Back to Stories

Julia Cameron O tym, Jak wyjść Z własnej Drogi

„Bez względu na to, ile masz lat i jaką ścieżkę życiową podążasz… nie jest za późno, ani za egoistyczne, zbyt samolubne czy zbyt głupie, aby pracować nad swoją kreatywnością”.

„Sztuka nie jest rzeczą — jest drogą” — napisał Elbert Hubbard w 1908 roku. Ale pytanie, czym jest ta droga, dokąd dokładnie prowadzi i jak najlepiej nią podążać, jest czymś, z czym zmagają się artyści od zarania dziejów, a psychologowie spędzili dziesięciolecia próbując rozszyfrować to zagadnienie, opisując etapy kreatywności , jej podstawowe warunki i najlepszą technikę wytwarzania pomysłów .

W 1978 roku, kilka miesięcy po tym, jak przestała pić, artystka, poetka, dramatopisarka, powieściopisarka, reżyserka filmowa, kompozytorka i dziennikarka Julia Cameron zaczęła uczyć artystów — według najszerszej możliwej definicji — jak pokonać blokadę twórczą i stanąć na nogi po „twórczym urazie”. To, co zaczęło się jako indywidualne lekcje z garstką artystów, przerodziło się w większy warsztat, następnie w kurs, który Cameron była zapraszana do prowadzenia na całym świecie, a ostatecznie w The Artist's Way ( biblioteka publiczna ) — pionierski, uwielbiany podręcznik na temat życia twórczego, eksplorujący jego bramy, przeszkody i to, jak możemy wyjść z własnej drogi. Jest to jednocześnie praktyczny zestaw technik i ponadczasowa filozoficzna medytacja nad kwintesencją ludzkiego impulsu do tworzenia.

Ilustracja autorstwa Sydney Pink z tomu „Overcoming Creative Block”.

We wstępie do dziesiątego wydania rocznicowego Cameron dodaje do najpiękniejszych definicji sztuki :

Sztuka jest transakcją duchową. Artyści są wizjonerami. Rutynowo praktykujemy formę wiary, widząc wyraźnie i zmierzając ku kreatywnemu celowi, który migocze w oddali — często widoczny dla nas, ale niewidoczny dla tych wokół nas. Choć trudno o tym pamiętać, to nasza praca tworzy rynek, a nie rynek tworzy naszą pracę. Sztuka jest aktem wiary, a my ją praktykujemy.

Rzeczywiście, chociaż książka ma silny duchowy wydźwięk, który może zniechęcać tych z nas , którzy sceptycznie podchodzą do zorganizowanej religii , Cameron stara się zaprosić najszerszą możliwą definicję duchowości, nawiązując do Flannery O'Connor i wskazując, że wcale nie musi być ona zgodna z religią. Pisze:

Pomyśl o tym jako o ćwiczeniu otwartości umysłu. . . . Przypomnij sobie, że aby odnieść sukces w tym kursie, nie jest potrzebna żadna koncepcja boga. W rzeczywistości wiele powszechnie przyjętych koncepcji boga staje na drodze. Nie pozwól, aby semantyka stała się dla ciebie kolejną przeszkodą. Kiedy słowo Bóg jest używane na tych stronach, możesz zastąpić je myślą o dobrym uporządkowanym kierunku lub przepływie. Mówimy o kreatywnej energii. . . . Wydaje się, że nie ma potrzeby jej nazywać, chyba że ta nazwa jest użytecznym skrótem dla tego, czego doświadczasz.

Ilustracja autorstwa Władimira Radunsky'ego pochodząca z „Porad dla małych dziewczynek” Marka Twaina.

Ta kreatywna energia, twierdzi Cameron, jest częścią naszej rdzennej natury. Zamiast się jej uczyć, musimy po prostu oduczyć się wszystkich technik, które nabyliśmy, by ją blokować w trakcie życia naszym Poważnym Dorosłym Życiem. Pisze:

Niezależnie od tego, ile masz lat i jaką ścieżkę życiową podążasz, czy tworzenie sztuki jest twoją karierą, hobby czy marzeniem, nigdy nie jest za późno, ani za egoistyczne, samolubne czy głupie, żeby popracować nad swoją kreatywnością. . . . Doszedłem do wniosku, że kreatywność jest naszą prawdziwą naturą, a blokady są nienaturalnym zahamowaniem procesu, który jest jednocześnie tak normalny i cudowny jak rozkwit kwiatu na końcu smukłej, zielonej łodygi.

