Back to Stories

Sherwin Nuland O Sztuce Umierania Jako O Soczewce Na sztukę życia pełnego Sensu

„Największą godnością, jaką można odnaleźć w śmierci, jest godność życia, które ją poprzedzało”.

„Rozpaczać, że nie będziemy żyli za sto lat, jest tym samym szaleństwem, co żałować, że nie żyliśmy sto lat temu” – napisał Montaigne w swojej ponadczasowej medytacji o śmierci i sztuce życia . A jednak w pół tysiącleciu od jego czasów poczyniliśmy marne postępy w tak obojętnym pogodzeniu się z rzeczywistością śmierci. Nadal jesteśmy głęboko nieprzygotowani , gdy uderza ona w naszych bliskich, i sparaliżowani perspektywą naszego własnego upadku . Nasz dyskomfort związany z „ideą trwałej nieświadomości, w której nie ma ani pustki, ani próżni — w której po prostu nie ma niczego” to to, co chirurg, bioetyk, eseista i profesor Yale'a Sherwin Nuland (1930–2014) bada z zadziwiającą mądrością i wrażliwością w swojej rozwijającej duszę książce z 1993 roku How We Die: Reflections of Life's Final Chapter ( biblioteka publiczna ) — wielowymiarowym traktacie o śmierci i próbie „demitologizacji procesu umierania”, łączącym filozoficzne refleksje na temat jego najbardziej uniwersalnych aspektów ze specjalistycznymi złożonościami powodowanymi przez sześć najczęstszych kategorii chorób powiązanych ze współczesną śmiercią.

Ale ciężko zdobyte zawodowe doświadczenie Nulanda, jego praca nad medycyną i zrozumienie kondycji ludzkiej, są jedynie produktem ubocznym jego bezlitosnego osobistego spotkania ze śmiercią — Nuland stracił matkę na raka jelita grubego tydzień po swoich jedenastych urodzinach, tragedia, która ukształtowała jego życie. „Wszystko, czym się stałem i wiele z tego, czym się nie stałem, bezpośrednio lub pośrednio przypisuję jej śmierci” — zastanawia się. Sama książka została napisana niecały rok po tym, jak Nuland stracił brata na tę samą chorobę, która odebrała życie ich matce.

Nuland pisze:

Każdy chce znać szczegóły umierania, choć niewielu jest gotowych to powiedzieć. Czy to po to, by przewidzieć wydarzenia związane z naszą ostatnią chorobą, czy lepiej zrozumieć, co dzieje się ze śmiertelnie dotkniętą bliską osobą… jesteśmy wabieni myślami o końcu życia… Dla większości ludzi śmierć pozostaje ukrytym sekretem, tak jak jest erotycznie traktowana, tak jak się jej boimy. Jesteśmy nieodparcie przyciągani przez te same lęki, które uważamy za najbardziej przerażające; jesteśmy do nich przyciągani przez pierwotne podniecenie, które powstaje z flirtu z niebezpieczeństwem. Ćmy i płomienie, ludzkość i śmierć — jest między nimi niewielka różnica.

[...]

Jak w obliczu każdego innego grożącego nam zagrożenia i pokusy, szukamy sposobów, aby zaprzeczyć mocy śmierci i lodowatemu uściskowi, w jakim trzyma ona ludzkie myśli.

W całej historii, zauważa, nasze strategie na złagodzenie tej lodowatej chwytności były różne, od mitologii po humor i religię, ale ostatnie kilka dekad dało nam zupełnie nowe zjawisko, które nazywa „współczesnym umieraniem” — swego rodzaju zapakowane doświadczenie, które ma miejsce w szpitalu, gdzie próbujemy sztucznie wprowadzić starożytny ideał ars moriendi , czyli sztuki umierania. Zastanawiając się nad swoją rozległą pracą z umierającymi pacjentami, Nuland rozważa niemożność realizacji tego ideału we współczesnym kontekście:

Dobra śmierć staje się coraz bardziej mitem. Właściwie zawsze była w większości mitem, ale nigdy w takim stopniu jak dziś. Głównym składnikiem mitu jest upragniony ideał „śmierci z godnością”.

[...]

Wiara w prawdopodobieństwo śmierci z godnością jest naszą i społeczeństwa próbą poradzenia sobie z rzeczywistością tego, co zbyt często jest serią destrukcyjnych zdarzeń, które z samej swojej natury obejmują rozpad człowieczeństwa umierającej osoby. Nie często widziałem wiele godności w procesie, w którym umieramy… Tylko poprzez szczerą dyskusję na temat samych szczegółów umierania możemy najlepiej poradzić sobie z tymi aspektami, które najbardziej nas przerażają. To poprzez poznanie prawdy i przygotowanie się na nią pozbywamy się strachu przed terra incognita śmierci, który prowadzi do samooszukiwania się i rozczarowań.

A jednak, mimo ubolewania nad złudną mitologią godnej śmierci, perspektywa Nuland jest ostatecznie optymistyczna, gdyż na nowo ujmuje źródło godności w śmierci, zamiast całkowicie je negować, czyniąc to w cudownie poetyckich słowach:

Największą godnością, jaką można znaleźć w śmierci, jest godność życia, które ją poprzedzało. To forma nadziei, którą wszyscy możemy osiągnąć i jest ona najbardziej trwała ze wszystkich. Nadzieja tkwi w znaczeniu tego, czym było nasze życie.

