Back to Stories

Przekształcanie Traumy W energię twórczą

Zamiast się poddawać, najgłębszą rzeczą, jaką możemy zrobić z traumą, jest przekształcenie bólu w działania, które uzdrawiają nas i pomagają innym ludziom. Potężna medytacja na temat miłości, straty, powrotu do zdrowia i oporu.

“War.† Tapestry by Shoshana Comet. Credit: Ted Comet. All rights reserved.

W 1998 roku u mojej żony Shoshany zdiagnozowano chorobę Alzheimera . Wybitna artystka i psychoterapeutka, która pracowała z ocalałymi z Holokaustu (jednym z nich była ona), kobieta, która kiedyś mówiła ośmioma językami, ledwo potrafiła mówić w ogóle.

Czy Shoshana wiedziała, kim jestem? Były dobre i złe dni. W złe dni mówiłem, że „światło zdecydowanie zgasło”. W dobre dni podchodziłem do niej i ją obejmowałem. Całowałem ją, a ona odwzajemniała pocałunek, co wywoływało cudowne wspomnienia kochającego małżeństwa.

Shoshana zmarła w 2012 roku, ale w ciągu półwiecza naszego wspólnego życia nauczyła mnie, że trauma może być szansą na transformację, poprzez sposób, w jaki radziła sobie ze swoimi doświadczeniami, w swojej pracy psychoterapeutycznej, a także poprzez moją rolę jako opiekunki w późniejszym życiu.

„Wojna”. Gobelin autorstwa Shoshany Comet. Źródło: Ted Comet. Wszelkie prawa zastrzeżone.

***

Następnego ranka po inwazji Hitlera na Belgię w 1940 r. Shoshana Ungar i jej rodzina uciekli z Antwerpii i przekroczyli granicę z Francją. Wiedzieli, co ich czeka: prześladowania żydowskich mieszkańców, po których, jak świat dowiedział się później, nastąpiła podróż pociągiem do obozów zagłady Holokaustu .

Zostawiając za sobą wszystko, co posiadali, Ungarowie przemierzali francuską wieś pociągiem i pieszo, ukrywając się w nocy i przeżywając liczne ataki z powietrza niemieckich samolotów. Ostatecznie dotarli do neutralnej Portugalii przez północną Hiszpanię, gdzie amerykański urzędnik konsularny w Porto wydał im wizy wjazdowe do USA.

Rodzina przybyła do Nowego Jorku w 1941 r., a ja poznałem Shoshanę dziesięć lat później. Pobraliśmy się w 1952 r. Jeśli chodzi o traumę związaną z ucieczką, trzymała ją głęboko ukrytą. Dopiero wiele lat później była w stanie opowiedzieć swoją historię poprzez sztukę.

Pewnego dnia w 1968 roku Shoshana ogłosiła, że ​​zapisała się na kurs tkactwa. Kiedy zapytałam ją, dlaczego wybrała tkactwo zamiast malarstwa, odpowiedziała mi, że „farba, która pochodzi z chemikaliów, jest obojętna, a obraz po ukończeniu jest utrwalony w czasie; podczas gdy wełna, która pochodzi od żywego zwierzęcia, nadal podlega ruchowi i zmianom, tak jak samo życie”.

Shoshana wkrótce zrezygnowała z kursu, ponieważ był on nastawiony na rzemiosło, a nie sztukę. Więc kupiliśmy krosno, na którym pracowała w domu. Zasadniczo była samoukiem. Utkała pięć gobelinów o wysokości 6 stóp, które posłużyły jej jako sposób na uwolnienie się od traumy holokaustu.

Podczas pracy nad gobelinem zatytułowanym „Wojna” jej prawe ramię zostało sparaliżowane. Lekarze nie mogli znaleźć fizycznej przyczyny problemu, więc udała się na psychoterapię. Odkryła, że ​​jej tkanie wywoływało wspomnienia, które były tak bolesne, że podświadomie sparaliżowała ramię, aby uniemożliwić sobie kontynuowanie.

