . A jednak nasza kultura utożsamia nudę z przeciwieństwem kreatywności i dokłada wszelkich starań, aby zaoferować nam drogi ucieczki.
Dzieci mają sposób zadawania pozornie prostych, ale egzystencjalnie głębokich pytań . Wśród nich, jak twierdzi znany brytyjski pisarz psychoanalityczny Adam Phillips , jest „Co teraz zrobimy?”. W eseju „On Being Bored” (O nudzie), który znalazł się w jego spektakularnym zbiorze z 1993 r. On Kissing, Tickling, and Being Bored: Psychoanalytic Essays on the Unexamined Life ( biblioteka publiczna ), Phillips pisze:
Każdy dorosły pamięta, oprócz wielu innych rzeczy, wielką nudę dzieciństwa, a życie każdego dziecka naznaczone jest okresami nudy: stanem zawieszonego oczekiwania, w którym wszystko się zaczyna, ale nic się nie zaczyna, nastrojem rozproszonego niepokoju, który zawiera w sobie najbardziej absurdalne i paradoksalne pragnienie: pragnienie czegoś.

Ilustracja Maurice'a Sendaka z książki „Dom otwarty dla motyli” autorstwa Ruth Krauss.
Phillips oczywiście pisze ponad dwie dekady przed tym, jak współczesny internet dał nam wszechobecną „sieć społecznościową”, która otacza dzisiejszą kulturę. To nadaje jego spostrzeżeniom nową warstwę wyrazistości, gdy rozważamy zdolność do nudy — nie tylko u dzieci, choć szczególnie u dzieci, ale także u dorosłych — w naszej obecnej epoce stałego dostępu do i niezapośredniczonego napływu zewnętrznej stymulacji. Jest to szczególnie dające do myślenia, biorąc pod uwagę rozwojową funkcję nudy w kształtowaniu naszej konstytucji psychologicznej i sposobu, w jaki uczymy się zwracać uwagę na świat — lub nie. Phillips pisze:
Nuda jest w rzeczywistości niepewnym procesem, w którym dziecko, jak to się mówi, zarówno czeka na coś, jak i czegoś szuka, w którym nadzieja jest potajemnie negocjowana; w tym sensie nuda jest podobna do swobodnie unoszącej się uwagi. W stłumionym, czasami drażliwym zamęcie nudy dziecko dociera do nawracającego poczucia pustki, z którego może wykrystalizować się jego prawdziwe pragnienie… Zdolność do nudy może być osiągnięciem rozwojowym dla dziecka.
Ponieważ nasze wczesne doświadczenia w znacznym stopniu kształtują nasze wzorce psychoemocjonalne , nie sposób nie zastanowić się nad tym, jak przekłada się to na nasze dorosłe zdolności. Jak łatwo i nieprzyjemnie fraza „współczesny dorosły” może zastąpić każdą wzmiankę o dziecku w poniższym fragmencie eseju Phillipsa:
Doświadczając frustrującej przerwy w swojej zazwyczaj mobilnej uwadze i skupieniu, znudzone dziecko szybko staje się zaabsorbowane swoim brakiem zaabsorbowania. Nie czeka dokładnie na kogoś innego, czeka jakby na siebie. Ani beznadziejne, ani pełne oczekiwań, ani intencji, ani rezygnacji, dziecko znajduje się w tępej bezradności możliwości i przerażenia. Mówiąc prościej, dziecko zawsze ma dwa współbieżne, nakładające się projekty: projekt samowystarczalności, w którym korzystanie z drugiego i potrzeba drugiego są interpretowane przez dziecko jako ustępstwo; i projekt wzajemności, który przyznaje się do zależności. W banalnym kryzysie nudy konflikt między tymi dwoma projektami zostaje odnowiony raz jeszcze.
Nic więc dziwnego, zauważa Phillips, że dziecięca nuda wywołuje u dorosłych naganę, poczucie rozczarowania, oskarżenie o porażkę — oczywiście, pod warunkiem, że nuda jest w ogóle akceptowana lub uznana. W pewnym sensie traktujemy nudę tak, jak traktujemy dziecinność — jako coś, co należy przezwyciężyć i z czego należy wyrosnąć, a nie po prostu jako inny sposób bycia, a do tego niezbędny. Phillips dodaje:
Jakże często, w istocie, nuda dziecka spotyka się z najbardziej zagadkową formą dezaprobaty, pragnieniem dorosłych, aby je rozproszyć — jakby dorośli zdecydowali, że życie dziecka musi być, lub być postrzegane jako, nieskończenie interesujące. Jednym z najbardziej przytłaczających wymagań dorosłych jest to, aby dziecko było zainteresowane, a nie poświęcało czas na znalezienie tego, co je interesuje. Nuda jest nieodłącznym elementem procesu poświęcania czasu.
Być może to właśnie tak pięknie nawiązała Cheryl Strayed prawie dwadzieścia lat później, gdy napisała, że „bezużyteczne dni na coś się zdadzą [ponieważ] te rzeczy staną się twoją naturą”.