Ale naszym największym aktem nadziei w umieraniu, twierdzi Nuland, jest rozpuszczenie naszej iluzji odrębności . Pisze:

Prawdziwym wydarzeniem, które ma miejsce pod koniec naszego życia, jest nasza śmierć, a nie próby jej zapobieżenia. Jakoś tak bardzo pochłonęły nas cuda współczesnej nauki, że nasze społeczeństwo kładzie nacisk w złym miejscu. To umieranie jest najważniejsze — głównym graczem w dramacie jest umierający mężczyzna: energiczny przywódca tego ruchliwego oddziału jego potencjalnych ratowników jest tylko widzem, i to na ziemi.

Rozmyślając nad powszechnie udokumentowanym faktem medycznym, że umierający często mogą przeżyć tygodnie dłużej niż prognozowano, podtrzymywani jedynie nadzieją na przeżycie do konkretnego, znaczącego momentu — ślubu córki, ukończenia szkoły przez wnuka — Nuland przywołuje słynne wersy Rilkego ( „O Panie, daj każdemu z nas własną śmierć / Umierającego, który wypływa z życia / W którym miał miłość, sens i rozpacz” ) i zastanawia się nad prawdziwym źródłem nadziei:

Dla umierających pacjentów nadzieja na wyleczenie zawsze okaże się ostatecznie fałszywa, a nawet nadzieja na ulgę zbyt często obraca się w popiół. Kiedy nadejdzie mój czas, będę szukał nadziei w świadomości, że o ile to możliwe, nie pozwolono mi cierpieć ani być poddawanym niepotrzebnym próbom podtrzymywania życia; będę jej szukał w pewności, że nie zostanę porzucony, by umrzeć w samotności; szukam jej teraz, w sposobie, w jaki próbuję żyć, aby ci, którzy cenią to, kim jestem, skorzystali z mojego czasu na ziemi i zostali z pocieszającymi wspomnieniami tego, co dla siebie znaczyliśmy… Bez względu na to, jaką formę to przybierze, każdy z nas musi znaleźć nadzieję na swój własny sposób.

Nuland zwraca się ku najcięższemu ciężarowi umierania, uczuciu żalu z powodu „nierozwiązanych konfliktów, zerwanych relacji, które nie zostały uzdrowione, niespełnionego potencjału, niedotrzymanych obietnic i lat, które nigdy nie zostaną przeżyte”. Ale nawet w tej rozpaczliwej propozycji znajduje mało prawdopodobne i raczej piękne źródło nadziei. Podważając słynną formułę Viktora Frankla często powtarzanej idei, że powinniśmy żyć każdego dnia tak, jakby był naszym ostatnim — „Żyj tak, jakbyś żył już po raz drugi i jakbyś postąpił za pierwszym razem tak źle, jak zamierzasz postąpić teraz!” Frankl napisał w swoich spektakularnych wspomnieniach o poszukiwaniu sensu — Nuland znajduje pocieszenie w pokrzepiającej interpretacji lustrzanego odbicia:

Być może samo istnienie rzeczy niespełnionych powinno być pewnego rodzaju satysfakcją samą w sobie, choć idea ta wydaje się paradoksalna. Tylko ktoś, kto dawno umarł, a mimo to wciąż wydaje się żywy, nie ma wielu „obietnic do dotrzymania i mil do przebycia, zanim zaśnie”, a ten stan bezwładu nie jest pożądany. Do mądrej rady, żebyśmy żyli każdego dnia tak, jakby miał być naszym ostatnim, dobrze zrobimy, jeśli dodamy napomnienie, by żyć każdego dnia tak, jakbyśmy mieli być na tej ziemi wiecznie.

Powraca do twardego ideału ars moriendi , teraz owiniętego w tę nowo odkrytą łagodność:

Od kiedy ludzie zaczęli pisać, zapisali swoje życzenie wyidealizowanego zakończenia, które niektórzy nazywają „dobrą śmiercią”, jakby ktokolwiek z nas mógł być tego pewny lub mieć jakikolwiek powód, by się tego spodziewać. Istnieją pułapki podejmowania decyzji, których należy unikać, i różnorodność nadziei, których należy szukać, ale poza tym musimy wybaczyć sobie, gdy nie możemy osiągnąć jakiegoś z góry przyjętego obrazu właściwej śmierci.

Ale być może najbardziej wyrazisty punkt Nulanda dotyczy konieczności śmierci jako siły napędowej natury — idei pośredniej między teorią ewolucji a japońską koncepcją wabi-sabi , z nutą Alana Wattsa . Pisze on:

Umieramy, aby świat mógł żyć dalej. Otrzymaliśmy cud życia, ponieważ biliony bilionów żywych istot przygotowały nam drogę, a następnie umarły — w pewnym sensie, za nas. My umieramy, aby inni mogli żyć. Tragedia pojedynczej osoby staje się, w równowadze naturalnych rzeczy, triumfem trwającego życia.

W tym sensie godność śmierci jest rzeczywiście godnością życia, a naszą jedyną odpowiedzialnością, aby dobrze umrzeć, jest dobrze żyć:

Godność, której szukamy w umieraniu, musi być odnaleziona w godności, z jaką przeżyliśmy nasze życie. Ars moriendi as ars vivendi: Sztuka umierania jest sztuką życia. Uczciwość i wdzięk lat życia, które się kończą, są prawdziwą miarą tego, jak umieramy. Nie w ostatnich tygodniach lub dniach układamy przesłanie, które zostanie zapamiętane, ale we wszystkich dekadach, które je poprzedzały. Kto żył w godności, umiera w godności.

How We Die to ponadczasowo cudowna lektura w całości. Aby uzyskać niezbędny odpowiednik, zobacz piękne wspomnienia Meghan O'Rourke o żałobie i nauce życia ze stratą .

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

1 PAST RESPONSES

User avatar
d s ranga rao Nov 3, 2014

Dignity in living is possible, but dignity in dying.....? That's what Nuland says is also possible.