Podobnie jak T.S. Eliot, który wychwalał mistyczną jakość kreatywności , Cameron opowiada o swojej podróży, podczas której uczyła się odblokowywać naturalny przepływ kreatywności — siłę życiową, którą Dylan Thomas w pamiętny sposób nazwał „siłą, która poprzez zielony lont napędza kwiat” — i uważa, że ​​umysł bezstronny jest niezbędny do prawdziwej pracy twórczej:

Nauczyłem się oddawać moją kreatywność jedynemu bogu, w którego mogłem wierzyć, bogu kreatywności, nauczyłem się schodzić z drogi i pozwolić tej kreatywnej sile działać przeze mnie… Nauczyłem się po prostu pojawiać się na stronie i zapisywać to, co usłyszałem. Pisanie stało się bardziej podobne do podsłuchiwania, a mniej do wynalezienia bomby atomowej. Nie było to takie trudne i nie wybuchało już na mnie. Nie musiałem być w nastroju. Nie musiałem mierzyć temperatury moich emocji, żeby sprawdzić, czy natchnienie jest w zasięgu ręki. Po prostu pisałem. Żadnych negocjacji. Dobre, złe? To nie moja sprawa. Nie robiłem tego. Rezygnując z roli świadomego siebie autora, pisałem swobodnie.

Ta koncepcja poddania się wydaje się bliższa wschodnim naukom filozoficznym o jedności wszechświata niż zachodniemu pojęciu boskości w sensie religijnym. Cameron pisze:

Jeśli wyobrażasz sobie wszechświat jako ogromne morze energii elektrycznej, w którym jesteś zanurzony i z którego zostałeś ukształtowany, otwarcie się na swoją kreatywność zmienia cię z czegoś kołyszącego się na powierzchni morza w pełni funkcjonującą, bardziej świadomą i bardziej współpracującą część tego ekosystemu.

Ilustracja Lisy Congdon z książki „Whatever You Are, Be a Good One”.

A jednak, z nutą Wattsowskiego rozróżnienia między wiarą a przekonaniem , Cameron przedstawia argumenty na rzecz „duchowej elektryczności” ukrytej w procesie twórczym i pisze:

Sercem kreatywności jest doświadczenie mistycznego zjednoczenia; sercem mistycznego zjednoczenia jest doświadczenie kreatywności. . . . Kreatywność jest doświadczeniem — moim zdaniem, doświadczeniem duchowym. Nie ma znaczenia, jak o tym myślisz: kreatywność prowadząca do duchowości czy duchowość prowadząca do kreatywności. W rzeczywistości nie robię rozróżnienia między tymi dwoma. W obliczu takiego doświadczenia, całe pytanie o wiarę staje się nieaktualne. Jak Carl Jung odpowiedział na pytanie o wiarę pod koniec swojego życia, „Nie wierzę; ja wiem”.

Cameron twierdzi, że ta cykliczna relacja między kreatywnością a duchowością ma swoje odpowiedniki w technikach i praktykach jej „metody odblokowywania”. W cudownie uspokajającym fragmencie pisze o „ścieżce spiralnej” ku twórczemu wyzdrowieniu:

Będziesz krążyć wokół niektórych kwestii raz po raz, za każdym razem na innym poziomie. Nie ma czegoś takiego jak zakończenie artystycznego życia. Frustracje i nagrody istnieją na wszystkich poziomach ścieżki. Naszym celem jest znalezienie szlaku, ugruntowanie pozycji i rozpoczęcie wspinaczki.