Ilustracja D.B. Johnsona z książki dla dzieci o filozofii Thoreau pt. „Henry Hikes to Fitchburg”.
Phillips rozważa następnie bardziej bezpośrednio ewolucję nudy od dzieciństwa do dorosłości:
Gdy dorośli nudą wracają do miejsca dociekań, do ubóstwa naszej ciekawości i prostego pytania, Co chce się robić ze swoim czasem? To, co jest chwilowym zniechęceniem dla dziecka, staje się dla dorosłego rodzajem stłumionego ryzyka. W końcu, kto może czekać na nic?
[…]
Możemy myśleć o nudzie jako o obronie przed czekaniem, co jest, z jednej strony, potwierdzeniem możliwości pożądania... W nudzie możemy również powiedzieć, że są dwa założenia, dwie niemożliwe opcje: jest coś, czego pragnę i nie ma niczego, czego pragnę. Ale które z tych dwóch założeń lub przekonań jest odrzucane, jest zawsze niejednoznaczne, a ta niejednoznaczność tłumaczy, moim zdaniem, osobliwy paraliż nudy... W nudzie jest pokusa możliwego obiektu pożądania i pokusa ucieczki od pożądania, jego bezsensowności.
[…]
Nuda, jak sądzę, chroni jednostkę, czyni dla niej znośnym niemożliwe doświadczenie czekania na coś, nie wiedząc, co to może być. Tak więc paradoks czekania, które trwa w nudzie, polega na tym, że jednostka nie wie, na co czeka, dopóki tego nie znajdzie, i że często nie wie, na co czeka… Oczywiste jest, że powinniśmy mówić nie o nudzie, ale o nudach, ponieważ samo pojęcie obejmuje wielość nastrojów i uczuć, które opierają się analizie; i to, możemy powiedzieć, jest integralną częścią funkcji nudy jako pewnego rodzaju pustej kondensacji życia psychicznego.
Ubolewając nad tym, że mamy tendencję do traktowania nudy jako przeszkody i zaprzeczania jej jako możliwości, Phillips przytacza historię „przedwcześnie elokwentnego jedenastoletniego chłopca”, który kiedyś był jego pacjentem, przyprowadzonym przez matkę, która uważała, że jej syn jest „bardziej nieszczęśliwy, niż myślał”, w dużej mierze z powodu jego „mylącego samookreślenia”. Phillips odkrył, że to powierzchowne „ja”, które chłopiec przywdział jako tarczę przed dezaprobatą, było w dużej mierze związane z doświadczeniem nudy. Po raz kolejny Phillips oferuje fragment aż nazbyt ściśle odnoszący się do współczesnej kondycji ludzkiej wykraczającej poza dzieciństwo:
[Chłopiec] był w stanie, który mogę opisać jedynie jako pustą euforię na temat tego, jak pełne jest jego życie. Ponieważ przerażały go własne wątpliwości, zadawałem mu bardzo mało pytań i zawsze były taktowne. Ale w pewnym momencie, bardziej bezpośrednio niż zamierzałem, zapytałem go, czy kiedykolwiek się nudzi. Był zaskoczony pytaniem i odpowiedział z ponurością, której wcześniej nie widziałem u tego nieustannie radosnego dziecka: „Nie wolno mi się nudzić”. Zapytałem go, co się stanie, jeśli pozwoli sobie na nudę, a on po raz pierwszy, jak sądzę, zatrzymał się w trakcie terapii i powiedział: „Nie wiedziałbym, na co czekam” i na chwilę ogarnęła go panika na tę myśl.
Phillips skierował leczenie w stronę „fałszywego ja” chłopca i jego przekonania, że bycie dobrym, dzięki aprobacie matki, oznacza posiadanie wielu zainteresowań, które nie pozostawiają miejsca na wadę nudy. W ciągu następnego roku Phillips pomógł chłopcu rozwinąć jego zdolność do nudy. Opowiada:
Kiedyś zasugerowałem mu, że bycie dobrym to sposób, aby ludzie przestali go znać, na co się zgodził, ale dodał: „Kiedy się nudzę, nie znam samego siebie”.

Ilustracja pochodzi z książki Øyvinda Torsetera 'The Hole'.
Myślę, że tak właśnie my, dorośli we współczesnym świecie, często przechodzimy przez życie. Nasza wersja bycia dobrym to bycie produktywnym. Wybierając ciągłe rozproszenie lub zajęcie — dwie strony tej samej monety — staramy się unikać nie nudy i bierności, ale kończymy na pozbawianiu się obecności , ponieważ obecność zakłada oderwanie się od tego, na co czekamy, od tego, co ma nadejść, i uważne ugruntowanie w tym, co jest .
To jest kulturowa patologia naszych czasów: gdybyśmy przestali robić to, co robimy, moglibyśmy nie wiedzieć, kim jesteśmy. Jak już wcześniej rozważałem , kultywowanie sztuki obecności w epoce produktywności nie jest łatwym zadaniem.
On Kissing, Tickling, and Being Bored to piękna i rozciągająca psychikę lektura w całości. Uzupełnij ją tą kulturową historią nudy , a następnie wróć do fantastycznej rozmowy Phillipsa z Paulem Holdengräberem na temat tego , dlaczego psychoanaliza jest jak literatura dla duszy .
COMMUNITY REFLECTIONS
SHARE YOUR REFLECTION
2 PAST RESPONSES
I've printed out the image of the little boy sitting by the stream. Gonna post it on my wall (literally) at my job! Thanks for this post.
Thank you, I needed this, the affirmation that just being and being bored is OK. We are driven to distraction in this age of constant connectivity & we are losing some creativity and also Presence. Thank you!!!! HUG!