Po tym, jak te wspomnienia zostały przepracowane na terapii, jej ręka odzyskała sprawność. Straciła również strach przed lataniem. Widząc niemieckie Stukasy ostrzeliwujące pasażerów pociągów podczas podróży pociągiem przez Francję w 1940 r., samolot do Shoshany nie był środkiem transportu - był narzędziem śmierci.

Po ukończeniu piątego gobelinu, „Affirmation of Life”, Shoshana zamknęła swój warsztat tkacki i nigdy go nie otworzyła. Zamiast tego sama szkoliła się, aby zostać psychoterapeutką, pracując z ocalałymi z Holokaustu i ich rodzinami, które zostały naznaczone ich doświadczeniem.

Kiedy zapytałam ją, dlaczego zrezygnowała ze swojej sztuki, odpowiedziała: „Nie. Bycie dobrym terapeutą to bardziej sztuka niż nauka. Mój rodzaj tkania jest tak samo wymagający emocjonalnie, jak prowadzenie psychoterapii. Nie mogę robić obu rzeczy. I ważniejsze jest dla mnie ratowanie jakości życia innych niż wyrażanie własnego bólu w tkaniu”.

Psychoterapeutyczna praca Shoshany odrzucała konwencjonalną mądrość tamtych czasów. Zakwestionowała popularny w psychoanalizie model „ Syndromu Ocalałych ”, który skupiał się wyłącznie na ocalałych jako ofiarach, które były definiowane przez poczucie winy, lęk i depresję.

Zamiast tego opowiadała się za bardziej pozytywnym podejściem, uznając godność i sprawczość tych, którzy znaleźli w sobie wewnętrzną siłę, aby przetrwać doświadczenia i zbudować sobie nowe życie.

„Skupialiśmy się na cierpieniu ocalałych” – powiedziała na odbywającym się co cztery lata spotkaniu Światowej Rady Żydowskiej Służby Społecznej w Jerozolimie w 1988 r. – „ale w tym procesie straciliśmy z oczu moralny i duchowy opór, który pozwolił im przetrwać i nawiązać nowe relacje”.

Odejście od stygmatu bycia ofiarą było, jak twierdziła, kluczem do przekształcenia doświadczenia traumy w pozytywną ścieżkę do samoleczenia i służby innym. Skupiając się na mocnych stronach ludzi zamiast na ich słabościach, mogli stać się aktywnymi agentami własnej transformacji i zaoferować wsparcie tym wokół nich, którzy stanęli w obliczu podobnych traum. Nie mieli być postrzegani jako bierni lub jako „obciążenie” dla swoich rodzin.

Shoshana odkryła, jak przekształcić własną traumę w pewien kreatywny akt energii, najpierw poprzez tkanie, a następnie w swojej praktyce psychoterapeutycznej. W tym procesie pomogła zmienić sposób, w jaki postrzegano i wspierano ocalałych z Holokaustu.

***

Nawet po tym, jak zdiagnozowano u niej chorobę Alzheimera, Shoshana nadal uczyła mnie o traumie i transformacji – w tym przypadku mojej – ponieważ zasady były te same: zamiast się poddawać, najcenniejsze, co możemy zrobić w obliczu traumy, to przekształcić ból w kreatywne działanie, które pomoże nam samym i innym ludziom.

W tym czasie moja żona nie mogła już nic zrobić sama. Trzeba było się nią opiekować pod każdym względem. Ale chciałem, żeby była w domu. Nie chciałem jej umieszczać w instytucji.

Bez względu na to, ile empatii mają ludzie, nie potrafią naprawdę pojąć horroru utraty ukochanej osoby kawałek po kawałku, dzień po dniu. Straciłam bardzo, bardzo dużą część siebie. Nie ma sposobu, aby przezwyciężyć głębię tej straty, ponieważ to, co masz, to śmierć twojego małżeństwa, ale śmierć, której nie można opłakiwać. Nie było zamknięcia, dopóki Shoshana żyła. To było jak otwarta rana, o której wiedziałam, że będzie się tylko pogarszać.

Kiedy umiera ktoś, kogo kochasz, próbujesz to przepracować, a następnie przejść do następnej fazy swojego życia. Ale dopóki twój partner fizycznie żyje, nie możesz opłakiwać ani iść dalej w ten sposób. To śmierć partnerstwa i nie możesz jej naprawdę zintegrować, zinternalizować i iść dalej. Zawsze jest. Kobieta, którą poślubiłem, która była moją partnerką życiową, z którą dzieliłem wszystko, już nie była.

Oczywiście, że przechodziłam przez okres gniewu. Pamiętam, że kiedyś czułam się tak przygnębiona. Szłam ulicą, spojrzałam w niebo i powiedziałam: „Boże, zabierz nas oboje. Zrób to delikatnie”. Naprawdę nie chciałam żyć. Ale potem odkryłam, że stopień odporności ludzi – Shoshany, mnie i innych – jest oszałamiający.

Więc dołączyłem do grupy wsparcia dla osób z chorobą Alzheimera w Nowym Jorku. Mogę wspierać nowicjuszy, ponieważ byłem tam wcześniej i przeszedłem przez każdy etap, przez który oni przechodzą i przejdą, więc mogę być pomocny dla innych, a oni są pomocni dla mnie. Ale jak nauczyła mnie moja żona na podstawie własnych doświadczeń z traumą i powrotem do zdrowia, idea pomocy komuś innemu w uzdrowieniu jest w dużej mierze procesem samouzdrawiania. Nie ma co do tego wątpliwości. Idea wykorzystania swojego bólu w jakimś konstruktywnym celu urzeczywistnia się, gdy pomagasz komuś innemu.

Kiedy nowicjusze przychodzą do grupy i pytają „jak mam znaleźć siłę, żeby poradzić sobie z tą sytuacją”, mówię im, żeby użyli następującej analogii. „Podnosisz ciężary”, mówię, „i możesz zacząć tylko od lekkiego ciężaru, aż do momentu, gdy przejdziesz do czegoś cięższego. Nigdy nie będziesz w stanie zrobić na początku tego, co możesz zrobić na końcu”. To samo dzieje się z tym, co nazywam naszą „psychiczną muskulaturą”.

Traumatyczne doświadczenie choroby Alzheimera może pomóc nam znaleźć i rozwinąć wewnętrzną siłę, aby poradzić sobie z sytuacją. To ta sama lekcja, której Shoshana uczyła o ocalałych z Holokaustu.

Ostatnie słowa pozostawię mojej żonie z jej przemówienia w Jerozolimie w 1988 r.:

„Największym wyzwaniem, z którym każdy się mierzy, jest to, jak radzimy sobie z traumą, ponieważ każdy w takiej czy innej formie ją przeżywa. A rada, którą nam zazwyczaj dają, brzmi: »zostaw to za sobą i idź dalej«”.

Shoshana twierdziła, że ​​można zrobić coś o wiele głębszego, a mianowicie „wykorzystać traumę i przekształcić ją w twórczą energię i działanie”.

Zrobiła to dwa razy, poprzez sztukę, a potem przez praktykę terapeutyczną. „Ci, którzy to osiągną”, powiedziała, „są moralnymi i duchowymi zwycięzcami”.

Share this story:

COMMUNITY REFLECTIONS

3 PAST RESPONSES

User avatar
Kristin Pedemonti Jun 16, 2014

Thank you Mr Comet for a beautifully shared tribute to your wife, her work and to transmuting trauma to creativity and serving others. As a Cause Focused Storyteller, I work with many different populations worldwide, serving as a catalyst for people to share their stories whether verbally or in print. It's been healing to my own challenges in life as well. May your wife's legacy live on through all the lives she touched and may yours as well as you have guided others through the journey. Hugs from my heart to yours, Kristin

User avatar
Symin Jun 15, 2014

Thank you, Mr. Comet, for sharing this story. It's a gift to victims of all sorts of unspeakable events for it illustrates how pain is intensified by failing to work through it. Finding a way to serve others is perhaps the best and only way to serve yourself.

User avatar
Mamta Nanda Jun 15, 2014

Thank you for this beautiful sharing.It is not easy to be with someone you love who is suffering, and is withering away gradually. I found the book - Gift of Alzheimer's - very helpful when my mother was suffering from dementia in the last few months of her life. With time, I am able to see the gift from her suffering.