Ale pomimo spiralnej natury ścieżki, Cameron czerpie ze swojego bogatego doświadczenia w pracy z artystami, aby nakreślić kilka etapów procesu twórczego powrotu do zdrowia — etapów uderzająco podobnych do etapów żałoby , być może dlatego, że sam proces wymaga, abyśmy uwolnili się od przywiązań i nawyków psychoemocjonalnych, które stoją na drodze naszego kontaktu z energią twórczą. Cameron pisze:

Chociaż nie ma szybkiego rozwiązania na natychmiastową, bezbolesną kreatywność, kreatywne wyzdrowienie (lub odkrycie) jest nauczalnym, śledzonym procesem duchowym. Każdy z nas jest złożony i wysoce indywidualny, jednak istnieją wspólne rozpoznawalne mianowniki procesu kreatywnego wyzdrowienia.

Pracując z tym procesem, widzę pewną dozę buntu i zawrotu głowy w pierwszych kilku tygodniach. Ten etap wstępny jest tuż po wybuchu gniewu w środkowej części kursu. Gniewowi towarzyszy smutek, a następnie naprzemienne fale oporu i nadziei. Ta faza wzrostu ze szczytami i dolinami staje się serią ekspansji i kontrakcji, procesem narodzin, w którym studenci doświadczają intensywnej euforii i obronnego sceptycyzmu.

Ta niespokojna faza wzrostu jest poprzedzona silną potrzebą porzucenia procesu i powrotu do życia, jakie znamy. Innymi słowy, okresem targowania się. Ludzie często są kuszeni, aby porzucić kurs w tym momencie. Nazywam to kreatywnym zwrotem akcji. Ponowne zaangażowanie się w proces wyzwala następnie swobodny upadek poważnego poddania się ego. Po tym, ostatnia faza kursu charakteryzuje się nowym poczuciem siebie, które charakteryzuje się zwiększoną autonomią, odpornością, oczekiwaniem i ekscytacją — a także zdolnością do tworzenia i realizacji konkretnych kreatywnych planów.

Jeśli brzmi to jak wiele emocjonalnego zamieszania, to tak jest. Kiedy angażujemy się w odzyskiwanie kreatywności, wchodzimy w proces wycofania się z życia, jakie znamy. Wycofanie jest innym sposobem na powiedzenie oderwania lub braku przywiązania, co jest symbolem konsekwentnej pracy z jakąkolwiek praktyką medytacyjną.

Ilustracja Lisbeth Zwerger do „Alicji w Krainie Czarów”.

Jednak najbardziej rzucająca się w oczy i dodająca otuchy uwaga Camerona dotyczy kierunku wycofania:

My sami jesteśmy substancją, do której się wycofujemy, a nie z której się wycofujemy, gdy ściągamy naszą nadmiernie rozciągniętą i niewłaściwie skierowaną energię twórczą z powrotem do naszego własnego jądra.

To, co stoi między nami a powrotem do naszego sedna, to chroniczny perfekcjonizm, przed którym tak elokwentnie ostrzegała Anne Lamott . Cameron pisze:

Jesteśmy ofiarami naszego własnego zinternalizowanego perfekcjonisty, paskudnego wewnętrznego i wiecznego krytyka, Cenzora, który mieszka w naszym (lewym) mózgu i stale podtrzymuje strumień wywrotowych uwag, które często są zamaskowane jako prawda. . . . Uczyń to zasadą: zawsze pamiętaj, że negatywne opinie twojego Cenzora nie są prawdą. Wymaga to praktyki. Wylewając się z łóżka prosto na stronę każdego ranka, uczysz się unikać Cenzora.

W pozostałej części The Artist's Way Cameron staje się zaufanym szerpą w „intensywnym, kierowanym spotkaniu z własną kreatywnością — twoimi prywatnymi złoczyńcami, mistrzami, życzeniami, lękami, marzeniami, nadziejami i triumfami” — rodzaju doświadczenia, które „sprawi, że będziesz podekscytowany, przygnębiony, zły, przestraszony, radosny, pełen nadziei i ostatecznie bardziej wolny”. Uzupełnij to niezastąpionym Bird by Bird Lamotta, Neilem Gaimanem o tworzeniu wspaniałej sztuki i Anną Deavere Smith o tym, co naprawdę oznacza twórcza pewność siebie .

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS